Ameryka: Przez szybę World Trade Center

Przygotowując moje zwiedzanie Nowego Jorku, stwierdziłam, że wjadę tylko na jeden z trzech słynnych drapaczy. Wystarczy, drogo.

Posłuchałam relacji, obejrzałam filmiki, stanęło na Rockefeller Center. Tyle plany.  Jak można się domyślić, wjechałam na wszystkie trzy. Każdy wjazd 37 dolarów. Czy warto było? Taaaaak.  Niby to samo,  jednak aby nasycić się Manhattanem (z perspektywą, że nigdy tu nie wrócę), to za mało.  World Trade Center nr 1, czyli najwyższy budynek w Ameryce, „stanął” nam na drodze już pierwszego dnia pobytu w Nowym Jorku.

World Trade Center No 1

Generalnie ciężko jest robić zdjęcia w tym mieście, bo wszystkie budynki się przechylają lub nie mieszczą się w kadrze.  Jak wiadomo, WTC to kompleks ponumerowanych budynków, postawionych na nowo po zamachu 11 września. Wystawy związane z tym wydarzeniem rozlokowane są w różnych miejscach, nawet w pobliskiej kaplicy  św. Pawła, gdzie znajduje się wystawa poświęcona akcji ratowniczej. Poniżej wklejam mapkę dla orientacji, jednak nie zamierzam opisywać tej znanej historii, a skupić się nad tym,  CO  WIDAĆ  PRZEZ SZYBY WORLD  TRADE  CENTER. Oczywiście, tego najwyższego budynku.

Tak, szyby, bowiem widoki można podziwiać „od środka”, nie ma wyjścia na zewnątrz. Niestety, refleksy świetlne przeszkadzają w robieniu zdjęć. Jak na złość, pogoda też nie była zachwycająca. Jednak spragnionemu turyście z Europy i to w pierwszym dniu zwiedzania Nowego Jorku takie rzeczy nie przeszkadzają. Na początek otoczenie tego, co nazywa się 9/11 Memorial, czyli  Memoriał 11 Września – dwie czarne dziury po zniszczonych wieżach – baseny (choć to nieadekwatne słowo), po ścianach których spływa woda. Wokół nienagrzewające się (zawsze chłodne) czarne płyty z nazwiskami  zabitych w tym dniu we wszystkich atakach, ale także tych, którzy stracili życie w wyniku akcji ratunkowej. Szukałam nazwiska syna Ryszarda Szurkowskiego, ale obejść te dwie czarne otchłanie było ponad moje siły.

W sąsiedztwie Wieży Wolności (Freedom Tower) stoi wiele pięknych budynków.  Na przykład stoi hotel Millenium Hilton (choć jak na złość nie widzę u siebie zdjęcia całego drapacza).  Ale za to ma ten hotel  błąd w nazwie. Prawidłowo powinno być „millennium” i wyszukiwarki uparcie sugerują millennium.  Jednak pominięto jedno „n”, aby nazwa była bardziej charakterystyczna. Ma 56 pięter i wysokość 179 m. Żadne to może cudo, ale ma mega szybkie windy. Z prędkością 1400 stóp na minutę są  to najszybsze windy hotelowe w mieście. Budynek został w czasie ataków poważnie uszkodzony, ale nie wymagał zburzenia. Flaga, która tamtego dnia wisiała na zewnątrz, obecnie jest wyeksponowana w holu.

Hotel Millenium Hilton

Innymi ciekawymi budynkami są WTC 3 i WTC 4. Pierwszy 329 m, drugi 298 m. WTC 3 stoi na miejscu hotelu Marriott, który na skutek ataku terrorystycznego tak mocno ucierpiał, że musiał zostać zburzony. WTC 4 natomiast stoi na miejscu poprzedniego WTC 4, na którego poleciała wieża południowa. Możecie tam sobie wynająć tam pomieszczenia, bo ponoć dużo jest wolnych.

WTC 3 i WTC 4

Koło WTC 3 stoi interesujący w swojej formie węzeł przesiadkowy o wartości 4 mld dolarów. Dziennie przewija się przez niego 200 000 ludzi. To jest to białe maleństwo o skrzydłach gołębia zrywającego się do lotu (choć nazywa się oculus – rozeta). Podobno „żebrowa” konstrukcja daje niesamowite wrażenie świetlne w środku. Dworzec symbolizuje odrodzenie Dolnego Manhattanu.

Z lewej strony maleństwa stoi poczta (to niskie) i jest to kierunek na ratusz miejski i Most Brooklyński.

Sam WTC 1, czyli Freedom Tower, ma 541 m, choć do dachu tylko 417.  541 czyli 1776 stóp – rok ogłoszenia Deklaracji Niepodległości. „Tylko” – bo Shanghai World Financial Center, który zwiedzałam przy okazji całkowitego zaćmienia Słońca w 2009 roku –  492 m i z tarasem widokowym na przedostatnim, setnym, piętrze. Tutaj taras widokowy jest na trzech piętrach 100-102, ale niżej.

WTC 1

Kolejka po bilety przesuwa się sprawnie. W środku obowiązkowo – prześwietlenie rzeczy.  Potem przejście przez hol – jest elegancko. I wjazd do góry w 47 sekund.

Podziwianie nowojorskich widoków odbywa się w bardzo dużym pomieszczeniu, 3-piętrowym, połączonym w całość.

One World Observatory

Ponieważ czasami nie da rady podejść blisko szyb, bo nie ma takiej możliwości,  a spojenia szyb przeszkadzają, więc dużo zdjęć musiałam robić na zoomie. Pierwsze moje spojrzenie pobiegło na New Jersey, ale zacznijmy od miejsca, które witało przybyszy ze starej Europy – rzeki Hudson i cieśniny Verrazano.

Zatoka Nowojorska

Ten most spinający Brooklyn (po lewej) i Staten Island (po prawej) to Most Verrazano-Narrows. Rzeka Hudson ma tu rozszerzone ujście (tzw. estuarium), a Giovanni da Verrazano  wpłynął przez tę cieśninę jako pierwszy Europejczyk. Most jest dwupoziomowy, niedostępny dla ruchu pieszego.

Most Verrazano-Narrows

Przesuwając się na prawo widzimy Statuę Wolności i wyspę Ellis, a za nią Liberty State Park i pola golfowe.  Jednak park to już nie Nowy Jork, a New Jersey. To jest 490 hektarów, ponad 10 razy więcej niż powierzchnia Głównego Miasta w Gdańsku. Powstał na wysypisku śmieci. Wyspa Ellis natomiast to najważniejsza historia Ameryki: punkt przyjęć imigrantów, tu zapadały decyzje o wpuszczeniu bądź nie.

Przeszło tędy 12 mln ludzi, 2% nie otrzymało zgody na wjazd do US.

Statua Wolności i wyspa Ellis

Dalej mamy widok na New Jersey, a konkretnie na Jersey City. To już jest inny stan i to jeden z najsilniej uprzemysłowionych w USA. Inny stan, ale kilka jego miast należy do okręgu metropolitalnego Nowego Jorku. Wzdłuż rzeki Hudson biegnie granica stanowa.

New Jersey

Patrząc w tym kierunku patrzymy na dwie interesujące rzeczy, Pierwsza, to te trzy klockowate budynki, a właściwie plac po ich prawej stronie. Wygląda na mały, ale jest spory. Tam stoi Pomnik Katyński. A druga związana jest z tym obiektem:

zegar Colgate

To Goldman Sachs Tower, najwyższy budynek w New Jersey, 238 m. Jednak nie tyle on jest istotny, co zegar, który obok stoi – Colgate Clock o średnicy 15 m.  Zegar stoi 400 m od swojego właściwego miejsca i jest bardzo historyczny, choć nie wygląda. Zegar za 6 lat będzie obchodził setne urodziny i jest większą kopią jeszcze wcześniejszego, z 1906 roku, który powstał na stulecie firmy Colgate i był umieszczony na ich budynku. Po przeniesieniu oryginału do Indiany, tu powstała ta kopia. Jedna wskazówka waży 2200 funtów (1 tona). Obecną lokalizację wymusiła budowa Goldmana. „Za to” firma Goldman Sachs utrzymuje zegar. Działał do 1976 roku. Obecnie jest punktem raportowania dla lotów poniżej przestrzeni powietrznej klasy B w korytarzu VFR Hudson River (cokolwiek to znaczy). Zegar był także świadkiem ważnych wydarzeń w 2001 roku.

Obszar wokół Goldman Sachs nazywany jest Miejscem Wymiany – Exchange Place, lub Wall Street West, ze względu na koncentrację firm finansowych i węzłów transportowych, kiedyś przemysłowy brzeg rzeki Hudson, z czasem zrewitalizowany. Sam Goldman Sachs i budynki obok stoją na działce Paulus Hook (hoeck – punkt ziemi). W 1638 roku burmistrz Amsterdamu pozwolił, by na  tym terenie mężczyzna o nazwisku Michael Paulez obsługiwał ruch rzeczny. I tak już zostało – do dzisiaj jest tu baza promowa. Miejsce związane jest również  z masakrą Indian w 1643 roku, zwaną „Rzezią niewinnych”, koło powstałej tu osady Pavonia.  Stoją tu również w parku pamięci, w linii Pomnika Katyńskiego,  dźwigary zniszczonego WTC.

Działo się więc w tym miejscu dużo. W szerszym ujęciu cały ten obszar, na który patrzę – od Mostu Bayonne aż po Most Waszyngtona – po obu stronach rzeki Hudson, nazywany jest Złotym Wybrzeżem lub Hudson Waterfront. W linii prostej jest to 31 km przylegających do rzeki miejskich hektarów.

Wypatrzyć również można rzekę Hackensack (Ackingsah – płaskie spływanie strumieni). Tworzy ona szereg strumieni bocznych i przepływa przez teren mocno podmokły. W przeszłości mokradła stanowiły dla armii Jerzego Waszyngtona naturalny mur obronny przed armią brytyjską.

Hackensack River

I tym sposobem moje oko spoczęło na najchętniej podziwianym widoku, czyli Manhattanie. Jest to dolny i środkowy Manhattan.

Manhattan

Zdecydowanie wyróżnia się tu bryła Empire State Building. Zdjęcia może nie są piękne (z Rockefeller Center zdecydowanie ładniejsze, bo robione na świeżym powietrzu), ale moje marzenia turystki o spojrzeniu na iglicę, na której walczył o przeżycie King Kong, zostały spełnione. To trochę jakby człowiek powracał do kraju dzieciństwa.

Idąc trochę na prawo widzimy prześliczny szczyt Chrysler Building i rzekę East z mostami: Queensboro, Roberta Kennedy’ego i łukowatą Bramą Piekielną (Hell Gate Bridge). Brama spina wyspę Randalls z dzielnicą Queens. Cieśnina ma tę samą nazwę, ale i cała East River początkowo tak się nazywała.  Nazwa wywodzi się od holenderskiego Hellegat, czyli właśnie cieśnina (wolny otwór) i może z samym piekłem nie miało to nic wspólnego. Most Kennedy’ego trudno wypatrzyć, bo chowa się między pozostałymi.

Przesuwając się na prawo mamy już całą rzekę East w zasięgu wzroku. Kiedyś najruchliwsza rzeka na świecie. Z prawej strony już wystaje Most Williamsburg.

East River

Po jego prawej stronie, gdzieś nad rzeką miała swoje mieszkanie Greta Garbo. Most Williamsburg budowano przez 7 lat i ukończono w 1903 roku. Przez moment dzierżył palmę pierwszeństwa jako most z najdłuższym przęsłem na świecie. Jego całkowita długość to 2227 m. Jest całkiem pojemny, bo zawiera cztery jezdnie dwupasmowe, dwa torowiska metra, ścieżkę dla pieszych i ścieżkę rowerową. Po jego lewej stronie na przeciwległym nabrzeżu znajduje się polska dzielnica Greenpoint.

Zaraz za nim są dwa najpiękniejsze nowojorskie mosty: Manhattan Bridge i Brooklyn Bridge.

Manhattan Bridge i Brooklyn Bridge

Oba zasługują na odrębny artykuł, powiem więc tylko, że Mostowi Manhattańskiemu po 100 latach (zbudowany w 1909 roku) wymieniono wszystkie podtrzymujące kable, a Most Brooklyński to 1870 rok i jest to nastrojowy statysta w wielu filmach.

Manhattan Bridge i Brooklyn Bridge

Naprzeciwko WTC, po drugiej stronie East River, rozpościera się Brooklyn. Teren zielony to dwa sąsiadujące ze sobą parki: Walta Whitmana (19-wieczny poeta i dziennikarz związany z Brooklynem) i Cadman Plaza Park (poświęcony brooklyńskiemu duchownemu kościoła kongregacyjnego, Samuelowi Parkes Caldmanowi). W tym ostatnim znajduje się m.in. placyk upamiętniający weteranów wojny koreańskiej oraz memoriał na cześć brooklyńczyków poległych w II wojnie światowej.  I to jest rzecz ciekawa, bo memoriał jest częścią planu urzędnika Roberta Mosesa (porównywanego do paryskiego Georgesa Haussmanna), urbanisty, który postanowił, że każda dzielnica w Nowym Jorku będzie miała miejsce upamiętniające II wojną światową.

widok na Brooklyn

Za moment zatoczę cały okrąg, ale zanim dojdę do mostu Verrazano, jeszcze kilka spojrzeń pod nogi. Bezpośrednio pod WTC – West Broadway (ta ulica na środku). Ale to takie nieprawdziwe Broadway.

West Broadway

Trochę dalej – widok na WTC 3  WTC 4.

Widok na WTC 3 WTC 4

Między nimi wschodnia strona dzielnicy TriBeCa, czyli Triangle Below Canal Street.

TriBeCa

No i przepiękny Woolworth Building – neogotyk z 1913 roku, za budowę którego Frank Woolworth zapłacił 15,5 mln gotówką.

Kaplica św. Pawła jest częścią kościoła Św. Trójcy. Została wybudowana w 1766 roku i jest to jedyna świątynia na Manhattanie sprzed rewolucji.  Najstarszy budynek użyteczności publicznej wciąż otwarty. Miał tam swoją ławkę Jerzy Waszyngton, a mrożone szyby w oknach były ręcznie robione (prototyp witraży).  Kaplica przeżyła bez szwanku upadek obu wież WTC, nie wymagała żadnego remontu. Był tu punkt pomocy i odpoczynku dla ratowników, a ogrodzenie było obklejone fotografiami poszukiwanych osób.

Na poniższych zdjęciach ujęłam Trump Building (nie Tower, tylko Building)  i monumentalny urząd miasta  (największy na świecie) wraz z zanurzoną w parku siedzibą burmistrza Nowego Jorku – New York City Hall. Jest to najstarszy ratusz w Stanach Zjednoczonych, z roku 1812.

Kompleks World Financial Center 1 i 2, uszkodzony w czasie zamachu, wymagał poważnego remontu. Jak to jest, że XVIII wiek mógł przetrwać, a XX nie mógł?

 World Financial Center

I ostatnie ujęcie – Governors Island, czyli 70 ha wyspa, z czego ponad połowa przeznaczona jest na park i miejsce ogólnodostępne od maja do września, wielka scena artystyczna i kulturalna. Nazwa wywodzi się z czasów brytyjskiej kolonizacji, kiedy wyspa zarezerwowana była dla gubernatorów Nowego Jorku (w sumie przez 200 lat). Od czasów walk o niepodległość aż do 1966 roku stacjonowała tu armia US, potem siedziba straży przybrzeżnej (do roku 1996). 8 grudnia 1988 roku Ronald Reagan po raz ostatni spotkał się tu z Michaiłem Gorbaczowem.

Governors Island

Wychodzimy!

Ba, wejść łatwiej niż wyjść.  Po zjechaniu na dół mam wrażenie, że jestem na jakimś dworcu.  Chyba tędy wychodzą wszyscy pracujący  w tym drapaczu. Ale nic tu nie ma. Przejść i wyjść.  To tyle.

Anna Pisarska-Umańska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *