Panie, pan tu nie stał!

Tym razem nie będzie opowiastki „o wiewiórce w pniu ściętego drzewa”…

W ostatni weekend odbyłem grupowe spotkanie towarzyskie z bliskimi mi osobami. Nie są już podlotkami, co istotne i bardzo ważnie dla tej historii. Po wszystkich serdecznościach oraz wypiciu kilku butelek wytrawnego wina, padło grzeczne, acz oczywiście nieroztropne pytanie: „Co słychać?”. No i poszło… Zaczęło się…

Okazuje się, że mój kolega Wiesiu dosyć poważnie zachorował jakiś czas temu. W konsekwencji wylądował w szpitalu. Operacja, powikłania, brak możliwości podjęcia pracy i takie tam okoliczności. ZUS właśnie odmówił mu wypłaty świadczeń, gdyż oczywiście nie należą mu się. Nadmienię, że przez całe życie gość regularnie opłacał składki. Było? Dalej… Moja koleżanka Ewa urodziła śliczną córeczkę. Dziewczynka ma już dwa latka. Jej mama do dzisiaj nie otrzymała świadczeń z ZUSu na dziecko. Zdziwieni? Ona tak. Nawet mocno. W międzyczasie urodziła drugie dziecko, na które również nie otrzymuje kasy. Odmówiono jej świadczeń, gdyż stwierdzono, iż nie pracowała!! Płacone były regularnie (m.in. sam je opłacałem) pełne składki, jest dokumentacja, są zdjęcia z wykonywanej pracy, maile, umowy, świadkowie, zaświadczenia i..? Jutro ma czwartą rozprawę w sądzie. ZUS już jej wisi ok 80 tys. zł. Tak mi powiedziała. Od ponad dwóch lat praktycznie jest bez pieniędzy. Wcześniej zajmowała w firmie wysokie stanowisko, za które otrzymywała odpowiednie wynagrodzenie. Grzecznie płacono wysokie składki do ZUS. Nieistotne. Kasy nie będzie i już. Dasz wiarę?

Mało… Gosia – moja przyjaciółka miała swój zakład kosmetyczny i przez całe życie regularnie „w zębach” przynosiła pieniążki do ZUSu. Urodziła dziecko rok temu – do dzisiaj nie otrzymała żadnych pieniędzy. Musiała wynająć prawnika. Nie wie, co robić i za co zapłaci prawnikowi. Widziałem ją ostatnio… Przykro mi. Widać jak bardzo ma dosyć! Będąc na macierzyńskim, pracuje dorywczo, aby jakoś się utrzymać.

No to teraz może i ja? Jest spoko. Naprawdę spoko, ale… Pod koniec roku miałem zawał. Klasyczny przypadek: efekt trzymania gardy i nawalania kilofem po życiu. Jeb! Ciemność, szpital, koronografia, dobre rady znajomych i pomimo zwolnienia lekarskiego – niemal natychmiastowy powrót do pracy. Za namową wspólnika, wysłałem do ZUSu zwolnienie i zaświadczenie o pobycie w szpitalu. Zaczęło się. Standardzik. Nie będę zanudzał. Pierdolę ich – nie chcę od nich żadnej kasy, mam to w dupie, ale już moi znajomi, o których wspominam, jej mocno potrzebują. Należy im się, bo to ICH ciężka kasa! Nie złamali żadnej zasady – umowy, płacili całe życie, ale wała dostali! Masz siłę i tupet, to wynajmij prawnika i spróbuj z nami powalczyć! My i tak pokażemy ci jedynie słuszną – swoją rację. Z kim tu w sumie walczyć? Jak walczyć? Wszyscy przeciwko jednemu.

To ja, autor

Emocjonuję się? Eeee… spoko. Mam raczej wywalone już na ten pogięty do granic absurdu system dymania. Żyć w permanentnym stanie „samokarania się” już się nauczyłem. Daję radę. A jednak – Wiesiu w maju wyjeżdża z kraju. Za pracą i normalnością. Gosia również – niestety do Anglii. Brrr… Był ktoś kiedyś w Birmingham? Ewa nie ma takiej możliwości, ale jest silna i może procesować się tak długo, aż dostanie swoje.

To jednak nie wszystko. Większość moich kolegów, ceniąc sobie życie, już dawno wyjechała z kraju. Rodzina: córka w grudniu wyjechała do Australii, siostra i jej dzieci oraz wnuczkowie od dawna żyją w Anglii, syn po skończeniu dobrych studiów oraz przygodzie pracy na „własny rachunek” stracił nadzieję na realizację swoich marzeń i zamierza realizować marzenia poza granicami Państwa Zakazów. Wyjeżdża wraz z dziewczyną za rok. No to i ja coraz częściej myślę o wyjeździe „na stałe – na wpizdu”. A co mnie tu trzyma? Mam dokąd jechać i to niemal do raju. Ze wszystkich sił nie chcę jednak tego robić. Lubię swoją pracę, jest mi zupełnie OK i chciałbym robić swoje tutaj. Przy okazji mam spoko przyjaciół. „A bo ty jesteś Mundek Patriotą”. Poważnie tak myślisz? Szybki skok na Wikipedię. Nie, nie jestem patriotą. Boję się patriotów. Lubię zapalić fajkę i wypić piwo z kumplem w swoim ogrodzie. To jest mój patriotyzm – ogrodowy. Pytanie tylko: jak długo zniosę jeszcze dymanie? Mózg już mnie boli od nadmiaru tej przyjemności.

PS.1. Wszystkie wspomniane osoby są prawdziwe, mają realny problem z ZUS-em. Tu i teraz. Źródło? Zadzwoń, to Ci pokażę!

PS. 2. Ja nie o polityce. Nie o PIS i nie o PO. Nie trzeba pisać „taka to lepsza zmiana”. Za PO było przejebane – tylko, że nieco inaczej.

PS. 3. Właśnie dzwonił kolega. Złamał nogę. Nie ściemniaj, tylko wpadaj do mnie na fajeczkę. To Twoja prywatna sprawa. Nikt Ci i tak nie uwierzy. Możesz pracować na scenie jako tancerz – na jednej nodze.

Edmund Jabłoński

komentarz

  • 9 marca 2017 at 19:00
    Permalink

    Mocno powiedziane….i pytanie to gdzie są te wszystkie pieniądze z naszych składek??? Pozdrawiam!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *