Na przykładzie Gdańska – cz. 6 Instytut kultury Miejskiej, Kunszt Wodny

Filip KluwerAby opowiedzieć o Instytucie Kultury Miejskiej i jego nowej siedzibie, nazwanej Kunsztem Wodnym, trzeba nawiązać do historii wspomnianej już w części, gdzie mowa o potencjale naszego miasta. Przypomnę: sławny gdański uczony Filip Kluwer, twórca geografii historycznej, w roku 1616 opublikował nową mapę Europy. Jej wschodnią granicę przeniósł o 1000 kilometrów na wschód, z Donu na Ural i Przedkaukazie, włączając w europejską wspólnotę cywilizacyjną obszar Państwa Moskiewskiego. Dopełnił tym dzieła określenia, może więcej: ukonstytuowania Europy w takim kształcie w jakim widzimy i rozumiemy nasz kontynent dzisiaj.

Sto lat później, w roku 1716 przyjechał z wizytą do Gdańska car Piotr I i zachwycony zbiorami Muzeum Przyrodniczego poprosił jego dyrektora Jana F. Breyne o wskazanie gdańskiego przyrodnika, który zgromadzi podobne zbiory z terytorium Rosji. Poleconym przyrodnikiem był młody gdański uczony, jak nazywano: naturalista, Daniel Gotlieb Messerschmidt. Podczas tego pobytu cara Piotra I w Gdańsku zakontraktowano naukową wyprawę. W jej wyniku powstała pierwsza mapa Syberii, dokonano wielu odkryć, a D. G. Messerschmidt zwany bywa od tamtego czasu ojcem archeologii rosyjskiej. Ale co dla nas w tym najważniejsze, Daniel Messerschmidt potwierdził przez swoje badania terenowe ustalenia Kluwera. Udokumentował istnienie różnic fizjograficznych, antropologicznych, fauny i flory po obu stronach Uralu. A zatem sumując, ci dwaj gdańscy uczeni dokonali dzieła zdefiniowania wschodniego zasięgu Europy, dopełnili dzieła ukonstytuowania i opisania kontynentu europejskiego.

Daniel MesserschmidtPisząc o tej sprawie, wspomniałem Tomasza Bedyńskiego, niestety nieżyjącego już, człowieka o wielkim talencie wyszukiwania kwestii ważnych, nośnych. Tomasz – z dużym wyprzedzeniem – zauważył i sygnalizował, że na rok 2016 przypadnie podwójna okrągła rocznica: czterechsetna owego zdefiniowania wschodniego zasięgu Europy przez Kluwera (1616) i trzechsetna podpisania w Gdańsku, w czasie wizyty cara Piotra I (1716), kontraktu na naukową wyprawę badawczą do Rosji, do jakiego to dzieła wyznaczony został D. G. Messerschmidt. Tomasz podnosił tę kwestię i monitował również zespół przygotowujący aplikację Gdańska na konkurs o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Idea i monity Tomasza zostały bezprzykładnie zignorowane, Gdańsk mając taki atut wystąpił z enigmatycznym hasłem „wolność kultury – kultura wolności” i oczywiście przegrał. Materiały owej aplikacji dostępne są w sieci, można się z nimi zapoznać – aby zobaczyć jak bardzo jej autorzy stawiali nacisk na to, co europejskie, jak pełna jest proeuropejskiej filozofii, frazesów po prostu, chociaż przecież autorzy dysponowali takim konkretem, mieli do dyspozycji tak niezwykły atut, jakim była owa podwójna rocznica ostatecznego zdefiniowania kontynentu europejskiego przez gdańskich uczonych i zarazem tak niezwykłą okoliczność zbiegania się owej rocznicy z konkursem o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Takie rzeczy nie zdarzają się często, takich okazji nie ma się na zawołanie. Takich sposobności nie lekceważy się!

Z jakiego jeszcze względu było dla nas ważne użycie tego argumentu podwójnej rocznicy, a najlepiej: oparcie na nim całej aplikacji? Otóż owo określenie przez Filipa Kluwera ostatecznego kształtu kontynentu europejskiego możemy uznać za dopełnienie epoki wielkich odkryć geograficznych – po odkryciu w 1606 roku Australii przez Holendra Willema Janszoona, które to dopełnienie już jest nośnym naukowym, a powszechnie raczej nieznanym faktem. Ale co jest clou, co dla nas jest niezwykle ważne – dopełnienie to w znacznej mierze było dorobkiem I Rzeczypospolitej, bowiem Filip Kluwer wcześniej przez cztery lata terminował na dworze Zygmunta III Wazy, miał możliwość zapoznania się z wiedzą, jakiej nie posiadały państwa zachodniej Europy, zarówno dorobkiem naukowym jak i wiedzą wywiadu wojskowego. A jako gdańszczanin miał dostęp do wiedzy zdobywanej przez kontakty handlowe, na przykład z Nowogrodem Wielkim. Żyjąc w Rzeczpospolitej miał też wiedzę o prawosławiu, o kwestiach wiary nieoczywistych dla ludzi zachodu Europy. Można wyprowadzić stąd myśl, że w tym dorobku I Rzeczpospolitej mieści się włączenie Rosji w obszar Europy.

roślina opisana przez MesserschmidtaZatem – zespół przygotowujący aplikację w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 – nie podjął wątku owej podwójnej rocznicy i wszystkich wynikających z niej nośnych argumentów. Gdańsk w konkursie przegrał. A teraz przyjrzyjmy się – co przyniósł rok 2016. Wzmożone napięcie w Europie – w naszej części Europy, narastająca obawa przed agresją Rosji. Mówiło się o powrocie zimnej wojny – choć przecież trwa i „gorąca” na Ukrainie. W tej poważnej, napiętej sytuacji w Warszawie odbywa się szczyt NATO, Polacy starają się usilnie o zapewnienie sobie zwiększonej ochrony. I wyobraźmy sobie, że w tym tak szczególnym czasie w Gdańsku – w Europejskiej Stolicy Kultury 2016 nagłaśniane jest dzieło gdańskich uczonych (zarazem dzieło I Rzeczpospolitej) – włączenie Państwa Moskiewskiego do Europy. Świętowana jest podwójna, jednocześnie czterechsetna i trzechsetna rocznica, odbywają się imprezy – a więc głośno odwołujemy się do szlachetnej, pokojowej tradycji w relacjach z Rosją, w ogóle w relacjach europejskich. Przypominamy przykłady wspólnej twórczej pracy, wspólnego odkrywania i opisywania świata. Gdy zatem w Warszawie mowa była o zbrojeniach, a więc, gdy mówiliśmy tam, że jesteśmy zdeterminowani bronić się, jeśli zostaniemy napadnięci – jednocześnie w Gdańsku przypominalibyśmy możliwą inną drogę. Przywołując, przypominając, co Europę ufundowało – określiło nawet jej fizyczny, materialny kształt, jej limes – wiara w Jezusa Chrystusa. A więc w piękny, mądry i bardzo poważny sposób apelując do Rosji. Gdańsk miał możliwość wypełnienia niezwykle szlachetnego dzieła, możliwość odegrania niezwykłej politycznej roli, w polityce na poziomie światowym i w newralgicznym momencie. Zarazem jednocześnie odświeżając swój wizerunek. Podkreślmy, Gdańsk miał możliwość, otrzymał do ręki – w sam czas – znakomite narzędzia, ale i miał obowiązek!

Gdy się zastanowimy nad tym, widzimy o jak wielkiej wagi sprawy chodziło! Widzimy jak bardzo poważną sprawą było owo kompletne zlekceważenie przez miasto Gdańsk i przez ekipę przygotowującą aplikację miasta na konkurs o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 tej podwójnej rocznicy określenia granic Europy na Uralu, owo kompletne zignorowanie monitów Tomasza Bedyńskiego w tej sprawie. Zignorowanie, zmarnowanie tak bardzo ważnej pracy, którą wykonał. A myśląc o interesach miasta, widzimy jak zaprzepaszczona została możliwość odegrania znaczącej roli w tak poważnych wydarzeniach w skali europejskiej – i większej. Widzimy, jak w kolejnej sprawie Gdańsk nie wypełnił swojego obowiązku, nie spełnił swojej misji, nie wykorzystał swojego potencjału.

I gdy już to wiemy, przyjrzyjmy się pokrótce jakie były propozycje Gdańska w konkursie ESK 2016 – przygotowane przez powołany w tym celu zespół: Biuro GDAŃSK 2016. Jaki był plan:

Kunszt WodnyRok obchodów otwierać miało wielkie plenerowe widowisko „Wolność kultury, kultura wolności” – zapowiedź całego programu obchodów ESK, prezentujące wszystkie idee i wątki przewodnie, którego scenariusz miałby zostać wyłoniony w międzynarodowym konkursie. Bardzo atrakcyjnie zapowiadał się jeden z głównych projektów wiosny 2016 – European Performing Arts Trade Exposition – europejskie targi sztuki scenicznej w klubach, profesjonalnych scenach i ulicach Gdańska i Malagi.
5 lipca miał się odbyć wielki piknik metropolitalny – Dzień Plażowicza (budżet imprezy 1 mln zł), który na plażach Gdańska, Gdyni i Sopotu odbywałby się z okazji 70 rocznicy pierwszej prezentacji stroju bikini. „Punktem kulminacyjnym, a zarazem największą atrakcją będzie wspólne odśpiewanie „hymnu plażowicza” – czytamy w aplikacji Gdańska.

Na 31 sierpnia zaplanowano plenerowy koncert dla ponad 100 tys. osób pod tytułem „Przestrzeń Wolności”, a we wrześniu chciano zorganizować Europejski Kongres „Wolność Kultury. Kultura Wolności” na temat kondycji Polski i Europy w kontekście rozwoju nowych technologii. Na finał obchodów (27-31 grudnia) planowano instalację artystyczną „Schody Wolności”, którego liczba stopni byłaby równa ilości projektów przygotowanych w ramach ESK.

„Chcemy aby Gdańsk był w przyszłości ważny dla Europy także jako miejsce debat o europejskim wymiarze” – przyznają pracownicy biura Gdańsk 2016. „Głównym wyzwaniem związanym z przyznaniem tytułu jest osiągnięcie zadowalającego poziomu zaangażowania mieszkańców w tworzenie i realizację programu Europejskiej Stolicy Kultury” oraz „wzrost uczestnictwa i zainteresowania mieszkańców wydarzeniami kulturalnymi także poprzez konsekwentne mechanizmy wspomagające dostęp do dóbr kultury”. (Łukasz Rudziński, Cała prawda o aplikacji Gdańsk ESK 2016.)

Starania o tytuł ESK 2016 Gdańsk rozpoczął w 2007 roku. Rok później powstało biuro Gdańsk ESK 2016 kierowane przez Aleksandrę Szymańską i Romualda Wiczę-Pokojskiego. Razem z grupą współpracowników opracowali oni koncepcję kandydatury opartej na haśle „Wolność kultury, kultura wolności”. Twórczo odwołujące się do solidarnościowej tradycji miasta biuro postawiło na artystyczną wolność, demokratyzację przestrzeni miejskiej poprzez sztukę, swobodny dostęp do kultury oraz współpracę kulturalną całej metropolii. (Łukasz Stafiej, Przegraliśmy. ESK 2016 dla Wrocławia.)

Kunszt Wodny

Niewielka dygresja: Komisja Selekcyjna konkursu o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 wskazała na następujące mocne strony w aplikacji Gdańska:

Ocena Komisji Selekcyjnej

Główny tytuł wniosku „Wolność kultury – kultura wolności” będący hołdem dla rewolucji na rzecz powiększenia wolności, zainicjowanej przez związek zawodowy Solidarność w latach osiemdziesiątych, i jej dziedzictwa w obszarze kultury, a także pełne sukcesu przełożenie tej rewolucji na program, który zamierzał przekształcić Gdańsk w „młode miasto w starych stoczniach”. Ambitny program kulturalny dążący do wzmocnienia społeczeństwa obywatelskiego, zwiększenia stopnia solidarności i do ściślejszego zaangażowania ludzi w życie kulturalne, koncentrujący się na debatach i już ustanowionych inicjatywach, przeznaczający 30% na debiuty i premiery. Komisja wyraziła zadowolenie z idei włączenia obszaru całego Trójmiasta i kultury kaszubskiej w program kulturalny. Wszechstronne plany regeneracji starych obiektów przemysłowych i ich readaptacji dla celów kulturalnych, jako ważną część koncepcji, mającej na celu wypełnienie ich życiem i kreatywnością przez silną, żywą i zróżnicowaną scenę artystyczną miasta. Pełne poparcie wszystkich ciał politycznych i administracyjnych miasta i regionu, włącznie z byłym Prezydentem RP Lechem Wałęsą oraz społecznością biznesu.

Kunszt Wodny

Przytoczyłem tę ocenę, gdyż moim zdaniem jest dość szczególna, abstrahując już od samego konkursu i od sprawy gdańskiej aplikacji. Zwróciłem uwagę na słowa: tytuł wniosku “Wolność kultury – kultura wolności” będący hołdem dla rewolucji na rzecz powiększenia wolności, zainicjowanej przez związek zawodowy Solidarność w latach osiemdziesiątych. Rewolucja na rzecz powiększenia wolności? Zainicjowana przez Związek Zawodowy „Solidarność” w latach osiemdziesiątych? O czym tu w ogóle jest mowa?

Wracając do aplikacji. Dziennikarz tak ocenia: Co przegrana oznacza dla Gdańska? Oprócz braku prestiżowego tytułu Europejskiej Stolicy Kultury, który zapewniłby roczną promocję miasta w całej Europie, Gdańsk nie otrzyma również niebagatelnej kwoty 1,5 mln euro, którą mógłby przeznaczyć na organizację imprez i rozwój infrastruktury kulturalnej. Przegrana nie jest jednak równoznaczna z zaprzepaszczeniem ogromnej pracy, którą biuro Gdańsk ESK 2016 wykonało przez ostatnie trzy lata. (Łukasz Stafiej, Przegraliśmy. ESK 2016 dla Wrocławia.)

No, właśnie. Teraz więc możemy już przejść do kwestii Instytutu Kultury Miejskiej i Kunsztu Wodnego. Otóż po przegranym konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury nie nastąpiło to, czego spodziewać się należało w takiej sytuacji – zwłaszcza, gdy już uświadamiamy sobie jej wymiar i wagę – a więc nie nastąpiło chłodne rozstanie z ludźmi, którzy całkowicie zignorowali znakomite atuty, za czym doprowadzili do takiej klęski miasta. Postąpiono przeciwnie!

Kunszt Wodny

Pomimo przegranej Gdańska w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016, który w czerwcu Komisja Europejska przyznała Wrocławiowi, biuro Gdańsk 2016 dalej będzie funkcjonowało. Wielkich zmian w jego działalności jednak nie będzie, bo cele zawarte w konkursowej aplikacji wciąż pozostają aktualne.

Wciąż istotne będą takie założenia, jak: otwarcie przestrzeni miejskiej na kulturę, promocja aktywnego uczestnictwa w kulturze, nawiązywanie relacji z instytucjami kulturalnymi, także zagranicznymi czy promocja Gdańska jako przestrzeni wolności.

 – Naszym celem jest stać się tzw. obserwatorium kultury. Chcemy koordynować badania nad kulturą Gdańska i regionu, prowadzić analizy, inicjować debaty i być źródłem dobrych praktyk dla innych instytucji – mówi Aleksandra Szymańska, dyrektor strategiczny Gdańsk 2016. – Przy wsparciu Uniwersytetu Gdańskiego i Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową będziemy ubiegać się o status Regionalnego Obserwatorium Kultury. Będziemy także kontynuować naszą działalność informacyjną poprzez wydawanie kalendarza kulturalnego czy rozszerzenie działalności Punktu Informacji Kulturalnej, który stanie się swego rodzaju kawiarenką kulturalną. Wciąż bardzo ważne jest dla nas budowanie marki miasta i metropolii. Chcemy promować potencjał całej gdańskiej kultury, nie tylko swoich projektów. Naszym znakiem rozpoznawczym ma być integracja kultury z innymi sferami życia miasta, m. in. biznesem i turystyką.

Gdańsk 2016 nadal będzie pełnił funkcję organizatora wydarzeń kulturalnych. Z trójmiejskiego kalendarza imprez na pewno nie znikną: Festiwal Malarstwa Monumentalnego na Zaspie, Narracje i Blog Forum. Ponadto instytucja będzie m. in. organizować międzynarodowy konkurs literacki Europejski Poeta Wolności, prowadzić międzynarodowy projekt aktywizacji społecznej „Active Citizens” czy artystycznej wymiany „Corners”.

– Zrealizowane zostanie również kilka wydarzeń, których plany zawarte były w konkursowej aplikacji – zapowiada Anna Czekanowicz-Drążewska, dyrektor biura prezydenta Gdańska ds. kultury. – Będą to na pewno wystawa sztuki współczesnej „Gedanit”, którego kuratorką będzie Anda Rottenberg oraz warsztaty w ramach „Szkoły Debaty”.

Przyszłoroczny budżet instytucji – choć jeszcze niezatwierdzony – ma być podobny do tegorocznego i wynosić ponad 3 mln zł. Zmianie – i to szybkiej, bo jeszcze w październiku – ulegnie za to nazwa instytucji, która w nowej odsłonie nie będzie zawierać daty „2016”.

(Łukasz Stafiej, Nowe pomysły na dawne biuro ESK 2016.)

(Swoją drogą, skąd dziennikarzowi przyszedł do głowy ten tytuł: nowe pomysły – ?)

Forum Gdańsk

– Biuro Gdańsk 2016 będzie działać jako instytucja kultury i realizować program zaplanowany do 2016 roku – mówi Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska. – Chcemy realizować strategię Gdańska jako miasta kultury wolności. Mamy oczywiście świadomość, że nie wszystko uda nam się wykonać.   (Łukasz Stafiej, Przegraliśmy. ESK 2016 dla Wrocławia.)

W tych wypowiedziach, zniechęcających biurokratyczną nowomową, zdumiewają passusy: pomimo przegranej Gdańska wielkich zmian w działalności biura jednak nie będzie i: wciąż bardzo ważne jest dla nas budowanie marki miasta i metropolii. Zdumiewające, ale oczywiście jeszcze bardziej zdumiewa założenie, że gdańszczanie mają łożyć na to przedsięwzięcie, tym właśnie osobom, po 3 miliony rocznie (co zresztą czynią – w swoim wielkim śnie – do dzisiaj. Licząc od powstania biura to już 10 lat!)

Kunszt WodnyPod cytowanymi artykułami przetoczyła się maleńka burza oburzenia, zacytuję kilka wypowiedzi:

Normalnie to przegrani odchodzą. W Gdańsku zostają ……………. . Patologia.

Skoro nie otrzymaliśmy ESK 2016 należy wyciągnąć wnioski i winnych ukarać —— U nas natomiast funduje się nowe posadki, nikt nie będzie wiedział czym się zajmują i co robią a budżet 3 mln —- choroba toczy to miasto jakaś —-

Instytucja widmo z budżetem 3 mln.

Są już w mieście inne instytucje statutowo odpowiedzialne za turystyczną i kulturalną promocję. Utrzymywanie kolejnej to albo kumoterstwo albo skrajna głupota, a o tę drugą nie posądzam naszych drogich włodarzy… – szturwał

JESZCZE PRACUJE? To dyr. d/s kultury jeszcze pracuje? Mają ludziska tupet. – Bówka

paranoja

3 mln na tę instytucję to dużo więcej niż na granty na działania kulturalne jakie mają szanse otrzymać Organizacje Pozarządowe na konkretne działania, te które mają być obserwowane przez tę instytucję. – NGO

Odtwórczy program.

Czyli większość ich programu opierała się na eksploatowaniu już istniejących i często realizowanych przez kogoś innego imprez? Przez ostatnie kilka lat biuro ESK kazało umieszczać swoje logo przy każdej inicjatywie (nawet tych, z którymi nie mieli nic wspólnego). Jeśli ich aplikacja sprowadzała się do zerowej kreatywności i bazowania na tym co już jest i robią inni – to bardzo dobrze. Rozwiązać to biuro – a kasę przekazać prawdziwym organizatorom kultury w Gdańsku! – Ben

SKANDAL

DZIEŃ PO OGŁOSZENIU WYNIKÓW BIURO STRACIŁO RACJĘ BYTU. Jeśli biuro ma pozostać to należy zmienić całą kadrę, nie może być tak, że ludzie którzy nie osiągnęli celu, którzy są powszechnie krytykowani, pracują nadal dla jakiejś niewiadomej za duże pieniądze podatników. Miasto powinno, aby z jednej strony uniknąć podejrzeń zmienić ekipę, a z drugiej strony aby uzyskać świeżość i wiatr w żagle powinni wejść nowi ludzie którym będzie mocno zależało aby udowodnić sens istnienia ich instytucji, w którą ja w tym momencie mocno powątpiewam. – culture club

Dla porządku zaznaczam, że było też kilka komentarzy w obronie, ale zdecydowanie mniej. Oczywiście, zazwyczaj w internecie można znaleźć mnóstwo różnych wypowiedzi, ale te trzeba przyznać, są raczej wyważone i doprawdy trudno się z nimi nie zgodzić. Czy wyobrażamy sobie, by ktokolwiek prowadzący swoją firmę postępował w taki sposób? Łożył miliony na jakiś projekt, ludzie pracujący przy nim popełnialiby skrajne – powiedzmy: błędy (mam tu na myśli pominięcie najważniejszych atutów opisanych powyżej, więc po prostu jakby dywersję) doprowadzając do przegrania super ważnego konkursu, a on oddawałby w ich ręce cały dział firmy zapewniając infrastrukturę i stały, wielomilionowy roczny budżet? Nie wyobrażam sobie tego. Naprawdę w tej sytuacji słowa jednego z komentujących – o patologii, są jak najbardziej na miejscu.

Forum Gdańsk

Ale to jeszcze i tak nie sięga prawdziwego wymiaru sprawy – można ujrzeć go dopiero, gdy ma się świadomość innej miary strat – w sytuacji opisanych powyżej: politycznych napięć i zagrożeń. Gdy w tym kontekście, przez ten pryzmat spojrzymy na te potoki nowomowy, neoideologicznego żargonu, wtedy dopiero zaczynamy dostrzegać czym one doprawdy są! Sami ci ludzie zdają się tego nie rozumieć, że te ich quasi obywatelskie dąsy i kontredansy mogą się w jednej chwili zmienić w popiół i cuchnący dym. Jakiej miary jest to nieodpowiedzialność! Przecież pierwsze o czym trzeba myśleć, to aby możliwie takiej ewentualności zapobiegać, przeciwdziałać, budować pole możliwej rozmowy uprzedzającej wojnę… Takich sytuacji – historycznych! – się nie przepuszcza! Za to może przyjść słony rachunek. To jest piramidalna ignorancja, brak jakiejkolwiek kompetencji do zajmowania się kulturą. Jak można w ręce ludzi nie rozumiejących, nie rozpoznających tej miary, tej wagi spraw oddawać tak kluczowe kwestie dużej społeczności, dużego miasta, jak można wydawać na zmarnowanie tak wielki potencjał, jaki ma nasze miasto? Na zmarnowanie, ale może i gorzej – na operowanie nim! Przepraszam, ale to jest jakby dać się dzieciom bawić w piaskownicy granatnikiem.

Kunszt Wodny

Niestety – tak właśnie uczyniono i tak właśnie po tym wszystkim został powołany Instytut Kultury Miejskiej, przekształcony z Biura ESK 2016. I chcę powiedzieć, że absolutnie, ale to absolutnie ze swojego wcześniejszego postępowania, ze swojej klęski nie wyciągnęli wniosków – jakby tego ktoś oczekiwał, czy sobie życzył. I przeciwnie wykazali się konsekwencją. Wiem o czym mówię, bo gdy Wrocław w roku cieszenia się swoim tytułem elegancko zaprosił miasta, które z nim przegrały, w tym Gdańsk, do odwiedzin i zaprezentowania się, brałem udział, razem z Tomaszem Bedyńskim, Piotrem Wyszomirskim, panią Joanną Puzyną-Chojką i innymi współautorami w przygotowaniu propozycji programu na tę okoliczność. A o wyborze programu mającego zaprezentować Gdańsk we Wrocławiu decydowali min. ludzie z IKM, autorzy przegranej aplikacji. Nasz program w dużej mierze odwoływał się do podwójnej rocznicy ustalenia kształtu Europy przez Kluwera i Messerschmidta – ale nie ograniczał się do tego. Planowaliśmy między innymi panel o cenie niezależności z udziałem artystów gdańskich i wrocławskich. Jurorzy naszą propozycję odrzucili, wybrali program zatytułowany „Znajomi znad morza”, czym ewidentnie wykazali, że po tym wszystkim, po doprowadzeniu do przegranej Gdańska, nadal myślą w kategoriach „hymnu plażowicza”. Nie chcę sprawić wrażenia, jakobym wylewał swoje żale, czy zabiegał o coś w swojej sprawie, nie rozwijam więc tej kwestii, poprzestaję na informacji jak było, chodzi mi o pokazanie niezwykłej konsekwencji tych ludzi.

Zresztą jeszcze przed samą śmiercią Tomasza Bedyńskiego byłem świadkiem, jak w czasie konsultacji – o ile dobrze pamiętam: rocznego programu kultury, miało to miejsce w ECS – zwracał uwagę, że jest czas, aby opracować jakąś koncepcję Kunsztu Wodnego, którego budowę wtedy planowano, że trzeba o tym dyskutować, i pamiętam jak został znów – brzydko mówiąc spławiony. Odpowiedziano mu, jakoby sprawa Kunsztu jest w gestii inwestora Forum Gdańsk i nam i miastu nic do tego. Oczywiście Tomasz miał rację.

Kunszt Wodny w trakcie budowy

Najpierw kilka wypowiedzi o nowej siedzibie IKM, póki co bez komentarza.

„Kunszt Wodny” będzie zlokalizowany przy ul. Targ Rakowy w okolicy skweru im. Polskich Harcerzy w byłym Wolnym Mieście Gdańsku. Najłatwiej będzie się do niego dostać od ul. Wały Jagiellońskie lub przechodząc bulwarem wzdłuż kanału Raduni. Będzie też bardzo łatwo dostępny ze stacji SKM Gdańsk Śródmieście. Odwiedzający będą tu mogli zapoznać się z ofertą kulturalną i rozrywkową Gdańska, obejrzeć makietę miasta oraz uzyskać praktyczne wskazówki. W obiekcie znajdą się też sale: multimedialna, ekspozycyjna oraz teatralna, a także przyjazna przestrzeń do odpoczynku wraz z kawiarnią, idealna na spotkanie ze znajomymi, posiłek czy oczekiwanie na przesiadkę w podróży. – (Skanska generalnym wykonawcą Centrum Turystyczno-Kulturalnego „Kunszt Wodny” w Forum Gdańsk.)

Dla IKM to duża szansa na poszerzenie i rozwinięcie działalności, a także ulepszenie dotychczasowych działań.

– Dla nas to szansa rozwojowa. Nie wszystkie działania możemy robić u siebie, bo nie mamy na to warunków. Często wychodzimy poza IKM, żeby realizować nasze szkolenia i warsztaty dla kadr kultury, czy konferencje, spotkania festiwalowe – mówi Marta Bednarska z IKM. Dodaje, że w nowej siedzibie mają powstać sale warsztatowe, sale kameralne na mniejsze spotkania bądź wieczory literackie, a także sala audytoryjno-konferencyjna połączona z salą filmową przeznaczoną na 200 osób.

– Myślimy o przywróceniu kina studyjnego do Śródmieścia – mówi Bednarska. IKM w „Kunszcie wodnym” nie straci jednak nic ze swojej dotychczasowej otwartości – w nowej siedzibie dalej będzie otwarta strefa coworkingowa, księgarnia miejska oraz klubokawiarnia. W ramach IKM będzie nadal działać Obserwatorium Kultury.   (Małgorzata Muraszko, Instytut Kultury Miejskiej z nową siedzibą.)

Kunszt Wodny

Ze strony Instytutu Kultury Miejskiej:

W nowej lokalizacji zachowany zostanie otwarty charakter Instytutu Kultury Miejskiej. W budynku znajdą się między innymi: strefa co-workingowa, księgarnia miejska, przestrzenie szkoleniowe, sala audytoryjna i klubokawiarnia. W ramach IKM będzie nadal działać Obserwatorium Kultury. (…) Pierwszym miejscem spotkanym w IKM będzie Punkt Informacji Kulturalnej, z pełną ofertą kulturalnych wydarzeń, możliwością zakupu biletów do teatru czy na koncert, zapisów na alternatywne spacery w dzielnicach. Na parterze będzie także księgarnia oraz bistro. Funkcję otwartej przestrzeni do współpracy będzie pełnić sala co-workingowa.

Sala audytoryjna pomieści do 180 osób. Będzie tam kino, na które tak czekamy w Śródmieściu Gdańska, miejsce na koncerty, spektakle, debaty i spotkania literackie. Zyskają programowe działania IKM, w tym Otwarty IKM i organizatorzy wydarzeń, którzy korzystają z zapewnionego w nim wsparcia.

Na pierwszym piętrze budynku znajdziemy trzy, w pełni przystosowane do prowadzenia warsztatów i konferencji pomieszczenia, które będzie można połączyć w jedną, większą salę. Już niedługo szkolenia Akademii Nowych Mediów czy KaWy – Kulturalnej Wymiany odbywać się będą właśnie tam. Dla instytucji i organizacji pozarządowych zaproponujemy preferencyjne warunki korzystania z sal szkoleniowych, wykładowych czy audytorium. IKM planuje także komercyjny wynajem pomieszczeń (informacje o wynajmach pojawią się bliżej otwarcia IKM w nowej siedzibie).

Kunszt Wodny

I obszerne fragmenty z artykułu pana Łukasza Rudzińskiego:

W Kunszcie Wodnym znajdą się m. in. trzy sale warsztatowe. Powiększy się przestrzeń do organizacji spotkań autorskich, wykładów i debat. Budynek będzie posiadał salę audytoryjną na około 180 miejsc siedzących.

– Zyskamy przestrzeń „pierwszego kontaktu” – gdzie będzie można uzyskać informacje na temat tego, co się dzieje w mieście. Będziemy prowadzić ten punkt w znacznie szerszym wymiarze niż w obecnym IKM. To miejsce, gdzie zamierzamy udostępniać wszystkie materiały i publikacje kulturalne z Gdańska i Trójmiasta, choć nie jest powiedziane, że mamy się zamykać tylko do Gdańska, metropolii czy regionu. Będziemy mieć materiały Gdańskiej Organizacji Artystycznej, PROT-u – takie, które pozwolą komuś się wyposażyć w wiedzę, w jaki sposób można spędzić czas w Gdańsku i co ciekawego można zobaczyć – zarówno w wymiarze instytucjonalnym, jak i w formie alternatywy do typowego patrzenia na miasto – wyjaśnia Aleksandra Szymańska. (…) Przy jednym z głównych wejść do Kunsztu Wodnego znajdzie się miejska księgarnia.
– Będzie ona sprofilowana odpowiednio do tego, czym się zajmujemy. Zapoznamy się tam z literaturą dotyczącą miasta, socjologii miasta, architektury, urbanistyki, przestrzeni publicznej, sztuki w przestrzeni, ale też poezji. Sięgniemy po rozmaite przewodniki. Będziemy tam robić spotkania z autorami – chcę, aby była to księgarnia na wzór Bookarni Gdańsk – miejsce, gdzie można usiąść, przeczytać książkę, ale też liczyć na fachową radę, po co sięgnąć. Z pewnością będą tam również wydawnictwa niepolskojęzyczne – zapewnia szefowa IKM.

  Dla projektów edukacyjnych kluczowe będzie rozbudowanie infrastruktury szkoleniowej. Trzy sale warsztatowe będzie można połączyć w jedną dużą. Będzie też biuro coworkingowe. (…)

 – To pozwoli nam prowadzić działania, których mamy najwięcej – zwłaszcza te z obszarów wsparcia dla kadr kultury, ale też dzielić się tymi salami. W tej chwili pracujemy nad polityką otwartościową, żeby służyła nie tylko nam, ale też większej liczbie podmiotów. W sali coworkingowej planujemy dość elastyczny układ mebli, więc nie będzie to typowa infrastruktura biurowa, czyli wiele biurek koło siebie. Zaoferujemy wydzielone miejsca, które budują tę intymność i poczucie, że ma się ten swój kawałek przestrzeni, co pozwala spokojnie rozmawiać przez telefon. Zależy nam na tym, by znalazły się tu NGO-osy, które zajmują się sztuką publiczną, sztuką w przestrzeni, zmianą tej przestrzeni, badaniami, sprawami społecznymi. Osobom, które będą chciały z tej sali skorzystać, będziemy mieli do zaoferowania typową infrastrukturę biurową – drukarkę i faks. Wierzymy, że będzie to miejsce, w którym zechcą pracować freelancerzy, potrzebujący tego miejsca przez chwilę, oraz osoby, które w śródmieściu będą chciały pracować na stałe, z różnych względów nie dysponują własnym biurem – mówi Aleksandra Szymańska.

Wielofunkcyjna sala audytoryjna pozwoli na organizację koncertów, spotkań z publicznością na około 150-180 osób (miejsc stojących będzie ponad 200) oraz na wykorzystanie jej jako kina studyjnego.

– W śródmieściu Gdańska bardzo brakuje takiej sali. Dostosowaliśmy ją do naszych potrzeb – będzie pełniła funkcję konferencyjną, spotkaniową i warsztatową, ale będzie też przystosowana, aby postawić tam scenę (przewidujemy działalność koncertową), ale też ma funkcję kina studyjnego. Nie będzie tu miejsca na kino komercyjne, bo takie pojawi się nieopodal w Forum Gdańsk. Chcemy, by kontynuowane były tu programy autorskie – na przykład prezentowane filmy dotyczące miast, połączone z debatami o mieście. Nie zamierzamy powielać schematu kin studyjnych, które w Gdańsku funkcjonują (Kino Żak i Kinoport Sztuki – przyp. red.). Na pewno infrastruktura kinowa będzie miała możliwość dostosowania do różnego charakteru wydarzeń. Układ scena – widownia będzie mobilny, stosunkowo łatwy do zmiany – potwierdza szefowa Instytutu Kultury Miejskiej.

Kunszt Wodny

– Jedną z atrakcji Kunsztu Wodnego będzie wielka interaktywna makieta Gdańska warta blisko 3 mln zł. Zlokalizowana będzie na I piętrze budynku. Znajdą się na niej budynki, zieleń, cieki wodne, wiadukty i inne charakterystyczne dla Gdańska obiekty, jak dźwigi stoczniowe, pochylnie, doki pływające czy statek-muzeum Sołdek. Makieta wbudowane będzie miała ekrany dotykowe.

– W Kunszcie Wodnym otworzymy się na dwie nowe grupy ludzi – na mieszkańców, którzy być może wcale dotąd nie korzystali z instytucji kultury. Forum Gdańsk będzie licznie odwiedzane i z uwagi na świetną komunikację wokół i pociągową, kolej podmiejską i tramwaje. Będą się przewijać liczne grupy mieszkańców i turystów. O obu myślimy. Jeśli chodzi o animatorów kultury i twórców, to rozbudujemy tzw. Otwarty IKM. Dotąd z niewielkim wsparciem z zewnątrz, bo do kwoty 500 zł, wspieraliśmy organizowane u nas inicjatywy, udostępniając sień IKM w poniedziałki i piątki. Nowa przestrzeń da nam w tym względzie zupełnie nowe możliwości. Będziemy oferować wszystkie przestrzenie, którymi dysponujemy. Nie czekając na otwarcie Kunsztu, wprowadzimy dwa progi wsparcia – będą to mikroprojekty do 500 zł oraz projekty z większą kwotą wsparcia, na poziomie 4-5 tys. zł. Zrobiliśmy ewaluację i wielu twórców wskazywało, że 500 zł to za mało na techniczne wsparcie koncertu czy skromne nawet honorarium dla kilku zaproszonych twórców – dodaje Aleksandra Szymańska.
(…)
Nowa przestrzeń wymaga większej liczby zatrudnionych. Obecnie w instytucji jest dokładnie 19,1 etatu, po przeprowadzce liczba etatów zwiększy się o kilka w pionie administracyjnym i technicznym. Pojawią się też dwa nowe stanowiska merytoryczne. Siłą rzeczy w dużej mierze wzrosną koszty utrzymania budynku. Obecna dotacja 3 mln 860 tys. zł będzie musiała wyraźnie wzrosnąć (prawdopodobnie o około 2 mln zł).

(Łukasz Rudziński, Aleksandra Szymańska: Kunszt Wodny da nam nowe możliwości.)

Cytaty obszerne, mam nadzieję, że nie nazbyt męczące. Ale jakiż pożytek z ich przestudiowania, bo dowiadujemy się czego nam w Gdańsku brakowało aż tak bardzo, że musieliśmy wydać – niech policzę – według danych podanych: 15 milionów na inwestycję, 12 milionów na wyposażenie i następnie po 6 milionów każdego roku na funkcjonowanie tego przedsięwzięcia. No, brakowało nam punktu informacyjnego, kawiarenki, księgarni, kina studyjnego i pomieszczeń biurowych dla artystów, z faksem, drukarką i pewną intymnością, aby mogli porozmawiać przez telefon.

Sprawa jest oczywista, specjalnie weryfikować tego nie potrzeba, ale dla porządku zweryfikujmy. Kino studyjne niedawno, dopiero co zlikwidowano na Długiej, ale dobrze, nie czepiajmy się. Całkiem niedaleko Kunsztu Wodnego, właściwie po drugiej stronie ulicy w Domu Harcerza mieści się kino Watra, kameralne, rozmiarem położeniem etc. spełniające wymogi kina studyjnego. Równie nieopodal przy ulicy Garncarskiej jest martwy budynek – w ogóle znakomicie nadający się na działalność o jakiej tu mowa – dawny klub Rudy Kot, a nad nim sala dawnego kina Drukarz. Ożywienie tego miejsca działalnością kulturalną byłoby z wielkim pożytkiem dla miasta, właściciele lokali przy ulicy Garncarskiej podejmowali nawet próby, organizowali się w celu ożywienia ulicy, jest więc z kim pracować, byłoby to wsparciem obywatelskiej inicjatywy, to byłaby właściwa inwestycja publiczno-prywatna, czyż nie?

Rudy Kot

Miasto dysponuje też budynkiem po Instytucie Sztuki Wyspa – przecież Muzeum Sztuki Nowoczesnej ma powstać w dużej hali po drugiej stronie poprowadzonej przez stocznię trasy, więc i tak nie będą te dwa oddzielone budynki funkcjonować razem.

I, oczywiście miejscem, które nieopodal funkcjonowało jako ośrodek kultury i to z niebagatelną tradycją i z pomieszczeniami na wszystko czego potrzeba, nadto z położeniem, i prezencją, jest budynek dawniej: Wysokiego Komisarza Ligi Narodów w WMG, potem Klubu Studentów Wybrzeża Żak, ale prowadzący miasto uczynili z niego miejsce zamknięte, nowy ratusz, niwecząc możliwość ożywienia tej okolicy o wielkim potencjale – z parkiem im. Czesława Niemena, wozownią i bastionem św. Elżbiety. Wielki projekt kulturalny spełniałby się tu znakomicie, zwłaszcza gdyby tranzytowy ruch przez śródmieście odbywał się nad torami kolei.

Sal konferencyjnych, wykładowych, nadających się na przeprowadzanie szkoleń jest w okolicy mnóstwo. Wymienię z pamięci, licząc od północy: oczywiście ECS z przeróżnej wielkości przestrzeniami w różnych konfiguracjach, sala BHP, klub Akwen, Biblioteka Gdańska PAN, Muzeum II Wojny Światowej, NOT, Ratusz Staromiejski, (stoi pusty Wielki Młyn), Muzeum Archeologiczne, GTPS, SARP… I oczywiście dwa duże teatry i filharmonia na wyspie, a Centrum Hevelianum na Górze Gradowej.

wozownia Żak

Solidnych księgarni (jedna w Ratuszu Staromiejskim, przy ulicy Łagiewniki dawne Ossolineum, księgarnia w budynku Teatru Wybrzeże czy antykwariat naukowy przy ulicy Piwnej) i bibliotek jest pełno – nawet i dosłownie przez ścianę z Kunsztem Wodnym – Biblioteka im. Conrada i anglojęzyczna amerykańska – żeby tylko obywatele chcieli książki kupować i z bibliotek korzystać.

Jedyny z wymienionych pomysłów, który miałby jakiś sens w tym miejscu, gdzie postawiono Kunszt Wodny – to punkt informacji. Miasto mogłoby tu sobie wybudować jakąś przemyślaną budowlę, by zrobić infobox i kawiarnię, ale idea zrobienia w tym miejscu centrum artystycznego jest całkowicie chybiona.

Najpierw, czegóż bowiem potrzeba artystom? Dla każdego, kto choć odrobinę interesuje się kwestiami sztuki, jest to rzecz czytelna i oczywista od zawsze. Artyści potrzebują pracowni, studiów, sal prób.

Jakie potrzeby mają artyści gdańscy? Jak najefektywniej zorganizować mecenat, aby wesprzeć ich – z obopólną korzyścią? To jest jasno zdefiniowane od 30 lat. Należy stworzyć, najogólniej nazywając, zespół pracowni – to cały czas pojawiało się, powraca w różnych kształtach, w projektach formułowanych przez różnych artystów gdańskich. Mówiąc o czasie już po zmianach 1989 roku – od Instytutu Sztuki Wyspa, od Klubu Inicjatyw Społecznych C14, od projektu Otwarte Atelier, z którego zrodziła się Łaźnia, przez Spiż 7, Kolonię Artystów, projekt Dom Kultury Tymona Tymańskiego, Dom Offu Piotra Wyszomirskiego, ostatnio WL-4. Z pewnością nie wymieniam wszystkich.

Kunszt Wodny

Stałe potrzeby posiadania miejsc prób zgłaszają grupy teatralne, grupy muzyczne etc. Wiadomo, że są rodzaje głośnych instrumentów muzycznych (choćby perkusja), znalezienie miejsca do ćwiczeń bywa kłopotliwe. Zatem w Gdańsku istnieje od dziesiątków lat znana, dobrze zdefiniowana, pilna potrzeba stworzenia ośrodka/zespołu pracowni/rodzaju domu kultury. Podkreślam, to jest rzecz od dawna wiadoma. I dość łatwo można opisać parametry takiego miejsca. Na potrzeby i format Gdańska powinien być to dużych rozmiarów budynek, ulokowany niekonfliktowo, ale zarazem najlepiej na historycznym obszarze miasta (w obrębie nowożytnych fortyfikacji). Chodzi tu o to, aby takie centrum będąc miejscem wystaw, przedstawień, koncertów, miejscem przebywania – nie było miejscem zsyłki, ale aby współtworzyło życie miasta. Gdybym miał podać jakiś przykład – współcześnie mógłby to być gmach po dawnych koszarach, nieopodal szkoły muzycznej przy Podwalu Przedmiejskim. I proszę się nie dziwić, że wskazuję na tak duży obiekt.

koszary przy Podwalu Przedmiejskim

Taki ośrodek powinien łączyć różne funkcje – powinny być tam pracownie plastyczne (wentylacja, piec ceramiczny), miejsce prób dla teatrów (technikalia, np. oświetlenie), pomieszczenia prób dla muzyków, pomieszczenia magazynowe dla przechowywania prac, elementów scenografii (wielki problem). Taki ośrodek powinien być miejscem spotykania się ludzi różnych dziedzin sztuki, naturalnie skutkującym współpracą – na przykład plastyków, muzyków – przy tworzeniu spektakli.

I teraz – powinny być tam: studio nagrań (aby zespoły mogły nagrywać sobie demo, ale też aby na przykład teatry mogły montować muzykę do spektakli), studio wideo i radio internetowe. Wydaje się to fanaberią? Proszę policzyć: koszt sprzętu do muzycznego studia nagrań na poziomie już profesjonalnym to wydatek rzędu 300 000 złotych. Proszę to porównać z sumami włożonymi już w Kunszt Wodny i tymi które będzie pochłaniało to, co tam zaplanowano (rocznie 6 mln) – kawiarenka i pomieszczenia do rozmów przez telefon.

Najogólniej projekt, o którym piszę, powinien połączyć idee domu kultury (funkcje edukacyjne, instruktażowe), otwartych pracowni, domu offu, inkubatora i instytucji kultury wpisanej w życie miasta – jako miejsca spektakli, koncertów, wystaw etc. Powinna tam funkcjonować fundacja umożliwiająca zbieranie środków na różne przedsięwzięcia, a zarazem przez którą artyści mogliby je rozliczać.

Kunszt Wodny

Jakby to powiedzieć twardo, a delikatnie, gdy miasto inwestuje w kulturę kwoty takie jak w IKM/Kunszt Wodny, a więc kwoty rzędu kilkudziesięciu milionów złotych – w przedsięwzięcie to już włożono w latach 2007-2018, według dostępnych danych, ponad 35 mln zł., plus 27 mln zł. (Jego budowę, szacowaną na 14-15 mln zł finansuje inwestor – spółka Forum Gdańsk zawiązana przez miasto i firmę deweloperską Multi w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego. Jednak za wyposażenie obiektu zapłaci już miasto. I to niemało, bo sumując dotychczas rozstrzygnięte przetargi wychodzi suma ok. 12 mln zł. Katarzyna Moritz, Kosztowne wyposażenie Kunsztu Wodnego.) – a w perspektywie po 6 milionów rocznie, to powinno się myśleć, aby przyniosło to jak najwięcej pożytku, aby możliwie było dla miasta także – dobrze rozumianym – interesem.

I właśnie takie przedsięwzięcie powinno spełniać różne funkcje. Powinno być miejscem tworzenia – żywym, przyciągającym, w którym tworzący mogą znaleźć możliwie najlepsze po temu warunki i pomoc. Miejscem pełniącym funkcje instytucji kultury, gdzie przychodzi się na spektakle, koncerty etc. Miejscem zajęciowym, edukacyjnym. Miejscem funkcjonującym medialnie. Miejscem przebywania, w którym chce się przebywać (więc nie o charakterze urzędu, instytucji). I – musi wyznaczać perspektywę. A IKM/KW nie wyznacza jakiejkolwiek, oprócz tej, że będzie to przedsiębiorstwo stało i chłonęło pieniądze. Tak, proszę sobie to przeanalizować.

IKM planuje (…), że część wydarzeń w nowej siedzibie będzie biletowana, co ma stanowić ok. 20 proc. dochodu. Kolejne 20 proc. IKM rokrocznie pozyskuje z różnorodnych zewnętrznych grantów czy dotacji ministerialnych. (Katarzyna Moritz, Kosztowne wyposażenie Kunsztu Wodnego.)

Przy tak ogromnych kosztach – jeszcze pieniądze z grantów i od ministerstw i biletowanie! To jest niebywałe – istny ssak pieniędzy! A w tej tak zachwalanej sali nie będzie nawet możliwości odbywania np. prób teatralnych – nie ma po temu warunków technicznych! Mowa jest o spotkaniach, szkoleniach, o kinie studyjnym, o obserwacji kultury, o wynajmie sal z faksem… – gdzie jest odpowiednie przełożenie tak potężnej inwestycji na tworzenie, na wsparcie twórczości zatem na rzeczywiste budowanie statusu kulturalnego miasta?

Gdy mówię o wyznaczaniu perspektywy to w przypadku przedstawionego projektu „domu kultury” mam na myśli

  • po pierwsze rozwój twórczy – czyli rolę podobną tej jaką względem dzieci i młodzieży spełnia w Gdańsku Pałac Młodzieży. Tu chcę podkreślić, że na przykład w środowisku muzyków, są dojrzali artyści, którzy deklarują chęć pomagania młodym kolegom – konsultacji, doradzania, pomocy przy nagraniach etc. Mówię o tym, co wiem na pewno, a jestem przekonany, że znajdą się artyści wielu dziedzin skłonni takiego wsparcia udzielać.
  • Po drugie – rozwijanie radia internetowego, a w perspektywie: artystycznej telewizji gdańskiej.
  • Po trzecie, w przypadku powodzenia i życia tego przedsięwzięcia – rozwijanie go w kierunku utworzenia Wolnego Uniwersytetu (bo Gdańsk bez wątpienia potrzebuje uniwersytetu).

Kunszt Wodny

I takie inwestowanie ma sens, w każdym razie otwiera perspektywę. Z tego może coś dla Gdańska wyniknąć, dla legendy, dla wizerunku, dla statusu miasta, kto wie jakiego rodzaju inne pożytki.

Przy takich sumach pieniędzy, jakie wydaje się na IKM i teraz IKM/KW – dom kultury mógł już lata temu ruszyć, działać i wiele z opisanych perspektywicznych przedsięwzięć byłoby już realizowane.

Budynek „domu kultury” nie musi być jakoś specjalnie przysposobiony. Każdy artysta i tak dostosowuje sobie miejsce pracy do swoich potrzeb (pracownie mogłyby być wynajmowane, albo udostępniane w formie stypendium miejskiego – możliwe są różne rozwiązania). Oczywiście potrzebne byłoby zatrudnienie kilku osób, przy takiej skali przedsięwzięcia bez tego by się nie obyło. Na przykład kogoś, kto opiekowałby się, zajmował sprzętem – etc.

Porównując „dom kultury” z IKM, gdy zestawimy sobie te dwie koncepcje – po prostu widać, różnicę w myśleniu o kulturze. Z koncepcji IKM wyłania się rodzaj myślenia o kulturze, o sztuce – oderwany od życia, wymyślony, dystrybucyjny, zamknięty („otwartościowy”). To jest realizacja biurokratycznych wymysłów i ugruntowanej w Gdańsku polityki dystrybucji, uzależnienia, sztucznej rzeczywistości – zamiast służenia życiu. To jest wymyślony charakter publicznej instytucji.

W tej sytuacji gdy myśli się o szkoleniach – to myśli się o czym? Albo jeśli się takie środki – z konta przeznaczonych na kulturę – przeznacza na obserwatorium – to obserwatorium czego i po co?

– Jako Instytut Kultury Miejskiej, będziemy przyglądać się przestrzeni publicznej między Forum a Kunsztem Wodnym, chętnie włączymy się w działania zmierzające do tego, aby ta przestrzeń odpowiadała oczekiwaniom i potrzebom mieszkańców – mówi Aleksandra Szymańska – dyrektorka Instytutu. – Niekoniecznie chodzi o to, aby animować życie kulturalne. Raczej chodzi o przyjrzenie się, kto jest użytkownikiem tego miejsca, dostrzeżenie funkcji, których ludzie potrzebują. (Powstaje Forum Gdańsk – nowe centrum stolicy województwa pomorskiego. W przyszłym roku – otwarcie tego unikatowego na skalę Europy obiektu. netka.gda.pl,  gazeta internetowa.)

Kunszt Wodny

Zdumiewające, bezsensowne – po prostu: trwonienie pieniędzy przeznaczonych na kulturę osiąga w projekcie IKM swoje apogeum.

Poza tym, właśnie, ta inwestycja zajmuje budżet kultury i to może skutkować jakimś społecznym konfliktem, gdy artyści „będą się czegoś znów domagać”  – a będą, bo przecież niczego nie dostali, a środki włożone w tę inwestycję zostały im przypisane – czyli „podebrane”, wyprowadzone z „ich konta”. Ale mieszkańcy jakże słusznie powiedzą: ileż można łożyć na kulturę?

Koncepcja jakoby artystom potrzeba było faksu i miejsca, gdzie mogą intymnie porozmawiać przez telefon, i że na to właśnie należy wydać 27 milionów jest tak wyzywająco niedorzeczna, że doprawdy zdumiewa, że artyści się na takie działania godzą, przyjmują je bez reakcji, że nie domagają się natychmiastowej rewizji i zmian na stanowiskach, aby wreszcie sprawami kultury zajmowali się ludzie mający o nich pojęcie. Bo to wszystko wymyślają urzędnicy, albo gorzej, bo ideolodzy kultury, którzy o tworzeniu nie mają pojęcia. Co bowiem, na przykład, mają na myśli mówiąc o wynajmowaniu tam miejsc do pracy artystom? Ktoś będzie tam przychodził, przynosił swój warsztat, transportował na godziny? Instytucja działa do 22 – i koniec roboty, będzie transportował z powrotem, albo mu zamkną? Tego właśnie potrzebuje artysta freelancer? O czym są te wywody, o czym ci ludzie myślą, co rozumieją z pracy artysty?

Kunszt Wodny

W połowie lat osiemdziesiątych byłem na wykładzie Tadeusza Kantora, narzekał bardzo na artystów-urzędników, ale wtedy jakoś to człowiek rozumiał jako emanację zbrodniczego systemu – teraz, współcześnie, to jest niedorzecznością takiej miary, że trudno to strzymać.

Powraca pytanie z rozdziału o poetach: czy z instytucjonalnego sterowania, z urzędniczej dystrybucji i szkoleń, z konferencji i seminariów, powstanie coś interesującego w sztuce? Które z ważnych zjawisk w sztuce tak powstało? Powstawały w pracowniach, w knajpach, w dyskusjach, zmaganiach artystów – nie na szkoleniach w pomieszczeniach biurowych z faksem.

Ale, proszę też pomyśleć, czy Wolne Związki Zawodowe, czy „Solidarność”, Ruch Młodej Polski, Ruch Społeczeństwa Alternatywnego, Federacja Młodzieży Walczącej, Ruch „Wolność i Pokój” – i co tam jeszcze – czyli to z czego zasłynął Gdańsk – czy cokolwiek z tego powstało w ten sposób: drogą biurokratycznego procedowania, animacji, szkoleń i pisania projektów? Nie. To jest zatem również i w tym sensie kuriozalne negowanie legendy i tradycji Gdańska i tego, w jaki sposób została  stworzona. Czy jest zatem tak, że kulturą zajmują się w Gdańsku ludzie, którzy tego nie rozumieją? Czy może jest gorzej?

Chodzi o stwarzanie warunków dla tego, co wyrasta naturalnie.

Rozumiem, że mecenat państwowy czy samorządowy wymagają jakiegoś uregulowania, ale to, co się w tych kwestiach teraz wyprawia jest nieznośne i niedorzeczne. Olbrzymi biurokratyczny aparat – nadto politycznie i ideologicznie warunkowany – bezpardonowo pochłaniający każdą ilość środków – i wielki pozór dziania się, a co twórcze, autentyczne, żywe, cenne – rozśrodkowywane, unieobecniane, rugowane z życia.

Wspomniałem o projekcie Otwarte Atelier, sformułowanym w Gdańsku blisko 30 lat temu, i niedawno urzędnicy miasta doszli do tej idei, że artysta potrzebuje pracowni, ale znów po to, by tej idei odebrać siłę i ją wprząc w biurokratyczny sposób myślenia, wziąć pod but. Miasto przeznaczyło trudne lokale, jakie ma w swoim posiadaniu, na pracownie artystyczne. Wynajmuje je za korzystną opłatą, natomiast w umowie jest warunek, że artysta ma podejmować jakieś działania na rzecz podnoszenia kultury okolicznych mieszkańców.

Kunszt Wodny

Jedna rzecz – jest to branie artystów na osobność, co może jednym odpowiada, ale jako projekt nie tworzy możliwości działania zespołowego, interdyscyplinarnego, nie tworzy ośrodka wzajemnej inspiracji, dyskusji, buzowania życia. Nadto w pomyśle tym przeziera myślenie jak o handlu czy o usługach – wymiana uregulowana jak transakcja w sklepie, musi być: dać – wziąć, z ręki do ręki. Urzędnicy dają, to muszą sobie w czymś odebrać, musi być zaksięgowane. Przejawia się w tym nie rozumienie co to znaczy w kulturze, w sztuce: odebrać sobie. Że to się wypłaca nieraz po latach, nieraz nie tak wprost. Poza tym samo wprowadzenie ludzi twórczych już coś znaczy dla danej okolicy i lepiej dać tym relacjom dojrzewać, niż zmuszać twórców do wymyślania jakiejś relacji na siłę i na termin. Zresztą wymyślania czegoś, co akurat danemu twórcy może nie być po drodze, co może jest tylko stratą czasu i udawaniem. No ale właśnie, żywe niszczyć i życie wymyślać. Tyle lat i ciągle nie ma rozumienia takich prostych rzeczy. Ikaemy będą ciągnęły po 6 milionów rocznie, a ugory kulturowe miasto będzie zapychać Siłaczkami. Które jeszcze będą płacić za swoją pracę!

I jeszcze jedna rzecz podobnego sortu. W jednym z dokumentów wydziału kultury miasta przeczytałem o pomyśle stworzenia inkubatora sztuki. Napisano tam o inkubatorze pomagającym artyście wejść na rynek sztuki:

W 2016 r. rozpoczęto prace nad koncepcją Art Inkubatora, który pozwoli na stworzenie kompleksowego sytemu dla artystów wchodzących na rynek oraz przedsiębiorców działających w sferze kultury. Ważnym obszarem stała się również kwestia promocji działań kulturalnych. Uporządkowano i rozwinięto narzędzia oraz metody komunikowania oferty z uwzględnieniem różnych grup odbiorców, wyodrębniono silne marki kulturalne, wśród nich rozpoczęto prace nad kampanią #wolnośćkultury, która nawiązuje do wartości dla Gdańska ikonicznych. (Barbara Frydrych dyrektor Biura Prezydenta ds. Kultury)

Kunszt Wodny

Samo sformułowanie od razu zawiera koncepcję sztuki – myślenie w kategoriach handlowych, wytwarzania produktu. Lokowania artysty na rynku sztuki, więc w rankingach sprzedaży i na giełdzie. A co na przykład z twórcami idei, których dzieła się w ten sposób nie przekładają – choć owszem na markę, na wizerunek miasta, sławę, legendę, zainteresowanie – i w ten sposób przynoszą miastu i społeczności zysk, bo np. przekłada się to na turystykę albo na wartość reklamową. Albo artyści, którzy w swojej sztuce poruszają sprawy mieszkańców, badają, przyczyniają się do rozwiązania jakichś problemów? Jeśli miasto chce zakładać inkubator sztuki z myślą o lokowaniu artystów na rynku sztuki, to znaczy chce procent?

To trzeba przemyśleć, jaka jest specyfika sztuki w tym sensie, co jest tym zyskiem miasta i zatem co jest naprawdę zwrotem z inwestycji. Pamiętając też i o tym, że z natury rzeczy w tej dziedzinie o wartości stanowi jakże często niestandardowość, oryginalność, więc próba układania spraw z tą dziedziną związanych na drodze biurokratycznych kalkulacji, według biurokratycznych prawideł, jest błędem w sztuce.

plazza Forum Gdańsk

Makieta

W części informacyjnej Kunsztu Wodnego zaplanowano umieszczenie dużych rozmiarów makiety miasta.

Makieta (6,2 m na 8,2 m) wraz z okalającym ją blatem będzie miała 76 m kw. Znajdą się na niej budynki, zieleń, cieki wodne, wiadukty i inne charakterystyczne dla Gdańska obiekty, jak dźwigi stoczniowe, pochylnie, doki pływające czy statek-muzeum Sołdek.

W otaczający makietę blat wbudowane zostaną monitory dotykowe, a dzięki specjalnie przygotowanej aplikacji użytkownik będzie mógł np. podświetlić wybrane obiekty na makiecie i uzyskać informacje na ich temat (zarówno historyczne, jak i praktyczne). Blat będzie też wyposażony w osiem małych lornetek, chowanych w jego wnękach. Umożliwią one dokładne przyjrzenie się detalom budynków.

Na całej powierzchni podłogi powstanie mapa kontynuująca zakres przedstawiony na makiecie. Na ścianie przy wejściu znajdzie się wielkoformatowa mapa całego Gdańska. W sali ma powstać także model Kunsztu Wodnego przedstawiający przekrój, konstrukcję i schemat działania, wykorzystujący zamknięty obieg wody. Sterowanie urządzeniem odbywać się będzie za pomocą pokręteł dostępnych dla zwiedzających. (Michał Brancewicz, Jest wykonawca wielkiej makiety Gdańska.)

Kunszt Wodny

Turyści mają przyjeżdżać oglądać makietę? To jest lekcja jaką chcemy, aby odebrali przyjeżdżając do miasta, w którym narodził się współczesny świat? W XXI wieku?

Współcześnie w Amsterdamie opracowywane są aplikacje na tablet/smartfon, z którymi zwiedza się miasto. Na przykład aplikacja, która gdy wodzi się kamerą po rzeczywistości wyświetla na ekranie jak to miejsce wyglądało dawniej, w XVII wieku. Inna aplikacja ma postać mapy interaktywnej, opowiada historię miejsc i obiektów (punkty elektroniczne w mieście uruchamiające opowieści, projekcje obrazów). Inna jest mapą cytatów z książek, piosenek, listów, w których opisane są miejsca w Amsterdamie. Ktoś pracuje nad elektroniczną mapą Amsterdamu wykonaną ze słów, zachęcającą do czytania książek. Jest aplikacja do zwiedzania, które jest zabawą według wybranego klucza. Aplikacja informująca, co dzieje się ciekawego w danych miejscach. Mapa aktywności ukazująca na bieżąco, gdzie ludzie się gromadzą, co robią. Zwiedzanie według szlaków, którymi poruszają się indywidualni turyści – kształtowane przez samych turystów, opracowywane na podstawie analizy zdjęć z mediów społecznościowych. Powstaje nawet mapa zapachów.

oś widokowa Forum Gdańsk

W Gdańsku mogłaby to być aplikacja – mapa ważnych wydarzeń historycznych pokazująca bogactwo i złożoność gdańskiej historii. Albo aplikacja oprowadzająca po miejscach ważnych wydarzeń z czasów PRL, gdzie wyświetlałyby się na przykład zdjęcia, filmy z demonstracji – mogłyby nakładać się na rzeczywistość na ekranie tabletu. Przecież to świetny pomysł! Turyści mogliby się poczuć jak uczestnicy tamtych demonstracji. Mogłaby być aplikacja oprowadzająca po kwestiach tak przecież szczególnej gdańskiej urbanistyki, architektury. I miejscach życia znanych postaci historycznych. Pomysłów przeróżnych może być wiele – a jaki przy tym tworzylibyśmy wizerunek miasta, świadectwo zdolności mieszkających tu ludzi i dokument naszej historii, naszego życia – przez co przeszliśmy.

Kunszt Wodny

W tych okolicznościach, współcześnie, makieta jest anachronizmem, łożone na nią potężne sumy są w rażącej dysproporcji do efektów, i gorzej, bo znów jest to wydawanie potężnych środków na działanie przeciwko samym sobie. Ale jest jeszcze inny aspekt tej sprawy. Żyjemy w czasach, gdy trwają intensywne prace nad rozwojem dronów, i dzisiaj drony osobowe nie są już fantastyką, a realną, planowaną przyszłością, są już testowane, na progu wdrożenia. A to zmieni całkowicie turystykę – będzie można zwiedzać budowle unosząc się wokół nich, poznając detale fasad. Unosząc się na przykład wokół wieży Ratusza Głównego Miasta, przelatując od jednej interesującej budowli do drugiej, od Ratusza do Śluzy Kamiennej – na przykład. W tej sytuacji miasto zamiast wznosić kosztowny budynek – aby instalować w nim kosztowną makietę (z lornetkami!) powinno raczej fundować stypendia kierunkowe dla młodzieży politechnicznej, aby już pracowali nad takimi programami dla Gdańska, aby już przygotowywać fachowców – czyż nie możemy być pionierami w tej dziedzinie? Zresztą byłaby to również sposobność synchronizowania gdańskich uczelni we wspólnej pracy nad takimi realizacjami, bo w nich łączy się historia, literatura, sztuka filmowa z informatyką i techniką – i kto wie czym jeszcze.

Cóż, wygrał kosztowny anachronizm, kosztowne świadectwo słabości myślowej. Skutek zablokowania prawdziwej rozmowy w naszym mieście.

 Forum Gdańsk

Przy sposobności: czy grodzone blokowiska historycznego obszaru Gdańska twórcy makiety również odtworzą z najwyższą dbałością o detale? Ten wybitny obraz tak chwalonego rozwoju Gdańska nie powinien być pominięty. Ten wybitny wkład w architektoniczne dzieło tysiącletniego miasta. Śmiało. Z nazwiskami autorów.

To, co wewnątrz, owe realizowane pomysły na Kunszt Wodny niestety odbiły się na samej budowli. Ale aby wyraziście to przedstawić zacząć należy od obiektów które przetrwały wojnę, określających przestrzeń przedsionka Drogi Królewskiej od strony zachodniej. To okazały gmach w którym dzisiaj mieści się miejska biblioteka i sąsiadujący z nim dość interesujący budynek, elegancki, sprawiający wrażenie solidności, ale ciężkawy, choć właśnie ładnie rymujący się ze starym brukiem Targu Rakowego i odpowiadający Bramie Wyżynnej i gmachowi banku. I tu proszę przyjrzeć się uważnie – i temu budynkowi i gmachowi banku, a też na jakimś dawnym zdjęciu – budynkowi Danziger Hof. Danziger Hof i bank wybudowano jako ramę Bramy Wyżynnej – dbając o proporcję, o to, aby jej nie przytłoczyć, ale przeciwnie – aby niejako towarzyszyły jej, czy nawet wskazywały na nią.

panorama

Front Bramy Wyżynnej ozdobiony jest czterema pilastrami i – proszę zaobserwować – zarówno w zachodniej fasadzie banku zaznaczono ten porządek czwórkowy, jak i w zachodniej fasadzie Danziger Hof – nawet powtórzony został tam dwa razy (czy którykolwiek z projektów konkursowych na budowlę w miejscu Danziger Hof uwzględniał ten porządek? Czy jurorzy zwrócili na to uwagę?)

I właśnie kamienica, od której zaczęliśmy, obramowująca przestrzeń przedsionka Drogi Królewskiej, została zbudowana w porządku wyznaczonym przez twórców Bramy Wyżynnej! Powtarza układ czterech pilastrów z szarego kamienia – by skupić się na tym, co najwyraźniejsze.

pilastry biblioteki

A zatem oczywiście nie należało w przestrzeni przedsionka Drogi Królewskiej lokować dużego mocnego akcentu, który tę rozmowę architektów różnych epok – rozerwie i przesłoni.

Oczywiście, niestety, akurat tak uczyniono, budowla zwana Kunsztem Wodnym znacznie zasłania ten gmach i to właśnie w partii powtarzającej czwórkowy porządek pilastrów, tak że nie można ogarnąć z właściwej perspektywy jego nieco dziwnej urody, a nadto między nim a Kunsztem stworzono jakieś niedorzeczne zaplecze ze ślepą ścianą! Z parkingiem i przeciągiem. Tak oto kulturę zasłonięto ikaemem.

Kunszt Wodny

Tu na chwilę powróćmy do kwestii Forum Gdańsk. Otóż projektanci stworzyli taras widokowy – a zaplanowali go w taki sposób, że z jego ekskluzywnego miejsca nie widać najbardziej charakterystycznych budowli – wież Ratusza Głównego Miasta i katedry. A gdy zwrócimy wzrok w przeciwną stronę – widzimy pomieszczoną na dachu IKM infrastrukturę ingerującą w tę opisaną przed chwilą kulturę obramowania przedsionka Drogi Królewskiej, powtarzającego kamienny czwórkowy porządek Bramy Wyżynnej i rozmawiającego ze zwieńczeniem gmachu banku.

Do zasłoniętego przez IKM budynku dobudowano budowlę nową, należącą do kompleksu Forum Gdańsk starając się ją dopasować do niego, ale właśnie jest to tylko ogólnym przypasowaniem nie zbliżającym się nawet do pewnej jego, bodaj secesyjnej, dziwności.  Bo godność tego budynku jest jakby z wyboru pretensjonalna, choć w ubiorze solidnej kamieniarki. I ta świeża dobudówka w tym zestawieniu jest zbyt dosłowna, skupiona na powtórzeniu głównego motywu, ale pomijająca zupełnie te ciekawostki charakteru, a przede wszystkim z materiałów o wyczuwalnie innej godności. Zatem za dosłownie, zbyt prosto wyraża chęć przypasowania się, i bez wyczucia owej niemieckiej pretensjonalności a solidności zarazem. Tu w zupełnie inny sposób należało podejść, inaczej nawiązać rozmowę, z użyciem wyraźnie solidnego materiału, kamieni łączonych z betonem na przykład, to mogło zagrać świetnie z tym gmachem. Tym bardziej, że budowano przecież w takim miejscu – vis-a-vis kamiennej Bramy Wyżynnej, najpiękniejszych dzieł Drogi Królewskiej. Domykać tę przestrzeń klinkierem? I wstawiać w nią blaszankę Kunsztu Wodnego – zresztą mierzącą w oś Drogi Królewskiej jakimiś daszkami w dzióbek i słupkami, czymś co zaiste kojarzy się z wczasowym szykiem głębokiego peerelu?

Kunszt Wodny

Gdy patrzymy na budynek Kunsztu Wodnego i jego otoczenie dostrzegamy, że swoją częścią przeszkloną, reprezentacyjną, zwrócony jest w stronę centrum handlowego, a ślepymi ścianami w stronę okalającego go od północy parku. Zrazu widać pewną niedorzeczność takiego rozwiązania, najpierw dlatego, że oczywiście przecież powinien być otwarty na zespół miejskiej bramy, tam stoją przednie dzieła, to jest obraz jaki widzieli przybywający do miasta, więc turyści szukający informacji, czy oglądający makietę powinni mieć ten widok przed oknami – a nie dom towarowy. Z kolei starodrzew parku ma swoją urodę, a nad kanałem Raduni rozpięty jest uroczy mostek i teren ten nie zasłużył na to, by być sprowadzonym do roli zaplecza. Właśnie należało dołożyć starań, aby go uczynić miejscem przebywania – mimo trudnego otoczenia bezsensownie poprowadzonych arterii komunikacyjnych.

Dawny Żak od strony parkuAle co najważniejsze – przecież i po tej stronie są niezwykle ważne dla historii budowle i miejsca. Dawna siedziba Wysokiego Komisarza Ligi Narodów, a przecież Gdańsk właśnie dlatego stał się pretekstem wywołania przez Niemców wojny światowej, że Traktatem Wersalskim ustanowiony został Wolnym Miastem. Hitler nawet na hasło rozpoczęcia ataku na Francję wybrał niemiecką nazwę naszego miasta: Danzig.

Nieco w oddali widać budynek – za czasów PRL siedzibę PZPR, w roku 1970 podpaloną przez strajkujących robotników. Ta przestrzeń była także miejscem wielu demonstracji i walk ulicznych stanu wojennego. Jak się przypuszcza, to ze schodów domu partii strzelał zabójca Antoniego Browarczyka, pomnik upamiętniający jego śmierć, a symbolicznie wszystkich ofiar stanu wojennego jest – jakże znamienny splot historii – tuż obok skweru im. Polskich Harcerzy w Byłym Wolnym Mieście Gdańsku. I nieopodal – no właśnie – ślepych ścian zaplecza Kunsztu Wodnego!

Ale, to jeszcze mało – w dawnej siedzibie Wysokiego Komisarza Ligi Narodów za czasów PRL mieścił się przecież Klub Studentów Wybrzeża Żak, jakże ważne miejsce dla polskiej kultury, jakże wiele znanych nazwisk wymienilibyśmy opisując jego historię. Na przykład koncertowali tu Komeda, Niemen, Grechuta, Namysłowski, Urbaniak, Makowicz, Dudziak, Kaczmarski, Młynarski, Sojka – można jeszcze długo wymieniać.

I budynek Kunsztu Wodnego, główny ośrodek informacji miejskiej, turystycznej i kulturalnej – jest odwrócony do tego wszystkiego tyłem! Zapleczem. Ślepymi ścianami. Jak może nowo budowany gmach takiej instytucji nie wskazywać tego, nie kierować ku temu, nie podpowiadać gościom tak ważnej historii, nie podpowiadać potrzeby uważności – zobacz, widzisz tu jakieś budynki, jakieś miejsca z pozoru niepozorne, ale to jest teatrum historii! To są i miejsca zabawy i tęsknoty do życia i miejsca rozlanej krwi, zobacz, to jest Gdańsk, tu nic nie jest zwykłe, tu nic nie jest ot tak sobie.

Pani Thatcher nie powiedziała o Gdańsku, że tu narodził się współczesny świat – z uwagi na Kunszty Wodne, ale wskazując na to, od czego Kunszt Wodny odwraca się, na co chce być ślepy. Kunszt Wodny wpatrzony jest w dom towarowy. Taki oto autorzy tego przedsięwzięcia postawili sobie pomnik, jakże wiele o nich mówi.

I ci ludzie się nie zatrzymają, minie sezon i okaże się, że znów im jest mało. Będą wymyślać i wchłaniać znów większe pieniądze. Nie widać po nich cienia refleksji – przegrana w konkursie o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury rzeczywiście nie musi na nich robić wrażenia, skoro 1,5 miliona Euro to raptem dzisiaj ich jeden roczny budżet wykładany przez miasto na tę obserwację kultury – tam drżenia sumienia nie ma, nie spodziewajmy się. To rośnie, te kwoty rosną i to się nie zatrzyma. Samo nie.

Kunszt Wodny

Z punktu widzenia kultury, to jest zwyrodniała fikcja, przy tym niebywale, skandalicznie kosztowna. Ta inwestycja – raczej ten wydatek – nie wnosi do kultury Gdańska czegokolwiek nowego, czego nie byłoby już, nie załatwia jakiejkolwiek sprawy, potrzeby artystów. Ale przecież czego innego można było się spodziewać? Budowanie na katastrofie czym innym może poskutkować jak nie katastrofą? Jak można było ludziom, którzy świadomie i konsekwentnie pominęli największy atut Gdańska i przegrali tak ważny konkurs – o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 – powierzać projektowanie i budowanie instytucji kultury, nadto w tak szczególnie ważnym miejscu? Jakże konsekwentnie – ta budowla jest do tego, co najważniejsze w Gdańsku odwrócona tyłem i ewentualnie – bokiem.

I tu naprawdę dziwi ten wielki sen gdańszczan, coś tam sobie poutyskują w internecie – i nic, i tyle. Teraz już wreszcie skandal staje się dla wielu tak oczywisty, widoczny, oburzenie rośnie, ale w tej chwili to co można zrobić – ogromne pieniądze utopione w skandalicznie bezsensownej inwestycji. Jaką więc cenę przychodzi za tę lekcję zapłacić? I co z tym teraz zrobić?

Kunszt Wodny

Ale też i artyści zdumiewająco godzą się na tę politykę prowadzących miasto, wchodzą w klientelistyczną relację, nie słychać tu jakiejś merytorycznej krytyki. Gdańska kultura organizowana jest według zasady dystrybucji. Zdaje się, prowadzący miasto z jakichś względów nie mogą sobie pozwolić na powstawanie niezależnych opiniotwórczych ośrodków, starają się nie dopuścić do wzrośnięcia niezależnych autorytetów, trzymają się tej zasady konsekwentnie i wręcz kurczowo. Artyści z kolei angażują się po dziecinnemu w dręczący Polskę klincz polityczny, zamiast zająć się poważnymi sprawami, sięgać do głębi, odkrywać przyczyny naszej strasznej historii. Poruszają się w naskórku rzeczywistości i jeszcze – bywa, pobierają nagrody za odwagę.

Kultura – uprawa jest jednym z kluczowych pojęć tej książki, wyraziście ukazuje istotę problemu Gdańska. Co tu się porobiło, jak nasze miasto rozłożone jest w tym, co było jego chlubą i legendą. Po prostu to zniknęło. Bardzo to smutne.

Czytelników zapraszam na spacer w okolice Kunsztu Wodnego, spacer z otwartymi oczami – aby sami przekonali się, że to dzieło architektury ma z trzech stron zaplecze. Proszę się samemu przekonać. Taką to kompromitację ustawiono w przedsionku Drogi Królewskiej. Instytucję kultury wpatrującą się w dom towarowy. To jest uwertura naszego miasta.

Zbigniew Sajnóg

2 thoughts on “Na przykładzie Gdańska – cz. 6 Instytut kultury Miejskiej, Kunszt Wodny

  • Świetny tekst i cykl analiz życia/wegetacji miasta. Kiedy następny artykuł?

    Reply
    • To jest szósta część. Dzisiaj poszła dwunasta. Proszę wejść na główną i tam znajdziesz resztę.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *