Moja Piękna Kora…

O 05.30 obudziłem się i nie mogłem już zasnąć. Oczywiście, przypadek. Może jednak nie? Z Korą byłem związany przez całe swoje życie. Z całą pewnością, mogę powiedzieć, że znałem ją, jak nikt inny.

Była wówczas młoda, piękna i taka wolna… Ja byłem dorastającym podlotkiem mieszkający na wsi, w lesie. Zakochałem się w niej od pierwszego usłyszenia. To był „Derwisz”. Nikt tak wówczas nie śpiewał, nikt tak nie aranżował i nie grał. Nazywali się Elektryczny Prysznic. Tak ich przedstawiono w radio. Potem dowiedziałem się, że to Maanam – Elektryczny Prysznic. Było to jeszcze przed „Boskie Buenos” i „Żądzą Pieniądza”, kiedy Marek Jackowski wraz z Milo Kurtisem zaprasza do swojego zespołu nikomu nieznaną charyzmatyczną piosenkarkę – Korę. W chwilę później odchodzi Milo, a jego miejsce zajmuje John Porter, ale tylko na chwilę. Maanam to od tej chwili to przede wszystkim Olga i Marek Jackowscy. Ich burzliwy związek, małżeństwo, jak i twórczość została ze szczegółami opisana przez Korę w jej książce „Kora, Kora”. W roku 1980 zespół występuje na festiwalu w Opolu i od tego czasu, przez niemal trzy dekady, trwa ich nieprzerwana wspaniała, choć burzliwa kariera. Kora, zarówno scenicznie, jak i prywatnie, fascynowała mnie przez całe życie. Moja mama to wie najlepiej, bo pamięta. Miałem Kory plakaty na ścianie. Fascynowała mnie jej siła i wrażliwość, czułość i bezwarunkowość, wolność i przywiązanie do tworzenia. Przerażało mnie jej bezkompromisowe podejście do wszystkiego, a już najbardziej do pracy. Nie tolerowała szmiry, a już najbardziej tej zawodowej.

Maanam w Karlsruhe w 1985 r. źródło Wikipedia
Maanam w Karlsruhe w 1985 r. źródło Wikipedia

Kiedy miałem 14 lat, podczas wakacyjnego obozu wędrownego, gdzieś na Mazurach w jednej z księgarni cudem nabyłem winylowy album Maanam. Zupełnie nie miałem pieniędzy, ale w szale i panice, uprosiwszy wcześniej sklepikarza o odłożenie płyty na jedną godzinę, pożyczałem od wszystkich uczestników obozu po kilka złotych. Kupiłem tak  pierwszy album zespołu, który jak relikwię trzymam do dzisiaj. Zdarty do białości, niemiłosiernie trzeszczący, jest świadkiem tamtych, pięknych lat, emocji – kiedy to muzyka była moim nierozerwalnym elementem życia.

Dawno temu w lato raz tylko spotkaliśmy się. Z Korą. Uciekłem wówczas od codzienności na kilka dni do miejsca, do którego już nigdy bym ponownie nie trafił. Mroczne, zupełnie zapomniane miejsce. Stary stęchły, nieczynny od lat młyn, zapadła chata właścicieli miejsca, tandetne dwa – i jedyne – domki turystyczne i kilka starych betonowych stawów z pstrągami. Nikt tutaj nie bywał i to mi pasowało. Siedziałem przed obitymi blachą domkiem na spróchniałej ławie, czytałem książkę. Pamiętam, że książka chłonęła mnie – nie ma co się dziwić – była to „Miłość w czasach zarazy” Marqueza. Sponad brzegów książki, zobaczyłem ją już z daleka. Nikt tutaj nie przychodził. Nie wierzyłem, że to Ona, ale jej jeszcze daleka postać, przykuła moją uwagę w taki sposób, że do dzisiaj pamiętam, co czułem. Nie mogłem oderwać wzroku. Nikt tak nie wygląda, nie porusza się tak jak Ona, nie roztacza takiej aury. Ogromny kapelusz na głowie, duże ciemne okulary, kolorowa sukienka… Byłem sparaliżowany. Chciałem jej powiedzieć, co czuję, ile zrobiła dla mnie, ale… Kiedy przechodziła obok mnie, uchyliła okulary i spojrzała mi w oczy. Myślę, że nie widziała mnie, patrzyła tylko w moją stronę – nieistotne – ja widziałem Ją. Tylko ten raz, tylko przez tę jedną sekundę. Piękna, dumna, magiczna i taka wolna Kora. Przyszła kupić pstrągi…

Dzisiaj o 05.30 odeszła. W noc przed jej odejściem Księżyc ukrył się w cieniu.
Po raz pierwszy od lat popłakałem się… Moja żona Bualoy zapytała mnie, co mi się stało?
Nic takiego – po prostu odszedł piękny człowiek, który był zawsze ze mną.

Nie mówmy o jej chorobie, nie mówmy o umieraniu, mówmy o tym, jakim była wspaniałym człowiekiem. Pamiętajmy, co zrobiła dla nas, dla muzyki, poezji… Piękna Kora. Posłuchajmy jej poezji.

Mundek Jabłoński

6 myśli na temat “Moja Piękna Kora…

  • KORA.

    Tak.Była piękna ,mądra , wrażliwa, wielce utalentowana….
    Dzisaj odleciała jak kolorowy ptak – zapewne do lepszej KRAINY….

    JA od rana płacze 🙁

    Odpowiedz
    • Mamy szkołe jej imienia – Poetki Kory Jackowskiej. Dziękuję za wspaniały komentarz.

      Odpowiedz
  • Chciałem podziękować za ten tekst.
    Podziękować i dodać, że zanim było Mannam Kora pojawiała się w zespole Osjan, który stworzyli Jacek Ostaszewski, Marek Jackowski (dwóch członków grupy Anawa) oraz Tomasz Hołuj. Wraz z zespołem latem 73 lub 74 roku pojawiali się na obozach harcerskich w tym na obozie Hufca ZHP Gdańsk-Śródmieście na Wielkiej Żuławie na Jezioraku. Był Osjan a z nimi Kora, wtedy jeszcze Olga Aleksandra Ostrowska.

    Odpowiedz
    • Pięknie dziękuję za ciepłe słowa. Jak pamiętam Osjan, początkowo był zupełnie mało znanym projektem i ten etap trwał dłuższy okres – to był czas rocka, dlatego sama nastoletnia Kora, nie była znana w środowisku muzycznym, ale to tylko i wyłacznie moje projekcje temtych lat 🙂 Mogło być inaczej a już pewnie tak, Pan wspomina. Dziękuję za ciekawe informacje. Pozostaję w kontakcie. Mundek Jabłoński

      Odpowiedz
      • Już wtedy nie była nastolatką. W 1973 roku pojawiła się na scenie podczas kilku koncertów w Teatrze Żydowskim. Jeszcze jedna informacja dotycząca grupy Osjan. W tym samym roku ukazał się split zespołu Osjan wraz z Deep Purple. Niestety nigdzie nie mogę trafić na tę płytę 🙁
        Informacje o płycie:
        Wydawca – Klub Płytowy. Polskie Stowarzyszenia Jazzowe – Rafał Olbiński, Muza Polskie Nagrania.
        Strona (a) – Osjan:
        1 – Wprowadzenie; 2 – Księga Deszczu (fragmenty) 3 – Osjan.
        Strona (b) – Deep Purple:
        1) Mayb’y I am a Leo; 2) Pictures of Home; 3) Never Before; 4) Space Trucking
        Pozdrawiam

        Odpowiedz
        • Niezwykłe informacje – a płyty będę szukał – dzięki

          Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *