Ryszard „Docent” Czajkowski

Pocztą elektroniczną otrzymałem zwięzłe zaproszenie: Serdecznie zapraszam na uroczystość wręczenia odznaczenia państwowego, które odbędzie się w dniu 20 kwietnia 2018 w Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim w Gdańsku przy ul. Okopowej 21/27 o godz. 11.00.

Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski
Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

W sali im. Józefa Piłsudskiego osób niewiele, kilka znajomych twarzy. Na stołach eleganckie filiżanki, szklaneczki – kawa, herbata, woda mineralna w zielonych szklanych butelkach. Krótka, elegancka uroczystość: odczytanie dokumentu, wicewojewoda, pan Mariusz Łuczyk przypina na Docentowej piersi Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Przemowy, laudacje, wspomnienia – oficjalna uroczystość przeradza się w rozmowę, coraz bardziej zażyłą, przyjacielską, ale naprawdę bardzo poważną.

Ryszard Docent Czajkowski i wicewojewoda pan Mariusz Łuczyk
Ryszard Docent Czajkowski i wicewojewoda pan Mariusz Łuczyk

Docenta poznałem tak dawno temu, że nie umiem sobie przypomnieć, kiedy i w jakich okolicznościach. Z pewnością było to w latach siedemdziesiątych i – jak przypuszczam – było to w jakimś powiązaniu z działalnością klubu Carillon, dość szczególnego miejsca w peerelowskiej historii Gdańska (ul. Mariacka 43). Ktoś zakładając ten klub, nie wiem czy celowo, ulokował go formalnie na zbiegu Towarzystwa Przyjaciół Gdańska, Gdańskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuki i Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej – czemu proszę się nie dziwić, w peerelu nie mogła istnieć instytucja kultury bez tego rodzaju wsadu. Ale właśnie to formalne zawieszenie klubu w kompetencji trzech organizacji sprawiło, że klub istniał wiele lat bez kontroli, naprawdę stał się taką w latach siedemdziesiątych – by nie przesadzić: oazą niezależności. Niewiele to zmieniało – w otoczeniu dookolnej socjalistycznej realności, ale przynajmniej można było zdawać sobie z niej sprawę męcząc się intersubiektywnie. Bywali tam ludzie przeróżni, ta historia jest nie opisana, bywały tam wystawy, koncerty, najróżniejsze spotkania i rozmowy, recytatywy i co tam, a na zakończenie roku szkolnego – sowieckiej procedury – upijanie się „żeby zapomnieć” (no, tak niestety bywało). Generowano tam pomysły nieco szalone – pamiętam Piotra Nowaka planującego spływ Wisłą na tratwie z beczek (gromadził je w piwnicy klubu), i często można było usłyszeć przedziwaczne pianokoncerty Piotra Głowiaka. Z Bogdanem Kubatem składaliśmy tam pierwszy (i ostatni) numer podziemnie wydanej „Poezji Młodych” – co wzbudziło niejaki popłoch, ale najogólniej najczęściej przychodziło się tam, by siedzieć w okolicznościach możliwie odróżniających się od wyrównanej rzeczywistości wokół. Działalność klubu zakończył wjazd dzielnicowej komórki ZSMP, przeprowadzony z wyłamaniem drzwi – i tyle z tego było. W czasie „pierwszej Solidarności” podjęliśmy próbę zdobycia nowych pomieszczeń, klub istniał jako grupa starających się o to ludzi, ale to już inna historia.

Wracając do naszego bohatera – Docent przez czas pewien – u końca funkcjonowania „pierwszego Carillonu” – był jego prezesem. W tamtych czasach zaangażował się politycznie, był inicjatorem strajku w „Unimorze”, a potem – i tu dochodzimy do istoty rzeczy: założył Radiową Agencję Solidarność w Gdańsku. Organizował ją technicznie – najpierw w formie „przewodowej”czyli przez radiowęzły, i merytorycznie – przygotowywał programy. Pamiętam gromadzące się przed siedzibą „Solidarności” we Wrzeszczu tłumy słuchające audycji o Katyniu, o Grudniu 70…

W stanie wojennym internowany, po wyjściu z internowania kontynuował działalność, wydawał kasety, był zaangażowany w druk publikacji podziemnych, ale co już było sprawą poważną, naprawdę wykonywał konwertery do podsłuchiwania SB i milicji. Tu mała dygresja, miła anegdota: esbecy i milicjanci w wydawanych radiowo poleceniach posługiwali się swoistymi kodami, gdy rozkazywali by udać się do punktu zero – oznaczało to Pomnik Poległych Stoczniowców, a jeśli mieli się udać pod pomnik Sobieskiego – rozkaz brzmiał, by szli pod kobyłę.

Docent w jednej ze swoich wypowiedzi – po dekoracji – wspomniał swoją matkę, która gdy prowadził podziemną działalność obawiała się o niego, musiała nieraz szukać go w milicyjnych komendach Trójmiasta, ale gdy był internowany przemyciła i przekazała mu w czasie odwiedzin aparat fotograficzny, co w tamtych okolicznościach groziło skazaniem z paragrafów o szpiegostwo. Wspomniał tę sytuacje by zwrócić uwagę na wielu bohaterów bezimiennych, cichych, którzy w tamtych czasach robili wiele, narażali się, ale historia o nich milczy, nie pamięta ich z imienia i nazwiska. Goście podjęli tę kwestię, mówili o roli wychowania, o tym że to matki właśnie kształtowały następne pokolenia, zwłaszcza gdy ojcowie byli na wojnach, angażowali się, siedzieli w więzieniach.

przemawia Jolanta Kmiecik
przemawia Jolanta Kmiecik

Kilkakrotnie przemawiała pani Jolanta Kmiecik, która była szefową Działu Interwencji Regionu Gdańskiego „Solidarności” i te wypowiedzi obfitowały w niezwykle ciekawą wiedzę. Na przykład pani Jola wspominała szkolenia przeprowadzane na początku lat dziewięćdziesiątych dla pracowników Zarządu Regionu przez REFA Group. O REFA znajdujemy w sieci taką informację: REFA Group, z centralą w Darmstadt w Niemczech. REFA to największa w Europie, działająca globalnie, organizacja non – profit, kształcąca w zakresie organizacji pracy. Stowarzyszenie przenosi do Polski blisko 90 lat doświadczeń REFA w doradztwie i szkoleniach w tym obszarze, stosując uznane w świecie metody i instrumenty organizacji pracy. Pani Jola wspomniała szkolenie, które miało być wyjaśnieniem, przygotowaniem do tego, co będzie się działo z polskimi firmami, profesor prowadzący szkolenie z ramienia REFA mówił: najlepsze umysły internetowe w Europie to Węgrzy i Polacy, ludzie na zachodzie są rozleniwieni, ale nie będzie tak, jak wy chcecie. To znaczy – od początku chodziło o uczynienie z tego obszaru Europy drugiego świata, o „drenaż mózgów”. Wspomniała też konferencję w Berlinie, w Wansee (!), zorganizowaną przez organizację zrzeszającą związki zawodowe służb publicznych. Tam też powiedziano: Zachód nie odda wam technologii, będziecie drugim światem.

Ale wypowiedzi przybyłych na dekorację Ryszarda Czajkowskiego nie miały charakteru ubolewań, smętów i jakiegoś żalu do historii, o nie! Były szlachetne, energiczne, sięgały głęboko, do kwestii Słowa, do kwestii Prawdy. Mowa była o odpowiedzialności, o przyszłości, o dziele, które trwa. Zbigniew Stybel, gdy zabrał głos, zaczął od zacytowania początkowych słów Ewangelii Jana. Głosy rozmówców jeśli wyrażały niepokój o coś, to nie z lękiem, nie były w tonacji minor.

Zbigniew Stybel i Ryszard Docent Czajkowski
Zbigniew Stybel i Ryszard Docent Czajkowski

Co bardzo ciekawe, wbrew może wojennym i tuż po wojennym wyobrażeniom o walce o niepodległość, ktoś postawił kwestię, że ludzie imperium nie bali się jakichś akcji zbrojnych, mieli w tym wymiarze tak niepoliczalną przewagę, że w ten sposób nie sposób było im zaszkodzić, ale bali się właśnie słowa. I zebrani, owszem potwierdzili to zdanie. Pan Piotr Babiński żywo podkreślał – i to znów był zwrot, ukłon w stronę Ryszarda Czajkowskego – jakie wrażenie zrobiły na nim audycje Radiowej Agencji Solidarność, słowa tak różne całkowicie od medialnej propagandy peerelu, które rozbrzmiewały z głośników – jak bardzo było to poruszające, że oto z tych urządzań można usłyszeć słowa, które coś mówią, nie takie, od których trzeba się odwracać, wykręcać, które trzeba zbijać, meczące, obrzydliwe, ohydne. Jakie to było przeżycie, jak było to ważne!

pan Piotr Babiński
pan Piotr Babiński

Nasze rozmowy się wznosiły, intensywne, ciekawe – aż trzeba było robić notatki. Rozmowy spiętrzyły się w drzwiach sali i na korytarzu, przed wyjściem z budynku i przed budynkiem i tak pociągając, przywołując jedni drugich, dopytując: gdzie teraz? – co i tak odpływało gdzieś i wielokrotnie musiało powracać, bo rozmowa, bo tyle spraw najważniejszych, i szliśmy nie wiedząc dobrze gdzie, ale dalej, dalej rozmawiając. I tak Docent zaprosił ochotnych przyjaciół na pierogi do „Harcówki” – i ja tam byłem i gryczane pierogi spożyłem.

Szacunek Panie Docencie! (Ma się rozumieć – nie z powodu pierogów, choć i to owszem.)

Nadmienię, że spokojnego przebiegu uroczystości nie zakłóciła wizyta telewizji publicznej – jako też, rzecz jasna, telewizji miejskiej (Oficjalnego Portalu Miasta Gdańska). Przypominam, że na funkcjonowanie obu obywatele naszego grodu regularnie, sowicie łożą ze swoich podatków.

Zbigniew Sajnóg

7 myśli na temat “Ryszard „Docent” Czajkowski

  • Solidarność to mieliśmy tylko do tego cyrku zwanego Okrągłym Stołem. Ta obecna, nazywająca się kontynuatorką, to przecież na nowo zarejestrowana przez TW Bolka grupka nieudaczników.

    Odpowiedz
    • No to „mamy” etos Solidarnosci!!! Zwyciestwo PO-stkomuny i ostatnio nadzieja w „dobrej zmianie”.

      Odpowiedz
  • Czy obecnie w przestrzeni publicznej istnieje „Solidarność”? Niestety, nie. Poprzez ignorowanie takich uroczystości, gdy odznaczani są ci, którzy ją tworzyli, sami się eliminują. „Sorry, ale taki mamy klimat.”

    Odpowiedz
    • Gdyby na czele „S” nadal stał TW Bolek, to byśmy o niej słyszeli co najmniej kilka razy dziennie.

      Odpowiedz
      • No właśnie, co z Bolkiem? Ani widu, ani słychu………

        Odpowiedz
        • Przecież błysnął ostatnio w sejmowych kuluarach, dzięki czemu protest został zakończony?

          Odpowiedz
  • Autentycznie cieszy mnie wyroznienie Ryszarda Docenta Czajkowskiego,zwlaszcza w kontekscie Jego slow;’by zwrócić uwagę na wielu bohaterów bezimiennych, cichych, którzy w tamtych czasach robili wiele, narażali się, ale historia o nich milczy, nie pamięta ich z imienia i nazwiska.”Autorytety’ z gdanskiej ‚S’ mocno sie zdewaluowaly po ‚przemianach ustrojowych’skazonych porozumieniem z Magdalenki…
    Moje Gratulacje Docent.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *