Dwukrotnie zamordowani – film „Wołyń” w MIIWŚ

W dniu 22 lutego br. odbyła się w sali konferencyjnej Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, projekcja filmu Wojciecha Smarzowskiego pt. „Wołyń”.

Poprzedzona została prelekcją Ewy Siemaszko, która od 1990 r. zbiera i opracowuje dokumenty dotyczące losów Polaków – mieszkańców Wołynia podczas II wojny światowej. Jest także współautorką bardzo znaczących, nagradzanych publikacji z tej dziedziny.

Prelekcja Ewy Siemaszko

Prelekcja ta stanowiła swego rodzaju „słowo wstępne” do tego, jakże przejmującego filmu Wojciecha Smarzowskiego. Prelegentka wyjaśniła pokrótce okoliczności towarzyszące powstawaniu filmu. Wspomniała o trudnościach w zdobywaniu funduszy niezbędnych do zrealizowania przedsięwzięcia – głównie z przyczyn politycznych; mówiła także o obawach Kresowian, czy Smarzowski sprosta wyzwaniu i będzie potrafił odpowiednio zmierzyć się z dramatem ludności polskiej zamieszkującej dawne Kresy Rzeczypospolitej, jaki wydarzył się w okresie drugiej wojny światowej.

W omawianym filmie reżyser pokazał – na przestrzeni kilku lat – losy mieszkańców jednej z wiosek na Wołyniu, w której od wieków po sąsiedzku żyli w symbiozie przedstawiciele obu nacji: Polacy i Ukraińcy.

Akcja filmu rozpoczęła się u progu wybuchu II wojny, kiedy to relacje między wspomnianymi narodami zaczęły stawać  się coraz bardziej napięte. Dlatego zawarte latem 1939 r. małżeństwo Polki – Heleny Głowackiej i Ukraińca – Wasyla Huka, budziło wśród mieszkańców kontrowersje.
Wkrótce po tym ślubie, siostra panny młodej, Zosia (główna bohaterka filmu), została wydana za mąż (wbrew swej woli) za tamtejszego sołtysa, Macieja Skibę. To właśnie jej losy zostały ukazane na tle wydarzeń historycznych.

Pierwszym z nich był wybuch drugiej wojny światowej. Czas wojny  dla dawnych polskich ziem kresowych okazał się niezwykle dramatyczny: przejmowane były przez kolejnych okupantów. Dodatkowo narastał konflikt polsko – ukraiński podsycany przez ukraińskich aktywistów oraz duchownych obu wyznań Kościoła Wschodniego: prawosławnych i grecko – katolickich. Zresztą sami okupanci także przyczyniali się do pogłębiania owego konfliktu, obiecując Ukraińcom utworzenie niepodległej ojczyzny. Skłaniało to Ukraińców do kolaboracji z najeźdźcą.
Jak wiemy, do masowych zbrodni dokonywanych przez naród ukraiński na Polakach zaczęło dochodzić na tamtym terenie już w 1939 r. Wraz z upływem czasu fala nienawiści wzmagała się, by osiągnąć kulminację w 1943 r. Najstraszniejsza okazała się „krwawa niedziela” – 11 VII 1943 r.

Rzezi na Polakach dokonywały bojówki UPA (Ukraińskiej Powstańczej Armii) wespół ze zwykłymi mieszkańcami (narodowości ukraińskiej) tamtejszych wsi, pałającymi rządzą zysku i nienawiścią do Polaków. Zadawali śmierć w bestialski sposób nie zważając na wiek swych ofiar: mordowali także zarówno starców, jak i niemowlęta. Znęcali się perfidnie nad swymi ofiarami, powodując ich śmierć w męczarniach. Grabili ich dobytek i podpalali domostwa. Przestawały istnieć całe wsie.
Polacy do samego końca nie wierzyli w to, że ich sąsiedzi narodowości ukraińskiej podniosą na nich rękę.

W filmie tym pokazano, jak w wyniku takiego masowego mordu w ciągu jednej nocy została wymazana z mapy cała wieś. Pozostały tylko zgliszcza i zmasakrowane ludzkie szczątki tamtejszych Polaków. Tylko nielicznym udało się uratować. Jedną z nich była główna bohaterka, która wycieńczona, zmęczona tułaczką – ucieczką przed czyhającymi wszędzie ukraińskimi bandytami, opuściła niebezpieczne ziemie kresowe.

Reżyser nie potępił jednoznacznie całego narodu ukraińskiego. Pokazał nielicznych „dobrych Ukraińców”, którzy nie przyłączając się do zbrodniczych akcji, ryzykowali własnym życiem. Traktowani byli przez swych rodaków, jako zdrajcy. Przykładem był Wasyl Huk, który zabił własnego brata, nakazującego mu zgładzenie żony, Polki („Laszki”). Potem cała rodzina Wasyla zginęła z rąk UPA. Drugi przykład to  Petro, który poniósł śmierć z rąk Sowietów (na początku sowieckiej okupacji zimą 1939/40) ratując ukochaną Zosię z transportu na Sybir. Miłość do Zosi nakazała mu dokonać takiego dramatycznego wyboru.
Ponadto niezwykle wymowna i symboliczna scena końcowa filmu – w zamyśle reżysera – miała stanowić zachętę dla Polaków i Ukraińców do nawiązania dialogu. Scena ta rozegrała się w wyobraźni głównej bohaterki. Pokazany został most na rzece, który miałby spajać oba podzielone narody. Mostem tym przejeżdżał wóz zaprzęgnięty w konia, wiozący Zosię, Petro i ich dziecko. Marzenie reżysera o pojednaniu polsko – ukraińskim.

Jak wspomniałam, bohaterowie filmu byli mieszkańcami wsi. W ich życiu bardzo ważną rolę spełniała przyroda. Żyli w zgodzie z naturą. Zmieniające się pory roku determinowały kalendarz prac w polu i ogrodzie.
Od wieków ważną rolę pełniła również kultura związana z danym regionem, czyli rozmaite obrzędy, wierzenia, obyczaje. Na filmie zostało to pokazane chociażby w scenach wiejskiego wesela; przestrzegano poszczególnych rytuałów, śpiewano konkretne pieśni, wypowiadano odpowiednie formuły.

Wołyń; źródło: domena publiczna

Istotny był także patriarchalny model rodziny. Dominującą rolę spełniał ojciec. To on podejmował najważniejsze decyzje. Pozostali członkowie rodziny nie mogli  sprzeciwić się jego woli. On decydował o losie dzieci np. o zawieraniu przez nich małżeństw. Można tu podać za przykład Zosię, o której małżeństwie zadecydował ojciec. Wybór sołtysa, zamożnego sąsiada, na męża dla córki był intratny dla ojca – wiązał się z pewną zyskowną transakcją.

Pokazany został w filmie również znamienny motyw miłości macierzyńskiej na przykładzie Zosi, która mimo wycieńczenia, skrajnego zmęczenia, ani na chwilę nie opuściła swego dziecka. Uciekała z tej przesyconej krwią ziemi, tuląc swe dziecko jak najcenniejszy skarb.

W filmie został także poruszony wątek żydowski – prześladowania Żydów przez niemieckiego okupanta, ukrywanie ich (z narażeniem życia) przez niektórych Polaków oraz masowe egzekucje dokonywane przez Niemców w lasach. Na tamtych ziemiach Niemcy nie tworzyli obozów koncentracyjnych – unicestwienia ludności żydowskiej dokonywano na miejscu poprzez rozstrzelania.
Zdaniem niektórych krytyków, wątek ten powinien być w filmie bardziej rozbudowany.

Kontrowersje może budzić jedna z końcowych scen filmu, w czasie której reżyser pokazał Zosię, podążającą wraz z kolumną niemieckich żołnierzy. Byli do niej przyjaźnie nastawieni; nie zabili jej.
To także  scena symboliczna, mająca uwydatnić kontrast pomiędzy zbrodniczymi czynami Ukraińców oraz  Niemców. Sugestia reżysera jakoby niemiecki okupant miał być „łagodnym barankiem” w zestawieniu z bojówkami UPA.

Niektórzy krytycy zarzucają także reżyserowi brak dat przyporządkowanych konkretnym wydarzeniom. Jednakże nie jest to film dokumentalny, tylko fabularny; jest swego rodzaju metaforą. Możemy go traktować jako dzieło sztuki, a nie dokument.

Poza tym mimo braku dat powinien być zrozumiały dla polskiej widowni – znającej historię naszego narodu. Jednakże miałby z tym problem odbiorca z innego kraju.

Po projekcji filmu, rozpoczął się panel dyskusyjny. Wzięli w nim udział: prof. Mirosław Golon (z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, jednocześnie dyrektor Oddziału Gdańskiego IPN), dr Leon Popek (pracownik Oddziału Lubelskiego IPN), Krzysztof Kornacki (pracownik Uniwersytetu Gdańskiego), Michał Skierka (reprezentujący Stowarzyszenie Świadków Historii z Dolnego Śląska) oraz Stanisław Srokowski.

Panel dyskusyjny
Panel dyskusyjny

Ostatni z rozmówców, urodzony na dawnych Kresach Rzeczypospolitej w okresie drugiej wojny światowej należał do garstki ocalonych z przeprowadzanych także akcji eksterminacyjnych. W poczuciu misji wobec młodszych pokoleń Polaków napisał zbiór opowiadań pt. „Nienawiść”. Ujął w nim przekazane mu przez rodziców wspomnienia z czasów wojny. Ten niezwykle plastyczny, przejmujący obraz zainspirował Wojciecha Smarzowskiego. Reżyser poznał osobiście autora: ich długie rozmowy oraz listy poprzedziły przygotowania do filmu. Także w czasie powstawania filmu reżyser konsultował się z panem Stanisławem. Dostosowywał się do jego wskazówek, zmieniał przebieg poszczególnych scen. Z niektórych planowanych scen zrezygnował; niektóre odtworzył drobiazgowo bazując na wspomnieniach ojca autora „Nienawiści”. Czerpał także z reminiscencji innych świadków.
Zdaniem Stanisława Srokowskiego, Smarzowski nie zawiódł Kresowian – odtworzył tamten dramatyczny obraz bardzo szczegółowo, bez znamiennych dla siebie przejaskrawień. Uniknął też politycznej poprawności. Jego film może być odczytywany jako dzieło ponadczasowe, uniwersalne o rozpadzie systemu moralnego. O braku wartości. Rozmówca wyraził pogląd, że motorem ludzkich działań jest ideologia, która popycha ich do złych czynów. Ona jest źródłem zła.

Stanisław Srokowski spotyka się z uczniami, przybliża im tamte, bolesne dzieje naszego narodu. Jest zdania, że projekcjom „Wołynia” powinny towarzyszyć lekcje historii. W edukacji młodzieży nie powinno zabraknąć naszej historii nowożytnej.

W czasie dyskusji padło stwierdzenie, iż film Wojciecha Smarzowskiego ma spełniać rolę katharzis – oczyszczenia. Używając metafory ma ono odnosić się do rany w relacjach polsko-ukraińskich, w której „nadal tkwi kolec”. Będzie mogła wygoić się dopiero po wyjęciu go. Pozostanie blizna, jako ślad owego bólu zadanego w tamtym czasie Polakom. Musi upłynąć czas, by w narodzie ukraińskim nastąpiło przewartościowanie; by dojrzał on do prawdziwego pojednania.
Niestety ówczesne władze Ukrainy nie wyrażają zgody na przeprowadzanie na szerszą skalę ekshumacji poległych na tamtym terenie Polaków. Niestety, wiele masowych grobów nie zostało odnalezionych, a odchodzą ostatni świadkowie tamtych wydarzeń.

Jeden z rozmówców wyraził pogląd o konieczności przywracania godności ofiarom wołyńskiej rzezi, gdyż „zostali oni dwukrotnie zamordowani”. Ta druga śmierć została im zadana przez wieloletnie milczenie.

Maria Sadurska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *