Dawne targi rybne – Gdańsk, Elbląg, Królewiec

Każde szanujące się miasto portowe posiadało specjalny targ, na którym sprzedawano owoce morza. Gdańsk, Królewiec i Elbląg miały swoje słynne targi rybne, na których od wieków trwała bezustanna ‚cicha wojna’…świeże, nie świeże, okazja, oszustwo. Mimo to, targi rybne były zawsze chętnie odwiedzane, panował tutaj specyficzny klimat folkloru, dodatkowo wzbudzany charakterystycznym zapachem…

Aby zrozumieć specyfikę tego wyjątkowego miejsca, cofnijmy się do roku 1342, kiedy to w Gdańsku mistrz Zakonu Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie, Ludolf König von Wattzau, udzielił gdańszczanom „wieczystą swobodę” handlu rybą z zastrzeżeniem pierwokupu świeżej lub suszonej ryby dla rycerzy zakonu krzyżackiego. Gdański plac Targu Rybnego (Forum Piscium, późniejszy Fischmarkt) został otwarty w 1448 roku, kiedy to ustanowiono specjalny podatek na rzecz budowy muru okalającego pobliski zamek krzyżacki. Po rozbiórce zamku na miejscu dawnego muru powstały z czasem domy mieszkalne, które były świadkiem życia dawnego targu.

Rok 1921, łodzie rybackie na gdańskim Targu Rybnym. Wydawca: Ch.L.i.B. No.638.

Na targach rybnych w Gdańsku, Elblągu i w Królewcu można było nabyć ryby m.in. z gatunku płastug: turbota (łac. pseta maxima, kasz. skarp), flądrę (łac. platichthys flesus flesus, niem. Flunder), zimnicę (łac. limanda limanda) i gładzicę (łac. pleuronectes platessa) – każda charakteryzująca się innym smakiem. Ceniono sobie pospolitego śledzia (niem. Goldfrische Hering), dorsza (niem. Pomuchle) i szprota oraz stynkę (o charakterystycznym zapachu świeżego ogórka). Specjalną estymą cieszyły się ryby wędrowne takie jak: łosoś, troć, rzadko występujący jesiotr, jazgarz, sandacz czy węgorz (szczególnie wędzony).

Gdański słynny publicysta Johannes Trojan (1837-1915) napisał nawet ‘Pieśń o wędzonym węgorzu’ („Das Lied vom Spickaal”), w której wychwalał zalety wędzonej ryby.

Tuż przed II WŚ za dorsza i flądrę płacono od 60 fenigów do 1 guldena za kilogram. Za kilogram świeżego śledzia liczono sobie od 40 do 60 fenigów. Do najdroższych ryb zaliczano łososie i węgorze, za które liczono sobie nierzadko nawet do 3 guldenów za kilogram.Dawniej, co najmniej dwa razy w tygodniu, nad brzegiem Motławy można było ujrzeć liczne kaszubskie łodzie rybackie. Ryby kupowano niemalże bezpośrednio z łodzi. Liczne stoiska z szerokim wachlarzem owoców morza cieszyły się sporym zainteresowaniem klienteli. Rybami handlowały żony rybaków lub handlarki, zwane Fischfrauen. Te wykwalifikowane w swej profesji handlarki ubrane były w charakterystyczny, ciemny, słomkowy kapelusz zwany żartobliwie przez dawnych gdańszczan ‘Flunderkiepe’ (kosz na flądry).

Dawny Targ Tybny w Gdańsku. Wydawca Clara Bernthal, Danzig.

Sprzedawczynie ryb, na dawnych targach słynęły z ciętego języka. Fischfrauen używały nierzadko lokalnej wersji Plattdeutsch z domieszką kaszubszczyzny (taki swoisty, lokalny ‚Pidgin English’). Tu trzeba było zawsze uważać z komentarzami odnoszącymi się do jakości i świeżości sprzedawanego towaru. W praktyce, nie obowiązywała tutaj zasada ‘nasz klient nasz pan’. Klienci nieobyci z charakterystycznymi zwyczajami, jakie panowały na Targu Rybnym, byli szybko ‘gaszeni’ i dyscyplinowani ciętą ripostą i często odchodzili z niczym. Dla przykładu, pewna klientka narzekająca na to, że sprzedawane ryby są ‘za chude’ usłyszała iż „…tak grube jak ona na pewno nie będą”. Innym razem pewna klientka skarżyła się handlarce, iż sprzedawane przez nią ryby są nieświeże, jako ripostę Fischfrauen wytoczyła argument, iż to wina klientki, bo „…gdy proponowała tę rybę dwa dni temu, to nie chciała pani jej kupić”. Dodatkowo warto podkreślić fakt iż, handlarka rybami nie oddawała zakupionej ryby, dopóki nie trzymała w swym ręku zapłaty za towar. Oczywiście panowały tutaj również pewne ‚układy’, stali klienci zaopatrywali się po okazyjnej cenie u Fischfrauen Herthy we flądry, natomiast u Fischfrauen Helgi, Pani Domańska kupowała zawsze świeże dorsze ‚spod lady’ itd.  To była twarda gra, ze skomplikowanymi regułami, dawnego folkloru z domieszką nabytego doświadczenia.

Rok 1918, Targ Rybny w Elblągu. Wydawca: Georg Stilke, Berlin.

Ten charakterystyczny obyczaj ‘obsługi niezdecydowanego i grymaszącego klienta’ a także strój ‘roboczy’ handlarek rybami oraz sprzedawany ‘asortyment’ można było również spotkać w pobliskim, dawnym Królewcu i Elblągu.

Rok 1926, Targ Rybny w Królewcu. Wydawca: H. Rubin & Co. Dresden-Blasewitz.

Folklor targów rybnych zanikł w tych nadmorskich miastach wraz z tragedią roku 1945. Ale kto wie, może jeszcze kiedyś wróci świeża ryba na dawnych targach rybnych 😉

Ciekawostki: W pewnej części gdańskiego targu rybnego sprzedawano jarzyny, przez co ta część placu zwana była niegdyś „kartoflanym Targiem Rybnym” (Kartoffel-Fischmarkt vel Bulwen-Fischmarkt). Węższą część targu zwano ‘Tylnym Targiem Rybnym’.

Pospolicie występująca flądra jest dość nietypową rybą, żerując przy dnie potrafi doskonale dostosować swój kolor skóry do otocznia.

Jacek Szymański

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *