Zwroty nieruchomości i odszkodowania

Na naszym portalu  co jakiś czas zamieszczamy artykuły z dziedziny prawa, poświęcone problemom reprywatyzacji. Tematy  dla przeciętnego odbiorcy mogą wydawać się trudne. Postanowiliśmy więc zadać kilka pytań mgr Jakubowi Żakowi, przedstawicielowi Kancelarii Reprywatyzacyjnej w Gdańsku.

Anna Pisarska-Umańska: Odzyskujecie nieruchomości, walczycie o odszkodowania, gwarantujecie kompleksową obsługą prawną. Piszecie o sobie: „Jesteśmy najprawdopodobniej jedynym tego typu podmiotem na polskim rynku”. Dlaczego jesteście jedyni? Jak Państwo myślicie – nie ma zapotrzebowań na tego typu usługi? Nie ma wywłaszczonych? Dlaczego nie ma więcej kancelarii reprywatyzacyjnych?

Jakub Żak
Jakub Żak

Jakub Żak – Kancelaria Reprywatyzacyjna: Jesteśmy jedyną tego typu kancelarią. Wyróżnia nas ścisła specjalizacja, rozliczenie z klientem w formie wynagrodzenia „za sukces” i możliwość finansowania postępowań dla klienta. Pozostałe kancelarie, zajmujące się reprywatyzacją, zajmują się nią obok codziennych spraw prawnych – karnych czy rodzinnych. My stworzyliśmy podmiot, który prawdopodobnie jako jedyna w Polsce kancelaria prawna jest w stanie wyjść naprzeciw klientom, których na prawnika nie stać, a koszta sądowe przewyższają ich możliwości.

APU: Czyli jest to obsługa kompleksowa?

JŻ-KR: Tak, godne podkreślenia jest, iż w naszej firmie sprawami zajmują się wyłącznie doświadczeni prawnicy specjalizujący się w zagadnieniach reprywatyzacyjnych. W zespole KR oprócz doświadczonych prawników istnieje też wspomagający ich zespół osób z różnych branż. Są to rzeczoznawcy majątkowi (wyceny), pośrednicy (sprzedaż), geodeci (podziały), finansiści (finansowanie), księgowi (podatki) itp – dzięki czemu zapewniamy całościową obsługę. Inne kancelarie zapewniają jedynie obsługę prawną i to związaną tylko z postępowaniem reprywatyzacyjnym. Nasi prawnicy poza tym postępowaniem, w ramach umówionej prowizji, przeprowadzą postępowanie spadkowe, obronią klienta przed próbą organu uzyskania zasiedzenia, lub przed organami podatkowymi, które często bezpodstawnie próbują naliczyć podatek dochodowy.

APU: W jakich sytuacjach przydaje się szeroka kadra, np. rzeczoznawcy?

JŻ-KR: Problematyka wartości nieruchomości ma podstawowe znaczenie szczególnie w zakresie odszkodowań. Organy administracji niejednokrotnie przedstawiają wyceny zaniżające wartość nieruchomości. Nasi rzeczoznawcy, za każdym razem, sprawdzają te wartości i w przypadku, gdy dochodzi do zaniżenia, wykorzystując swoją specjalistyczną wiedzę weryfikują wartości. Dzięki temu nasi klienci uzyskują dużo wyższe odszkodowania, niżby dostali korzystając z usług innych kancelarii.

APU: W którym momencie kończy się zatem realizacja Waszych usług?

JŻ-KR: Zazwyczaj zlecenie kończy się w momencie uzyskania decyzji o odszkodowaniu lub o zwrocie nieruchomości Jednakże w tym drugim przypadku nasze zlecenie kończy się w momencie sprzedaży nieruchomości i uzyskania ze sprzedaży pełnej ceny.
W przypadku, kiedy następuje zwrot nieruchomości w naturze szybka sprzedaż skończyć sie może uzyskaniem niskiej ceny sprzedaży. Dlaczego niskiej? Dlatego że odzyskiwane w naturze nieruchomości zazwyczaj nie mają charakteru komercyjnego (te które miały zostały już przez gminy sprzedane i zabudowane czyli ich zwrot jest niemożliwy). Są to często parki, zieleńce, tereny przeznaczone na cele sportu, rekreacji itp. Zatem ich sprzedaż jest bardzo utrudniona i aby uzyskać satysfakcjonującą cenę należy wykonać różne czynności, np. uzyskać zmianę planu miejscowego lub uzyskać decyzję o warunkach zabudowy, podzielić nieruchomość etc. KR zapewnia pełną obsługę poczynając od złożenia wniosku o zwrot, poprzez odzyskanie nieruchomości, po zwiększenie możliwości inwestycyjnych i przygotowania jej do sprzedaży, którą to zajmują się profesjonaliści. Klient przy tym sam decyduje, na którym etapie chce sprzedać nieruchomości, za jaką cenę. Często bywa tak, że od momentu odzyskania do sprzedaży mija wiele lat. KR umożliwia to swoim klientom dając pełne zaplecze finansowe i fachowe.

APU: Jakiego rzędu kwoty należy wyłożyć w postępowaniu reprywatyzacyjnym? Czy Kancelaria finansuje postępowania bez względu na wysokość wydatków?

JŻ-KR: W trakcie zwrotu należy oddać gminie zwaloryzowane odszkodowanie, które uzyskano w przeszłości, w momencie wywłaszczenia, np. w latach 60-tych. Mieliśmy przypadek, gdy wyniosło ono ponad 500 tyś zł. Oczywiście zwrot miał sens ekonomiczny, gdyż sama nieruchomość byłą warta kilka milionów złotych. Jednak, gdyby nie nasze zaangażowanie finansowe, naszych klientów nie byłoby stać na odzyskanie tej nieruchomości, gdyż sami nie dysponowali takimi funduszami, a od momentu konieczności wpłaty do gminy tej kwoty do momentu sprzedaży minęło kilka lat, o czym już mówiłem.

APU: W wielu przypadkach, aby uzyskać odszkodowanie, należy wnieść pozew do sądu powszechnego.

JŻ-KR: Obecnie najczęściej klient nie uzyskuje zwolnienia z opłat sądowych i wtedy jest zmuszony w momencie złożenia pozwu wnieść wpis sądowy wynoszący, ze względu na wartość sprawy, zazwyczaj 100 tyś zł i to za każdą instancję. Niejednokrotnie wpisy te wynoszą zatem setki tysięcy złotych. W wypadku przegranej traci się te wpisy, a do tego sąd zasądza pokrycie kosztów zastępstwa procesowego strony pozwanej. Występuje tu zatem konieczność sfinansowania dużej kwoty pieniężnej i trzeba mieć na uwadze ryzyko jej utraty. Istnieje możliwość, aby kwoty te wyłożyła KR i aby ona wzięła na siebie całość ryzyka. Klient nie jest narażony wtedy na żadne ryzyko. W innej kancelarii, w której finansowanie nie jest oferowane, w tym momencie klient rezygnuje ze swoich starań o nieruchomość. Trzeba zwrócić uwagę, iż finansowanie wzmacnia wspólny interes klienta i Kancelarii, która zainwestowała w sprawę sądową swoje środki. Tworzy to „zdrowe” relacje z klientem i daje mu poczucie, że płaci za skuteczność prawnika.

W trakcie postępowania mogą pojawić się także inne koszty takie jak wynagrodzenie biegłych, rzeczoznawców, geodetów koszty dokumentacji (mapy geodezyjne, archiwa, księgi wieczyste itp.), koszty wyjazdów, opłat skarbowych, wycen itd. Mogą one wynieść od kilkuset złotych do kilkudziesięciu tysięcy złotych. KR może je wszystkie sfinansować.

APU: Ile w przypadku tak dużych kosztów wynosi wynagrodzenie prowizyjne?

JŻ-KR: Jest ono za każdym razem ustalane w stosunku do sprawy. Jednakże klient KR nie dość, że nie musi posiadać żadnych funduszy i nie jest narażony na żadne ryzyko finansowe, to jeszcze ma pewność, że KR dołoży wszelkich starań, aby zakończyć postępowanie z sukcesem.

APU:  Jak długo działają Państwo na rynku? Ile osób dla Was pracuje?

JŻ-KR: Firma działa od 1996 r. i stale się rozwija. W tej chwili zespół liczy 11 osób oraz stałych współpracowników z zewnątrz.

APU: Czy działają Państwo tylko na obszarze województwa pomorskiego czy szerzej?

JŻ-KR: Działamy na terenie całej Polski, odległość nie stanowi dla nas żadnego problemu. Specyfika niektórych postępowań sprawia też, że toczą się one głównie w Warszawie. Tam działa również nasza filia, a więc mamy wszelkie warunki lokalowe i kadrowe, by obsługiwać klientów z całego kraju.

APU: Ile spraw rocznie  prowadzicie?

JŻ-KR: Zależne jest to od roku, zdarza się hossa i bessa. Często wiąże się to zmianami prawnymi oraz z nadziejami klientów, jeśli ich brak to zgłoszeń jest mniej. Co ciekawe, afera reprywatyzacyjna w Warszawie te nadzieje wzbudziła, od klientów często słyszymy: „skoro niektórzy otrzymują zwrot lub odszkodowanie nieuczciwie, to czemu ja, prawowity spadkobierca, mam nie spróbować?”. Wracając do konkretnych liczb, to obecnie prowadzone jest ok. 250 spraw.

APU: Jaka instytucja jest Waszym przeciwnikiem w sprawach? Inaczej – z kim Państwo walczą?

JŻ-KR: Po drugiej stronie znajdują się zawsze odpowiedni reprezentanci Skarbu Państwa lub gminy, do której może należeć nieruchomość. Są to prezydenci, wójtowie, burmistrzowie, starości, wojewodowie i ministrowie reprezentowani przez urzędników lub radców prawnych. W poważniejszych sprawach Skarb Państwa reprezentowany jest przez Prokuratorię Generalną Rzeczpospolitej Polskiej – to taka adwokatura interesu Skarbu Państwa. Walka to też nienajlepsze słowo, ale tak się to przedstawia głównie z uwagi na niechęć, czy też niemożność, organów państwa do załatwiania spraw polubownie, co zachodzi często wbrew własnym interesom Skarbu Państwa.

APU:  Jakie urzędowe przeszkody pojawiają się w prowadzonych postępowaniach?

JŻ-KR: Oczywiście, głównym problemem jest opieszałość urzędnicza organów administracji. Zgodnie z przepisami, niezwłocznie powinny być załatwiane sprawy, które można rozstrzygnąć w oparciu o przedstawione przez stronę dowody. Jeżeli organ musi przeprowadzić postępowanie dowodowe (zgromadzić dowody) wtedy na wydanie decyzji ma jeden miesiąc. Jeżeli natomiast sprawa jest bardzo skomplikowana, to organ ma aż 2 miesiące na wydanie decyzji, a mimo to organy przedłużają czas załatwienia sprawy, na co pozwala im kodeks, często w nieuzasadniony, pozorny sposób. Co więcej, sprawy odwoławcze organ powinien rozpatrzyć w ciągu 1 miesiąca. Przeciętnie prawomocne rozpatrzenie sprawy rewindykacyjnej trwa 2-10 lat.

Problemem jest też wspomniana niemożność polubownego załatwienia sprawy – nawet wtedy, gdy takie rozwiązanie jest korzystne dla samych organów. Często byli właściciele chętnie porozumieliby się ze Skarbem Państwa lub gminą i doszliby do kompromisu, ale niestety jest to zazwyczaj niezgodne z polityką gmin. Oficjalnie nie podaje się przyczyn niechęci do tych rozwiązań; podejrzewać można, że wiąże się ona z możliwym zarzuceniem takiemu organowi niegospodarności czy wręcz działania na szkodę interesu Skarbu Państwa przez organy kontroli. Stąd przekonanie urzędów, że nawet gdy brakuje prawnych argumentów do odmowy zwrotu postępowanie musi toczyć się do ostatniej instancji.

APU: Nie ma tu żadnych wyjątków?

JŻ-KR: Światełkiem w tunelu jest jedna ze spraw z ostatniego okresu, gdzie Kancelarii udało się w 2016 roku doprowadzić do porozumienia z gminą Gdynia. Sprawa także ciągnęła się kilka lat, dotyczyła prywatnego gruntu przy Al. Piłsudskiego, przeznaczonego aktualnie w planie pod zieleń. Początkowo powstał konflikt między właścicielami a gminą – nastąpiła długa wymiana korespondencji, gmina odmawiała wszelkich możliwości inwestycji w tym miejscu, potem podjęła próbę zasiedzenia, która została przez nas zniweczona w sądzie, a na końcu za naszą namową, przystąpiła do rozmów. Efektem negocjacji był ratalny wykup tego teren od naszych klientów za wartość rynkową. Dla porządku trzeba tylko dodać, że grunt nie był związany z rewindykacją.

APU: Czy wszystkie sprawy kończą się w sądzie?

JŻ-KR:  Na całe szczęście nie, udaje się tego uniknąć, ale mówimy tu o sprawach, które mogą być rozstrzygnięte na drodze administracyjnej. Panuje przekonanie, że nic nie można oddać czy wypłacić zbyt łatwo, to byłoby działanie podejrzane. Reprezentanci Skarbu Państwa skarżą więc wszelkie rozstrzygnięcia aż do samego końca, można by rzec do upadłego. Tu jednak urealnia się walka, a przecież interesy państwa i obywatela są tu tylko pozornie sprzecznie, bo państwo ma obowiązek restytucji lub odszkodowania swych działań, jeśli były niezgodne z prawem.

APU: Ile osób przeciętnie jest zaangażowanych w jedną sprawę?

JŻ-KR:  To zależy od specyfiki danej sprawy. W każdą zaangażowanych jest kilka osób – jedną zawsze jest to radca prawny lub adwokat który odpowiada za nadzór merytoryczny nad sprawą. Wspierany jest przez jednego, dwóch prawników lub asystentów. Na poszczególnych etapach dochodzi grono specjalistów współpracujących ad hoc, o czym już wspominałem – w np. gdy w sprawie pojawia się wycena, to analizują ją nasi rzeczoznawcy.

APU: Kto może się do Państwa zgłaszać? Jakie są koszty prowadzenia sprawy?

JŻ-KR: Zgłosić może się każdy, kto utracił lub ograniczono mu prawo własności do nieruchomości. Jako, że sprawy te sięgają PRL, to oczywiście są to często spadkobiercy tych osób, jednak zajmujemy się też sprawami bieżących wywłaszczeń, służebności przesyłu czy szkód planistycznych. Koszta bywają niemałe, sprawy trafiające do sądów powszechnych wiążą się w większości z opłatą stosunkową, tj. 5% od wartości przedmiotu sporu. Wstępna analiza jaką przeprowadzamy po zgłoszeniu jest jednak bezpłatna, a dalsze koszty możemy pokryć, jak wskazałem wcześniej.

APU: Co to znaczy, że finansują Państwo całość postępowania? Nie pobieracie wtedy honorarium za wygraną sprawę? W jakich przypadkach?

JŻ-KR: Tak jak wspomniałem, koszty postępowania (lub ich część) może wyłożyć za klienta KR i tym samy wziąć na siebie ryzyko sprawy. Klienci mogą występować o zwolnienie od kosztów sądowych, ale ono może być nieprzyznane albo jedynie przyznane częściowo. . Dla naszych klientów często wpis ograniczony do np. tysiąca złotych może stanowić problem. Ba, zgłaszają się osoby których pensja bądź emerytura nie pozwala opłacić nawet niższych niż opłata stosunkowa wpisów w sprawach przed sądami administracyjnymi. Tutaj przychodzimy z pomocą i jakie te koszta by nie były, kalkulujemy szanse, odpowiednio określamy końcowe wynagrodzenie prowizyjnie i możemy wówczas finansować sprawę. Jeśli dochodzi do sytuacji, że założyliśmy za kogoś sporą sumę, powiedzmy 100 tys. zł, a sprawy nie wygrywamy (co zdarza się rzadko), to po prostu tracimy te pieniądze. Brak wygranej to brak wynagrodzenia i strata poniesionych kosztów, to nasze ryzyko. Tym samym musimy być po prostu skuteczni.

APU: Przeglądając Państwa stronę internetową zauważyłam w prowadzonych sprawach tendencję malejącą. Czy spraw jest coraz mniej z roku na rok?

JŻ-KR:  Choć reprywatyzacja nie będzie trwała wiecznie to na brak spraw narzekać nie można. Niektóre roszczenia się jeszcze nie ujawniły, ludzie bywają nieświadomi, że są w stanie walczyć o swoje mienie. Ważną kwestią jest również dotarcie do klienta, reprywatyzacja to nie tylko Warszawa, a to tam świadomość jest najwyższa. Nie jest to zatem tendencja malejąca, ale raczej spowolnienie spraw, wiele nowych spraw pozyskaliśmy ok. 2014 roku, a wobec coraz bardziej niekorzystnej linii orzeczniczej, wciąż czekamy na rozstrzygnięcia.

APU: Jak długo trwa proces odzyskiwania nieruchomości? – od momentu podjęcia sprawy?

JŻ-KR:  To długie, wieloetapowe procesy. Jak już wspomniałem, czas ten się wydłuża. Zazwyczaj informujemy klientów, że takie postępowanie trwa 3 do 5 lat w sprawach nieszczególnie skomplikowanych. W wielu przypadkach mówimy o okresie czasu od 5 do 10 lat.

APU: Proszę wyjaśnić różnicę między odzyskaniem w naturze a odszkodowaniem.

JŻ-KR: Odzyskanie w naturze najściślej wypełnia definicję reprywatyzacji: coś co znajdowało się w sferze prywatnej i zostało przejęte na rzecz państwa na skutek zwrotu, ponownie przechodzi w ręce prywatne. Rozwijając definicję dalej, reprywatyzacja może też zakończyć się wypłatą ekwiwalentu za utracone mienie, np. odszkodowania. Tu rozwiać należy pewien mit. Jeśli na nieruchomości zaszły nieodwracalne skutki prawne, została ona zakupiona przez osobę trzecią, to tę osobę chroni rękojmia wiary publicznej ksiąg wieczystych. Nie ma możliwości odebrania tej osobie własności, którą zakupiła od prawowitego przecież wówczas właściciela – Skarbu Państwa i kolejnych nabywców. Najsłynniejszym przykładem w Polsce stały się Michałowice, panika pewnych środowisk sięgnęła zenitu, portretowano już niemal szlachcica odzyskującego całą wioskę i nakładającego własne daniny na mieszkańców. Tymczasem mieszkańcy byli zawiadamiani przez organy administracji o postępowaniu w sprawie niepodpadania nieruchomości ziemskiej pod działanie dekretu o reformie rolnej. Logiczną konsekwencją stwierdzenia, że ziemia pod komunistyczne prawo nie podlegała, jest możliwość jej odzyskania, a jeśli nie jest to możliwe bo np. zachodzą wspomniane skutki – ubieganie się o odszkodowanie. Spadkobiercy wówczas od razu zadeklarowali, że interesuje ich odszkodowanie, ale medialnego szumu i niezrozumienia sprawy nie udało się do końca odwrócić.

APU: Czy zawsze w pierwszej kolejności dążycie Państwo do odzyskania w naturze?

JŻ-KR:  Decydują możliwości prawne i wola klienta. Jeśli nie ma przeszkód do ubiegania się o odszkodowanie, to mam wrażenie, że jest to opcja preferowana przez klientów. Oczywiście są też sytuacje odwrotne. My przekonujemy, iż właściwą ścieżką będzie ubieganie się o odszkodowanie, a z sentymentu klient chciałby powalczyć o dom, w którym się urodził lub ziemię, na której dorastał. Wówczas respektujemy wolę klienta lub, o ile to możliwe, podejmujemy w porozumieniu z klientem działania dwutorowo.

APU: Jak przebiega proces poszukiwania spadkobierców? Od czego trzeba zacząć?

JŻ-KR:  To żmudny proces. Oczywiście osoba zgłaszająca się do nas, choć w zarysie zna historię swojej rodziny. Czasem konieczne jest przeprowadzenie postępowań o uznanie danej osoby za zmarłą. Żyjemy w czasach Internetu, który również pozwala gromadzić pewne informacje na temat osób nieznanych z miejsca pobytu. Później staramy się do tych osób dotrzeć poprzez wysłanie pisma, e-maila lub czasem przez Facebook. Często klienci pojawiają się u nas sami – albo po odwiedzeniu naszej strony internetowej, albo po przeczytaniu artykułu lub wywiadu takiego jak ten 😉 Najczęstsze są jednak polecenia naszych, zadowolonych, klientów, którym nam nie brakuje.

APU: A jaka jest rola detektywów w poszukiwaniu spadkobierców?

JŻ-KR:  W niektórych sprawach jest bardzo duża, choć zazwyczaj z osobami nieznanymi z miejsca pobytu kontakt rodzinny urwał się w związku z opuszczeniem kraju. Wtedy pomocne bywają organy w danym państwie. Poszukiwaliśmy już osób z Francji poprzez Paryską Izbę Notarialną, gdyż dysponowaliśmy testamentem spisanym przez francuskiego notariusza, oraz osób pochodzenia żydowskiego przez liczne organizacje zajmujące się ich wojennymi i powojennymi losami. W kraju najskuteczniejszy jest jednak detektyw, który jedzie w ostatnie miejsce pobytu poszukiwanego i rozpytuje choćby sąsiadów. Podkreślę, że nie prowadzimy obecnie spraw z udziałem kuratora, więc jesteśmy w poszukiwaniach skuteczni. Ten środek procesowy należy stosować ostrożnie i ostatecznie. Wiele spraw spotyka się z zarzutem nieprawidłowego działania kuratorów lub wręcz działaniem „na kuratora”. Nie wchodząc w oceny, naszym zadaniem jest przejrzyste prowadzenie sprawy – tak, aby klientowi nikt nie zarzucił nieprawidłowości po wydaniu decyzji, a jak wiadomo przy ewentualnym odnalezieniu się osób, które nie mogły działać w sprawie, osobiście mogłoby dojść do wzruszenia uzyskanych rozstrzygnięć.

APU: Czy możemy poznać kulisy odzyskiwania jakiejś nieruchomości? Czy były jakieś bardzo ciekawe sprawy? Znane obiekty?

JŻ-KR:  Jednym z najbardziej znanych obiektów jakie udało się odzyskać to budynek Sądu Garnizonowego na Kamiennej Górze tzw. „Łosiówka”. Jest to piękny, historyczny budynek zaprojektowany w stylu modernistycznym, a jego historia jest niezwykła bowiem stanowił w czasie II Wojny Światowej siedzibę gestapo, po wojnie zaś UB, w tamtym czasie był po prostu katownią.
Klientami w tej sprawie były osoby poważane, m.in. profesorowie, dziś zamieszkałe w różnych częściach Polski. Współpracę rozpoczęliśmy w 2000 roku kiedy to pomagaliśmy im początkowo w zwrocie i potem sprzedaży, sąsiedniej, niezabudowanej działki na Kamiennej Górze. Pamiętam ciekawą sytuację, kiedy zwrot działek o wielomilionowej wartości był uzależniony od jednego kluczowego aspektu – czy Brazylia była w czasie II Wojny Światowej sojusznikiem nazistowskich Niemiec, czy nie. W wielkim skrócie: strona przeciwna wykazywała w sądzie, że z przepisów powojennych „o mieniu porzuconym i poniemieckim” wynikało że jeżeli dany właściciel kolaborował z hitlerowskimi Niemcami albo choćby wyemigrował w czasie wojny do Niemiec lub państwa sojuszniczego, jego cały majątek, pozostawiony w Polsce, przeszedł z mocy prawa na własność Skarbu Państwa i to bez rekompensaty. Tym samym zarzucono więc niejako komandorowi Andrzejowi Łosiowi kolaborację i ucieczkę do hitlerowskiej Brazylii, próbując w ten sposób powstrzymać odzyskanie nieruchomości. Nam udało się udowodnić że komandor Andrzej Łoś był wielkim polskim patriotą i nigdy Polski nie zdradził.

APU: Historię komandora można łatwo sprawdzić w powszechnych źródłach internetowych.

JŻ-KR: Owszem. Po kilku latach, ok. 2005 roku, ci sami Klienci pojawili się u z tematem Sądu Garnizonowego na Kamiennej Górze. Dysponowali wówczas nawet opinią prawną pewnej znanej kancelarii prawnej, z której wynikało, że zwrot się nie należy i nie ma już żadnych możliwości rewindykacji. W związku z wcześniejszą skuteczną współpracą, byliśmy dla tej rodziny „ostatnią deską ratunku”. Po kilku dniach analizy jeden z naszych prawników, przedstawił aż cztery koncepcje odzyskania tej nieruchomości. Klienci z zadowoleniem upoważnili nas do ich reprezentowania przy zwrocie, a później pomocy przy wynajmie i sprzedaży.

Wieloetapowa sprawa była długa i skomplikowana. Toczyło się kilka postępowań administracyjnych i sądowych, tak że w końcu nasi klienci zostali wpisani do księgi wieczystej jako właściciele. W związku z tym, że Sąd Marynarki Wojennej cały czas funkcjonował i nie miał gdzie się przenieść wynajęliśmy mu ten obiekt. Następnie sprawa się skomplikowała, gdyż Gdynia złożyła wniosek do sądu o zasiedzenie. Niemal doszło do kuriozalnej sytuacji, w której po udowodnieniu bezprawnego przejęcia przez PRL, w wolnej Polsce, w świetle prawa, nieruchomość stałaby się własnością państwa już bezpłatnie poprzez zasiedzenie. Po ciężkim boju wygraliśmy i tę sprawę. Po ok. czterech latach od odzyskania nastąpiła satysfakcjonująca finansowo dla klientów sprzedaż, kiedy to na kupno zdecydował się Rejonowy Zarząd Infrastruktury. Kupującym okazał się zatem poprzedni dysponent czyli Sąd Marynarki Wojennej. Całość postępowania od podpisania umowy z klientami trwała ok. 9 lat., z pełnym finansowaniem po stronie Kancelarii i wynagrodzeniem prowizyjnym na samym końcu sprawy.

APU:  Może jeszcze jakiś przykład?

JŻ-KR: Jedną z innych bardzo ciekawych spraw jest przejęcie nieruchomości na podstawie dekretu o przeprowadzeniu reformy rolnej pod Bydgoszczą. Dekret ten miał kilka przesłanek prowadzących do przejęcia nieruchomości z momentem jego wejścia w życie, m. in. normy obszarowe – nieruchomość musiała mieć powyżej 50 ha użytków rolnych bądź 100 ha powierzchni ogólnej, a także narodowościowa – nieruchomości obywateli Rzeszy Niemieckiej, nie-Polaków i obywateli polskich narodowości niemieckiej. Ojciec naszego klienta udowodnił w latach 50., że jego nieruchomość, na skutek sprzedaży 5 ha przed wejściem w życie dekretu, norm obszarowych nie spełnia. Wówczas Skarb Państwa w zaświadczeniu, na podstawie którego wpisał się do księgi wieczystej, skorzystał z tej drugiej przesłanki – zrobiono z niego Niemca. Sprawa trwa, a żaden organ nie czuje się właściwym do rozpoznania tego zagadnienia.

APU: Czy dużo jest spraw związanych z odzyskiwaniem nieruchomości, przez które przebiegają linie przesyłowe?

JŻ-KR: W sprawie służebności przesyłu świadomość ludzi rośnie. Skutki posadowienia urządzeń przesyłowych są dla właściciela nieruchomości widoczne, w szczególności, jeśli mówimy o liniach wysokich napięć, czy innych widocznych urządzeniach. Sprawy te również prowadzimy kompleksowo. Wyceniamy służebność, prowadzimy wymagane prawem negocjacje z gestorem i jeśli to konieczne, występujemy z wnioskiem o jej ustanowienie. Sprawy komplikują się, gdy przedsiębiorstwo energetyczne wystąpi o zasiedzenie służebności. Z tego też powodu warto skorzystać z wykwalifikowanych prawników dla których sprawy majątkowe i „obrona” przed zasiedzeniem jest na porządku dziennym.

APU: Wiele postępowań dotyczyło nieruchomości położonych w Gdyni przy Korzeniowskiego lub w Gdańsku przy Myśliwskiej. Czy to przypadek, czy może sąsiedzi sobie państwa kancelarię polecają? Czy w tych miejscach doszło do przejęcia nieruchomości z naruszeniem prawa?

JŻ-KR:  To nie przypadek. Ulica Korzeniowskiego, przy której znajduje się budynek Sądu Garnizonowego, to również sprawa innej działki należącej do tej samej, znanej gdyńskiej rodziny. W ogóle Gdynia jest tu specyficznym przykładem, gdyż jest miastem młodym, spadkobiercy „budowniczych” Gdyni są często uprawnionymi do występowania z roszczeniami do więcej niż jednej nieruchomości. Myśliwska i okolice to zaś typowy przykład polecenia. Zaczęliśmy od jednej, może dwóch spraw które skutecznie poprowadziliśmy i tak też rozpoczęliśmy rozmowy z sąsiadami. W ogóle często się zdarza, że sąsiad patrzy na poczynania sąsiada, czasem uzależniają zlecenie sprawy od tego czy sąsiad to zrobi. Akta spraw też bardzo często się łączą w przypadkach sąsiedzkich, wówczas mamy ogląd nie jednej a dwóch spraw, bo przy jednej ulicy właściciele skrzykiwali się i protestowali przeciw wywłaszczeniu wspólnie. Nie oznacza to jednak, że można mówić o miejscach w których mniej lub bardziej dochodzi do naruszenia prawa. Zdarza się, że sprawy sąsiadów, mimo nawet ich wspólnego oporu w postępowaniu wywłaszczeniowym, różnią się diametralnie.

APU: Czy zgłaszają się do państwa Niemcy w celu odzyskania własności zajętej po wojnie?

JŻ-KR: Zdarza się, że zgłosi się osoba z Niemiec. Jednak możliwości reprywatyzacyjne dla tych osób są mocno ograniczone. Wspomniałem choćby przesłankę „niemieckości” w dekrecie o reformie rolnej, była ona powtórzona również w innych aktach prawnych, zatem restytucja możliwa jest o ile wykaże się, ze osoba taka nie przynależała do narodowości niemieckiej. Innymi sprawami, które zaczynają się pojawiać, to sprawy z Warmii i Mazur. Orzecznictwo uznało tam za dopuszczalne ubieganie się o swoje majątki przez osoby spadkobierców tzw. późnych przesiedleńców. Skala tego zjawiska wbrew temu co się mówi, nie jest jeszcze zbyt duża. Sprawy mienia poniemieckiego są zatem niezwykle skomplikowane, a ze względu na nikłe możliwości na gruncie prawa krajowego niezbyt popularne. Stąd dyskusja czasem przenosi się na poziom międzynarodowy.

APU:  Bardzo  dziękuję za rozmowę.

Jakub Żak – prawnik od  4 lat zajmujący się tematyką reprywatyzacji, od roku pełni funkcje managera biura gdańskiego Kancelarii Reprywatyzacyjnej, ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego, broniąc pracę pt. „Reprywatyzacja mienia nieruchomego na obszarze byłego Wolnego Miasta Gdańska”, obecnie przygotowuje doktorat z zakresu reprywatyzacji.

kancelaria_reprywatyzacyjna

Wywiad przeprowadziła Anna Pisarska-Umańska

4 thoughts on “Zwroty nieruchomości i odszkodowania

  • 4 października 2017 at 17:00
    Permalink

    Groteskowy artykuł! Reprywatyzacja to krzywda zwykłych mieszkańców, ludzi w odbieranych kamienicach . A wy to promujecie, wy którzy podobno tak nieustępliwie walczycie z patologiami w samorządzie…

    Reply
    • 4 października 2017 at 17:03
      Permalink

      Najwyraźniej Jacuary nie przeczytałeś wywiadu. A swoje spostrzeżenia czerpiesz z telewizji.

      Reply
    • 5 października 2017 at 15:39
      Permalink

      A co z krzywdą ludzi, którym komuna zabrała ich własność, często po tym, jak odbudowali ją ze zniszczeń wojennych? Sprawiedliwość jest (a przynajmniej powinna być) taka sama dla wszystkich choć jak widać wszystko zależy od punktu widzenia (lub raczej siedzenia). Jeśli miałabym się czegoś przyczepić a artykule to chyba tylko braku informacji „tekst sponsorowany”.

      Reply
      • 5 października 2017 at 16:13
        Permalink

        Jacek placek, Ala ma kota. Co do zasady z anonimami nie rozmawiamy. Ale możemy powiedzieć, że – jeśli komuna zabrała Pani własność – to prosimy skontaktować się z kancelarią. O ile mi wiadomo, również zajmują się takimi przypadkami.

        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *