Jeden człowiek, siedem mieszkań

“Dwie kobiety, dwa dramaty, jedno mieszkanie socjalne” – artykuł o tym tytule, opublikowany na portalu gdansk.pl, wyznacza nowe standardy w dziedzinie zarządzania kryzysem mieszkaniowym w Gdańsku. Chamstwo, perfidia i podłość to najlepsze określenia postawy włodarzy miasta oraz pracujących dla nich “dziennikarzy”.

O stanie mieszkalnictwa komunalnego w Gdańsku opinia publiczna wie niewiele, właściwie tylko tyle, ile uznają za słuszne ogłosić eksperci od wizerunku miasta w komunikatach o nowo pozyskanych lokalach lub niesolidnych lokatorach zalegających z czynszem. Przeciętnemu konsumentowi medialnej papki tyle wystarczy. Nielicznym udaje się między wierszami wyczytać coś więcej, na przykład to, że w kolejce po lokal socjalny czeka niemal 2000 osób, niektóre od 8 lat lub dłużej. Zadłużenie czynszowe w ciągu 5 ostatnich lat wzrosło dwukrotnie, i to pomimo zmniejszenia ilości mieszkań w zasobie komunalnym. Warto tu zaznaczyć, że właśnie 5 lat mija od ostatniej “reformy” mieszkalnictwa komunalnego, polegającej niemal wyłącznie na drastycznym podniesieniu wysokości czynszów. Nic dziwnego, że podniósł się też poziom zadłużenia.

Pani Ania
Praktyczną (choć fragmentaryczną) wiedzą dysponują bezpośrednio zainteresowani: lokatorzy, którzy pomimo wyższych opłat wciąż nie mogą doprosić się niezbędnych remontów, oraz osoby i rodziny, które o przydział mieszkania komunalnego lub socjalnego dopiero się starają. U nich propaganda sukcesu w wykonaniu władz miasta w najlepszym razie wywołuje pusty śmiech, częściej jednak zwykłą wściekłość.

Wściekłość kierowała Anną Klimaszewską, kiedy sprzątała gówna, rzygi i puste butelki z 23-metrowego mieszkania w podupadającym budynku przy ulicy Dolne Młyny, rzut beretem od nowiutkiej stacji PKM Brętowo. Opróżnione przez miasto kilka tygodni wcześniej mieszkanie socjalne szybko stało się schronieniem dla lokalnych lumpów, a jego dalsze perspektywy pokazywał inny lokal na tym samym piętrze – pusty i niszczejący od kilku ładnych lat. Jak nie być wściekłą na takie marnotrawstwo? Szczególnie będąc samotną matką dwójki dzieci, od kilku lat tułającą się z nimi pomiędzy prywatnie wynajmowanymi mieszkaniami a okolicznymi ogródkami działkowymi. Będąc na 1859 miejscu w kolejce po mieszkanie socjalne. Jak nie być wściekłą?

Jedni ze wściekłości płaczą w poduszkę, inni piją, natomiast Anna Klimaszewska postanowiła walczyć. Zajęła pustostan, posprzątała, zaczęła remontować, powoli zmieniając opuszczoną ruderę w dom. Ciasny, skromny, z kiblem na korytarzu, ale dający dzieciom elementarne poczucie bezpieczeństwa. Niecieknący dach nad głową to luksus, który potrafią docenić, szczególnie po ostatnich ulewach, które przeżyły w działkowej altance.

Mieszkanie, do którego weszła, było otwarte, niezamieszkałe i puste, jeśli nie liczyć meneli, którzy swoją drogą zachowali się w tej historii przyzwoicie – ustąpili miejsca, poszli gdzie indziej. Formalnie rzecz ujmując, samowolnie weszła w posiadanie lokalu należącego do gminy. Włamywać się nie musiała, więc prawo nie zostało złamane. Nawet jeśli, to jak nazwać prawo, które pozwala na to, żeby w XXI wieku, w sercu “cywilizowanej” Europy, samorządowe mieszkania stały puste i niszczały, podczas gdy potrzebujące ich rodziny skazane są na tułaczkę.

Fakt zajęcia pustostanu zgłosiła w administracji. Mogła tego nie robić i spokojnie sobie mieszkać, jednak chciała uregulować sytuację, płacić czynsz i tak dalej. Naiwnie liczyła, że skoro nie oczekuje od miasta żadnego remontu, a mieszkanie doprowadzi do stanu używalności we własnym zakresie, urzędnicy nie będą robić większych problemów. W końcu tak naprawdę wyręczyła państwo polskie w jego konstytucyjnych zadaniach.

Konstytucja RP, Art. 75, ust. 1: Władze publiczne prowadzą politykę sprzyjającą zaspokojeniu potrzeb mieszkaniowych obywateli, w szczególności przeciwdziałają bezdomności, wspierają rozwój budownictwa socjalnego oraz popierają działania obywateli zmierzające do uzyskania własnego mieszkania.

Urzędnicy rzeczywiście nie chcieli problemów, jednak problemem okazał się dla nich sam fakt wykorzystania lokalu mieszkalnego zgodnie z jego przeznaczeniem. Wkrótce po samoujawnieniu się Anny jako nowej lokatorki, na Dolnych Młynach pojawiła się przedstawicielka administracji w asyście policji, najwyraźniej w celu “przywrócenia wcześniejszego stanu posiadania”, czyli wyrzucenia Anny i jej dzieci na bruk. Traf chciał, że w drodze na miejsce była też ekipa TVP Gdańsk, której przyjazd natychmiast przepłoszył urzędowo-mundurowych intruzów. Dzikie eksmisje nie lubią rozgłosu. Tego wieczora widzowie Panoramy obejrzeli Annę pracowicie czyszczącą odrapane ściany i jej dzieci ze łzami w oczach apelujące o umożliwienie im pozostania w nowym domu.

Po materiale telewizyjnym pojawił się też artykuł w Gazecie Wyborczej i oto miasto stanęło przed kryzysem wizerunkowym. Mieszkania stoją puste, podczas gdy ludzie czekają latami na lokal socjalny, a matki z dziećmi tułają się po działkach – takie rzeczy w Mieście Wolności i Solidarności?

Co robić? Odpuścić, pozwolić kobiecie mieszkać dalej? Wykluczone, zaraz znajdą się naśladowcy i sytuacja może wymknąć się spod kontroli. Ludzie będą wkurzeni, kiedy okaże się ile mieszkań stoi w Gdańsku pustych i że dużą część z nich można przy stosunkowo niewielkich nakładach przygotować do zamieszkania. Szczególnie wkurzeni będą ci, którzy na przydział lokalu czekają od lat. Oraz ci, którzy w dopuszczaniu do niszczenia zasobu komunalnego widzą gigantyczną niegospodarność.

Ponowić próbę wyrzucenia rodziny na ulicę? Ryzykowne, biorąc pod uwagę, że Annę wspierają sąsiedzi i ludzie dobrej woli, a sytuacja jest monitorowana przez media. Siłowa eksmisja mogłaby się nie powieść, a straty wizerunkowe byłyby poważne. Pozostaje sąd i formalna (choć uproszczona – brak umowy najmu) procedura eksmisyjna. Jednak tu też tkwi pewien haczyk. Przyzwoity sędzia prawdopodobnie orzekłby eksmisję matki z dwójką dzieci, ale z prawem do lokalu socjalnego. Lokal taki musiałoby zapewnić miasto. Czyli de facto dać Annie to, o co walczy.

Póki co wygrywa opcja wywierania presji psychicznej, żeby zmusić dziką lokatorkę do poddania się. Przez ostatni tydzień Anna słyszała od urzędników na przemian prośby, groźby i próby przekupstwa, aby dobrowolnie opuściła zajmowane mieszkanie. Raz proponują zapomogę na wyprawkę szkolną dla dzieci, chwilę później straszą zabraniem zasiłku 500+, w międzyczasie próbują wcisnąć pieniądze właścicielowi stancji, w której pomieszkiwała niedawno, żeby tylko zabrał ją z powrotem do siebie.

Dom

Czas na podjęcie decyzji o wyprowadzce dostała do piątku. W czwartek do arsenału środków nacisku dołączono kolejny – lincz medialny z motywem przewodnim “zabrała mieszkanie biednej starszej kobiecie”. Akcji patronuje Piotr Grzelak, Naczelny Zderzak w randze wiceprezydenta miasta, który przygotował ją wydając w środę decyzję o przydzieleniu mieszkania przy ulicy Dolne Młyny 63-letniej pani Barbarze, która czeka na lokal socjalny od 8 lat, obecnie przebywając w schronisku dla bezdomnych. Dla tych, którzy nie uwierzyli w to, co przeczytali powtarzam: Grzelak po 8 latach przydzielił bezdomnej emerytce to konkretne mieszkanie, wiedząc, że zamieszkuje w nim matka z dwójką dzieci. Zupełnie jakby w mieście nie było innych pustostanów, w tym jednego w tej samej klatce, na tym samym piętrze. Kto nadal nie wierzy, niech pisze do Urzędu Miejskiego w trybie dostępu do informacji publicznej wniosek o podanie daty wydania decyzji o przydziale mieszkania.

Tak dochodzimy do artykułu wspomnianego na początku tego tekstu, w którym sytuację dwóch kobiet i jednego lokalu socjalnego opisuje Piotr Mirowicz, były dziennikarz Radia Gdańsk, dziś wierny sługa władzy na finansowanym przez Urząd Miejski portalu gdansk.pl. Autor scenariusza i ról dla poszczególnych postaci również występuje w artykule, jako gdańska wersja króla Salomona. Cytat: “Na sytuację obu kobiet zareagował Piotr Grzelak (…) Postanowiliśmy, że wesprzemy panią Annę i ustaliliśmy w jakich aspektach możemy jej pomóc – wyjaśnia zastępca prezydenta”. Kto czuje się na siłach niech czyta całość.

Szkoda, że na temat sytuacji lokalu przy Dolnych Młynach, poczynań swoich podwładnych oraz całkowitego stanu mieszkalnictwa komunalnego w Gdańsku nie wypowie się prezydent Paweł Adamowicz. Ten rządzący miastem od 18 lat praktykujący chrześcijanin i do niedawna właściciel 7 mieszkań (resztę pomaga mu liczyć prokuratura) mógłby na przykład udzielić jakichś praktycznych porad Annie Klimaszewskiej i jej dzieciom. Mógłby, ale tego nie zrobi – ma od tego swoich Grzelaków-Zderzaków. W takim mieście żyjemy.

Anna nie poddała się presji. Walczy dalej. Wspierajmy ją.

Inicjatywa wsparcia Anny Klimaszewskiej matki dwójki dzieci walczącej o mieszkanie socjalne dla swoich dzieci i siebie. Link do strony na Facebooku 

Łukasz Muzioł

aktualizacja 18.09.2017: Anna Klimaszewska wygrała I  instancję w sądzie – artykuł Onetu

7 myśli na temat “Jeden człowiek, siedem mieszkań

  • dla uchodźców od razu mieszkania znalazłyby się, przykre, ale prawdziwe .

    Odpowiedz
  • Dokladnie znam to z wlasnego doswiadczenia, dokladnie tak postepuja urzednicy w Gdansku .
    Powiem tylko tyle -NIE PODDAWAJ SIE KOBIETO i jesli beda straszyli Pania sadem to w zasadzie powinna Panie te sprawe wygrac.
    Ja czekalam bardzo dlugo na mieszkanie ( wlasciwie na zamiane mieszkania ) poniewaz tam gdzie mieszkalam wczesniej z trojka dzieci to byly dokladnie 24 m kwadratowe a w scianach brakowalo polowy cegiel. Kiedy ubiegalam sie o nowe mieszkanko posiadalam informacje ( dokumenty ) ze lokal w ktorym mieszkam nie istnieje a czynsz od nas pobierano – zaznacze w tym miejscu ze budynek zamieszkiwalo 17 rodzin.
    Gdyby nie interwencja telewizji ktora poprosilam o pomoc nikt z urzednikow nie rozmawial by ze mna a to co mi oferowali pozniej nie mozna bylo nazwac mieszkaniem. Mogla bym dlugo opowiadac na ten temat ale zajelo by to duzo czasu i miejsca na pisanie – lecz prawda jest iz urzednicy URZEDU MIEJSKIEGO W GDANSKU to skorumpowani przestepcy – nie ublizajac mniejszosci.

    Odpowiedz
  • Mieszkam w niemczech i musze stwierdzic ze polsce jeszcze daleko do socjalnej opieki jaka panuje na zachodzie. Tutaj pracownicy socjalni sami wychodza do potrzebujacych, pracownicy socjalni wspolpracuja z Czerwonym Krzyzem, Caritasem i innymi organizacjami, ktore wspomagaja skromnych i ubogich. Ten „zgnily zachod” traktuje ludzi z godnoscia i szacunkeim. Pomaga malo zarabiajacymrodzinom oraz samotnym matkom czy ojcom, a takze dziadkom wychowujacym dzieci i wnuki. Pracownicy Wydzialu socjalnego odwiedzaja swoich podopiecznych i informuja co im sie od panstwa nalezy oraz pomagaja w osiagnieciu potrzebnych do zycia rzeczy czy pieniedzy! Mieszkania socjalne to nie rozwalajace sie rumowiska, to piekne osiedla, pelne zieleni, z placem zabaw. Stare budynki sa chronione i wspomagane , gdy lokator pragnie nieco sobie zmodernizowac. Miasto sie cieszy , gdy pustostan jest wskazany i przez przyszlego lokatora odnowione.

    Odpowiedz
  • Polityka rabunkowa Prezydenta Gdańska Adamowicza ( pseudonim BULION) jest efektem indolencji wyborców. Tej aferzysta, złodziej i oszust nie powinien być prezydentem ani jednej kadencji., Tymczasem jego reżim trwa PIĄTĄ KADENCJĘ! Jego ekipa wyspecjalizowana w pobieraniu łapówek stanowi tzw ryt włoski biorący się od mafii sycylijskiej mocno umocowanej we władzach. Mieszkańcy trójmiasta mogą wyraźnie zauważyć jak Gdynia wyprzedziła Gdańsk w ostatnich 15 latach pod względem modernizacji, organizacji, przebudowy i w zasadzie we wszystkich dziedzinach życia. Gdańsk pomimo że jest miastem posiadającym przeogromne dotacje na starówkę i inne dzielnice z racji miast Wojewódzkiego , rozwija się dziesięciokrotnie wolniej od Gdyni – miasta powiatowego. Miasto zarządzane przed urzędników zarabiających w granicach 4 tyś posiada takie lapsy jak ten opisany powyżej. Nieruchomości czekają na licytację od półtora roku do trzech. Tak niegospodarnej polityki świat moze się doszukac jedynie w AFRYCE. Prezydent mający kilka winsoków w prokuraturze nadal jest PREZYDENTEM! To jest wręcz nieprawdopodobne że w dzisiejszych czasach takie rzeczy się dzieją. Zalanie trójmiasta wodą tez bylo spowodowane nieudacznymi kontrolami zbiorników retencyjnych. Widac BULION byl zajęcy ustawianiem kolejnych przetargów. Apropo przetargów- system kopertowy Adamowicza polega na tym że w zamknietych kopertach Wasyla się swoja ofetę. Nastepnie komisja je otwiera wieczorem. Wynik jest podawany następniego dnia po południu tak żeby wszyscy krewni i znajomi królika mogli donieść poprawione oferty przebijające konkurencję. W KAŻDYM PRZETARGU jaki państwo znajdziecie na stronach GDAŃSKA jest regulamin i SAKRAMENCKIE: ” Prezydent miasta jest upoważniony do zmiany wysokości opłat” ….O co chodzi ? Powyższy? NIE KOCHANI. To jest robiona na bezcela. On najpierw pozwoli wygrać przetarg po zaprzyjażnionym oferentom oferującym bezsensowne stawki opłat. NAstępnie zmniejszy im te oplaty żeby zarobili tyle żeby dla nich starczyło i na łapówę dla BULIONA i EKIPY. Co robi z tym CBA i CBŚ? Zamiata pod dywan to to kolebka PLATFORMY – ostatni przyczółek PO w Polsce! Dobrze że zmienił się Prokurator Generalny!

    Odpowiedz
  • Mieszkań dla Uchodźców Adamowicz przeznaczył 183 – w Gdańsku po 2 latach przybędzie ok 2000 uchodźców……. NA niecałe 500 tys mieszkańców to wyjdzie na 250 osób jeden Afrykańczyk islamista który rocznie może popełnić od 5 do 50 przestępstw – takie są statystyki w innych krajach !!!! Biorąc pod uwagę że Gdańsk był do tej pory bardzo spokojnym miastem przestępczość może wzrosnąć kilkunastokrotnie! Adamowicz nie zamierza tu mieszkać po przegranych wyborach. MA tyle kasy że stać go na inne miasto lub wieś. To już nie będzie jego problem tylko GDAŃSZCZAN. Im szybciej się go odsunie od władzy tym szybciej to miasto odetchnie i odbije do góry!

    Odpowiedz
  • Czytam artykuł w styczniu’2017 – jakie skutki on przyniósł? Gdzie jest p. Anna? Bo Paweł Ad. na razie na wolności – tak wolno mielą tu młyny sprawiedliwości…

    Odpowiedz
    • Dalej jest w Matemblewie. Dolne młyny.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *