Hity ekranu

Filharmonia Bałtycka przeżywa chyba swoje dobre dni. Pamiętam zdziwienie młodej pracowniczki, którą zapytałem o najbliższy koncert. Zaskoczona odpowiedziała mi, że codziennie jest jakiś koncert. Nie o wszystkich wiemy, bo niektóre są częścią imprez zamkniętych. Ja pamiętam czasy, kiedy koncerty odbywały się co jakiś czas, więc jest to duża zmiana. Ostatnio dwa razy udało mi się być na takich zamkniętych koncertach. Poprzednio było to przy rozdania Pomorskiej Nagrody Artystycznej, ale koncert „Wielkie hity srebrnego ekranu” zrobił na mnie większe wrażenie. Szkoda, że nie jest w dostępnej wszystkim ofercie kulturalnej naszej Filharmonii.

Przestrzeń filmowa
Dla mnie przestrzeń filmowa jest przestrzenią wyjątkową, więc jak słyszę widzę coś na ten temat – od razu reaguję. Tak też było i tym razem. Oczywiście, pierwsza była obawa, czy nie będzie to tradycyjny zestaw motywów, które znam. Poza tym dobra muzyka filmowa to taka, której nie słychać. Czyli taka, która pozwala nam odebrać film i której nie pamiętamy po wyjściu z kina: nie żyje swoim muzycznym życiem, jest częścią nie muzycznego dzieła. Oczywiście zdarzają się arcydzieła i takie właśnie znajdują się w repertuarze koncertów orkiestr symfonicznych.

Kilar
Na początek koncertu była kompozycja Wojciecha Kilara – oczywiście Polonez z „Pana Tadeusza”. To jedno z takich dzieł, które wychodzi z filmu i żyje sobie odrębnie. Ten polonez jest wyjątkowym tego przykładem, choćby przez to, że stał się polonezem rozpoczynającym studniówki. Zastąpił on Poloneza Ogińskiego, przy którym ja rozpoczynałem swoją studniówkę. Teraz taki początek można zobaczyć tylko na starych filmach VHS i … w prześmiewczych filmikach na YouTube.
Kilara jednak, moim zdaniem było w tym koncercie za dużo. Być może jest to związane z koncertem Kilar+, który odbył się w ramach festiwalu „Solidarity of Arts” i artyści mają go w pamięci? Dla mnie temat z „Zemsty” i „Ziemi obiecanej” mógł być pominięty.

Williams
Drugi kompozytor, którego było za dużo, to Jon Williams. Suity z filmów „Star Wars” i „Indiana Jones” w zupełności wystarczyłyby. Dociskanie kolanem zapomnianego „Jurasic Park” i „Listy Schindlera” to przesada i dłużyzna.

Władca pierścieni
Ktoś zapamiętał muzykę z tego filmu? Ja nie i może dlatego trochę się nudziłem w tej części koncertu. Czego zabrakło? Moim zdaniem wielu polskich motywów, do których jesteśmy przyzwyczajeni. „Vabank” jest tu najlepszym przykładem – muzyka nie wymagająca większych aranżacji, bo napisana w dużej części na orkiestrę. Poza tym może niedoceniona muzyka serialowa, dla mnie jest to na przykład „Sfora”, ale jest tej w miarę nowej muzyki dużo więcej i warto ją odkrywać. Zamiast kupować kosztowne zapewne hity Howarda Shore’a.

Ojciec Chrzestny
Najlepszy akcent tego koncertu to muzyka do chyba najlepszej serii filmów Francisa Forda Coppoli. Warto było go posłuchać tylko ze względu na tę część. Oczywiście, wszyscy znamy motywy Nino Roty – pewnie też w chwili, gdy o nim teraz czytasz, chodzi Ci po głowie jakiś jego motyw. Był dobrze wykonany, a poza tym rewelacyjnie znalezione zostało intermezzo z opery „Cavaleria Rusticana” Pietro Mascagniego. Jest ono „zacytowane” w „Ojcu Chrzestnym” i nikt o nim nie wie. Warto odkrywać takie szczegóły. Zresztą słuchając tej części koncertu zrozumiałem, że muzyk całkiem inaczej słyszy film i całkiem inaczej go odbiera. Wielkie brawa dla Rafała Janiaka, dyrygenta koncertu, który to znalazł i nam wszystkim pokazał.

Dobre miejsce do słuchania
Filharmonia Bałtycka ma taką przestrzeń, jaką ma i wszyscy wiedzą, że akustyka mogłaby być lepsza. Wiele zabiegów polepszyłoby sprawę, ale ciągle centralna loża dla dobra słuchaczy jest pomieszczeniem technicznym. Ja długo szukałem miejsca, z którego najlepiej słychać. I nie jest to, wbrew pozorom, miejsce naprzeciw muzyków. Mnie najlepiej słucha się z górnego rzędu po lewej stronie. Być może zestaw elementów akustycznych sprawia, że tam wszystko najlepiej słyszę.

Słabości
Chyba najgorszą stroną koncertu „Wielkie hity srebrnego ekranu” był zbyt żywiołowy słuchacz. To, co przeszłoby bez zauważenia na koncercie plenerowym – razi w Filharmonii. Ale na to wpływu nie mamy.
Poza tym chyba w średniej dyspozycji był pierwszy trębacz. Tak czasem jest, że mamy gorszy dzień.

Warto polecić
Koncert jest wydarzeniem jednorazowym. Jednak w przypadku tego koncertu jest szansa na powtórkę. Z programu Filharmonii wynika, że podobny koncert będziemy mogli usłyszeć na scenie plenerowej. Odbędzie się on jako Trzeci Koncert Promenadowy „Klasyka szklanego ekranu”. W programie jest Kilar, Nino Rota, Williams, więc to, o czym pisałem. Ja się wybieram jeszcze raz i polecam.

Marek Baran

komentarze

  • 18 maja 2017 at 11:18
    Permalink

    Niestety, trochę jest to jednak „tradycyjny zestaw motywów, które znamy”.
    Nawet to „odkryte” intermezzo z „Rycerskości wieśniaczej” Mascagniego jest często wykorzystywane w filmie (przecież to nie tylko finał trzeciej części „Ojca Chrzestnego” ale też napisy początkowe „Wściekłego Byka” Scorsese!).
    Na takim koncercie chciałbym usłyszeć też równie wielkie, znane, ale mimo wszystko mniej osłuchane dzieła.
    Przecież na przykład Nino Rota to nie tylko muzyka z „Ojca Chrzestnego”, ale chociażby „8 i pół” czy „Romeo i Julia”, o czym zapominamy.
    Sam chętnie posłuchałbym chociażby muzyki filmowej innych równie wielkich kompozytorów, np. Ortolaniego, Delerue, Goldsmitha, Rozsy czy Schnittkego. A i Korngold, czy muzyka z Kings Row Wam czegoś nie przypomina? 🙂

    Odpowiedz
  • 17 maja 2017 at 12:14
    Permalink

    Pytanie czy ktoś zapamiętał muzykę z Władcy Pierścieni świadczy tylko i potwierdza że autor (Baran? ;)) jest kompletnym ignorantem i nie zna się na tym co pisze. Muzykę, która jest niewątpliwie jedną z najlepszych i najbardziej uznanych w swoim gatunku.. No i po co temat akapitu „Władca Pierścieni” skoro nie ma on nic wspólnego z tematem?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *