Nadzwyczajna szkoła polityczna

Sesje Rady Miasta Gdańska odbywają się zwykle pod koniec miesiąca. Zwołanie jej w innym terminie to sygnał, że powód ku temu szczególny, jak miało to miejsce z sesją zwołaną na 9 lutego 2017 roku. Sam prezydent ją zainicjował, więc wiadomo było, że będzie wyjątkowo. I było.

Obrady bez gospodarza
Pierwsze zdziwienie to brak gospodarza, który spotkanie zwołał. Prezydent Adamowicz udziału w debacie nie brał. Jak zawsze w takich sytuacjach, byli jego trzej zastępcy: Piotr Kowalczuk i Piotr Grzelak, a nawet mobilnie – Wiesław Bielawski.

Nadzwyczajna sesja Rady Miasta

O co w ogóle chodzi
Dla wszystkich, którzy nie wiedzą, o co chodzi – krótkie wyjaśnienie: rząd zaproponował zmianę systemu szkolnictwa. Zamiast dotychczasowego obejmującego szkołę podstawową i gimnazjum nastąpi zmiana na jedną szkołę podstawową kształcącą przez 8 lat.
Czy aby na pewno wszyscy wiedzą, o czym mówią? Słuchając takiego wystąpienia można mieć wątpliwości:

Wiele osób zakończy swoją edukację na szkole podstawowej – ośmioletniej szkole podstawowej. Nie pójdzie do czteroletniego liceum – liczba lat jego obowiązkowej nauki nie będzie wynosiła dziewięć (razem z gimnazjum), tylko osiem szkoły podstawowej.
Piotr Kowalczuk – zastępca prezydenta Gdańska odpowiedzialny za oświatę

Jest to wypowiedź kuriozalna, gdyż obowiązek nauki kończy się w wieku lat 18, a nie 16. Miejmy nadzieję, że był to wniosek demagogiczny, a nie namawiający rodziców dzieci do łamania obowiązującego prawa. Niemniej takie słowa w ustach najwyższego rangą urzędnika muszą razić, zamiast niepokoić.

Emocje zamiast merytoryki
W dyskusji jako pierwsza zabrała głos Aleksandra Dulkiewicz. W jej wystąpieniu najważniejsze było stwierdzenie, że w polskiej szkole jest dobrze – z sugestią, że po reformie będzie źle. Okazało się, że w naszej lokalnej debacie najważniejszy jest Jarosław Kaczyński. Co do szczegółów odesłała do wystąpienia.

Dobra zmiana w praktyce oznacza chaos i tyle. (…) Bardzo proszę o zabranie głosu panią radną Żanetę Gel, która jest przewodniczącą Komisji Edukacji i już bardziej szczegółowo w imieniu naszego klubu odniesie się do uchwał, które będziemy procesować. Dzięki bardzo”.
Aleksandra Dulkiewicz – przewodnicząca klubu radnych PO w Radzie Miasta
„Ja jednak chciałam podejść bardziej emocjonalnie. Bardziej od dzieci, od rodziców, od całego środowiska edukacyjnego, które tak naprawdę powinno być przyłączone do tej całej reformy. (…) Uczestniczyłam w wielu spotkaniach, byłam świadkiem wielu wątpliwości: były łzy, były krzyki, były nerwy. Zadaję sobie pytanie: komu tak naprawdę ta reforma jest potrzebna”.
Żaneta Geryk, przewodnicząca Komisji Edukacji

To były chyba najbardziej „merytoryczne” wystąpienia radnych Platformy Obywatelskiej. Nie wiemy, jakie będą skutki – prelegenci obawiają się, że będzie gorzej. Prośba o merytoryczne wyjaśnienia w emocjonalnym wystąpieniu nie spowodowała podwyższenia poziomu debaty.
Dalej były głównie głosy mówiące o oczywistych sprawach:
„Liczba uczniów (w wyniku reformy) nie zmieni się, liczba lat nauki również się nie zmieni. Można spodziewać się, że raczej zwiększymy zapotrzebowanie na nauczycieli, ponieważ średnia liczba uczniów w szkole podstawowej jest mniejsza niż w gimnazjum. A więc w siódmej i ósmej klasie szkoły podstawowej być może będzie więcej oddziałów niż utworzyłoby się w pierwszej i drugiej klasie gimnazjum”. – Kazimierz Koralewski – klub PIS

Siatka demograficzna a siatka szkół
Jeden rzut oka na mapę lokalizacji szkół w Gdańsku pokazuje, że są one w zły sposób lokowane. Jest to wynik budowania ich w latach 60-tych i 70-tych ubiegłego wieku. Koncentracja szkół jest widoczna na wielkich osiedlach (Zaspa, Żabianka, Przymorze) oraz we Wrzeszczu i w Śródmieściu. Obecnie zamieszkują tam osoby starsze, które nie mają dzieci w wieku szkolnym.
Jednocześnie na nowych osiedlach znajduje się jedna szkoła na całe osiedle. A to właśnie na nowych osiedlach gdańskiego południa mieszkają młodzi ludzie, którzy potomstwo mają lub planują. Tak to jest, kiedy deweloperzy, a nie urbaniści budują miasto. Jest takie zapomniane powiedzenie: patrzeć na coś jak „komornik na szafę”. Każdy myślący o budowie domów, myśli jedynie o wzrastającej cenie nieruchomości. Im droższa jest ziemia, tym mniejsza skłonność do „marnowania” jej na coś, co nie przynosi dochodu takiego, jak supermarket czy wieżowiec. To prawdopodobnie z tego powodu na nowych osiedlach jest kilka sklepów i tylko jedna szkoła.
Drugą sprawą jest wyludnianie się Śródmieścia. Młodzi ludzie niechętnie się w nim osiedlają – brak jest miejsc parkingowych oraz udogodnień dla matki jadącej z wózkiem. Poza tym w odbudowanych po wojnie kamienicach próżno szukać wind. To powoduje, że nawet jeśli młodzi dziedziczą mieszkanie na Głównym Mieście,, to się go pozbywają albo przeznaczają na wynajem. Łączy się to ze zmniejszaniem liczby dzieci w Śródmieściu, a szkoły tu lokowane przyciągają dzieci i młodzież z innych dzielnic – głównie za sprawą dużej renomy lub sentymentu rodziców. Powoduje to zwiększenie korków oraz tłok w porannych autobusach i tramwajach. O niedogodnościach młodych ludzi, którzy muszą przez to wstawać wcześniej, nie ma co pisać, bo jest to oczywiste.

Conradinum bez uczniów
Czy ktoś wyobraża sobie szkoły bez uczniów? Ciekawe, czy zatrudniony jest w niej dyrektor, woźny, a może nauczyciele są w nich na permanentnych wakacjach? W Gdańsku są cztery takie szkoły! Dwie policealne (Zespół Szkół Zawodowych nr 9) oraz dwie zawodowe (wchodzące w skład zespołu szkoły architektura krajobrazu i handlowo-usługowa).
Najbardziej jednak zaskakujący jest upadek najbardziej chyba znanej gdańskiej szkoły – Conradinum. Wszystko wskazuje na to, że ta prestiżowa szkoła zmieni radykalnie swój profil.

Osiemnaste liceum ogólnokształcące Conradinum to liceum, które już boryka się z problemem naboru do poszczególnych klas. W tej chwili mamy tam po jednej klasie na poziomie a więc dziewięćdziesiątkę dzieci. (…) Dyrektor tej placówki skupia się już w kolejnych latach na kształceniu zawodowym.
Grzegorz Kryger – Zastępca Dyrektora ds. edukacji Wydziału Rozwoju Społecznego

Niepotrzebne remonty

Skąd takie zdenerwowanie wśród miejskich urzędników, jeśli chodzi o reformę oświatową? Czy może ona być szansą? Patrząc na twarde dane – tak. Trzeba zmienić strukturę lokalizacji szkół, która musi iść w ślad za rozwojem miasta na południe Gdańska. Łatwiej jest przecież zbudować jedną szkołę podstawową niż dwie (druga to gimnazjum). Zarządzający gdańską infrastrukturą edukacyjną powinni cieszyć się z takiej reformy – przy jej okazji można wygaszać puste szkoły, budować nowe!
Być może powodem jest niechęć do zmian? Być może silne lobby nauczycielskie, które naciska, bo zasiedziali nauczyciele przyzwyczaili się, że to setki dzieci przyjeżdżają rano do nich autobusami i nie wyobrażają sobie sytuacji odwrotnej? A może ma to związek z lobby remontowym, które na wielką skalę remontuje istniejące szkoły? Z wyliczeń Urzędu wydatki na ten cel to 150 milionów złotych. Nowe szkoły to z kolei mniejsze wydatki na remonty, bo budynki są na gwarancji. Nie mówiąc już, że są od razu projektowane pod dzisiejsze potrzeby edukacyjne. Nie wymagają zatem prucia ścian na nowe instalacje, mają wygodnie zaprojektowane przestrzenie i nowoczesne wyposażenie.

Nauczyciele bez przydziałów
Ile to będzie kosztowało – to było główne pytanie. Wychodzi, że 25 milionów. Połowa z tych pieniędzy zostanie przeznaczona na odprawy dla zwalnianych nauczycieli. To jest najbardziej kontrowersyjna pozycja według mnie. Jeśli mówimy o trzyletniej perspektywie zwalniania, to dziwić może, że nikt nie wpadł na to, by w dobrym momencie wypowiedzieć te umowy. Proponuję, by każdemu kogo trzeba zwolnić, złożyć wypowiedzenie pod koniec maja. Będzie miał trzymiesięczne wypowiedzenie w trakcie wakacji, w czasie których i tak niewiele robi. Jeśli ktoś jest zaplanowany do zwolnienia za trzy lata – można mu teraz o tym powiedzieć i zdąży licencjat zaocznie zrobić z całkiem nowej dziedziny.
Jeśli zarządzający gdańską oświatą nie potrafią tego zrobić, to chyba czas zmienić zarządzających. A po przedstawionych wyliczeniach i analizach nie sposób dojść do wniosku, że potrafią robić to, za co każdego miesiąca dostają pensje.
A jeśli chodzi o liczby. Urzędnicy Rady Miasta oceniają, że w wyniku reformy pracę straci około 920 osób. Według radnych opozycji nastąpi przyrost zatrudnienia na poziomie 35 nauczycieli. Jak będzie – tylko czas pokaże. W Gdyni, gdzie nie nadano reformie politycznego wydźwięku szacuje się, że o 20% wzrośnie zatrudnienie nauczycieli. Być może tam przewidziano otwieranie szkół na nowopowstających osiedlach?

Strajk
Obrady Rady Miasta zwołane w nadzwyczajnym trybie toczyły się w cieniu strajku, który dzień później miał być zorganizowany w Gdańsku. Pytanie, które zostało zadane, było zasadne: czy uczestnictwo dzieci jest w takich sporach konieczne? Czy małe dzieci nie są wystarczające dojrzałe, żeby w takich akcjach brać udział? Czy są jedynie inspirowane przez rodziców, a ich poglądy są kopią poglądów starszego pokolenia?

Ja pragnę zauważyć, że zarówno pan prezydent Kowalczuk jak i pani przewodnicząca (Dulkiewicz), skończyliście państwo osiem klas szkoły podstawowej i w życiu sobie doskonale radzicie. Myślę, że nie będzie problemu z uczniami, którzy skończą ośmioklasową szkołę podstawową.
Kazimierz Koralewski klub PIS

Marek Baran

komentarze

  • 14 lutego 2017 at 07:44
    Permalink

    Ważne dopowiedzenie od dyrektora Szczuki. Pojawiło się na Facebooku więc zacytuje dla tych, którzy tylko tutaj czytają – „Zachęcam także, aby zapoznać się z planem inwestycyjnym dla południowych dzielnic w temacie nowych obiektów – 2 szkoły, 6 przedszkoli, 2 żłobki, centrum aktywności lokalnej itp”. Czyli miasto cały czas myśli o koncentracji nauczania w historycznych centrach (sieć 1000- latek).
    Poza tym ważne dopowiedzenie – pisząc ten artykuł zawierzyłem Biuletynowi Informacji Publicznej i popełniłem błąd. Jasny stąd wniosek, że jak Urząd Miasta w Gdańsku coś oficjalnie pisze to i tak trzeba zapytać, czy się nie pomylili 😉
    Grzegorzowi Szczuce dziękuję za komentarz i uwagi w dyskusji 🙂

    Odpowiedz
  • 10 lutego 2017 at 17:23
    Permalink

    Świetny artykuł, brawo za odwagę – bo przecież środowiska nauczycieli nie wolno krytykować….

    Odpowiedz
    • 11 lutego 2017 at 17:45
      Permalink

      Dziękuję za dobre słowo. Nie wiem czy aż odważny jest to tekst. Ja się niewielu w życiu boje, a nauczycieli jakiś czas temu – przestałem. Zwłaszcza, że kiedyś też nim byłem 😉 Szkoda, że nie wiem czy się moi studenci mnie bali.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *