Walka kontrastu z harmonią – o przestrzeni jako wartości

W poszukiwaniu alternatywy dla Karty Weneckiej. 
Rzecz o architekturze nieszanującej kontekstu, wpływającej negatywnie na otoczenie zabytkowych budowli oraz niszczącej charakter miast historycznych.

Poniższy tekst relacjonuje artykuł ze strony Civic Conservation (tekst po angielsku). Zachęcamy do zapoznania się z nim w oryginale.

”Ci z nas, którzy kochają historyczne miasta i zabytki wiedzą, że potrzebują one kultury architektonicznej, w której stare i nowe może być partnerami, a nie antagonistami. Powinniśmy zmieniać współczesną architekturę z wroga w przyjaciela. Musimy uczyć architektów o tym, co jest piękne, o szacunku do piękna i wyposażyć ich w umiejętności, które pozwolą im tworzyć więcej tego piękna”. 

Christopher Liberatos i Jenny Bevan to para architektów z Charleston w Południowej Karolinie. Poza własną praktyką i nauczaniem architektury tradycyjnej (obecnie architekci przebywają w Szwecji, gdzie uczą tradycyjnej architektury na Engelsberg Summer School in Classical Architecture) architekci interesują się konserwacją zabytków. Przygotowali oni specjalną stronę internetową, która ma służyć promowaniu nowego (a zarazem starego) podejścia względem historycznych przestrzeni zabytkowych. Częścią tego jest krytyka Karty Weneckiej i promowanie dla niej alternatywy.

przeczytaj: 

Liberatos i Bevan dowodzą, że początki pojęcia ochrony historycznych przestrzeni wiążą się nie tylko z chęcią zachowania zabytków, ale również ze wzrostem popularności wśród architektów… modernizmu – czyli architektury z założenia ”anty-tradycyjnej”, która miała zastępować architekturę historyczną. To właśnie ten fakt stał za spisaniem w 1931 pierwszego dokumentu dotyczącego ochrony historycznych przestrzeni w USA – South Carolina Zoning Ordinance, który wzywał do kontynuacji budownictwa w historycznych stylach: ”Z taką ilością wolnej przestrzeni dla architektonicznych eksperymentów i indywidualnego gustu przestrzenie historyczne powinny być zachowane takimi, jakie są dla całej społeczności” pisał Samuel Gaillard Stoney – konserwator odpowiedzialny za zachowanie dawnego Charleston.


Wiele lat później, bo w 2005 roku krytyk architektury Paul Goldberger z kolei napisał: ”Myślę, że za ochroną zabytków stoi nie tylko chęć zachowania zabytków, ale również ukryty niewypowiedziany strach przed tym, co może je zastąpić”. Nie chodzi tu tylko o niższą jakość architektury współczesnej. Na stronie w artykule przypominane są wypowiedzi modernistów: ”Nowa era nie powstanie w ucisku tradycji” (Mendelsohn, 1919), ”Architektura jest stłumiona przez zwyczaje. Style to kłamstwo” (Le Corbusier, 1920), ”Jest najważniejszym dla architektów aby wpłynąć na opinię publiczną” (CIAM, 1928), ”Amerykanie, którzy tyle zrobili dla rozwoju są tak przywiązani do martwych tradycji” (Le Corbusier, 1929), ”Używanie dawnych stylów a architekturze jest szkodliwe i nie powinno być tolerowane” (Karta Ateńska, 1933), ”Bitwa o modernizm została wygrana. Po pierwsze, architekci uczą się na uczelniach, gdzie nie ma już architektury tradycyjnej. Po drugie, architekci tacy, jak F.L. Wright i Mies van der Rohe, stworzyli sobie zaplecze warte ich talentów. Po trzecie, przemysł i rząd stali się patronami modernizmu (Philip Johnson, 1953). Na koniec przypominane są plany zburzenia części Paryża przez Le Corbusier i wybudowania tam osiedla bloków.


Dzisiejsza myśl konserwatorska padła łupem filozofii modernistycznej tak samo, jak architektura. Kiedyś miała bronić przed modernizmem, promować tradycyjne rozwiązania w architekturze. Dzisiaj konserwatorzy oponują przeciwko architekturze, która kontynuuje tradycję na rzecz architektury anty-tradycyjnej. Takie zachowanie wynika z systemu edukacji powiązanego z architekturą i świadomie źle interpretowanymi federalnymi dokumentami dotyczącymi ochrony zabytków.

W rezultacie tego charakter wielu historycznych przestrzeni został utracony.

Współczesna konserwacja wg Liberatos i Bevan po części ponosi odpowiedzialność za ewentualną śmierć historycznej tradycji budowlanej.

Liberatos i Bevan wzywają do porzucenia eksperymentowania z modernizmem, na ile i czy w ogóle można go dopasować do przestrzeni historycznych. Zamiast tego postulują naprawę modernistycznych zniszczeń w urbanistyce historycznych miast, naukę i promowanie wśród architektów rozwiązań tradycyjnych oraz powrót do tradycyjnych rzemiosł i umiejętności. Ma to pomóc lokalnym gospodarkom, przywrócić piękno i pomóc zachować te umiejętności, bez których nie jesteśmy w stanie ani zachować tych zabytków architektury tradycyjnej, jakie już mamy, ani stawiać nowych wartych zachowania budynków dla przyszłych pokoleń.


W dalszej części artykułu w pokazie slajdów zostały zestawione przykłady modernistycznego podejścia względem tradycyjnego dziedzictwa architektonicznego oraz przykłady reprezentujące podejście tradycyjne.

W modernistycznym podejściu względem konserwacji uważa się, że każde miasto powinno mieć budynki reprezentujące wszystkie style architektoniczne, włączając w to architekturę anty-tradycyjną, modernistyczną. Każdy nowy budynek, rozbudowa, powinny się odcinać od budynku zabytkowego tak, by oglądający nie został ”oszukany”. To podejście spisane w Karcie Weneckiej jest w czystej linii pochodną modernistycznej filozofii z lat 20-tych i 30-tych.

Wg tego ujęcia każdy nowy budynek stawiany w tradycyjnym stylu jest ”nieautentyczny” i nie powinno się pozwalać na tego typu realizację nawet, jeśli chce tego właściciel czy lokalna społeczność. Architektura powinna być odzwierciedleniem naszych czasów. Ponad harmonią stawia się kontrast.


”Czasem wydaje mi się, że takie miasta jak Paryż czy Wenecja są preparatami, muzeami. Stare formuły o szanowaniu kontekstu nie działają. Musimy stworzyć nowy kontekst, przebić stare piękno surowymi potężnymi współczesnymi budynkami, które szokują i zadziwiają. Myślę, że sztuka architektury wyjdzie z każdego pojedynczego budynku jaki postawimy” – Daniel Libeskind.

Tradycyjne podejście zapoczątkowane w Charleston w latach 20-tych i spisane w 1931 roku w Landmark Preservation Ordinance nazywane jest też ”Area Approach”, bo zamiast koncentrować się tylko na pojedynczych budynkach całą przestrzeń traktuje jako wartość i dlatego wzywa do utrzymania jednorodnej historycznej stylistyki w określonych dzielnicach. W czasach, gdy spisywano ten dokument modernizm popularny był tylko wśród architektów. Zwykli ludzie nie byli nim zainteresowani. Ich miasta były najpiękniejsze i dlatego nie potrzebowali odrzucać zasad, które je ukształtowały. I my dziś też nie musimy – uważają Liberatos i Bevan.


”Ci z nas, którzy kochają historyczne miasta i zabytki wiedzą, że potrzebują one kultury architektonicznej, w której stare i nowe może być partnerami, a nie antagonistami. Powinniśmy zmieniać współczesną architekturę z wroga w przyjaciela. Musimy uczyć architektów o tym, co jest piękne, o szacunku do piękna i wyposażyć ich w umiejętności, które pozwolą im tworzyć więcej tego piękna”. 

przeczytaj:

W modernistycznym ujęciu konserwacja zakłada, że każdy ”oryginalny” budynek zasługuje na ochronę bez względu na to czy jest piękny, użyteczny i wartościowy dla miasta. Więcej, nawet, jeśli jest uważany za brzydki i nic nie wnoszący, władze miejskie są wzywane do jego zachowania bez względu na ewentualne koszty wynikające często z błędów jakie popełniono w czasie ich wznoszenia.
W przypadku Charleston Charter (a następnie podobnych Kart m.in. w Nowym Orleanie, Bostonie i Brooklynie) dzielnice określano mianem Historic-styles Districts albo Traditional Building Districts. Miało to na celu nie tylko ochronę zabytków dawnej architektury tradycyjnej, ale również uchronienie historycznych dzielnic przed wtargnięciem modernizmu oraz zachęcenie do stosowania tradycyjnych rozwiązań w architekturze. ”Tradycyjne miasto” jest spójne. Wszystkie budynki harmonijnie współdziałają razem. Filozofie modernistyczne odrzucają harmonię i celowo łamią to, co kształtowały przez wieki pokolenia obywateli.

Co warte podkreślenia to fakt, że Liberatos i Bevan wcale NIE WZYWAJĄ DO ODRZUCENIA MODERNIZMU a jedynie do stawiania tego typu architektury poza pewnymi niedużymi, jasno określonymi obszarami. Przy zachowaniu tej zasady architekci wciąż będą mieli duże pole do popisu, bez względu na to, czy są fanami architektury anty-tradycyjnej czy tradycyjnej.

A VISION FOR CIVIC CONSERVATION, strona internetowa i cały artykuł: www.civicconservation.org/rethinking-preservation/

przeczytaj też:

Rekonstrukcje i odbudowy/Krzysztof Czyż i dr Grzegorz Kęsik

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Civic Conservation.

PS
Czytając ten artykuł, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że czytam o moim rodzinnym mieście, w którym harmonię zamieniono na chaos, w którym nie ma szacunku dla przestrzeni historycznej, w którym nie ma spójności, w którym nie ma ani „rzemiosł”, ani „umiejętności”, wreszcie, w którym nasze własne „traditional building districts” – nasze własne pomniki historii – są tylko pustym śmiechem, głupim rechotem w urzędniczo-inwestorskim cyrku.

Anna Pisarska-Umańska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *