Nie godzili się na oddanie Polski pod sowiecką okupację. Wiedzieli, że “wyzwolenie” w wersji komunistycznej to śmierć, gwałty, bieda i zniewolenie. Poszli drogą bezkompromisowej walki z komunistami wypełniając swój patriotyczny obowiązek do końca, z nadzieją na militarną konfrontację Zachodu z Rosją.

Leśna mogiła
Znaleźliśmy Ich na końcu tej drogi, w mogile, w okolicy mazurskiej wsi Gajrowskie. Rękami Stefanii Gazdy i Jej brata Stanisława Augustynowicza w zamarzniętej ziemi, nazajutrz po bitwie, zostały wykopane dwa groby, do których złożono ciała sześciu i tuż obok, trzech partyzantów. Do głównego grobu, pomiędzy ramiona dwóch żołnierzy, Stefania Gazda włożyła butelkę z ukrytym w niej wizerunkiem św. Teresy, jedyny możliwy wtedy, symbol chrześcijańskiego upamiętnienia. Postawienie krzyża na mogile sprowadziłoby na wieś kłopoty. Leżeli płytko, jeden obok drugiego.

Atak
120 żołnierzy III Brygady Wileńskiej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego stoczyło 16 lutego 1946 roku walkę z 1500 żołnierzami połączonych sił NKWD-LWP-UB. Była to jedna z największych bitew podziemia antykomunistycznego z komunistycznym okupantem. III Brygada Wileńska pod dowództwem kpt. Romualda Rajsa ps. „Bury” przemieszczała się właśnie z białostocczyzny na ówczesne Prusy Wschodnie. Kilka dni wcześniej patrol z plutonu ppor. „Bitnego” w miejscu ostatniego postoju zwolnił sześciu przewodników. Fakt ten srodze zemścił się na losach oddziału, bowiem to oni – według kpt. „Burego” – niebawem poinformowali grupę operacyjną o miejscu postoju oddzia­łu. Jednocześnie „Bury” otrzymał meldunek, że garnizon w Ełku postawiony został w stan gotowości.

O godz. 4 rano oddział wyruszył w kierunku Orłowa. W tym momencie szczęście opuściło oddział. Śnieg, sypiący od kilku dni bez przerwy, nagle przestał padać. Na polach  zalegał świeży śnieg, na którym ślady przez długi czas były bardzo dobrze widoczne. Ścigająca ich grupa operacyjna LWP-NKWD-UB od tej chwili szła świeżym tropem, który wiódł do Friedrichsheyde (Gajrowskie). 3 Brygada zatrzymała się we wsi Gajrowskie o świcie 16 lutego. Według raportu sowieckiego tego dnia pogoda była „[…] jasna, cicha, bez opadów atmosferycznych”. Rano od strony Zalesia, skąd biegła w kierunku północnym szosa, dał się słyszeć wzmożony ruch samochodów; posterunki wartownicze meldowały o dochodzącym warkocie silników samochodowych; co zaniepokoiło kpt. „Burego”, w związku z czym wysłał w tym kierunku kombinowany pluton pod dowództwem ppor. „Rekina”. W jego skład wchodziły m.in. drużyny: „Wydry” z plutonu „Leszka” oraz „Ładunka” z plutonu Bitnego”. Ich odejście miało istotne znaczenie, gdyż obie drużyny składały się z żołnierzy, którzy mieli już za sobą chrzest bojowy. W tym czasie na kwaterach, zajętych w Gajrowskich przez poszczególne drużyny, trwała poranna krzątanina.

“Wichura” relacjonował: “A tu raptem krzyk i strzał: Alarm! Wszyscy rzucili się do broni. […] Pobiegliśmy na stanowiska. […] „Ordon” rzucił golenie i z tego wszystkiego wyleciał na dwór w samej tylko koszuli i bez broni. Gdy zorientował się, w czym rzecz, wrócił biegiem po mundur i broń. W biegu narzucił jeszcze na siebie płaszcz.”

„Gołąb” (pluton „Bitnego”, strona zachodnia wsi): „[…] Moja drużyna kwaterowała gdzieś w środku wsi. Pamiętam, rano wyszedłem na podwórze tylko w spodniach, bez koszuli i dobrze natarłem się śniegiem. Ledwo zdołałem się ubrać i zaraz nadjechały, wojsko sowieckie […] nastąpiło uderzenie. Ci, którzy znaleźli się na pierwszej linii obrony – byli to głównie nowi, nieostrzelani jeszcze żołnierze [głównie z oddziału „Stalowego”], którzy dołączyli do oddziału przed wyprawą na Prusy – nie wytrzymali sowieckiego ognia i zaczęli panicznie uciekać, stąd też moja drużyna nagle znalazła się na pierwszej linii walki, […] Kilku naszych chłopaków od razu dostało. Przy mnie leżał jeden. Wiem, że pochodził gdzieś od Brańska. Nagle usłyszałem jego okrzyk: O Jezu! Ratuj, dostałem! – Obejrzałem się. Już ledwo dyszał. W ciągu 2 – 3 minut skonał.  Tych samochodów było od groma. Zaczęliśmy do nich strzelać. Oni jednak szybko wyskoczyli z samochodów i rozrzucili się w tyralierę. Widać było, że to byli żołnierze frontowi. Zaczęli po nas tłuc jak cholera. Wkrótce ich samochody zaczęły się palić od naszego ognia. Przydusiliśmy ich trochę i zmusiliśmy do odwrotu, sami jednak też zaczęliśmy się wycofywać kierunku lasu, bo nie mieliśmy innego wyjścia” – relacjonował J. Puławski ps. „Gołąb”.

“Wichura ” (pluton „Stalowego”, strona wschodnia wsi) tak zapamiętał ten moment: „Z dwóch samochodów to zostały tylko strzępy. Jak zarzucono je granatami i ogniem kaemów, to zostali dosłownie zmasakrowani. Tylko fragmenty tych żołnierzy wisiały na burtach samochodów. Myśleliśmy, że to będzie koniec. Nie minęło kilka minut, gdy z drugiego końca wsi nadbiegli chłopaki krzycząc, że i stamtąd idą tankietki i wojsko na samochodach. Również od Wydmin ponownie nadjechały samochody z wojskiem.”

„Orzech” (pluton „Wiarusa”): „[…] Ruskie już wioskę zajmowali. Musieliśmy wycofywać się. „ Wiarus “ tylko z domu wybiegł na podwórze i zaraz dostał zza węgła. Friedriechsheyde z trzech stron otoczone było przez pola. Na północ od wsi leżała zbawcza Puszcza Borecka, ale aby się tam dostać, partyzanci musieli przebiec blisko 300 m przez odkryte pole. W jego połowie zaczynał się biegnący zygzakiem poniemiecki okop, który dawał schronienie. Mimo to zbocze tego wzniesienia stało
się cmentarzem dla wielu z nich, bowiem wzniesienie opanowane zostało przez czerwonoarmistów, którzy ulokowali tu erkaem.”

“Modrzew” bił się do końca.

„Orzech” (pluton „Wiarusa”) bezpiecznie przebył pole i stał już na skraju puszczy obserwując spomiędzy drzew następującą scenę: “Modrzew” biegł razem z jakimś erkaemistą. W pewnym momencie erkaemista dostał. „Modrzew” złapał jego erkaem i tak na stojąco zaczął strzelać do nacierających Ruskich. Zaraz jednak złapał się za brzuch, pewnie i on dostał. Stał jeszcze, gdy wyjął spluwę i strzelił sobie w głowę. Wtedy ustawiłem erkaem i zacząłem strzelać do Ruskich. Strzelali do nas z erkaemów, które poustawiali na dachach domów. Cholera, straszne to było. Mieli nas jak na talerzu, ale dziewięciu rannych zdołało dołączyć do mnie.”

Ogień otworzony przez partyzanckie erkaemy z linii puszczy umożliwił wielu żoł­nierzom oddziału wydostanie się spod lawiny ognia idącej od strony wsi. Bój trwał 2 i pół godziny. O godz. 15.30 (zapadał już zmrok) wieś została opanowana przez wroga, ale oddział zdołał oderwać się od przeciwnika. Było już zbyt ciemno, by grupa operacyjna NKWD-LWP mogła kontynuować pościg.

Polegli na polu chwały.
Zachował się raport dowódcy jednostki NKWD mjr. Korniejenki, który porządkuje powyższe, z natury rzeczy dosyć chaotyczne relacje. Jak się okazuje, oddział sowiecki również był zaskoczony spotkaniem z „bandą”, w wyniku czego samochód opancerzony, który wysforował się do przodu, znalazł się w środku wsi, gdy piechota dopiero podjeżdżała na trzech ciężarówkach do pierwszych zabudowań:
„[…] O godz. 12.30 […] grupa zwiadowcza przy wsparciu samochodu pancernego podjechała do Fridrichsheide” – meldował Korniejenko – W tym czasie banda znajdowała się na odpoczynku w wiosce i miała obserwatorów na skraju wsi. Raport ten potwierdza relację plut. „Gołębia” i innych żołnierzy 3 Brygady, że wycofanie się 3 Brygady ze wsi miało charakter uporządkowany. Wycofano się dopiero gdy ujrzano wystrzelone ze skraju puszczy przez kpt. „Burego” rakiety świetlne. W wyniku starcia straty oddziału III Brygady Wileńskiej NZW wyniosły od 10 do 24 ludzi.

Żołnierze III Brygady Wileńskiej AK, Turgiele

 

Ekshumacja, identyfikacja genetyczna, pogrzeb.
W październiku 2014 roku Fundacja Niezłomni zajmująca się poszukiwaniami ukrytych, partyzanckich mogił przeprowadziła prace ekshumacyjne. Polegli żołnierze byli młodzi, według wskazań antropologa mieli od 18 do 35 lat. Zginęli od postrzałów, widoczne były strzaskane kości udowe oraz inne liczne ślady po kulach. Jeden z żołnierzy miał również charakterystyczny postrzał w głowę, pokrywający się z opisem samobójczego strzału “Modrzewia” do końca osłaniającego odwrót swoich kolegów. Przy zmarłych odnaleziono szereg przedmiotów osobistych i ekwipunku wojskowego. Żołnierze mieli przy sobie również medaliki, jeden z nich z wizerunkiem Matki Boskiej Kodeńskiej oraz kryształowe serce z ukrytym w środku różańcem. Wszystkie przedmioty zostały zakonserwowane w toruńskiej pracowni konserwatorskiej UMK.
Celem ekshumacji, obok zorganizowania uroczystego pochówku, było przede wszystkim próba ustalenia tożsamości poległych. W tym celu został pobrany materiał genetyczny DNA w celu porównania ze znanymi rodzinami żołnierzy. Na podstawie uzyskanego profilu DNA udało się zidentyfikować jednego żołnierza – ppor. Jana Boguszewskiego ps. „Bitny”, trwają badania mające na celu identyfikację pozostałych odnalezionych. Znani z nazwiska są jeszcze dwaj polegli – ppor. Włodzimierz Jurasow ps. „Wiarus” oraz sierż. Józef Kupiec ps. „Ryszard”, ich tożsamość nie została jednak jeszcze potwierdzona na podstawie badań genetycznych. Pozostali znani tylko z pseudonimów partyzanci: Modrzew, Fala, Tęcza, Żandarm, Kwiat.

Podczas uroczystego pogrzebu, który odbył się na cmentarzu w Orłowie 15 lutego 2015 roku, byli obecni przedstawiciele Kościoła – biskup Jerzy Mazur, przedstawiciele władz wojewódzkich, samorządu, liczne reprezentacje organizacji patriotycznych z całej Polski. Przy salwie kompani honorowej bohaterscy żołnierze spoczęli w poświęconej ziemi orłowskiego cmentarza.

Wojciech Łuczak, Fundacja Niezłomni


Discover more from Gdańsk Strefa Prestiżu

Subscribe to get the latest posts to your email.

5 thoughts on “Bohaterowie bez imion, bez grobu

  • Na zdjęciu wyżej nie ten oddział, nie ta organizacja, nie Ci ludzie, nie ten czas. Jedyne co się zgadza to postać Burego, który był dowódcą tego szwadronu.

    Odpowiedz
    • Dziękujemy, przekażemy uwagę autorowi. Czy wiesz, co to za szwadron?

      Odpowiedz
    • Na zdjęciu Turgiele, III Brygada Wileńska AK „Szczerbca”. Wielu spośród partyzantów IIIBW AK kontynuowało walkę pod dowództwem kpt. Romualda Rajsa ps. Bury w szeregach IIIBW NZW.

      Odpowiedz
  • Na zdjęciu Turgiele, III Brygada Wileńska AK „Szczerbca”. Wielu spośród partyzantów IIIBW AK kontynuowało walkę pod dowództwem kpt. Romualda Rajsa ps. Bury w szeregach IIIBW NZW.

    Odpowiedz

Dodaj opinię lub komentarz.