Między dwoma dawnymi gdańskimi browarami – wspomnienia Stanisława Matyi

„Ta praca w browarze była mi naprawdę pisana, mam co wspominać… Było zawsze wesoło, prace się skończyło i piwko się wypiło.” Wywiad ze Stanisławem Matyją prowadzi Alicja Mianowska mieszkanka Nowego Portu.

Zdjęcie zrobione przy Dworku Fischera wraz z chatą z 1796 roku

Alicja Mianowska: Dzień dobry panie Stanisławie. Dziękuję, za zaproszenie oraz udostępnienie świetnych materiałów dotyczących pana historii związanej z dawnym gdańskim browarem.

Stanisław Matyja: Dzień dobry. Tak, zaraz wszystko opowiem, to ,co pamiętam z tamtych lat licząc od 1946 do 2018 roku.

A.M.: Pierwsze o co chciałam zapytać, to w którym roku przyjechał pan do Nowego Portu?

S.M.: Do Nowego Portu przyjechałem zaraz po wojnie w 1946 roku. Pochodzę z Poznania, ale podczas wojny mieszkałem w Niemczech i pracowałem u Niemca, ale o tym później.

W Nowym Porcie zamieszkałem od razu w drewnianym domku z 1796 roku obok Dworku Fischera i tam mieszkałem rok czasu. Natomiast od 1947 roku zamieszkałem już w samym Dworku. Mieszkałem z żoną i dziećmi na parterze, wtedy jeszcze nikt koło nas nie mieszkał. We wnętrzu pamiętam, że znajdował się duży hol z drewnianymi schodami prowadzącymi na górę do drugiego mieszkania. Klatka schodowa była ozdobna. Moja żona prowadziła przydomowe małe gospodarstwo. Mieliśmy kury, świnki, gęsi, a kaczki odwiedzały nas, bo blisko miały do wody (uśmiecha się).

Na zewnątrz budynku znajdował się taki duży kamień wkopany w ziemię, na którym były napisy.

A.M.: Jakie to były napisy i co się stało z tym kamieniem, pamięta Pan?

S.M.: Niestety nie pamiętam i nie wiem później co się z nim stało, nie interesowałem się tak tym wtedy, dużo pracowałem i to tak wyglądało – z domu do pracy, z pracy do domu.

A.M.: A czym się pan zajmował, gdy się wprowadził do Nowego Portu?

S.M.: Pracowałem przy browarze we Wrzeszczu, przez rok w poznańskiej firmie jako kowal w kuźni. Mój kolega pracował w samym browarze i namówił mnie do pracy z nim. Miejsce się zwolniło, więc mogłem skorzystać i  zatrudniłem się tam.

A.M.: Tak dokładniej, jakie Pan miał  zadania pracując w browarze??

S.M.: Browar był ogromny, każdy miał swoje zadania. Ja po prostu byłem kierowcą. Rozwoziłem samochodem ciężarowym po całym Gdańsku browar w beczkach. Jeździłem do różnych restauracji, barów, knajp, tawern i karczm, ale też i takich „kiosków”. Zostawiało się beczkę z piwem i z kija nalewano np. podczas Święta 3 Maja,  ludzi częstowano kiełbasą, chlebem i piwem, i to był luksus na te czasy. Często też za miasto jeździłem np. do Lęborka, Pucka, Kościerzyny oraz do Wałcza. Poza tym zaopatrywałem firmę w jęczmień potrzebny do składu piwa, który przywoziłem z Nowego Stawu do browaru. Remontowałem też samochody dostawcze.

Wymiana koła podczas transportu piwa

A.M.: Czy można było pić alkohol w pracy, czy mogli to robić tylko degustatorzy?

S.M.: Piwko lubiłem sobie wypić, ale dopiero po pracy, ze względu na to, że rozwoziłem to piwo, musiałem być za kierownicą trzeźwy, to jasna sprawa. Każdego kusiło  (śmieje się ), ale była dyscyplina.

Stanisław Matyja po lewej

A.M.: Jakie piwa można było kupić w tym browarze?

S.M.: Były piwa takie jak teraz np. Porter, Specjale, Gdańskie, ale po Heveliusie, którego już nie ma, a był najlepszy, zostały tylko wspomnienia… W browarze wtenczas zrobiono rozlewnie i pijalnie piwa.

A.M.: A ciemne piwo też było?

S.M.: Oczywiście, że tak, ciemne piwa też był dobre i chodzone.

Przy Dworku Fischera w Nowym Porcie

A.M.: A wiedział Pan o tym, że mieszkał pan przy dawnym browarze Fischera?

S.M.: Właśnie! Niezły paradoks wyszedł z tego, gdyż podczas rozmowy w browarze we Wrzeszczu dowiedziałem się przypadkowo, że był też taki browar podobny do tego w Nowym Porcie. Jak zapytałem w, którym miejscu, to powiedziano mi dokładnie gdzie, a ja wybuchłem śmiechem i mówię, przy tej ruinie? Okazało się, że ta ruina, za Dworkiem Fischera, to właśnie dawny browar Fischera. Później już wiedziałem, że mieszkam przy browarze.

Nowy Port dawny browar w Nowym Porcie, po lewej widać fasadę Dworku Fischera, a w dali za murem spichrz – elewator zbożowy

A.M.: Czy to prawda, legenda lokalna głosi, że w czasie wojny pochowano do piwnicy w Dworku Fischera pełno butelek z piwem i winem?

S.M.: To nie żadna legenda to prawda, zanim Ruski weszli, mieszkańcy zdążyli pochować tyle ile się dało, bo później już było za późno. Cały Gdańsk został tak ostrzelany z każdej strony, że nie wiele z niego zostało. Browar Fischera również został zbombardowany. To co się z niego ostało, to niektóre maszyny, silniki, które później zostały przeniesione do browaru we Wrzeszczu.

Stanisław Matyja

A.M.: Czy odczuł Pan w swoim życiu mocno wojnę?

S.M.: Nie, jak już na wstępie wspomniałem, mieszkałem jakiś czas w Niemczech w Bawarii w München (Monachium)  i pracowałem w żwirowni u Niemca Adolfa Strebela, który był dla mnie dobry. Pytał się mnie, co mi potrzeba:- Chcesz nową koszulę, buty, czapkę, będziesz miał! Po wojnie wróciłem do Polski. Właśnie na Pomorze.

A.M.: Co było potem jak się wojna skończyła?

S.M.: Na terenie dawnego browaru w Nowym Porcie, gdzie obecnie jest Muzeum Sybiraków Pro Memento, były warsztaty ślusarskie, po wojnie należało to do Zarządu Portu Gdańsk i Port się tu gospodarzył. Już jak przeszedłem na emeryturę, dorabiałem sobie pracując tam na portierni.  Udostępnione były również pomieszczenia dla uczniów, głównie chłopców z Zespołu Szkół Morskich w Nowym Porcie.

Praca w ZSM w Nowym Porcie – Stanisław Matyja na terenie dawnego browaru w Nowym Porcie

A.M.: A do kiedy mieszkał Pan w Dworku Fischera?

S.M.: Dworek Fischera zamknęli jakoś w 2000 roku, jeszcze tam zmarła mi wtedy żona. Teraz mieszkam w Brzeźnie od 15 lat.

Stanisław Matyja z żoną Zofią

A.M.:  Czy ma Pan swoich potomków?

S.M.: Mam córkę i dwóch synów. Każdy mieszka gdzie indziej, ale odwiedzają mnie.

A.M.: A co teraz Pan porabia, będąc na emeryturze?

S.M.: Teraz chodzę sobie do „Projektorni”, jest tuż obok mnie, mam blisko. Korzystam z klubu, w którym mam towarzystwo, a na  obiady idę na Sterniczą. Ludzie mnie tu lubią i ja ich też, jestem pozytywnym i wesołym człowiekiem.  Od dawna jeżdżę samochodami, pierwsze moje auto to był maluch (śmieje się) teraz jeżdżę Suzuki. Właśnie wybieram się do was do Nowego Portu, odwiedzić starą gwardię i sprawdzam, czy nadal stoi na kołkach mój stary budynek. Prawo jazdy zrobiłem w Niemczech. Mam je od 1943 roku.

A.M.: To ile już lat Pan tak jeździ autem ?

S.M.: Odkąd pamiętam (śmieje się) mam już 99 lat więc swoje wyjeździłem. Chyba z dziesięć razy dookoła świata (śmieje się)

A.M.: Piękny wiek, gratuluje!  Nie boi się Pan jeździć po obecnych zatłoczonych drogach?

S.M.: Nie, ale kiedyś nie było takich korków jak teraz, to jest męczące. Poza tym daleko już nie jeżdżę w trasę.

Stanisław Matyja rozwozi piwo (za kierownicą)

A.M.: Dziękuję panu bardzo za wyczerpujące wypowiedzi, za dokumentację, którą mogę udostępnić zainteresowanym. Na pewno nie pójdzie to na marne. Takie zdjęcia to perełki i spotkanie z Panem również. Życzę dużo zdrowia i pogody ducha.

S.M. Dziękuję również, trafiliśmy z tematem ( śmieje się)! Ta praca w browarze była mi naprawdę pisana, mam co wspominać… Było zawsze wesoło, prace się skończyło i piwko się wypiło.

A.M.: Świetnie Pan rymuje. Dziękuję jeszcze raz za spotkanie, wszystkiego dobrego.

Stara gwardia – teren dawnego browaru Fischera rok 1999

Wywiad przeprowadziła Alicja Mianowska

zdjęcia archiwalne ze zbiorów Stanisława Matyi

One thought on “Między dwoma dawnymi gdańskimi browarami – wspomnienia Stanisława Matyi

  • Gdańsk od wieków słynął z warzenia piwa. I co się z nim stało??? Kto za to odpowiada???

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *