KL Stutthof – odezwała się ziemia

„Szokujące odkrycie w Sztutowie”,”Wygląda to jak dywan ze starych butów”, „Setki  par butów więźniów niemieckich obozów znalezione w lesie.” – To tylko niektóre nagłówki informacji prasowych, telewizyjnych czy internetowych z października 2015 roku.*

Co zatem wydarzyło się jesienią 2015 roku?

Dzisiejsze Muzeum Stutthof zajmuje zaledwie 20 ha dawnego KL Stutthof, tj. 1/6. Obóz rozciągał się na obszarze 120 ha. Olbrzymie połacie nigdy niezbadanej ziemi. We wrześniu ’39, kiedy przyjechały pierwsze transporty więźniów, było to tylko pół hektara. Więźniowie spali w wojskowych namiotach, ale w maju 1940 były to już 4 ha i 10 ogrodzonych drutem baraków.  W grudniu ’44  fabryka śmierci osiągnęła rozmiar 120 ha. Oprócz więziennych baraków stały tu: budynek komendantury, biuro obozowe, kuchnia, kwatery dla załogi SS, psiarnia, komora gazowa i krematorium. Był to pierwszy i najdłużej działający obóz koncentracyjny na obecnych ziemiach polskich. Po wojnie wywieziono stąd większość baraków, mienie zaczęło znikać. W 1962 r. powołano do życia Muzeum i zajęło ono wspomniane 20 ha. Reszta zarosła lasem.

Poniższy szkic przedstawia plan całego obozu. Część zajmowana przez Muzeum koncentruje się wokół placu apelowego.

Plan KL Stutthof wykonany przez więźnia. Zbiory Muzeum.

I otóż jesienią 2015 roku jakiś człowiek przypadkowo natknął się w sztutowskim lesie na pozostałości skórzanych elementów (w tym butów, podeszew i pasków). Stało się jasne, że w lesie nadal znajdują się rzeczy przynależące do obozu i że jest kwestią czasu, kiedy zostaną wykopane przez handlarzy starociami, militariami i przedmiotami związanymi z tragicznym życiem obozowym.

W związku z tym dyrektor Piotr Tarnowski zdecydował się na kompleksową akcję poszukiwawczą w okolicznych lasach – do współpracy zaprosił pracownię archeologiczną „Signum” oraz Fundację „Bowke”.  Zadaniem archeologów jest znalezienie, wydobycie, wstępna ocena i zabezpieczenie najcenniejszych rzeczy dla historii obozu. Nad przebiegiem prac czuwa Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków. Pozwolenie na prowadzenie prac archeologicznych ważne jest do końca 2018 roku. Wiadomo już, że prace zakończą się ekspozycją muzealną i wiele instytucji jest zainteresowanych jej wystawieniem. Te przedmioty, które nie trafią na wystawę, zostaną odpowiednio zabezpieczone.

Czy buty należały do więźniów? 

Raczej nie. Więźniowie chodzili w drewniakach.

W maju i czerwcu 1945 roku na terenie obozu pracowały dwie sowieckie komisje dokumentujące zbrodnie niemieckich nazistów. Z tego okresu pochodzi zdjęcie pokazujące ogromny stos obuwia zalegający między dwoma barakami. Było to 460 m3 obuwia – 410 000 par butów. Podobne stosy  znajdowano również w innych miejscach. Razem ok. 500 000 par.

Stos obuwia i sowiecka komisja śledcza, zbiory Muzeum

Buty pochodziły z całej Europy. W obozie istniały warsztaty szewskie i Niemcy zwozili je tu w celu naprawy i powtórnego użycia – dla niemieckiej armii. Naprawiano również paski, kabury, siodła, etui itp. Część obuwia pochodziła od ewakuowanych w 1945 cywilów z Prus Wschodnich. Jak wiadomo, więźniowie opuścili obóz w styczniu 1945, potem baraki zajęła ludność uciekająca przed sowiecką armią. Po utworzeniu muzeum część obuwia stała się eksponatami, ale część wyprowadzono poza muzeum bez śladu w dokumentacji. Reszta rzeczy z obozu dosyć szybko znikła. Potraktowano ją bardzo utylitarnie. Marcin Owsiński w książce „Naznaczeni” pisze, że powojenne dzieje obozu Stutthof to szybki i dobitny przykład całkowitej dewastacji miejsca pamięci.

Prace wykopaliskowe rozpoczęto już w grudniu 2015 roku. Prace trwają do dzisiaj.  Archeolodzy i poszukiwacze nie tylko zmagają się z leśnym terenem (ochrona lasu), ale przede wszystkim ze śmieciami. Jednak praktycznie każda godzina pracy przynosi nowe odkrycia.

stanowisko archeologiczne

Wykopywane rzeczy można z grubsza podzielić na następujące grupy:

  • rzeczy związane z więźniami (np. numerki obozowe, łyżki, szczoteczki do zębów, sztuczne szczęki)
  • rzeczy związane z obozową załogą
  • produkty wytwarzane w obozie
  • fragmenty obozowej infrastruktury
  • rzeczy pozostawione przez uciekających w 1945 cywilów
  • rzeczy pozostawione przez Armię Radziecką
  • rzeczy pozostawione przez ludność przesiedleńczą

Najcenniejszą grupą i naładowaną największymi emocjami są rzeczy związane z więźniami. Każdy znaleziony numerek to życie kolejnego człowieka. Każda znaleziona szczoteczka. Początkowo numerki wypisywane były na kartonach o wielkości 5×5 cm, które trzeba było nosić przy sobie. Od roku 1942 musieli je przyszywać na ubraniach. Były wtedy na płótnach wraz z trójkątnym oznaczeniem kategorii. Wiele jest jednak tabliczek blaszanych.  Każdy więzień mógł posiadać przy sobie łyżkę, miskę aluminiową, mydło z piaskiem, szczoteczkę do zębów i torebkę sproszkowanej kredy z miętowym zapachem. W miejscu baraków są to najczęściej znajdowane artefakty. Czy ktoś ich zaopatrywał w łyżki? Ależ skąd. Łyżkę  trzeba było zrobić sobie samemu z odpadów produkcyjnych. Szczególnie przejmujące są znajdowane butelki, bowiem więźniom co do zasady nie dawano nic do picia, a tylko niektórzy mogli takie butelki posiadać. Każda więc butelka oznaczała możliwość przetrwania.

Przedmioty związane z załogą wartowniczą to głównie porcelana sygnowana numerami kompanii wartowniczych, ale także klamry od mundurów czy rzeczy robione dla nich przez więźniów. Także polskie bagnety firmy Perkun używane przez załogę KL Stutthof. Łącznie przez cały okres trwania obozu przewinęło się przez niego ponad trzy tysiące  SS-manów.  Personalnie znane są nazwiska dwóch tysięcy. Jednorazowo pilnowało więźniów ok. 1100. Oprócz SS-manów także volksdeutsche z Rumunii, Łotwy, Litwy, Chorwacji, Słowacji i Ukrainy.

Odnośnie produktów wytwarzanych w obozie trzeba wyjaśnić, że działało tu kilka warsztatów, w których więźniowie musieli pracować.

  • warsztat reperacji rowerów
  • warsztat mundurowy
  • warsztat szewski
  • warsztat reperacji hełmów
  • warsztat reperacji chłodnic
  • warsztat  reperacji karabinów maszynowych
  • zakład składania karabinów
  • hala produkcji podzespołów samolotu myśliwskiego  Focke-Wulf  Ta154

Z pozostałych wykopalisk zwraca uwagę fragment kabla doprowadzającego prąd  do obozu – jedyny zachowany fragment.

Zdjęcia artefaktom robiłam częściowo w magazynie na terenie Muzeum Stutthof (stąd ich usytuowanie na parapetach czy podłodze, jeszcze przed czyszczeniem), częściowo na wystawie w synagodze przy ulicy Partyzantów  7 we Wrzeszczu. Niewielka ilość została wyeksponowana w synagodze jako zapowiedź wielkiej wystawy  i można ją obejrzeć do końca sierpnia.  Jeśli będziecie tamtędy przechodzić, zajrzyjcie koniecznie.

wystawa w synagodze

* cytaty z wystawy w synagodze, tytuł zaczerpnięty z wystawy

Anna Pisarska-Umańska

Wyśrodkuj mapę
Ruch
Jazda rowerem
Tranzyt

komentarze

  • 29 lipca 2017 at 20:09
    Permalink

    Mowa o Niemcach i Rosjanach. Ale po wojnie teren obozu był też pod zarządem Wojska Polskiego. W pobliżu mieściła się jedna z baterii obrony wybrzeża.
    Skąd to wiem? Ano stąd, że w 1963 lub 64 roku odwiedziłem teren obozu razem z Ojcem, który był oficerem artylerii i pojechał tam na jakąś kontrolę. Pamiętam ten wyjazd. Pamiętam, ze widziałem wtedy pierwszy raz żywego węgorza (był w jednym z pontonów mostu w Kiezmarku), pamiętam, że te resztki obozu, które istniały zrobiły na mnie większe wrażenie niż dwadzieścia lat później Oświęcim. Tak jak pamiętam niektóre budynki, tak nie pamiętam Muzeum. Może mi to umknęło. 🙁

    Odpowiedz
  • 29 lipca 2017 at 19:36
    Permalink

    Więźniowie pracowali także w cegielni usytuowanej poza obozem. A buty mogą być więźniów. chyba, że przyjmiemy, że do obozu przybyli boso.

    Odpowiedz
    • 29 lipca 2017 at 19:40
      Permalink

      Tak, pracowali w cegielni, ale artykuł nie jest stricte o pracy więźniów, lecz o wykopaliskach. Buty w obozie więźniom zabierano.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *