Spowiedź Nikosia – ojca chrzestnego trójmiejskiej mafii

Jego życiorys jest gotowym scenariuszem sensacyjnego serialu. Gdyby żył do dziś, zapewne jako celebryta pozwalałby się fotografować na czerwonym dywanie. Karierę zaczynał na początku lat 70. jako bramkarz w trójmiejskim nocnym klubie „Lucynka”. Szybko awansował do kultowego „Maxima” w Gdyni. 

Nikodem Skotarczak. Zdjęcie z książki „Spowiedź Nikosia zza grobu”
Nikodem Skotarczak. Zdjęcie z książki „Spowiedź Nikosia zza grobu”

Śmiało wchodził w szemrane i legalne biznesy, otwierał kluby, przyjaźnił się z aktorami i grał w filmie. Czyjaś tajemnicza ręka rozpościerała parasol ochronny nad machinacjami Nikosia. Siedem osób z otoczenia gangstera odeszło z tego świata w tajemniczych okolicznościach.

Tadeusz Batyr autor książki „Spowiedź Nikosia zza grobu” – całe życie związany z Trójmiastem, któremu przygląda się z wielu różnych perspektyw. Analizuje ważnie dokumenty, dużo czyta i rozmawia z ludźmi. Pisze książki.

Anna Pisarska-Umańska: Pierwsze pytanie. Dlaczego Nikoś?

Tadeusz Batyr: Nikoś jest ikoną przestępczości zorganizowanej Polski komunistycznej. Wszyscy się zachwycają z jednej strony jego  umiejętnością wychodzenia z trudnych sytuacji, a z drugiej strony jego obraz został zmitologizowany w czasach PRL i potem w III Rzeczpospolitej. Ze znajomości związków przestępczych i świata przestępczego powstały w XX wieku, a także w latach minionych, nawet takie kreacje jak Frollo czy Dzwonnik z Notre Dame. Byłem przekonany, że po prostu ta historia musi mieć drugie dno.

AP: No, właśnie. Czytając tę  książkę stwierdziłam, że legenda Nikosia została sztucznie stworzona. Że tak naprawdę nad Nikosiem był i Myszk, Jędrzejczak, i oni w zasadzie pociągali  za sznurki. Takie zdanie zauważyłam w książce:. “Nikoś był szefem tylko na potrzeby protokołów późniejszy przesłuchań”. Właściwie cały czas był  tylko złodziejem. Czy to prawidłowy wniosek, który wypływa z książki?

TB: Na pewno, chociaż nie był to  typ mafiosa. Dlatego tak wiele ludzi go lubiło, nie powiem –  szanowało. Stał  się  ikoną, bo był przyjazny, lubił ludzi, otaczał się znanymi osobistościami na Pomorzu. Ale ja nazywam Nikodema Skotarczaka rzecznikiem prasowym związku przestępczego. W czasach PRL, w czasach, w których państwo ma monopol na władzę i na służby specjalne, w państwie totalitarnym nie ma możliwości, aby zorganizowana przestępczość wyższego poziomu, czyli dobry zorganizowany przestępca czy członek dużej grupy przestępczej nie współpracował w jakimś zakresie z milicją albo ze Służbą Bezpieczeństwa. Można kraść, okradać sklepy, robić drobne włamania, a nie dowodzić wielką grupą przestępczą w PRL-u bez kontaktu ze służbami specjalnymi. Przez wiele lat budowano tezę, że Nikodem Skotarczak był agentem Służby Bezpieczeństwa.  Na to nie ma żadnych dowodów, nie ma żadnych dokumentów ani  dowodów w tej materii. Natomiast w tym przypadku konstrukcja jest zupełnie odwrócona – to Nikoś był potrzebny byłemu milicjantowi –  Tadeuszowi Jędrzejczakowi – i skorumpowanej milicji. Był potrzebny  do tego, żeby załatwić pewien zakres spraw przestępczych na rzecz milicji i służb specjalnych. Była to  zupełnie odwrócona konfiguracja.

Nikodem Skotarczak. Zdjęcie z książki „Spowiedź Nikosia zza grobu”
Nikodem Skotarczak. Zdjęcie z książki „Spowiedź Nikosia zza grobu”

AP: W książce jest napisane, że Myszk w którymś momencie w latach 80. doniósł na Nikosia, a jednak służby  pozbyły się Myszka. Miałam trudności w ułożeniu tego logicznie.

TB: Myszk, gdy współpracuje z Nikosiem, jest już doświadczonym konfidentem. Między nimi jest intelektualna, operacyjna i organizacyjna przepaść. Mamy tu styczność z konfidentem naprawdę najwyższej klasy. A z drugiej strony – z drobnym złodziejem, który potrafi kraść samochody, potrafi obracać się w półświatku – na bramkach w dyskotekach. No, ale nie ma tego poziomu inteligencji, przebiegłości, który ma Myszk. Natomiast postawa Służby Bezpieczeństwa względem Myszka wynikała z faktu, że został wyeksploatowany.

AP: Zużył się.

TB: Tak to bywa w świecie służb specjalnych, on rzeczywiście zużył się w połowie lat 80.

AP: Postawiono mu  zarzuty.

TB:  W książce znajdziemy szereg rozmów właśnie z Edwinem Myszkiem, w których on chce pokazać swoją przydatność dla Służby Bezpieczeństwa. Dogaduje się z  kapitanem Janem Protasewiczem  i mówi wprost “hej, halo, ja  jestem wam potrzebny”. No, ale  dostaje  jasny sygnał, że zbyt daleko wszedł w związki przestępcze, żeby móc reprezentować tak dobrą firmę (Służbę Bezpieczeństwa).

Nikodem Skotarczak. Zdjęcie z książki „Spowiedź Nikosia zza grobu”
Nikodem Skotarczak. Zdjęcie z książki „Spowiedź Nikosia zza grobu”

AP: “Wszystko będziecie mieli”.

TB: Tak, dokładnie, ale on już im doniósł na tyle dużo informacji, że go nie potrzebują.

AP: Ale służby przecież  stały nad Nikosiem.

TB: Stały, ale w sposób  nie bezpośredni. Tak jak mówię –  nie ma żadnego dokumentu wskazującego na to, że Nikoś był na przykład tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Był narzędziem do wykonywania pewnych zadań, był narzędziem używanym zarówno przez doświadczonego milicjanta, jak i przez agenta SB.

Andrzej Ługin: Nikoś był narzędziem, ale Nikoś również organizował pieniądze. Z Nikosiem współpracowano dla zysku.

TB: Żeby opowiedzieć o tym mechanizmie, cofnę się nawet do afery Dimex, do afery Żelazo. To, co dzieje się z Nikosiem w latach osiemdziesiątych, jest niczym nowym dla kogoś, kto bada zorganizowaną przestępczość okresu PRLu. Jest pewna zasada: służba, która ma monopol na przemoc (czyli agencja wywiadu Wydział I i II  w latach 40- 50, czy później Służba Bezpieczeństwa i Komenda Miejska Policji) – ta służba ma pewien wentyl bezpieczeństwa i pełną możliwość zarabiania pieniędzy dzięki recyklingowi grup przestępczych. Termin pożyczyłem sobie z książki  Karola Nawrockiego “Brudne wspólnoty”. To jest pewien recykling grup przestępczych.  To my mamy monopol na przemoc, my mamy wszystkie narzędzia do tego, żeby zarządzać światem i politycznymi podziemiem przestępczym.  I tak się dzieje  w aferze Dimex czy w aferze Żelazo, czy w grupach przestępczych w Warszawie. To jest pewna reguła. SB bądź inne służby specjalne “recyklingują” przestępców, dają im pewne instrumenty, umożliwiają pewne działania ciągnąc z tego zyski. Potwierdzają to dokumenty.

AP: Do Myszka i do Nikosia dorwano się chyba w połowie lat 80-tych, gdy ruszył jego proces..

TB: Tak, w 1985,  tylko Nikosia już nie było.

AP: On uciekł. Ale czy to można  powiązać z transformacją ustrojową, że były już  inne metody i  inni ludzi byli potrzebni?

TB: W kategoriach politycznych połowy lat osiemdziesiątych jest taka akcja o  pseudonimie “Brzoza”. Rzeczywiście Służba Bezpieczeństwa dochodzi do wniosku – po dojściu  Michaiła Gorbaczowa do władzy – że należy wprowadzić opozycję (i zresztą to zrealizuje Lech Wałęsa)  w struktury władzy, czyli znaleźć inną ścieżkę. Już nie represjonować, ale rozmawiać, dyskutować. Efektem tych działań jest  Okrągły Stół i cały cykl transformacji ustrojowej. Ale nie ma takich syndromów, żeby ten stosunek SB i władz państwowych opartych o pierestrojkę w stosunku do działaczy politycznych miał swoje przełożenie na gangsterów i  świat przestępczy. To raczej chodzi o to, że Nikoś był jeszcze potrzebny. Zdołał uciec, był w tym zakresie nieco sprytniejszy, a działaczy Lechii, Klockowskiego, Myszka, Jędrzejczaka  aresztowano. W książce też pokazuję  ich nerwowe spotkania (rekonstruuję je z protokołów przesłuchań) w dniu, gdy milicja już tak naprawdę przestaje roztaczać nad nimi parasol.

AP:  Wszyscy szukają Nikosia.

AŁ: Różne plotki wtedy powstają.

TB: Ciekawe, bo z tych zapisów wynika  fakt, że tak naprawdę grupa przestępcza Nikosia miała parasol ochronny wyłącznie na poziomie  Komendy Miejskiej. Bo gdy sprawa  dochodzi do Inspektoratu Ochrony Funkcjonariuszy  przy Komendzie Wojewódzkiej,  to już im się nie udaje.

Nikodem Skotarczak z kolegami. Zdjęcie z książki „Spowiedź Nikosia zza grobu”
Nikodem Skotarczak z kolegami. Zdjęcie z książki „Spowiedź Nikosia zza grobu”

AP: Mówimy o latach 80-tych.

TB: Tak, mówimy o latach 80-tych. Nie udaje im się zachować tego związku przestępczego, czyli to jest taki sygnał, że była to grupa przestępcza na poziomie miejskim, mimo tego, że działa z międzynarodowym rozmachem.

AP: Takie jedno zdanie mi się podoba “Mieli świadomość niewielkiego ryzyka” czyli tak naprawdę wiedzieli, że są  chronieni.

TB: To  zapewniał im właśnie Tadeusz Jędrzejczak poprzez Waldemara Gruszczyńskiego, komendanta wydziału kryminalnego, takiego największego tutaj gangstera – milicjanta w mundurze, który dzisiaj zaprzecza  wszystkim akcjom. Współpraca z milicją, współpraca z Edwinem Myszkiem zapewniała im parasol ochronny.

AP: W książce pada dużo nazwisk, bardzo dużo. Sypie Pan nimi jak z rękawa. Nie obawia się Pan konsekwencji, procesów sądowych? Czy te sprawy są już zamknięte?

TB: Generalnie jak ktoś kto pisze prawdę, zawsze musi brać pod uwagę, że narazi się na pewne konsekwencje. Książka powstała w oparciu o dokumenty.

AP: Tu chciałam zapytać o źródło tej książki.

TB:  To dokumenty zgromadzone w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej, dokumenty niewykorzystywane do tej pory, jak dokumenty Inspektoratu Ochrony Funkcjonariuszy, czyli  struktury, którą powołano po zabójstwie księdza Jerzego Popiełuszki. Inspektorat Ochrony Funkcjonariuszy to jest taka milicja w milicji. To byli milicjanci, którzy badali przestępczość  w milicji i  zostawili szalenie ciekawe dokumenty na poziomie centralnym przy MSW.

 AP: Czy w tych  dokumentach padają te wszystkie ksywki, bo jest ich bardzo dużo.

TB: Tak, ksywki padają.

AP: Jest Sprytek, Judasz, Karol i inne. Bardzo dużo.

TB: Tak, padają te informacje, oczywiście padają ksywki [śmiech]. Dużym zbiorem były też dokumenty z postępowania sądowego przeciwko Nikodemowi Skotarczakowi, które były dostępne w Sądzie Okręgowym w Gdańsku. To jest ponad 30 tomów akt sprawy, która wraca do połowy lat osiemdziesiątych, zeznania nawet  z III Rzeczpospolitej, więc materiał wykorzystany w tej książce jest ogromny. Ale też są  tam moje spotkania z  przedstawicielami świata przestępczego.

AP: Czy ci ludzie byli chętni do rozmowy? W  jaki sposób Pan dotarł do ludzi, którzy znali Nikosia np. do Jerzego Jaworskiego, kierownika sali w Maximie, Stefana Matkowskiego, wspólnika drugiej  żony Nikosia, czy do cinkciarzy z lat 70-tych. Łatwo było ich znaleźć?

TB: Gdańsk wbrew pozorom nie jest  tak duży. Nie było problemu ze znalezieniem na przykład Stefana Matkowskiego, który w latach 80-tych był legendą  rozrywki w Gdańsku, a do  dzisiaj jest właścicielem budynku klubu Romantica. Posiadałem  informacje  z akt i z prasy, udawało mi się dotrzeć  do jednej czy  dwóch osób, które współpracowały z Nikosiem, co potem otwierało dalsze  ścieżki.

AP: Ale łatwo było ich namówić, zgadzali się?

TB: Nie, nie, łatwo nie było, chociaż minęło tyle czasu. 15 czy 10 lat temu nie byliby w ogóle gotowi do rozmowy, a teraz są to już ludzie nieco starsi, więc coś chcą  opowiedzieć, ale oczywiście nie wszystko. W takich zerojedynkowych kategoriach, jeśli Pani pyta, to nie było łatwo. Było dość ciężko dotrzeć do tych ludzi pytając o tego typu rzeczy.

Nikodem Skotarczak z kolegą. Zdjęcie z książki „Spowiedź Nikosia zza grobu”
Nikodem Skotarczak z kolegą. Zdjęcie z książki „Spowiedź Nikosia zza grobu”

AP: Chciałabym pociągnąć  temat szczegółów, dlatego, że książka jest bardzo bogata w szczegóły, np. opisy wystrojów nieistniejących kawiarni w sprzęt konsultowany z  Politechniką Gdańską, wygląd mieszkania na Jelitkowskiej, realia życia nocnego w stanie wojennym. Skąd Pan to wszystko wie?

TB: Nie, to nie jest fikcja, ale byłem za młody, aby tam bywać. Historyk czy pasjonat historii zajmujący się daną epoką, musi wiedzieć, jak ludzie żyli w tamtych czasach, czym się zajmowali.

AP: Ale wystrój mieszkania na Jelitkowskiej?

TB: To jest kompilacja wiedzy, ale rzeczywistej, obiektywnej wiedzy zaczerpniętej z okoliczności życia i krajobrazu lat osiemdziesiątych wypływającej z prasy dostępnej w Polskiej Akademii Nauk. Jak poczytamy Głos Wybrzeża, Dziennik Bałtycki i zagłębimy się w te przekazy, no to wiemy, jakie były kluby nocne, jakie były rozrywki. Jeśli chodzi o mieszkania, to są materiały operacyjne, zeznania, rozmowy ze mną, notatki osób, które były w tych mieszkaniach i pamiętały te sytuacje. No, a część też wynika z takiej erudycji dotyczącej lat osiemdziesiątych.

AŁ:  Ale to się wszystko zgadza,  trochę pamiętam  te czasy i te lokale. Może i nie byłem bywalcem, ale  jednym z ostatnich lokali, który miał taki klimat,  był Skorpion  w Orłowie. A niedaleko był przecież Maxim.

AP: Książka jest oparta o akta SB.

TB: Tak, o akta post-esbeckie. Książka jest oparta o dokumenty. Oczywiście jest w niej rodzaj popularyzacji nauki. Czytelnik może być spokojny o wiarygodność. Książka jest oparta o dokumenty służby bezpieczeństwa i o prasę, czyli ma  rygory pracy naukowej, ale podanej w  bardziej przyjemny sposób, taki akceptowalny.

AŁ: Czy trudno było do nich dotrzeć?

TB: Do tych dokumentów? Nikt nie chciał do nich sięgać. Do tych w sądzie,  32 akt, trudno było się dostać, bo na to była potrzebna zgoda.

AP: Jak długo Pan pisał książkę? Jak rozumiem dotrzeć do akt, do ludzi to są lata pracy.

TB: Kilka lat pracy. Na początku, badając te wątki, nie myślałem, że napiszę taką  parabiografię Nikosia, ale skupiałem się na wątkach dotyczących samej przestępczości zorganizowanej. Śledziłem to, co  Daniel Wicenty i Karol Nawrocki odkrywali w publikacjach IPN. Z czasem podjąłem decyzję, żeby złożyć to w jedną publikację dotyczącą Nikosia. Trwało to kilka lat.

AŁ: A czy jakiś  “przyjazny” nie mówił, żeby się Pan tym lepiej nie zajmował?

TB: Jasne, że miałem telefony, miałem kilkanaście  telefonów anonimowych, że nie powinienem tego dotykać, nie powinienem się tym zajmować, czekają mnie jakieś problemy z tym związane. Miałem też kilka dziwnych sytuacji.

Artykuł jest na 2 podstronach przejście na kolejną podstronę poniżej.

3 thoughts on “Spowiedź Nikosia – ojca chrzestnego trójmiejskiej mafii

  • Firma Hestia powstała właśnie dzięki temu panu. Ale kogo dziś obchodzi, że był jej współzałożycielem. Znałem w latach 80 i 90 wielu ludzi z otoczenia Nikosia, z tego co wiem on osobiście nigdy nie kradł aut. Organizował to, zajmował się różnymi biznesami, pożyczał ludziom pieniądze i zarabiał dużo. Jego koledzy się ustawili są dziś biznesmenami, a on nie żyje.Gdyby żył też dziś byłby biznesmenem. Był przedsiębiorczy w socjalistycznym PRL, a media wykreowały go na wielkiego gangstera. Wiele ludzi zawdzięcza mu swoje kariery.
    Na przykład mój dawny kolega pożyczył w połowie lat dziewięćdzsiedziątych od Nikodema Skotarczaka 250 tysięcy dolarów i założyl firme. Dziś jest jednym z najbogatszych Polaków.

    Reply
  • Pani Anno a takze Panie Andrzeju,pisanie o zlodzieju w formie wywiadu z autorem opowiastek o nikosiu?Po co? Rozumiem,ze to promocja kiazki,ale czy wypada w „Strefie prestizu”?Tyle fajnego piszecie i dziekuje.
    Ps.Tyle powaznych tematow np :smierc ks.biskupa Kluza! Niby widomo,jak zginal i gdzie.ale dlaczego? Akta IPN niewiele pomoga.Tu potrzebna ciezka praca’ jesli sa checi i mozliwosci.

    Reply
    • Niestety, nie rozdwoimy się. A dziennikarzami śledczymi nie jesteśmy.

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *