Jarmark Dominikański 2017. Kup pan kruka!

Lubimy Jarmark Dominikański (św. Dominika). Przywołuję najwspanialsze chwile z naszego dzieciństwa. Pamiętamy czas, kiedy robiło się na nim wspaniałe i niepowtarzalne zakupy. Dzisiaj, kiedy sklepy zawalone są towarem, a Internet, daje nieograniczone możliwości wyszukania tego, czego potrzebujemy, na stragany z cwanymi sprzedawcami, patrzymy ze sporą dozą ostrożności.

Oj tam, oj tam-na jarmark od zawsze i tak wpadam, choć na chwilkę. Omijam stanowiska z gaciami, okropnym żarciem, tandetną chińszczyzną, ale już z pasją, godzinami przebieram w starociach, najchętniej w porcelanie. W tym roku wygrzebałem wspaniałą, kryształową wazę Rosenthala z epoki Art Deco oraz Miśnię-piękne trio. Czy tanio? Ooo nieee, drogo jak diabli, ale przedmioty są niepowtarzalne, więc potargowałem się i mam. Zostaną ze mną już na zawsze. No ale ja nie o tym… Chciałem o tym, że od lat, z bólem serca omijam stanowiska z moimi ukochanymi czarnymi płytami – winylami. Dlaczego? Bo obrzydliwie drogie i nie sprawdzisz ich stanu, który niemal zawsze jest dyskusyjny. W tym roku a dokładnie dzisiaj uległem jednak pokusie.

Jarmark św. Dominika 2017 fot. Paweł Mrozek

Tak raczej niechcący, zatrzymałem się przy sporym stoisku z winylami. Coś może podać, co interesuje, rock progresywny może? Ups – widać coś po mnie? Gościu rozpoznaje czego słucham, po marce zegarka, wyrazie twarzy, wzroście? Nie, nie-podziękuję, tak tylko chciałem sprawdzić co jest, co tutaj pan ma – bąkam przebierając w płytach. W moim zbiorze jest ponad 2 tys. winyli i większość tego, czego chciałem, to już mam, ale… W skrzynce z napisem „jazz” widzę płytę, która przykuwa moją uwagę. To legendarny winyl z 1959 roku – „Time Out” Dave Brubeck Quartet z genialną partią perkusji Joe Morello. Oczywiście płytę już posiadam od zawsze, ale jest już w nieco zgranym stanie a w dodatku ta tutaj, jest z pierwszego tłoczenia… Dobra myślę – zapytam o cenę – ile za tą? Podana kwota przywołuję ból serca. Rozum domaga się wyjaśnień, ale to na nic-klient, czyli ja, już połknął przynętę – wyjmuję krążek z opakowania. Piękna okładka, oryginalna kaperta… Proszę pana – ciągnie winylowy sprzedawca – ona jest w idealnym stanie i to biały kruczek jest na rynku, pierwsze tłoczenie. Powaga? Uwielbiam Brubecka a w szczególności, tak jak wszyscy, tę płytę, ale podziękuję. Proszę pana – nie daję za wygraną – obniżę panu o 50 zł. To okazja. No ale dlaczego tak drogo-pytam bez większego entuzjazmu i przekonania? Proszę pana, nie patrz pan na Allegro. Nie sugeruj się cenami w Internecie, bo tutaj widzi pan, w jakim stanie jest towar, może pan dotknąć, pooglądać a co pan zobaczy przez Internet? No nic pan tam nie zobaczy. Wie pan, my tutaj proszę pana, płacimy złodziejskie kwoty za miejsce, proszę pana, ale ja obniżę Panu. To jak będzie? Ok, dobra, kupię. Moja stara już nieco trzeszczy, dobra biorę. Płacę płacząc, pakuję, wracam do domu.

Przeczytaj też:

Po drodze robię sobie wyrzuty – tyle kasy, przepłaciłem chyba. Wygrzewam sprzęt, kładę kupioną płytę na ciężkim talerzu gramofonu, ustawiam na niej igłę i… Nie wierzę… Trzeszczy!!! Smaży jak cholera! To już moja stara płyta jest w lepszym stanie. Okładka jest jak nowa, ale płytka została na tyle starannie umyta, że nie widać na niej niczego, co wzbudziłoby moje podejrzenie. Miała być w idealnym stanie. No za taką kasę!? Uczciwy obywatel, według obowiązujących stawek, to z kilka dni musiałby na nią pracować. Kurw… Wracam do jebańca. Obiję mu gębę, wyrwę jakąś rękę, dziabnę go w oko…

Pan Rysio? A to ten, no teraz go nie ma i ja sam, to niestety nie mogę panu pomóc. Trzeba by poczekać jakoś na szefa. Ok, a kiedy będzie szef? Ma być w weekend. Chciałem przywalić gościowi zakupionym winylem w ryj. Na nic moje rzeczowe argumenty – nic nie można zrobić, bo nawet nie pamiętają takiej płyty. Pan u nas kupował? Pan jesteś pewny? I co zrobisz w takiej sytuacji? Paragonu brak. Moja wina.

Mam w dupie cenę jaką płacą wystawcy za stoiska. Zawsze było drogo. Kiedyś sam się wystawiałem. Wystawiają się, czyli biznes się opłaca. Mój kolega w zeszłym roku kupił zarekomendowanego winyla z mało znaną, ale zdaniem sprzedającego, genialną kapelą progresywną. Tylko pięć dych za podwójny album, więc namówiony kupił. Mundek – to jakaś mało znana kapelka ale rarytas – wpadaj. Zaprosił mnie na winko i premierowy odsłuch płyty. Płyta była nowa, w folii, ale nieco podejrzana była teatralna nazwa zespołu. Okazało się, że jest to jakiś teatrzyk. Czterdzieści minut czytanego tekstu w angielskim x 2, bo album był podwójny. Nie kupujcie na jarmarku niczego, czego nie można sprawdzić, jako i ja niczego na winylowym kramie już nie kupię. Stoiska z winylami omijam szerokim łukiem, już do końca życia.

Kupiłem sobie dzisiaj prawdziwego kruczka. Chętnie odsprzedam za stówkę. Dałem „nieco” więcej. Coś, ktoś może? Stan niemal idealny tylko troszkę smaży… Dołożę butelkę, dobrego wina. To prawdziwa okazja – kruczek biały.

Edmund Jabłoński

komentarz

  • 10 sierpnia 2017 at 20:41
    Permalink

    Szczerze to mnie nie dziwi. Jarmark, to drożyzna nawet na starociach, rzadko kiedy da się wypatrzyć coś za przyzwoitą cenę – przeważnie dokładnie te same przedmioty na Allegro lub OLX, o ile się uda takie znaleźć, potrafią być nawet o 500% tańsze niż na Jarmarku i przy tym na jarmarku jest równe duże, jeśli nie większe ryzyko, że zamiast oryginału kupisz współczesną podróbkę. Ja poluję głównie na książki, gdzie takiego bezpieczeństwa nie ma, ale ceny… widuję książki na allegro sprzedawane za max 10 zł z wysyłką, które u jarmarkowych antykwariuszy lub handlarzy starociami kosztują 40-50 zł.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *