Ostatni sprawiedliwy

Leon BarciszewskiLeon Barciszewski urodził się 10 maja 1883 roku w Tulcach. Był synem mistrza kowalskiego, polskiego patrioty, który otwarcie potępiał zabór pruski. Przyczyniło się to do relegowania Leona z gimnazjum. Po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej z Niemczech zamieszkał w Berlinie. Tam pracował jako ślusarz, kształcąc się dalej. Na obczyźnie zaczął współpracować z Polonią. Działał na wielu polach. Był prezesem Związku Towarzystw Polskich, członkiem zarządu i prezesem Towarzystwa Przemysłowców Polskich, członkiem Towarzystwa Metalowców Polskich w Berlinie oraz Towarzystwa Wyborczego Berlin – Wedding. W latach 1908 – 1911 działał aktywnie w Polskim Komitecie Politycznym w Berlinie Pisał artykuły m.in. do „Ruchu Chrześcijańsko-Społecznego” wydawanego w Poznaniu, „Kraju” – organu Towarzystwa Emigracyjnego w Krakowie, był stałym współpracownikiem „Dziennika Berlińskiego”. Kiedy wybuchła I wojna światowa powołał Komitet dla Bezdomnych, który zajmował się jeńcami pochodzenia polskiego. Był aktywny przez całą wojnę, a po jej zakończeniu został zastępcą Konsula Generalnego w Berlinie. W tym okresie przeprowadził repatriację ok 200 tysięcy polskich jeńców cywilnych i wojskowych. Następnie z polecenia rządu w Warszawie zorganizował polski konsulat w Essen.

Tęsknił za Polską, więc gdy pojawiła się propozycja kandydowania w wyborach na urząd prezydenta Bydgoszczy w roku 1922 podjął wyzwanie. Przegrał zaledwie jednym głosem z Bernardem Śliwińskim. Marzenie o prezydenturze Bydgoszczy udało mu się zrealizować dopiero dziesięć lat później. Wcześniej, od roku 1924 był burmistrzem Gniezna. Za jego rządów miasto wzbogaciło się, wyszło z zadłużenia, a burmistrz uzyskał status prezydenta miasta.

8 listopada 1932 roku obejmując urząd prezydenta Bydgoszczy mówił tak:

Powołany na pierwszego urzędnika tego miasta, chcę być pierwszym nie tylko w moich prawach, ale w spełnianiu swoich obowiązków. W odniesieniu do wszystkich pracowników moich nie uważam siebie za ich pana ani pracodawcę. Naszym wspólnym pracodawcą jest to miasto, któremu wspólnie służymy.

W trudnym czasie kryzysu ekonomicznego potrafił, w przeciągu przedwcześnie przerwanej kadencji, pomniejszyć liczbę bezrobotnych prawie o połowę (z 12 000 na 7 000). Tworzył komitety i urządzał kwesty, niejednokrotnie osobiście stojąc z puszką na datki na ulicach miasta. W ciągu sześciu lat odniósł wiele sukcesów, tak jak w Gnieźnie zmniejszył zadłużenie miasta. Ukończono budowę szpitala miejskiego i elektrowni miejskiej. Rozbudowano gazownię i rzeźnię miejską. Działał w firmie „Bacon-Export Gniezno S.A. Dziś brzmi to jak nazwa klubu sportowego, ale firma ta eksportowała najlepsze boczki do Ameryki. Praktykował w niej sam Jerome Salinger, autor „Buszującego w zbożu”. Leon Barciszewski starał się o włączenie Bydgoszczy do województwa pomorskiego. Udało mu się. Chciał również, aby Bydgoszcz była stolicą województwa. Tego niestety nie udało mu się zrealizować.

Obwieszczenie o rozstrzelaniu prezydenta

Już w 1938 roku wiedział, że wybuch wojny to tylko kwestia czasu. Liczył jednak na to że Polska szybko zwycięży. Pewnie nie opuściłby swego miasta gdyby nie rozkaz wojewody pomorskiego o ewakuacji. 3 września opuścił Bydgoszcz i wyjechał do Lwowa i dalej pod granice Polski. Powrócił jednak, gdy dowiedział się o krwawych działaniach niemieckiej armii w swoim mieście. Prezydentowi zarzucono malwersacje finansowe. Barciszewski jako człowiek nadzwyczaj uczciwy, mimo ostrzeżeń przyjaciół wrócił do Bydgoszczy chcąc oczyścić się z podejrzeń. Został aresztowany przez gestapo po zaledwie kilku godzinach od pojawienia się w mieście. Ponad miesiąc był zamknięty w areszcie wraz z rodziną. Nie podpisał nic, nie miał się zresztą do czego się przyznać. Był niewinny. Zanim został zamordowany został zmuszony do oddania majątku na rzecz miasta, czyli dla nadburmistrza Wernera Kampe (Kampe był byłym adiutantem Alberta Forstera), głównego winowajcy śmierci Leona Barciszewskiego.

Prezydent zginął z rąk Niemców 11 listopada 1939 roku. Może ta data to nie przypadek? Wielkie święto narodowe Polaków miało być zapamiętane jako demonstracja siły okupanta. Wraz z prezydentem zginął jego nastoletni syn. Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób zostali zabici i gdzie są pogrzebane ciała. Żona wyszła z Pawiaka dwa lata później.

Pamięć o szlachetnym prezydencie pozostała w bydgoszczanach na zawsze. Dopiero w roku 1989 można było godnie upamiętnić postać Leona Barciszewskiego. Na skwerze jego imienia stanął pomnik projektu znakomitego rzeźbiarza gdańskiego Sławoja Ostrowskiego. Pomnik w roku 2009 przeniesiono na Wełniany Rynek. Warty zapamiętania jest też fakt, iż odlew pomnika za symboliczną zapłatę wykonali pracownicy z gdyńskiej Stoczni Marynarki Wojennej.

W tym szczególnym dla nas wszystkich dniu, w Święto Niepodległości, wspomnijmy uczciwego polityka, prezydenta Bydgoszczy.

Magda Kawałek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *