Gdy dzień zamienia się w noc

(…) Herhor wzniósł do góry obie ręce. A gdy tłum znowu ucichnął, arcykapłan zawołał silnym głosem:
– Bogowie! pod waszą opiekę oddaję święte przybytki, przeciw którym występują zdrajcy i bluźniercy…
A w chwilę później, gdzieś nad świątynią, rozległ się nadludzki głos:
– Odwracam oblicze moje od przeklętego ludu i niech na ziemię spadnie ciemność…
I stała się rzecz okropna: w miarę jak głos mówił, słońce traciło blask. A wraz z ostatnim słowem zrobiło się ciemno jak w nocy. Na niebie zaiskrzyły się gwiazdy, a zamiast słońca stał czarny krąg otoczony obrączką płomieni. Niezmierny krzyk wydarł się ze stu tysięcy piersi. Szturmujący do bramy rzucili belki, chłopi upadli na ziemię…
– Oto nadszedł dzień sądu i śmierci!… – zawołał jękliwy głos w końcu ulicy.
– Bogowie!… litości !… święty mężu, odwróć klęskę!… – zawołał tłum. (…)

Bolesław Prus – Faraon

Wstęp

Modły kapłana Herhora w filmie „Faraon” Jerzego Kawalerowicza
Modły kapłana Herhora w filmie „Faraon” Jerzego Kawalerowicza

Całkowite zaćmienia Słońca nawet w XXI wieku są zjawiskiem wywołującym skrajne emocje. Dotyczą one nie tylko wciąż istniejących prymitywnych ludów i plemion, dla których dzienne zniknięcie słonecznego blasku i ciepła ma nadprzyrodzone konotacje, ale również dla człowieka Zachodu. To on uzbrojony w najnowocześniejsze instrumenty obserwacyjne, nierzadko przemierzający dziesiątki tysięcy kilometrów do pasa zaćmienia, kiedy dzień na kilka minut zmienia się w noc wciąż odczuwa atawistyczna mieszankę silnych, podnoszących tętno wrażeń – fascynację, ciekawość i lęk.

Piszący te słowa był uczestnikiem dwóch ekspedycji zaćmieniowych w 1999 roku do rumuńskiego miasta Rimnicu Vilcea – znanego dziś jako centrum rumuńskiej przestępczości komputerowej, oraz w 2006 roku do Side – starożytnego portu, miejsca spotkań piratów i ośrodka handlu niewolnikami, leżącego w dzisiejszej Turcji. W obu przypadkach, chwile tuż przed fazą całkowitą zjawiska, wywoływały z trudem dający się opisać słowami stan uniesienia i nerwowego oczekiwania. A przecież jego natura jest dobrze znana, od wieków ubrana w aparat matematyczny, a dzięki niemu obliczona na wiele setek lat do przodu. Przyjrzyjmy się więc całkowitym zaćmieniom Słońca, jako jednemu z najpiękniejszych fenomenów przyrody tym bardziej, że 21 sierpnia br. będziemy świadkami chyba najbardziej wyczekiwanego od lat zaćmienia, przebiegającego długim pasem przez obszar Stanów Zjednoczonych, do których udają się liczne ekspedycje, w tym wiele osób z naszego kraju.

Tło historyczne
W wierzeniach prehistorycznych cywilizacji Słońce nieodmiennie zajmowało naczelną pozycję pośród panteonu ich bóstw. Jego życiodajna rola, pomimo braku fizycznego zrozumienia charakteru

Solarne petroglify w Loughcrew Cairn w Irlandii mogą być świadectwem prehistorycznego zaćmienia Słońca obserwowanego tam w dniu 30 listopada 3340 r. p.n.e.
Solarne petroglify w Loughcrew Cairn w Irlandii mogą być świadectwem prehistorycznego zaćmienia Słońca obserwowanego tam w dniu 30 listopada 3340 r. p.n.e.

świetlnego dysku, była powszechnie akceptowana i obdarzana najwyższym szacunkiem. Majestatyczny Bóg-Słońce zapewniał obfite zbiory, ogrzewał domostwa, jego wschód i zachód symbolizował odwieczny cykl życia i śmierci. Czasem Słońce powodowało również katastrofalne susze, klęski głodu, kiedy ludność danego obszaru stawała na granicy przetrwania. Zjawiska związane ze Słońcem były więc traktowane na zmianę odpowiednio jako niebiańską łaskę lub niełaskę, a pokorny i nieświadomy lud musiał się im podporządkowywać.

W dawnych czasach całkowite zaćmienia Słońca, podobnie jak pojawienie się jasnej komety, uważane były za zwiastun nieszczęść, chorób, śmierci ważnych postaci, wojen, konfliktów, klęsk żywiołowych. Podczas zaćmienia ciężarne kobiety chowały się, aby dziecko nie urodziło się ze znamieniem, zakrywano studnie, aby nie doszło do skażenia wody kosmiczną trucizną. W wierzeniach Słowiańszczyzny, podczas zaćmień Słońca i Księżyca wzrastała moc złych czarownic i demonów, a na ludzi spadały schorzenia. Nawet ewangelista Łukasz wspomniał o czymś, co mogło być zaćmieniem Słońca lub Księżyca, w wyniku czego zapadły złowrogie ciemności towarzyszące śmierci Jezusa na krzyżu.

Strwożeni peruwiańscy Indianie podczas całkowitego zaćmienia Słońca, kolorowa litografia Gallo Galliny (1778–1837)
Strwożeni peruwiańscy Indianie podczas całkowitego zaćmienia Słońca, kolorowa litografia Gallo Galliny (1778–1837)

Źródła historyczne wskazują, że pierwsze znane nam obserwacje zaćmień Słońca prowadzili starożytni Chińczycy. Według wierzeń mieszkańców Kraju Środka znikająca gwiazda była konsumowana przez głodnego smoka. Aby przegonić łakome zwierzę podczas zjawiska strzelano w niebo strzałami, zimnymi ogniami, walono z impetem w bębny, wszczynano ogólny hałas. Istnieje nawet przypowieść o nieszczęsnych astronomach Hsi i Ho, którzy za panowania cesarza Yao przeoczyli całkowite zaćmienie Słońca (być może chodziło o zjawisko z dnia 22 października 2134 roku p.n.e.), oddając się w tym czasie suto zakrapianej alkoholowej libacji. Przerażony cesarz, który obawiał się zapadnięcia wiecznych ciemności, wydał surowy wyrok za brak odpowiedniej prognozy zjawiska. Za ową niesubordynację uczeni zapłacili głowami.

Pas zaćmienia z 585 r. p.n.e. na mapie Jamesa Mynde (1702–1771)
Pas zaćmienia z 585 r. p.n.e. na mapie Jamesa Mynde (1702–1771)

Cenne świadectwa o obserwacjach tego niecodziennego zjawiska przekazali też Hebrajczycy, Babilończycy, Grecy, Rzymianie, Egipcjanie, Japończycy, Ormianie, czy Majowie. Opis starożytnego zaćmienia Słońca znajduje się w Starym Testamencie w księdze Genesis. Mowa tam prawdopodobnie o zjawisku z dnia 9 maja 1533 roku p.n.e. Wydarzyło się ono podczas zachodu Słońca, gdy ojciec narodu żydowskiego Abraham podróżował do kraju żyznego Kanaan, którego południowa część miała stać się ziemią obiecaną dla jego ludu. Zaćmienie Słońca z dnia 16 kwietnia 1177 roku p.n.e. być może towarzyszyło powrotowi Odyseusza do swojej ukochanej żony Penelopy. Homerycki opisz „Odysei” wspomina o tego typu zjawisku obserwowanym z rejonu Itaki.

Szczególnie istotne z historycznego punktu widzenia wydaje się zaćmienie z dnia 15 czerwca 763 roku p.n.e., opisane przez asyryjskich urzędników, w którym informują o rebelii mieszkańców jaką wywołało zjawisko z trwogą obserwowane w stolicy państwa, mieście Aszur. Asyryjskie zaćmienie stało się podstawą datowania okresów rządów kolejnych królów tego rejonu. Ponad wiek później grecki poeta Archiloch (VII w. p.n.e.) opisał w swoim poemacie zaćmienie Słońca, które wydarzyło się dnia 6 kwietnia 648 roku p.n.e. Autor pisze w nim o Zeusie, który tego dnia zamienił południe w noc, zsyłając strach na przerażonych ludzi. Inne zaćmienie Słońca archeologowie wykorzystali, aby umiejscowić w czasie bitwę pomiędzy Medami i Lidyjczykami, o której wspominał grecki historyk Herodot (484-429 p.n.e.). Znamienny jest opis bitwy nad rzeką Halys (28 maja 585 roku p.n.e.), w dzisiejszej Turcji, który pojawił się w jego „Dziejach”:

(…) Kiedy mianowicie przy równych szansach przedłużali wojnę, zdarzyło się w szóstym roku wrogich zmagań, że podczas walki dzień nagle ustąpił przed nocą. Tę przemianę dnia przepowiedział był Jończykom Tales z Miletu, a jako termin ustalił właśnie ten rok,w którym istotnie ona nastąpiła. Lidyjczycy jednak i Medowie, widząc, że z dnia zrobiła się noc, zaniechali walki i obie strony tym bardziej się pospieszyły, żeby zawrzeć pokój. (…)

Artystyczna wizja zaćmienia nad rzeką Halys, które pogodziło Medów i Lidyjczyków, aut. Georges Rochegrosse (1859-1938)
Artystyczna wizja zaćmienia nad rzeką Halys, które pogodziło Medów i Lidyjczyków, aut. Georges Rochegrosse (1859-1938)

Było to więc pierwsze udokumentowane naukowo przewidziane zaćmienie Słońca w historii, dokonane w dodatku przez słynnego greckiego filozofa, matematyka i astronoma Talesa z Miletu (VII/VI w. p.n.e.).

Z nowożytnych zaćmień Słońca wypada wspomnieć ważne dla wyznawców islamu, które obserwowane było w Medynie dnia 27 stycznia 632 roku. Było to zaćmienie obrączkowe i zbiegło się ze śmiercią Ibrahima, syna proroka Mahometa. Sam prorok nauczał jednak wiernych, żeby nie wiązać tego zjawiska ze śmiercią lub narodzinami żadnego człowieka. Zaćmienie z dnia 2 sierpnia 1133 roku, dzień po wyruszeniu z Anglii jej króla Henryka I, wywołało przepowiednie o jego rychłej śmierci, która nastąpiła 2 lata później.

Inne, znacznie późniejsze, zaćmienie Słońca z dnia 5 maja 840 roku, według legendy miało być przyczyną zasłabnięcia i rychłego zgonu Ludwika I Pobożnego (778-840) – króla Franków i cesarza rzymskiego, syna sławnego Karola I Wielkiego (742-814). Wszystko potoczyłoby się normalnie, gdyby nie rozgorzała po jego śmierci wojna domowa o sukcesję, zakończona w 843 roku nietrwałym traktatem podpisanym przez zwaśnione strony w mieście Verdun. Podział imperium Karolingów dał w późniejszym okresie przyczynek do powstania trzech organizmów politycznych, które dziś znamy jako Francję, Niemcy i Włochy.

Przepowiadanie zaćmień, czyli tajemniczy saros
Już starożytni uczeni wiedzieli, że wiele zjawisk astronomicznych wykazuje dającą się określić matematycznie cykliczność. Zauważyli oni, że skoro Słońce co rok powtarza swoją pozorną wędrówkę po nieboskłonie, a Księżyc w tym czasie wielokrotnie uwidacznia cykl zmian faz, to musi istnieć możliwość przepowiadania takich samych ustawień obu ciał wobec siebie. Wiedząc, że całkowite zaćmienie Słońca zachodzi tylko podczas nowiu, a także, że aby do niego doszło Księżyc musi znajdować się wtedy w węźle swojej wokółziemskiej orbity, długość podstawowego cyklu zaćmień otrzymano szukając wspólnej wielokrotności miesiąca synodycznego (okresu pomiędzy takimi samymi fazami satelity – 29 dni 12 godzin 44 minuty i 3 sekundy) oraz miesiąca smoczego (okresu pomiędzy przejściami satelity przez węzeł orbity – 27 dni 5 godzin 5 minut i 35,9 sekundy). Znaleziona długość cyklu obejmowała zatem 6585,3211 dni, czyli 223 miesiące synodyczne i 242 miesiące smocze, co daje 18 lat 11 dni i 8 godzin. Okres ten nazwano saros (od babilońskiego słowa sāru, oznaczającego 3600 dni, czyli mniej więcej połowy czasu trwania saros). Po jego upływie Słońce, Księżyc i Ziemia wracają do zbliżonego ustawienia względem siebie.

Dziewięć kolejnych całkowitych zaćmień Słońca w latach 1901-2045, należących do tego samego Saros 136. Widoczne podobieństwo kształtu ścieżek księżycowego cienia, a także geograficzne przesunięcie zachodnie i północne następujących po sobie zjawisk (źródło: Fred Espenak)
Dziewięć kolejnych całkowitych zaćmień Słońca w latach 1901-2045, należących do tego samego Saros 136. Widoczne podobieństwo kształtu ścieżek księżycowego cienia, a także geograficzne przesunięcie zachodnie i północne następujących po sobie zjawisk (źródło: Fred Espenak)

Znajomość saros umożliwiała bardzo dokładne przewidywanie zaćmień, zwłaszcza gdy posiadało się informacje o przeszłych zjawiskach, przekazywanych w formie ustnej czy pisemnej przez dawnych astronomów. Miało to wyjątkowe konsekwencje nie tylko naukowej, ale również politycznej i religijnej natury. Wspomnieliśmy o tym w pierwszych akapitach tego opracowania. Ułamek dziesiętny w podanej wcześniej długości saros (1/3 dnia, czyli owe 8 godzin) powoduje, że kolejne zaćmienie po upływie saros nie wypadnie jednak w tym samym miejscu na Ziemi, ale będzie obserwowane około 120 stopni długości geograficznej na zachód. Dopiero po upływie trzech sarosów (okres ten określa się greckim słowem exeglimos) zaćmienie zajdzie na podobnej długości geograficznej, choć będzie przesunięte nieco na północ w wyniku postępującej zmiany położenia Księżyca względem naszej planety. W ciągu odpowiednio długiego czasu, ścieżki kolejnych podobnych zaćmień tworzą na kuli ziemskiej charakterystyczny regularny wzór.

 

Zaćmienia Słońca w latach 2117-2261, należące do Saros 136. Widoczne postępujące przesunięcie w kierunku północnym (źródło: Fred Espenak)
Zaćmienia Słońca w latach 2117-2261, należące do Saros 136. Widoczne postępujące przesunięcie w kierunku północnym (źródło: Fred Espenak)

Ale termin saros ma także drugie, nieco inne znaczenie, które określa całą serię kolejnych zaćmień, które dzieli wspomniane już 18 lat 11 dni i 8 godzin. W 1691 roku wprowadził je do astronomii angielski astronom Edmund Halley (1656-1742), jako efekt studiów bizantyjskiego leksykonu „Suda”. Nowa seria Saros (używamy tu wielkiej litery oraz kolejną liczbę naturalną) rozpoczyna się od następujących po sobie zaćmień częściowych obserwowanych w rejonie północnego lub południowego bieguna naszej planety (w zależności od węzła orbity Księżyca w pobliżu którego zachodzi zaćmienie). Następujące po sobie zaćmienia częściowe mają coraz większą fazę, co oznacza że dysk Księżyca zasłania za każdym razem większy fragment tarczy Słońca. W końcu dochodzi do serii zaćmień obrączkowych, a po nich zaćmień całkowitych (czasem są tylko obrączkowe), które zlokalizowane są w szerokim pasie po obu stronach równika. Po nich następują zaćmienia częściowe o zmniejszającej się fazie. Ostatnie z nich obserwuje się w pobliżu południowego bieguna Ziemi, jeśli Saros zaczął się w okolicy bieguna północnego, i odwrotnie. Ilość zaćmień Słońca wszystkich typów w ramach kompletnej serii Saros waha się od 69 do 87, a jej długość w zakresie od 1226 do 1551 lat.

Pierwsze 1. (cześciowe) 14.06.1360, 35. środkowe (całkowite) 30.06.1973, oraz 71. ostatnie (częściowe) 30.07.2622, zaćmiernia Słońca w ramach Saros 136. Widoczna wędrówka ścieżek księżycowego cienia z rejonów bieguna południowego w stronę bieguna północnego (źródło: Fred Espenak)
Pierwsze 1. (cześciowe) 14.06.1360, 35. środkowe (całkowite) 30.06.1973, oraz 71. ostatnie (częściowe) 30.07.2622, zaćmiernia Słońca w ramach Saros 136. Widoczna wędrówka ścieżek księżycowego cienia z rejonów bieguna południowego w stronę bieguna północnego (źródło: Fred Espenak)

Trzeba też zauważyć, że w związku z tym, że w ciągu roku zachodzi na Ziemi kilka zaćmień o różnej geometrii (maksymalnie 5 w ciągu roku), należą one do różnych serii Saros. Dla przykładu, obrączkowe zaćmienie Słońca z dnia 26 lutego 2017 roku jest 29. zaćmieniem w serii Saros 140, a całkowite zaćmienie Słońca z dnia 21 sierpnia 2017 jest 22. zaćmieniem należącym do Saros 145. W roku 1935 pięć kolejnych zaćmień należało odpowiednio do Saros 111, 149, 116, 154 i 121. W dowolnie wybranym kilkunastoletnim okresie „aktywnych” jest od 38 do 42 serii Saros na różnych etapach ewolucji.

Pierwsze 1. (cześciowe) 25.05.1389, 35. środkowe (obrączkowe) 10.06.2002, oraz 70. ostatnie (częściowe) 28.06.2633, zaćmiernia Słońca w ramach Saros 137. Widoczna wędrówka ścieżek księżycowego cienia z rejonów bieguna północnego w stronę bieguna południowego(źródło: Fred Espenak)
Pierwsze 1. (cześciowe) 25.05.1389, 35. środkowe (obrączkowe) 10.06.2002, oraz 70. ostatnie (częściowe) 28.06.2633, zaćmiernia Słońca w ramach Saros 137. Widoczna wędrówka ścieżek księżycowego cienia z rejonów bieguna północnego w stronę bieguna południowego(źródło: Fred Espenak)

Można zadać pytanie, czy na Ziemi są miejsca, które nigdy nie doświadczyły całkowitego zaćmienia Słońca? Odpowiedź jest z dużym prawdopodobieństwem przecząca, choć gdyby nałożyć na mapę trasy wszystkich całkowitych zaćmień Słońca mających miejsce na przykład w II tysiącleciu naszej ery, otrzymalibyśmy gęsto zakreślony obszar z licznymi „punktowymi” prześwitami. Dla konkretnego miejsca na Ziemi całkowite zaćmienie Słońca jest zjawiskiem bardzo rzadkim, powtarzającym się średnio co około 385 lat. Nie należy brać jednak tej liczby za podstawę ewentualnych prognoz.

Ścieżki wszystkich całkowitych zaćmień Słońca widocznych w latach 1001-2000. Tylko nieliczne miejsca na Ziemi ominął stożek cienia (żródło: Fred Espenak)
Ścieżki wszystkich całkowitych zaćmień Słońca widocznych w latach 1001-2000. Tylko nieliczne miejsca na Ziemi ominął stożek cienia (żródło: Fred Espenak)

Co ciekawe, ilościowo zaćmienia Słońca są częstsze od zaćmień Księżyca, ale fakt ich obserwacji z wąskiego pasa sprawia, że wydają się rzadsze od zaćmień Księżyca, które widoczne są wszędzie tam, gdzie akurat satelita znajduje się ponad horyzontem.

Artykuł jest na 3 podstronach przejście na kolejną podstronę poniżej.

komentarze

  • 13 października 2017 at 18:42
    Permalink

    Tafiłam na ten artykuł dopiero teraz. Wspaniały, dziekuję!

    Odpowiedz
    • 13 października 2017 at 19:42
      Permalink

      Dziękuję za dobre słowo 🙂

      Odpowiedz
  • 24 czerwca 2017 at 20:48
    Permalink

    „od babilońskiego słowa sāru, oznaczającego 3600 lat”
    Chyba chodzi o 3600 dni?

    Odpowiedz
    • 25 czerwca 2017 at 13:24
      Permalink

      Racja! Generalnie słowo to oznacza liczbę 3600, czyli w dniach mniej więcej połowę okresu saros. Gratuluje spostrzegawczości. Dni, nie lata 🙂

      Pozdrowienia!
      PR

      Odpowiedz
  • 17 czerwca 2017 at 15:38
    Permalink

    Wielce czcigodny Marku,

    nie wiem skąd się wzięła Twoja dygresja na temat mojego rzekomego fatalnego stanu ducha wywołanego brakiem komentarzy pod tekstem. Otóż chciałbym Cie zapewnić, że nie jestem patologicznym łowcą komentarzy, nie siedzę przed ekranem komputera zliczając z wypiekami na twarzy kolejne „lajki” i „kliknięcia”. Pogodę ducha mam w dniu dzisiejszym na poziomie 9.5 w skali 10-stopniowej, co jest chyba niezłym wynikiem. Post pojawił się zresztą chyba wczoraj, dajmy mu więc okrzepnąć, może publikacja na FB też coś pomoże. Nieważne. Taka jest specyfika tekstów popularnonaukowych, które w przeciwieństwie do informacji bieżących trafiają tylko do ograniczonego grona odbiorców, co jest rzeczą normalną. Co do poziomu trudności, muszę się tutaj zdać na czytelników, którzy jeśli zechcą, to podzielą się opiniami. Starałem się maksymalnie rzecz uprościć, a nawet dla lekkości przekazu zbeletryzować. Nie mogę niestety za bardzo trywializować, bo po prostu trzeba do lektury pewnych tekstów posiadać albo już pewien poziom podstawowej wiedzy, albo determinację, żeby w międzyczasie coś doczytać. Oczywiście możliwym jest, że nie potrafię należycie tłumaczyć, co byłoby moją osobistą porażką jako autora literatury popularnonaukowej. Jest też jeszcze jedno wyjście – dopytać o wszelkie niejasności autora, czyli mnie 🙂

    Tekst natomiast jest oczywiście tekstem oryginalnym, tyle że podanym w nieco innej postaci graficznej. Został opublikowany za moją pełną wiedzą i aprobatą. Na koniec jestem podpisany włącznie z podmiotem, który zawodowo reprezentuję i który umożliwia mi pracę nad tego typu treściami. Ten sam tekst ukaże się też niebawem w dwumiesięczniku „Urania. Postępy Astronomii”, a jeśli bozia pozwoli jeszcze w kilku innych miejscach. Mam w tym względzie pełne błogosławieństwo przełożonych, aby za pomocą mediów społecznościowych nieść kaganek astronomicznej oświaty wśród rodaków w kraju i zagranicą. Strefa ze swoją poczytnością i zasięgiem oddziaływania nadaje się do tego doskonale. A tak poza tym, to kiedyś będzie z tego książka 🙂

    Pozdrowienia,
    Przem

    ps. Gdańsk powinien domagać się przywrócenia astronomii do przestrzeni i debaty publicznej. Spuścizna Heweliusza, centrala PAK, Hewelianum i plany budowy nowoczesnego planetarium, obserwatoria szkolne i kilka innych pomysłów na inicjalnym etapie realizacji, to dobry kierunek. Oby tylko wystrzegać się „kosmicznie” żałosnych miejskich instalacji, jak ta sprzed bodajże 2-3 lat, która na Targu Węglowym o mało nie zabiła człowieka, bo że niczego o kosmosie nie nauczyła to pewne. Tak to już bywa, że czasem kosmos wali się komuś na łeb. Tylko żeby nie odbywało się to z kieszeni podatnika.

    Odpowiedz
  • 17 czerwca 2017 at 07:23
    Permalink

    Jako były autor dokładnie znam uczucie, kiedy nikt nie komentuje. Czasami trudno uwierzyć w statystyki. Mój najlepszy tekst miał 20.000 vievs – tyle co rozmowa z pewnym gangsterem. Przypisywałbym ten ruch botowi, gdyby nie dyskusja, która była dłuższa dwa razy niż mój pierwotny tekst.
    Postanowiłem skomentować zatem, żeby Autor miał świadomość, że te 101 vievs (tyle jest jak to piszę) to przynajmniej jeden czytelnik (czyli ja). Oczywiście nie doszedłem do końca tekstu. Jestem profanem, który codziennie patrzy w niebo i nic z niego nie rozumie. Nie należę do grupy fascynatów, którzy potrafią narysować sobie na niebie Gwiazdozbiór Kasjopei w pochmurną noc.
    Oczywiście rozumiem zamysł – jak będzie na zbyt niskim poziomie merytorycznym – Strefa będzie postrzegana jako miejsce dyletanckich tekstów. Ale może warto zawalczyć o takiego czytelnika jak ja – nauczyć go podstaw zanim „zabije się” go cytatem z Faraona. Mam nadzieję, że ktoś poza mną też chciał kiedyś zrozumieć takie poważne teksty na Strefie. Czego Autorowi (i sobie) życzę.
    To bardzo gdański temat – w końcu kosmos jest w Gdańsku, a Gdańsk jest w kosmosie 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *