Karta Wenecka – eksperyment, który się nie powiódł

W tym samym czasie, gdy Wiesław Bielawski, zastępca prezydenta Gdańska ds. polityki przestrzennej, powołuje się na Kartę Wenecką twierdząc, że “niemożliwą” jest rekonstrukcja Danziger Hofu, minister transportu w rządzie brytyjskim John Hayes deklaruje poparcie dla rekonstrukcji zniszczonych przez modernistów po wojnie budynków w Wielkiej Brytanii; Węgry rekonstruują zniszczoną podczas II Wojny Światowej zabudowę dzielnicy zamkowej w Budapeszcie, a w Niemczech w tym roku odbędzie się pierwszy zjazd regionalnych organizacji wspierających powstające tam jak grzyby po deszczu rekonstrukcje (m.in. Neumarkt w Dreźnie, centrum Poczdamu, Komendatura i Bauakademie w Berlinie, ratusz w Wesel, starówka we Frankfurcie nad Menem itd.)

Co więcej, wszystko to odbywa się przy ogromnym poparciu społecznym. Przykładem niech będzie Poczdam. Niedawno doszło tam do przełomu w procesie dalszej rekonstrukcji miasta. Przedstawiciele prawie wszystkich partii zasiadających w radzie miasta Poczdamu oraz zgodnie wszystkie miejskie komisje (finansów, edukacji i społeczna), opowiedziały się za wyburzeniem modernistycznego pawilonu Fachhochschule wybudowanego na gruzach starego miasta. Wyburzenie to jest powiązane z trwającą od 20 lat akcją odbudowy miasta (Leitbautenkonzept) zapoczątkowaną przez samych obywateli. Założyli oni wspierającą odbudowę organizację Piękne Centrum – Inicjatywa Mieszkańców dla Centrum, opowiedzieli się za odbudową miasta w referendum (miało ono większą frekwencję niż lokalne wybory do europarlamentu) oraz sami rozpoczęli zbieranie datków na ten cel. Po rekonstrukcji Zamku Miejskiego odbudowywane są teraz kolejne dwa kwartały miasta. Po części są to rekonstrukcje, po części nowe budynki zaprojektowane w duchu tradycji i dopasowane architekturą do otoczenia. Oczywiście decyzja była poprzedzona żarliwą debatą. Starli się w niej tradycjonaliści i moderniści, nie szczędząc sobie bezpardonowych ataków personalnych.

Tymczasem w Polsce argument wytycznych przestarzałej, modernistycznej Karty Weneckiej jest wciąż wykorzystywany jako “tarcza” przez mające interes w utrzymaniu jej wytycznych środowiska architektów nowoczesnych, deweloperów i konserwatorów-doktrynerów. I to właśnie po ich stronie stają dzisiaj urzędnicy, którzy zasłaniają się Kartą Wenecką nie oglądając się na zdanie mieszkańców i na sprawdzone w Gdańsku rozwiązania, które uczyniły go tym, czym jest dzisiaj – jednym z najpiękniejszych polskich miast.

Karta Wenecka, a szczególnie jej art. 9, który interpretowany jest jako zakaz rekonstrukcji i budowania w tradycyjnych stylach, to pozostałość modernistycznego myślenia, które uczyniło i wciąż czyni wiele złego krajobrazowi kulturowemu wielu europejskich miast w XX wieku. W imię “nowoczesności” niszczono zabytkowe centra miast, a na ich miejscu stawiano bloki i budowano autostrady. To jest przestarzałe myślenie. Przecież świat znacząco się zmienił od lat 60-tych ubiegłego wieku! Dziś jesteśmy otoczeni przez modernizm na każdym kroku i dlatego bardziej jeszcze niż kiedyś tęsknimy za tradycyjną architekturą, jej kolorami i detalami. Modernistyczni architekci mówiąc tak dramatycznie różnym językiem stylistycznym od tego, jaki stosowali nasi przodkowie, nie potrafili stworzyć harmonijnej całości z architekturą zabytkową, a często nawet nie próbowali tego zrobić.

Karta Wenecka to przeżytek, eksperyment, który się nie powiódł.

Międzynarodowa organizacja INTBAU (The International Network for Traditional Building, Architecture & Urbanism), pod patronatem księcia Walii Karola, od 2001 walczy z wyżej wymienionymi środowiskami o “tworzenie bardziej przyjaznych ludziom budynków, harmonijnie wkomponowanych w otoczenie, szanujących tradycję i lokalne dziedzictwo kulturowe”. Pod jej patronatem w 2008 powstała praca naukowa “Rewizja Karty Weneckiej: modernizm i konserwacja w powojennym świecie” będąca odpowiedzią na szkody jakich dokonali w Europie moderniści. Powstała ona przy współudziale 64 naukowców z 24 krajów. Motyw powrotu do tradycyjnych wartości w architekturze i obronie pluralizmu w wyborze rozwiązań architektonicznych jest również głównym motywem naszego facebookowego profilu Rekonstrukcje i odbudowy, gdzie pokazujemy rekonstrukcje, współczesny historyzm, rzemiosło w Polsce i na świecie, jak i przykłady egoizmu poszczególnych wymienionych przez nas środowisk i metody ich działania.

Przez współczesnych architektów rekonstrukcja postrzegana jest jako niebezpieczna, bo ma poparcie społeczne, a do tego jest atrakcyjną wizualnie i artystycznie alternatywą dla nowoczesnych projektów. Architekci nowocześni nie mają najczęściej żadnych związków emocjonalnych z miejscami, dla których projektują. Zwalczają rekonstrukcje, ponieważ stają one na drodze do realizacji ich własnych “awangardowych i odkrywczych” projektów, którymi mogliby się pochwalić przed architektonicznym establishmentem i, być może, wygrać jedną z przyznawanych przez innych architektów międzynarodową nagrodę.

Dla nich architektura to nie jest służba publiczna. Traktują wspólną, historyczną przestrzeń europejskich miast jak plac zabaw, gdzie można realizować swoje ambicje.

Deweloperzy to biznesmeni, tak samo jak architekci rzadko kiedy związani są emocjonalnie z miejscem, w którym inwestują. W ich przypadku oszczędności nawet rzędu 10 procent stoją zawsze ponad interesem miasta. Takie osoby jak Piotr Leleń, właściciel firmy Lelex, który zrekonstruował sześć kamienic (dwie rekonstrukcje i cztery budynki historyzujące) przy ulicy Świętego Ducha, to rzadkość w tym środowisku.

Wreszcie konserwatorzy-doktrynerzy nie potrafią dostrzec, że w przestrzeni publicznej są inne wartości poza “prawdziwymi zabytkami” (m.in. historyczne, emocjonalne, gospodarcze, estetyczne). W dużej mierze są kształceni przez tą samą modernistyczną kadrę, która kształci dziś architektów, i tak samo jak oni, są często bardziej lub mniej ukrytymi zwolennikami awangardowych rozwiązań nowoczesnych bez względu na lokalizację czy zdanie opinii publicznej.

Danziger Hof
Hotel Danizger Hof

Wszystkie te grupy uważają, że wyborów w przestrzeni publicznej nie powinno się dokonywać w publicznych plebiscytach, bo niewykształcone kierunkowo społeczeństwo nie ma wrażliwości estetycznej. “Środowisko” wybór zostawia sobie. A przecież nie chodziłoby o wybór detali, a o wybór ideologiczny. Czy tak musi być? Oczywiście, że nie. INTBAU jak i my (Rekonstrukcje i Odbudowy) walczymy o prawo wyboru dla lokalnych społeczności – nie odrzucamy ideologicznie i z góry architektury nowoczesnej, która również może być udana, ale stoimy na stanowisku, że na wszystko jest odpowiednie miejsce – szczególnie w tak ważnych dla tożsamości lokalnych społeczności miejscach, jak okolice Bramy Wyżynnej w Gdańsku, gdzie Danziger Hof był częścią bardzo udanego i przemyślanego układu urbanistycznego.

Trzeba bowiem pamiętać, że powojenny modernizm i będąca jego dzieckiem architektura nowoczesna wyrastają z ideologicznego buntu przeciwko architekturze tradycyjnej i jej najważniejszemu znakowi rozpoznawczemu – detalowi architektonicznemu. Modernizm odrzucał również tradycyjnie rozumiane piękno, nie miało ono wartości w nowej wizji architektury, liczyła się tylko funkcja. Słusznie zauważyli uczestnicy ubiegłorocznego spotkania organizowanego przez Miasto Przyszłości/Laboratorium we Wrocławiu dotyczącego m.in. rekonstrukcji wrocławskich Młynów Świętej Klary:

Trendy we współczesnej architekturze dominujące po II wojnie światowej oraz konserwatorskie doktryny wypracowane w ostatnim stuleciu stopniowo doprowadziły do utraty charakteru europejskich miast, miejscowości i regionów. Przemiany w centrach miast historycznych często bywają nieodwracalne, a wiele współczesnych ingerencji wzmacnia chaos przestrzenny. Powojenne problemy estetyczne miast dodatkowo pogłębia globalizacja w architekturze.

Trwa konkurs, w którym wyłoniona ma być architektura nowego budynku LOT. Niech więc architekci przygotują projekt nowoczesny, który zestawi się potem z oryginalnym projektem Danziger Hof i przedstawi pod publiczną dyskusję. Usłyszmy, co ludzie mają do powiedzenia. Jeśli wciąż nie będziemy mogli dojść do porozumienia, wtedy szukajmy kompromisu według “modelu berlińskiego”. Tam, przy odbudowie zamku miejskiego jedną z fasad oraz wnętrza oddano architektom nowoczesnym, reszta to doskonała rzemieślnicza rekonstrukcja oparta na oryginalnym projekcie.

Krzysztof Czyż*

*Krzysztof Czyż – historyk sztuki, badacz architektury renesansowej, społecznik, członek stowarzyszenia INTBAU promującego dawną architekturę, aktywista stowarzyszenia Saski 2018. Razem z dr. Grzegorzem Kęsikiem założył i prowadzi profil FB/Rekonstrukcje i odbudowy traktujący o współczesnej architekturze tradycyjnej, mieszka w irlandzkim Galway.

ZAPROSZENIE   NA  DEBATĘ   W   SPRAWIE   ZABUDOWY   TERENU   LOT

przeczytaj również ->

Danziger Hof – najlepszy hotel w Gdańsku

Gdański Dwór i sprawa polska

4 myśli na temat “Karta Wenecka – eksperyment, który się nie powiódł

  • Danziger Hof, był budynkiem XIX wiecznym, więc wtedy prawie współczesnym, teraz ma dla nas znaczenie historyczne, wtedy nie miał specjalnie… był dobrym projektem, nie najświeższym, ale nie historycznym… pierwsze sprawa. Druga sprawa, skoro tak się dobrze kiedyś w miastach żyło, to skąd w XIX wieku tyle problemu z chorobami, z niedoświetleniem mieszkań, marnymi, mówiąc delikatnie, warunkami mieszkalnymi(jeżeli nie było się bogaczem), skąd założenia miast ogrodów, poszukiwania rozwiązań lepszego mieszkalnictwa, większej ilości zieleni między budynkami, wyrzucenia fabryk z centrów miast. Nie jestem psychofanem karty weneckiej i uważam, że to co jest teraz proponowane w Gdańsku, w większości jest przeskalowane i szkoda na to słów… jak ten moloch Forum Radunii… Ale uważam, że ten artykuł jest bardzo tendencyjny i życzyłbym powodzenia, w mieszkaniu, które ma 6m szerokości, 14m głębokości i okna na jednej ścianie ;), ale to jest typowo Polskie w skrajności w skrajoność…brakuje środka, bo na całym świecie, znajdziemy przykłady na prawdę dobrej, nowoczesnej architektury, w otoczeniu zabytkowych kamienic i tak się dział od zawsze… XIX wieczne kamienice, że się powtórzę, w otoczeniu gotyckich, barokowych czy renesansowych kamienic, też były na owe czasy nowoczesne. Kształt tych kamienic, którymi się wszyscy na długiej zachwycają, też wywodził się z cen parceli i ich funkcji na początku, wystarczy spojrzeć, jak wyglądają te na południu Polski… także każda epoka ma swój czas, nie wyobrażam sobie Gdańska bez ODBUDOWANEJ starówki, ale bez przesadyzmu 😉

    Odpowiedz
  • I tak jeszcze jedna ważna sprawa… Danziger Hof w tym miejscu, stał krócej niż obecny Lot, także co się tak wszyscy go uczepili

    Odpowiedz
  • Rzeczywiście zamkowa dzielnica w Budapeszcie jest odbudowywana. I jakie są efekty? Wygląda jak biedny Disneyland. Zresztą, czy przypadkiem centrum Budapesztu nie zostało zburzone i zbudowane w dzisiejszej formie w XIX wieku? A przecież gotyk taki ładny.

    Odpowiedz
  • Niestety, w Gdańsku mamy taki oto proceder, że doprowadza się celowo do ruiny zachowane historyczne budynki, czy nawet całe kompleksy aby na ich miejscu postawic np. takie obrzydlistwo jak galeria Forum, czy QuatroTowers we Wrzeszczu. Jest takich historycznych, architektonicznych smaczków wiele, ale już część z nich wysiedlona i zablindowa, czeka na wyburzenie np. na ul. Partyzantów czy na Biskupiej Górce. Szkoda, bo te nowoczesne kloce może będą interesujące za 200 lat, a tymczasem jeździmy do Paryża, czy innych miast europejskich, aby podziwiać zachowaną, XIX w architekturę i pobyć trochę w cudownym klimacie starej zabudowy. A moglibyśmy to my, tu w Gdańsku, być takim miejscem.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *