Mafia była czarno-biała, nie w kolorach tęczy

Patryk Szulc
Patryk Szulc

Zapraszamy do rozmowy z drugim współautorem cyklu Mafia to nie tylko Pruszków, Patrykiem Szulcem. O mafijnej Polsce lat 90., dziennikarstwie śledczym i spotkaniach z informatorami.

Mafia to nie tylko Pruszków: Od jak dawna zajmujesz się dziennikarstwem śledczym?
Patryk Szulc: Nie powiedziałbym, że zajmuję się dziennikarstwem śledczym, a bardziej kryminalnym. W mojej opinii dziennikarze śledczy to ci, którzy ujawniają coś zupełnie nowego. Tymczasem ja najczęściej opieram się na historiach kryminalnych już opowiedzianych. Oczywiście spotykam się z ludźmi, aby te informacje zweryfikować i uzupełnić, ale nowe fakty zwykle wychodzą na jaw jako pewien dodatek. Wracając jednak do pytania – w dziennikarstwie kryminalnym działam stosunkowo krótko, bo dopiero od kilku lat – zaczęło się to, kiedy pracowałem dla “Gazety Wyborczej”. Wcześniej pisałem o sporcie, a dziś także o prawie.

– Pamiętasz pierwszy artykuł jaki napisałeś?
– Chyba każdy dziennikarz pamięta swój debiut. To była relacja z meczu reprezentacji Polski siatkarek z Chinkami w ramach corocznego cyklu World Grand Prix. O ile dobrze kojarzę, nasze zawodniczki przegrały wtedy w tie-break’u.

– Wolisz pisać o sporcie, czy o mafii?
– Zdecydowanie o mafii. Na tym polu nie dzieje się może teraz tak wiele jak codziennie w sporcie, ale te historie – niektóre bardzo brutalne, a inne barwne – po prostu w jakiś sposób fascynują. Fascynują mnie jako kogoś, kto tych historii słucha i potem je opisuje. Nigdy nie ciągnęło mnie do tego, by samemu zostać gangsterem.

– Jak myślisz, skąd bierze się obecny szum wokół książek o tematyce mafijnej i dlaczego ostatnio powstaje ich tak wiele?
– Na pewno swoisty trend zapoczątkował dziennikarz Artur Górski we współpracy z najsłynniejszym polskim świadkiem koronnym, byłym członkiem grupy pruszkowskiej –Jarosławem S. ps. “Masa”, kiedy obaj wydali książkę “Masa o kobietach polskiej mafii”, a potem trzy kolejne. Inni autorzy idąc za ciosem również spróbowali szczęścia – w ostatnim czasie na rynek weszły pozycje “Czego nie powie Masa o polskiej mafii” (Wojciech Sumliński) czy “Mój agent Masa” (Piotr Pytlakowski, Piotr Wróbel). Chwilę wcześniej z “Nowym alfabetem mafii” razem z Pytlakowskim powróciła Ewa Ornacka. Natomiast inną sprawą jest, dlaczego czytelników interesują takie pozycje. Moim zdaniem chodzi tutaj o to, że mafii działającej tak jak w latach 90. już nie ma. Ludzi fascynują ówczesne wielkie pieniądze, świetne samochody, piękne kobiety i lekki dreszczyk emocji. Uważają to za prawdziwe Eldorado. Jednocześnie zapominają, że ten dreszczyk emocji wcale nie był lekki, bo na ulicach zginęło naprawdę dużo osób, wiele było zastraszanych czy porywanych. Wówczas mafia była raczej czarno-biała, nie w kolorach tęczy.

– Skoro tak poważnie traktujesz dziennikarstwo, dlaczego studiujesz prawo?
– Nigdy nie chciałem studiować dziennikarstwa. Nie dlatego, że uważam ten kierunek za zły, ale miałem inne plany na przyszłość. Zamierzałem specjalizować się w prawie karnym i zostać policjantem. Teraz nic już z tego nie będzie, bo poza pisaniem o mafii zajmuję się bardziej zagadnieniami z zakresu prawa podatkowego i prawa spółek, a nie prawa karnego. Poza tym zawsze stawiałem na specjalizację – nawet jeśli jako dziennikarz mam pisać o prawie, to właściwą wiedzę dadzą mi właśnie studia prawnicze, a nie dziennikarskie.

– Bezproblemowo łączysz studiowanie tak trudnego kierunku z pracą dziennikarską?
– Być może niektórych tutaj zaskoczę, ale w moim mniemaniu prawo nie jest trudnym kierunkiem studiów. Kwestia zainteresowań i pomysłu na siebie. Gdyby prawo mnie nudziło, albo robiłbym to jak niektórzy – tylko dlatego, że rodzice są adwokatami czy mami mnie wizja dużych pieniędzy – skończyłoby się źle. Osobiście nie mam w rodzinie prawników, robię to co lubię i nie narzekam. Dużo pracuję, pisząc nie tylko o mafii, ale właśnie o prawie.

– Cykl „Mafia to nie tylko Pruszków” powstał z Twojej inicjatywy. Dlaczego zaprosiłeś do współpracy Adę, a nie zająłeś się nim sam?
– Tak jak wspominała ostatnio Ada, poznaliśmy się w redakcji portalu Today.pl. Od początku złapaliśmy bardzo dobry kontakt, mamy wspólne zainteresowania – między innymi w postaci przestępczości zorganizowanej – a poza tym Ada po prostu dobrze pisze. Ja tworzyłem wtedy tekst o łódzkiej “ośmiornicy”, kolejnym celem był Nikodem S. ps. “Nikoś” z Trójmiasta. Tak się złożyło, że Ada mieszka obecnie w Gdańsku, co było kolejnym zdecydowanym plusem w świetle tej współpracy.

– Z poprzedniego wywiadu dowiedzieliśmy się, że to Ty kontaktujesz się z gangsterami. Jak to wygląda? Kogo już miałeś okazję poznać?
– Tak to prawda, w naszym duecie kontakty z tym środowiskiem przypadły w udziale mnie. Mowa tutaj o byłych jak i obecnych członkach zorganizowanych grup przestępczych. Kontaktujemy się w bardzo różny sposób, ale najczęściej na bezpośrednich spotkaniach – w całej Polsce, raczej na uboczu. Nie znaczy to jednak, że przesiadujemy po jakichś piwnicach. Miejsca i czas spotkań zwykle ustalamy jak najpóźniej. Kogo poznałem, nie mogę w tej chwili powiedzieć. Zapewniam natomiast, że to bardzo dobrze poinformowane i rzetelne źródła.

– Nie czułeś strachu rozmawiając z byłymi i aktywnymi przestępcami?
– Strach to złe określenie, ale na początku na pewno były jakieś większe emocje – coś jak ekscytacja. W końcu wiedziałem, czym ci ludzie się zajmowali i wcześniej znałem ich tylko z prasowych czy telewizyjnych doniesień o „bezwzględnej mafii”. Dziś podchodzę już do tego spokojniej. Osoby, które znam, są naprawdę normalne, z manierami, głową do interesów. Można z nimi porozmawiać trochę luźniej, a rozmawiać zawsze jest o czym. To nie są żadni troglodyci, chociaż i tacy się zdarzają.

– Która część pracy nad artykułem jest najtrudniejsza?
– Moim zdaniem jej rozpoczęcie, potem wszystko idzie dobrze (śmiech). Mówiąc poważniej, chyba zbieranie i weryfikacja materiałów. Wtedy właśnie trzeba najwięcej jeździć po Polsce, ustalać spotkania z informatorami, wizyty w sądach. Z drugiej strony to też najciekawsza część pracy, bo obcuje się z tymi ludźmi i wciąż poznaje nowych.

– Miałeś nieprzyjemne sytuacje związane z pracą nad cyklem?
– Mniejsza lub większa krytyka tekstów pojawia się zawsze i na pewno jest to nieco niemiłe, ale też nieuniknione. Z poważniejszych sytuacji “na żywo” przychodzi mi do głowy tylko jedna, która nie dotyczyła bezpośrednio mnie. W pewien weekend odwiedziłem jeden z pubów w centrum Łodzi. Dwóch pijanych mężczyzn pobiło się tam wykrzykując hasła “Pruszków rządzi” i przerzucając nazwiskami członków łódzkiej “ośmiornicy”. Kiedy słyszysz coś takiego za plecami od obcych, agresywnych ludzi, robi się nieprzyjemnie.
Mam za to historię bardziej zabawną. Podczas jakiejś imprezy wpadł na mnie nieznany chłopak i był przekonany, że to podobno ja wpadłem na niego. Chciał się kłócić, ale odciągnęła go dziewczyna mówiąc: “zostaw, on zna ludzi z Pruszkowa”. W zasadzie temu nie zaprzeczam, ale taki jest charakter mojej pracy. To przy okazji świetnie pokazuje jak „zrobić z igły widły” i dopisać człowiekowi legendę. Niektórym ludziom to imponuje. Widać tutaj jednocześnie ten słynny znak równości między mafią i grupą pruszkowską. A przecież Mafia to nie tylko Pruszków.

– Podobno w planach jest wydanie książki „Mafia to nie tylko Pruszków”. To prawda?
– Tak, pracujemy nad tym z Adą. W książce znajdą się znacznie rozszerzone historie grup, które przedstawiamy teraz w internetowej wersji naszego cyklu. Mamy nadzieję, że uda się wydać ją jeszcze w tym roku. Więcej póki co nie zdradzam…

– Jak to się stało, że zostaliście prelegentami podczas kwietniowej Konferencji “Gangsterzy z PRL” Instytutu Pamięci Narodowej w Gdańsku?
– Trafiłem kilka miesięcy temu na informacje o Konferencji i odezwałem się do IPN w Gdańsku. Odbyłem w tej sprawie kilka rozmów telefonicznych, przedstawiciele Instytutu zainteresowali się naszą wiedzą. Szczególnie dlatego, że Nikodem S. ps. “Nikoś”, o którym opowie Ada, działał właśnie w Trójmieście. O łódzkiej “ośmiornicy” nie mają tam natomiast tak rozległej wiedzy jak ja, mieszkając w Łodzi. Podczas Konferencji wystąpią też takie osoby jak były negocjator policyjnynadkom. Dariusz Loranty, z którym poznaliśmy się przy pracy nad “TROP Magazyn Śledczy”, dziennikarz śledczy Jerzy Jachowicz czy prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzej Rzepliński.

– Jakie są Twoje najbliższe plany zawodowe?
– Przede wszystkim wydać książkę i kontynuować publikowanie treści o przestępczości zorganizowanej w Internecie. Co będzie dalej – czas pokaże.

– Dziękuję za rozmowę.
– Dziękuję.

Gdańsk Strefa Prestiżu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *