Stary dom przy Długich Ogrodach – Obrazki gdańskie

Gdy kilka lat temu zapytałem pana Andrzeja Januszajtisa, która z niewydanych dotąd pozycji, dotyczących kultury i historii Gdańska oraz Pomorza, zasługuje na edycję w pierwszej kolejności, bez wahania podał mi ten tytuł: „Obrazki gdańskie“. Byłem trochę zaskoczony, że tak wytrawny gedanolog poleca mi „książkę dla dzieci“. Ale gdy wczytałem się w jej polskie tłumaczenie, wszystko zrozumiałem. Uwiodły mnie barwy i zapachy starego Gdańska, emanujące z kart tej niewielkiej objętościowo książeczki.

Sam jestem gdańszczaninem, ale wydaje mi się, że owa moc przyciągania oddziałuje nie tylko na tych, którzy już to miasto dobrze znają. Mam nadzieję że czytelnik, który weźmie do ręki książkę Käthe Schirmacher, nie odłoży jej na półkę, póki nie powiększy – nie istniejącego w sensie formalnym, lecz przecież jak najbardziej rzeczywistego – klubu entuzjastów Gdańska.

Krzysztof Grynder – Wydawca

Stary dom przy Długich Ogrodach
Bardzo chętnie chodzę na Długie Ogrody, gdy mama wysyła mnie tam, by zamówić albo przynieść stamtąd owoce. Jest tam stary kościół św. Barbary, wiele starych kamieniczek, a dawniej obok siebie było mnóstwo ogrodów. Potem dochodziło się do Bramy Żuławskiej [Langgarten Tor] i fosy miejskiej, gdzie składowano drewno i pracowało wielu robotników. Dalej jest Knipawa [Kneipab; Rudno; ul. Elbląska], a za nią mnóstwo rowów z wodą i bezkresnych łąk. Gdy się tamtędy szło robiło się coraz ciszej, aż w końcu ciszy nie zakłócał żaden dźwięk.

Pewnego razu zaszłyśmy tam z mamą i babcią tak daleko, że obie zaczęły płakać ze zmęczenia. Od tamtej pory już tam nie chodziłyśmy.

Chętnie natomiast chodzę na Długie Ogrody, ponieważ wśród wielu kamieniczek stoi tam dom moich pradziadków. Jest przepiękny. Ma przedproże z szarego kamienia, a nad nim przybudówkę z dwoma oknami i małą poręczą u góry. I wielkie drzwi wejściowe z mosiężnymi guzikami, duże, jasne okna, a nad nimi szczyt, tak zaokrąglony jak stojący zegar babci.

Stary dom przy Długich Ogrodach
Stary dom przy Długich Ogrodach

Ojciec babci był bardzo bogatym kupcem i to do niego należała cała ta piękna kamieniczka. Obok był cudowny ogród z warzywami,  kwiatami do wąchania i miejscem do zabawy. To był prawdziwy Eden, jak mawiała babcia. I mogła się objadać agrestem, ile tylko chciała. Oprócz pradziadków mieszkało tam piętnaścioro rodzeństwa: ośmiu chłopców i siedmioro dziewcząt. To były cudowne czasy, mawiała babcia.

Pradziadek musiał jednak sprzedać ten dom, bo Francuzi zabrali mu wszystkie pieniądze, i teraz od dawna mieszkają już w nim obcy ludzie. Miałam wielką ochotę, by wejść do środka i obejrzeć wszystko, o czym opowiadała mi babcia, także i tę wiszącą od strychu do sieni na parterze linę z węzłami, po której musieli się wspinać chłopcy, aby nie zabrudzić schodów. Babcia mówi, że wszyscy z nich byli świetnymi gimnastykami.

Nigdy jednak dotąd nie udało mi się tam wejść, bo drzwi domu były zawsze zamknięte, a ja bałam się zadzwonić.

Dzisiaj drzwi były otwarte. Weszłam do środka bardzo cicho, aby nikt mnie nie usłyszał. Wewnątrz była wielka sień, jak w jednym z domów przy Piwnej, z płytkami na podłodze, szafami i kantorkiem z tyłu, w kącie stał zegar, a na górę prowadziły schody. Całkiem jak na Piwnej. Wolnym krokiem, całkiem cichutko ruszyłam po schodach.

Obrazki gdańskie

Na piętrze był znowu korytarz z drzwiami, które miały mosiężną klamkę z wgnieceniem. Od razu ją poznałam, bo pamiętałam z opowieści, że wgniótł ją kiedyś cioteczny dziadek, Alfred. Te drzwi też były otwarte. Poszłam dalej korytarzem i zobaczyłam dwa pokoje, o których zawsze opowiadała babcia: jadalnię wychodzącą na słoneczny ogród i pokój z oknami na ulicę. W oknach były wszędzie opuszczone rolety, a wszystkie meble przykryto białymi pokrowcami.

W tym drugim pokoju były dwa piękne malowidła na ścianach, które przedstawiały kupca ze statkami, widok dalekich krajów z palmami, skałami i niebieskim morzem. Były tak wspaniałe, że nie mogłam od nich oderwać oczu.

Na schodach światło padało z góry przez wszystkie piętra, tyle że nie było już liny z węzłami, która zapewne zmurszała już ze starości. I nie było już nikogo, kto by się po niej wspinał.

Kiedy tam stałam, usłyszałam, że ktoś schodzi po schodach. Ale już się nie bałam, więc nie uciekłam. Stałam dalej, bo właściwie to był przecież nasz dom. Po chwili zobaczyłam, że po schodach schodzi bardzo stary mężczyzna. Wyglądał na robotnika i chyba dawniej pływał po morzu, bo w uszach miał małe, złote kółeczka.

Czego tu szukasz? – zapytał, kiedy mnie zobaczył.
Powiedziałam mu, jak się nazywam, bo pomyślałam sobie, że ten mężczyzna jest tak stary, że powinien pamiętać mojego pradziadka. Miał w ręce pęk kluczy. Potrząsnął nim, gdy usłyszał moje nazwisko, a potem mi się przyjrzał.
Tak, jesteś nawet podobna – odparł i powiedział, że pokaże mi jeszcze, jak wygląda na górze.

Przeczytaj recenzję książki „Obrazki gdańskie”

Wyszliśmy schodami na następne piętro, a tam wszystko było takie samo, jak opowiadała babcia. Pokazał mi duże izby, w których spali, tyle że tam również wszystkie meble były zasłonięte pokrowcami i panowała cisza. Ja też nie mogłam wydusić z siebie słowa, a wszystko wokół mnie było tak znajome i obce zarazem, tak pełne i puste jednocześnie, tak martwe i w równym stopniu tak żywe.

Kiedy schodziliśmy, słychać było tylko brzęk kluczy trzymanych w ręku przez starego mężczyznę. Pobiegłam przodem czując jak coś ściska mi pierś.

Bardzo panu dziękuję – powiedziałam, gdy znaleźliśmy się już na dole. – Dziękuję też w imieniu babci.
Wtedy staruszek roześmiał się, a ja zauważyłam, że nie miał już wcale zębów. Pogłaskał mnie po twarzy szorstką ręką i otworzył drzwi.
– Idź już, dziecko – powiedział. – Twój pradziadek też przechodził przez te drzwi.

A potem zamknął je za mną, a ja znalazłam się już na zewnątrz sama.

Kathe Schirmacher, przełożył Wawrzyniec Sawicki, opracował Andrzej Ługin

Tutaj możesz kupić książkę „Obrazki Gdańskie”

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *