Stypa w starym Gdańsku

Wszelkie ceremonie pogrzebowe tradycyjnie kończą się stypą. Tak było i w dawnym Gdańsku, chociaż z tym obyczajem, zresztą bezskutecznie, walczyła Rada. Widziano w niej przejaw zabobonów oraz nieuzasadnione trwonienie spadku.

Po pogrzebie zapraszano gości do domu cechowego lub prywatnego mieszkania. W czasie uczty chwalono cnoty zmarłego, roniono łzy z powodu dozgonnej rozłąki. Okazywano zarazem zainteresowanie treścią testamentu i prowadzono dyskusje na temat podziału majątku czy przyszłości pozostawionego warsztatu. „Posiłek funeralny był pierwszą biesiadą, w czasie której główny spadkobierca mógł zaakcentować przejęcie wszelkich dotychczasowych funkcji szacownego nieboszczyka. Zaproszeni do udziału w stypie swoją obecnością sankcjonowali prawomocność dokonanej cesji majątkowej”.

Zapoznając się z treścią wystawianych edyktów, można wnioskować, że z okazji pogrzebu, właśnie podczas stypy, wszystkich obecnych obdarowywano niewielkimi upominkami. I ten zwyczaj był przez Radę potępiany. Proponowano za to przekazywać kwotę nie większą niż 3 floreny obecnym w czasie pogrzebu studentom Gimnazjum Akademickiego lub czeladnikom czy praktykantom kupieckim. W ten sposób wspomagano ich finansowo w związanych z ich karierą zawodową wydatkach. Samo słowo stypa wywodzi się zresztą od łacińskiego ‘stips’, czyli datek, stąd charakter wydarzenia miał wiele wspólnego z działalnością charytatywną. Po pogrzebach rozdawano również jedzenie, które przyciągało do domu żałobnego grupę żebraków. W mieście, 2 marca 1623 roku, Rada dyskutowała nad sprawą nieporządków, które towarzyszyły rozdawaniu jałmużny. Władze starały się unikać sytuacji, w których konduktowi żałobnemu, aż do kościoła i na cmentarz, towarzyszyła „odrażająca, brudna, zła i nachalna” społeczność nędzarzy. Często byli to przybysze spoza Gdańska, co nie dość, że psuło warunki estetyczne przemarszu, to dodatkowo pozbawiało wsparcia miejscowych potrzebujących.

Z okazji stypy szykowano potrawy równie wykwintne jak przy ślubach czy chrzcinach. Po wprowadzeniu ograniczeń przez Radę można było podawać jedynie 4 potrawy. Spożywanie jest ważne także z psychologicznego punktu widzenia, gdyż w trakcie posiłku uwaga przestaje być już skupiona wyłącznie wokół ceremonii pogrzebowej. Trunki ożywiały atmosferę, a uczta zmieniała się w jedną ze zwykłych biesiad, w których tak chętnie brali udział gdańszczanie.


Anton Möller, Scena w gospodzie Gdańsk, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku

W ordynacji z 1657 roku znajdziemy szczątkowe informacje – o placku z blachy, pierniku czy łyku wina dla tragarzy zwłok. Większe pole do badań nad siedemnastowiecznym menu podawanym w trakcie styp, dają nam zachowane rachunki. Koszt pochówku zmarłej w 1780 roku Anny Reginy, z domu Pramschiwerin, należącej do jednego z cechów tkackich wyniósł 106 florenów. 4 floreny 24 grosze kosztowały cztery miarki wina, 3 floreny fajki i tytoń, cytryny kosztowały 5 florenów 12 groszy, a sucharki 8 florenów. Na liście wydatków pogrzebowych Hansa Knolle odnotowano kwoty przeznaczone na gorzałkę i mięso, ryż z mlekiem, szynki oraz sałatę z sosem vinagret.

W miastach hanzeatyckich tradycją było podawanie tragarzom zwłok piwa lub taniego wina francuskiego, w XVIII wieku często częstowano grabarzy białym chlebem albo dawano im chociaż glinianą fajkę i tytoń. Wielce prawdopodobne zatem, że i tak czyniono w Gdańsku.

W ordynacji z 1734 roku w Gdańsku zakazano pijatyk i palenia tytoniu: „Przy pochówkach, śpiewanie pod drzwiami (nie dla wszystkich nadmierne picie) oraz wciąganie tabaki, całkowicie zabronione pod karą 3 florenów”. Niekoniecznie stosowano się do tych przepisów. Na pogrzebie Davida Siedaua wypito wina za 16 florenów oraz kawy za nieco ponad 1 florena, zjedzono sucharków i bułek za 4 floreny 21 groszy, a także wypalono tytoniu za 3 floreny.

W bogatszych domach cechowych w czasie uroczystości można było spotkać kapelę, złożoną z kilku osób przynależących do cechu muzyków. Grupa ta grywała „muzykę cichą”, grając na instrumentach strunowych: lutni, harfie, skrzypcach.

Ordynacje miejskie nie zabraniały urządzania styp, zawierały jednak pewne restrykcje. W 1677 roku Rada ograniczyła liczbę osób obecnych, które miały prawo pojawić się na pogrzebie. Oprócz rodziny udział mogły wziąć cztery pary małżeńskie, a w 1681 roku już tylko trzy. Spoza najbliższej rodziny zmarłego, na stypę można było zaprosić jedynie 6 osób, resztę stanowili rodzice czy opiekunowie nieboszczyka, jego potomstwo oraz siostry i bracia wraz z dziećmi.

z17536305Q,Martwa-natura-autorstwa-Philippa-Sauerlanda
Philipp Sauerland, Martwa natura wanitatywna, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Gdańsku

Ryszard Kopittke

2 myśli na temat “Stypa w starym Gdańsku

  • Pisząc „floren” mam rozumieć że autorowi chodziło o dukata tak?

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *