Historia

Dlaczego Gedania jest ważna dla Gdańska? część piąta

Przejmujące są opublikowane po raz pierwszy przez Janusza Trupindę wspomnienia tenisistki Gedanii, pani Gertrudy Wiewiórowskiej:

Dużo osób namawiało nas do wyjazdu poza granice Polski Ludowej, zaznaczając, że jako „autochtoni” będziemy mieli bardzo źle. Nie znaliśmy nawet tego wyrazu. Nie uwierzyliśmy ludziom, że będzie nam aż tak źle i pozostaliśmy w Sopocie […].

przeczytaj:

Ustawiczne niepokoje ze strony urzędników MO i UB. Bezustanne groźby, które stale wzrastały stały się powodem tak niespokojnego życia, wielu łez, wielu nieprzespanych nocy, dużej ilości pisania i biegania po urzędach celem ratowania się. Dzieci rosły nie widząc uśmiechu na twarzach swego dziadka i rodziców. Jaki nastrój mógł panować w domu, kiedy np. wysoki urzędnik UB wpadł do mieszkania i krzyknął: „W ciągu 12-tu godzin was tu nie ma!” Innym razem wysokiej rangi oficer wojsk polskich zjawił się z żołnierzem pod bagnetem i też kazał nam opuścić mieszkanie w ciągu 12 godzin nie dając nic zabrać. Żołnierz miał nakaz być na straży. Oficerowi temu pokazałam swe zaświadczenie polskie i powiedziałam:

„Przyniesie pan jutro pięć kul i dokona tego, czego Niemcy nie zdążyli. Wtedy będzie wejście”.
Polacy w Gdańsku byli zawsze ludźmi drugiej kategorii bez pełni praw obywatelskich, byli zawsze ludźmi na uboczu. Taki stan rzeczy zamiast zmienić się po wojnie na lepsze – pozostał. Gorzej, cierpieliśmy od Niemców, jako Polacy, teraz po wojnie cierpieliśmy 10 lat przez Polaków, którzy nas nazywali Niemcami. Trzeba zważyć, że krzywdy doznane ze strony wroga są łatwiejsze do zniesienia, aniżeli krzywdy wyrządzone przez rodaków. (…) Sądzili nas nie znając podstawowych warunków życia mieszkańców Gdańska przed wojną. (…) Nazwano nas „Niemcami”, „szwabami”, „hitlerowcami”, „piątą kolumną” itp. Na skutek takich dyskryminacji trudno było znaleźć pracę lub jakiekolwiek możliwości zarobkowania, które by starczyły na utrzymanie rodziny. (…) Wiele razy, gdy wracałam z pracy zastawałam rodzinę spłakaną. Na pytanie, co się dzieje odpowiadali: „znów byli”.

Pan Roman Marcinek, autor opracowania „Teren dawnego boiska sportowego przy ul. Kościuszki 49 w Gdańsku Wrzeszczu” tak opisał sytuację ocalałych Gedanistów:

Po zakończeniu działań wojennych, już 16 maja 1945 odbyło się spotkanie organizacyjne ocalałych z pożogi wojennej Gedanistów w celu reaktywacji klubu. Jednakże przedwojenni Polacy z Gdańska nie byli mile widziani przez nowe władze. Traktowano ich podejrzliwie, jako niepewnych politycznie. Prawdopodobnie z tego powodu klub przez ponad 10 lat nie mógł odzyskać stadionu wynajmując na działalność sportową obiekty rozsiane po całym mieście. Sokoła w ogóle zdelegalizowano.

I w innym miejscu: W okresie powojennym władze komunistyczne nie sprzyjały rozwojowi organizacji i stowarzyszeń, których programy, idee oraz wartości, były komunistom z gruntu obce i stanowiły zagrożenie realizacji ich programu. Interweniującym w czerwcu 1947 w sprawie istnienia „Sokoła”, Bolesławowi Rozmarynowiczowi, Janinie Skirlińskiej i Stanisławowi Sołtanowi, ówczesny minister Administracji Publicznej Edward Osóbka-Morawski, dał do zrozumienia, że „Sokół” jest organizacją niepożądaną i musi być zlikwidowany. W oficjalnej propagandzie głoszono, że „Sokół” był organizacją pro-faszystowską. W końcu, 31 VII 1947, przedstawiciele Urzędu Bezpieczeństwa opieczętowali budynek „Sokoła” odbierając dokumenty, pieczątki, dowód rejestracji i zezwolenie na działalność. Władze doprowadziły też do przejęcia majątku likwidowanej organizacji. Związek Sokolstwa Polskiego został rozwiązany niespełniającą formalnych warunków prawnych decyzją Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie z 5 VII 1948.

Janusz Trupinda cytuje taką relację Bruno Zwarry: Kierownik naszej drużyny, Federski miał w Urzędzie Bezpieczeństwa w Gdańsku pewnego dnia niemiłą przeprawę. Powiedział mi dopiero w 1974 r., iż został jesienią 1946 r. nagle do tego urzędu wezwany, gdzie postawiono mu bezceremonialny zarzut, że tworząc drużynę gdańszczan działa wbrew polityce rządu! Ali Federski był zaskoczony nie tylko zarzutem, ale ostrym tonem przesłuchującego. Odpowiedział, że klub Gedania ma przecież długoletnią tradycję w Gdańsku, że był ostoją polskości w tym mieście, że z przedwojennych graczy jest tylko jeszcze kilku, którzy wrócili z obozów. Nie wywarło to na urzędniku żadnego wrażenia. Powiedział lekceważąco, że są oni dla niego tylko zwykłymi niepewnymi autochtonami. (…) Nie zawahał się upomnieć naszego kierownika, by nie czynił drużynie Lechii trudności w dojściu do ligi piłki nożnej w kraju. Klub nie powinien już wygrywać – konkluduje Janusz Trupinda.

Zbigniew Sajnóg

Bibliografia

  • Iwona Górnicka, Jessy Owens – legenda, która utarła nosa Hitlerowi.
  • en.wikipedia.org/wiki/Jesse_Owens
  • Paweł Wilkowicz, „Człowiek z dżungli” zepsuł Hitlerowi święto. „To nie Hitler mi uchybił, tylko prezydent USA”
  • Berlin 1936. Igrzyska w cieniu swastyki. Historia jakiej nie znacie You Tube
  • Prof. Wojciech Polak, Haniebne, niezgodne z polską racją stanu działania proniemieckich władz. „WPIS” nr 7-8/2025 r.
  • Henryk Stępniak, Ludność polska w Wolnym Mieście Gdańsku 1920-1939. Gdańsk 1991.
  • Józef Wójcicki, Wolne Miasto Gdańsk 1920-1939. Warszawa 1976.
  • A.Gochniewski, T. Stegner, E. Trochała, J. Tuminowski, Kolejowy Klub Sportowy Gedania. 75 lat. Gdańsk 1997.
  • Janusz Trupinda, KS Gedania – klub gdańskich Polaków (1922-1953). Gdańsk 2015.
  • Prof. Zbigniew Myczkowski, Studium krajobrazowo-konserwatorskie dla dawnego klubu Gedania w Gdańsku Wrzeszczu – jego boiska sportowego i otoczenia. Historia – Pamięć – Tożsamość. Kraków 2024-2025.
  • Roman Marcinek, Teren dawnego boiska sportowego przy ul. Kościuszki 49 w Gdańsku Wrzeszczu. Kraków 2024.
  • sport.interia.pl/lekkoatletyka/news-w-finlandii-odnaleziono-paleczke-owensa,nId,565186
  • Brunon Zwarra, Gdańsk 1939. Wspomnienia Polaków – Gdańszczan. Gdańsk 1984.

Dodaj opinię lub komentarz.