Tańcząc ze łzami w oczach – koncert Midge Ure – ex Ultravox

Midge Ure, a tak naprawdę Jim Ure. Pseudonim pochodzi z czytanego wspak imienia artysty. Wokalista, gitarzysta, autor tekstów, producent muzyczny i reżyser. Członek legendarnego, hard rockowego zespołu Thinn Lizzy, zespołu Kate Bush oraz klasyków stylu New Romantic zespołu Visage. 

Urge przyczynił się do wielkiego sukcesu tego zespołu i to za jego czasu zespół odniósł sukces piosenkami „In the Year 2525” czy „Fade to Grey” . Jednak wszyscy kojarzymy Midgea przede wszystkim z zespołem Ultravox, jako założyciela zespołu. Przynajmniej ja przez cały czas swojej młodości, tak uważałem. Prawda jest taka, że zespół powstał w 1973 roku, a Urge postanowił dołączyć do zespołu w 1979 roku, zajmując miejsce pierwszego wokalisty, klawiszowca i założyciela zespołu Johna Foxxa, który postanowił zająć się solową karierą. Ure wskrzesza zespół i już w roku 1980 wydają swoją legendarną płytę Vienna z pięknym tytułowym hymnem Nov Romantic. W chwilę później powstają dwie następne winylowe legendy – albumu: Quartet i Lament.

Ure jest również współtwórcą oraz współorganizatorem akcji Live Aid wraz z Bobem Geldofem.

I tak trafiłem do klubu Atlantic na koncert Midga Urge, a dla większości, co będziemy się oszukiwać – zespołu Ultravox. Nie ukrywam, że pełen obaw, bo dobrze pamiętam koncerty jakichś pokracznych wersji legend – zespołów, odgrzewanych kotletów – zespołu, z którego pozostał tylko jakiś jedyny członek, a który to prawdopodobnie tylko śpiewał kiedyś w chórku tego zespołu. Pamiętam koncerty powracających gwiazd i ich osobliwych interpretacji swoich niegdysiejszych przebojów. Wszystko to po to, aby jeszcze wyrwać nieco grosza. Ok, rozumiem to, ale nie chcę tego doświadczać. Muzyka niczym z uszkodzonej katarynki. W kilku przypadkach – i tutaj nie wymienię żadnych nazw z szacunku zarówna dla artystów, jak i ich fanów – pamiętam, że z mieszanymi uczuciami, raczkiem, wychodziłem z koncertu, starając się szybko zapomnieć czego doświadczyłem, wskrzeszając ze wszystkich sił myśli i wspomnienia minionej epoki. To moje wspomnienia i niech pozostaną takie, jakie są.

Nie tak było tym razem. Midge wraz z zespołem pojawia się na scenie w stylowym – piętnastominutowym opóźnieniu. Stojąca widownia to 45-60-cio latkowie. Jak się okazuje, zupełnie nieprzypadkowa, bo świetnie znająca teksty wielkich przebojów zespołu. Wierni fani i miłośnicy New Romantic. Zespół jest genialny. Świetnie przygotowany, brak jakichkolwiek „rozjazdów”, często pojawiających się właśnie na koncertach, kiedy to dobrze znamy każdy fragment naszych ulubionych piosenek, a w wersji koncertowej wszystko wysłyszymy i czujemy rozczarowanie niedostatkami wokalu, solówek czy koherentności brzemienia całości. Nie w tym przypadku. Tutaj wszystko było pięknie poukładane. Brakowało mi nieco brzmienia klawisza – bardzo charakterystycznego dla tego gatunku muzyki i tego zespołu, ale takie działanie widać było celowe, gdyż pierwszy plan zajęła genialna, zadziorna, chropowata gitara Midgea. Doprawdy nie myślałem, że On tak gra! Czyżby czas spędzony z Philypem Lynottem – założycielem Thinn Lizzy, tak ukształtował muzyczną osobowość Urea?

Na oddzielnych kilka słów, zasługuje głos frontmana. Matko – jeśli się nie mylę, to gość ma 64 lata a głos praktycznie nie zmienił mu się od czasów Ultravox. Ba – jest nawet dźwięczniejszy. Wysoki, śpiewny, lamentujący, legendarny głos Ultravox. Wszystkie piosenki zaśpiewane są z radością i taką świeżością, jakby Ure śpiewał je nam po raz pierwszy. Świetny, witalny, dynamiczny a dla kilku z nas, wręcz wzruszający koncert. Publiczność wspólnie śpiewająca teksty piosenek, robiąca wokalizy, a nawet zupełnie sprawne chórki. Wszystko to typowe dla najlepszej publiczności na świecie, co zauważył i podkreślił sam artysta. Był wzruszony i zaskoczony reakcją oraz współuczestnictwem w koncercie swoich fanów.

Finał – „Dancing With Tears in My Eyes” śpiewamy wszyscy. Nasza piękna młodość. Piękny koncert – dzięki piękne za zaproszenie.

Przy okazji – Stary Maneż (i ta garstka Trójmiejskich – muzycznych klubów) ma godnego konkurenta w postaci świetnego – koncertowego miejsca. Może mniej miejsca, ale za to lepsza – bo nieleniwa realizacja świateł i bardzo przyjemny dźwięk. Bogate liniówki dały czysty, otwarty i klarowny dźwięk. Muzyka brzmiała jak brzytwa w dobrym słowa tego znaczeniu. Szkoda nieco basów, które po drugim numerze, nie wiedzieć dlaczego, po prostu zniknęły i już nie pojawiły się do końca. Jednak całość brzmiała selektywnie i dynamicznie. Ucho mam złote, to przecież wiem, bo słyszę. No dobra. Tyle chyba…

”Spacerowaliśmy w chłodnym powietrzu
Zamrażającym oddechy na okiennej szybie
Leżąc czekaliśmy
Człowiek w mroku na zdjęciu oprawionym w ramki
Jest taki tajemniczy i smutny
Rozlega się głos i przejmujący krzyk towarzyszy ci
Aż mija to uczucie, jesteśmy tylko ty i ja
Ale dla mnie jest bez znaczenia
To nic dla mnie nie znaczy – ach, Wiedeń… „
Vienna – Ultravox. Tł. Tomek Beksiński

Tekst, zdjęcia i złote ucho – Mundek Jabłoński

2 thoughts on “Tańcząc ze łzami w oczach – koncert Midge Ure – ex Ultravox

  • Tak – nirwana 🙂

    Reply
  • Midge Ure i tłumaczenie Tomka Beksińskiego. W takich momentach dotykamy nieskończoności, prawda?

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *