Klasa wyższa PRL-u

Najlepszy polski agent – porucznik Borewicz, może nie jeździł Astonem Martinem, jednak jak na ówczesne warunki posiadał auto marzeń wielu Polaków – białego FSO Poloneza.

Towarzyszu?
W 1972 roku ktoś w Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, wpadł na genialny pomysł zbudowania następcy dla Fiata 125p. Towarzysze zażarcie dyskutowali o nowym samochodzie, który miał opuścić hale Fabryki Samochodów Osobowych i wprowadzić Polaków na wyższy poziom motoryzacyjnego zaawansowania. Tym sposobem w roku 1978, a dokładnie 3 maja (data nie jest przypadkowa) światło dzienne ujrzał nowy twór komunistycznej myśli technicznej: FSO Polonez. Co ciekawe, nie został on zaprojektowany w Polsce tylko w… Turynie, a to dlatego, że nowy, polski samochód miał być sprzedawany w Europie Zachodniej, a nawet w Stanach Zjednoczonych! Cóż za ambicja! Tak więc projekt nadwozia został stworzony przez Giugiaro, podwozie pochodziło z Fiata 125p, a silniki podobno dostarczał Fiat. Pierwsze egzemplarze nowego auta przyjechały do Polski z Włoch, a montaż rozpoczęto w naszym kraju 26 września 1977 roku. Produkcja seryjna ruszyła 3 maja 1978 roku i trwała… 3 miesiące. Władze fabryki doszły do wniosku, że należy unowocześnić zakłady, dlatego przez te kilkanaście tygodni je wyremontowano, a produkcja samochodu ruszyła 14 sierpnia i trwała aż do 2002 roku, kiedy to zakończono produkcję Polonezów w Egipcie.

Polonez

Pomysł dobry, ale…
Trzeba przyznać, że Polonez był z założenia bardzo zmyślnym autem. Nieco ponad czterometrowe nadwozie zapewniało miejsce dla 5 osób oraz 300 litrów bagażu. W środku było w miarę przestronnie, ale jak to z autami z PRL-u bywa, jakość wykonania oraz użyte materiały były żałosne. Komunistyczna stal była cienka jak papier, plastiki twarde jak krzesła w przychodniach, a fotele miękkie jak te u babci w salonie. No i był awaryjny. Cały czas się psuł. Na szczęście, tak jak w przypadku Syreny, można go było naprawić przy użyciu młotka i śrubokrętu, jednak czasem przydała się też taśma izolacyjna. A to dlatego, że był on niezwykle zaawansowaną konstrukcją. Co prawda płyta podłogowa została przejęta z poprzednika, co zapewniało właściwości jezdne na poziomie wózka dla dzieci, jednak napęd na tył i w miarę nowoczesne silniki benzynowe o pojemnościach od 1,3 do 2,0 zapewniały autu moc od 60 do 190 koni mechanicznych. I wcale nie żartuję, wersja 1500 Turbo A miała 1,5 litrową jednostkę benzynową z gaźnikiem i turbo, porażające 190 KM, przyśpieszenie od 0-100 km/h w 8,5 sekundy oraz 220 km/h prędkości maksymalnej. No i napęd na tył. Była to najlepsza wersja Poloneza, która otworzyła furtkę do zbudowania wersji rajdowej oraz wyścigowej, które w zawodach startowały od 1978 roku.

Polonez MR 83, źródło Wikipedia

W 1983 roku Polonez przeszedł pierwszą modernizację, która nic nie zmieniła, natomiast wyprodukowano wtedy około 300 egzemplarzy wersji trzydrzwiowej oraz niewiele egzemplarzy wersji Coupe. Obie wersje stanową gratkę dla kolekcjonerów oraz sympatyków modelu. W roku 1986 Polonez znów przeszedł modernizację, która nic nie wniosła, a w 1989 roku zmieniono tył auta. Natomiast w 1991 roku na drogi wyjechała zupełnie nowa wersja Poloneza. Przeprojektowane nadwozie oraz wnętrze wzniosło Poloneza na nowy poziom. W końcu można było zamówić jakiekolwiek wyposażenie, m. in. elektryczne szyby z przodu, szyberdach, a nawet aluminiowe felgi. W roku 1993 do sprzedaży wszedł model po zmianach, w którym można było dokupić klimatyzację, a nawet podgrzewane fotele! Ostatnią wersją Poloneza była Caro Plus produkowana do końca 2002 roku jako liftback, sedan oraz kombi z bagażnikiem o pojemności 450 litrów. Do tego produkowano niezliczone wersje przeznaczone dla straży pożarnej, pogotowia, policji (a wcześniej milicji), wersję dostawczą Truck oraz Cargo. No i oczywiście białego FSO Poloneza należącego do porucznika Borewicza.

Zły, ale sympatyczny
Przez 24 lata produkcji z taśm montażowych zjechało 1 061 807 egzemplarzy, które jeździły nie tylko po polskich drogach, ale również po drogach Europy Zachodniej, Egiptu, a nawet Chile. Polonez był beznadziejnie wykonany, i tak samo jeździł, no ale cóż, w tych czasach nie oczekiwano zbyt wiele, dlatego Polonez, pomimo wad, zyskał sympatię Polaków.

 

Maciej Zieliński, Globmedium

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *