Gdańsk w 1949 – z dedykacją dla Aleksandry Dulkiewicz

Armia Czerwona, która weszła do Polski w roku 1944 i przetoczyła się przez nią w roku następnym była jak tsunami. Zmiotła wszystko na swojej drodze. Żywioł sowiecki rozlał się po polskich ziemiach w trzech falach.

  • Pierwsza fala – oddziały frontowe;
  • Druga fala – jednostki kwatermistrzowskie i wojska drugiego rzutu, czyli uzbrojone bandy, których głównym zajęciem na zdobytych terenach  były gwałty i grabieże;
  • Trzecia fala – formacje NKWD, doskonale zmotywowane, gotowe rozstrzelać każdego, komu nowa władza się nie podobała.

Potem szły bandy polskich szabrowników.

Temat gwałtów i grabieży (choć niepoliczonych) jest dosyć znany. Sowieci, wchodząc do Polski, uważali, że skoro walczą o nią trzeci rok, to mają prawo do wszystkich Polek. Antony Beevor tak pisał w książce „Berlin 1945. Upadek”:

Gdy alkohol rozgrzał żołnierską duszę i ciało, narodowość ofiar nie miała już najmniejszego znaczenia. Lew Kopielew opisał wydarzenie z Olsztyna, gdy usłyszał „straszny krzyk” i zobaczył dziewczynę „z długimi blond włosami w nieładzie, w podartej sukience”, która przerażająco krzyczała: „Jestem Polką! Jezus, Maria! Jestem Polką!”. Dziewczynę goniło dwóch pijanych czołgistów, a wszystko to rozgrywało się na oczach innych żołnierzy i oficerów.

Do takich wydarzeń dochodziło w całej Polsce. Także w Gdańsku, gdzie np. polskie kobiety pracujące w radzieckim garnizonie „po 15 razy gwałcono”.  Po wsiach i miasteczkach krążyły hordy pijanego żołdactwa i urządzały  obławy na kobiety.

przeczytaj:

Polacy bardzo szybko zostali odarci z euforii pierwszych dni po “wyzwoleniu”.  Sowieci to już nie byli wyczekiwani wyzwoliciele, ale banda pijanych prymitywów. Ale nie o gwałtach chciałam pisać ani o grabieżach, a o tych, przy których nawet żołdacy milkli. Właściwie o tym, co zostawili po sobie. Na ziemiach zajmowanych przez sowietów od razu zaczynały działać komendantury wojenne. Ich zadaniem było zaopatrzenie oddziałów idących na Berlin w żywność i amunicję, wprowadzenie struktur sowieckiej władzy i zabezpieczenie tyłu frontu przed sabotażem. W praktyce oznaczało to przede wszystkim likwidację żołnierzy polskiego niepodległościowego ruchu oporu. Komendanci wojenni powoływali lokalne władze samorządowe i “czyścili” teren z osób niewygodnych. Akowcy odmawiający wstąpienia do armii Berlinga byli rozbrajani, umieszczani w więzieniach, torturowani i mordowani. Stanisław Dąbrowa-Kostka, podporucznik AK, wspominał, że w Rzeszowie “akowska krew lała się prawie rynsztokami”. Sam Kostka zdołał uciec przed NKWD.

przeczytaj:

Formowanie aparatu bezpieczeństwa na Pomorzu Gdańskim rozpoczęło się już od początku kwietnia 1945. Do Gdańska przybyli partyzanci Gwardii Ludowej i Armii Ludowej skupieni wokół Grzegorza Korczyńskiego – dąbrowszczaka (odpowiedzialni na Lubelszczyźnie za mordy na ludności żydowskiej), absolwenci szkół bezpieki i delegowani z wojska. W sierpniu Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Gdańsku zatrudniał 319 osób, pod koniec roku było ich już 1350 (WUBP, urząd  miejski w Gdańsku, urząd miejski w Gdyni, 15 urzędów powiatowych). Struktura administracyjna co jakiś czas się zmieniała, sama bezpieka też zmieniała strukturę, ale przetrwała do roku 1956, kiedy UB zlikwidowano,  a przy każdej komendzie milicji utworzono Służbę Bezpieczeństwa.

Oprócz bezpieki działał też kontrwywiad wojskowy oparty na wzorcach sowieckich. O ile w bezpiece enkawudziści pełnili rolę doradców, a stanowiska obsadzone były przez “polskich towarzyszy”, to w służbach wojskowych oficerami byli sowieci z kontrwywiadu sowieckiego Smiersz, ubrani w polskie mundury. Wojskowa bezpieka powstała już w ZSRS, jej struktura też ulegała pewnym zmianom, a w 1957 roku stała się Wojskową Służbą Wewnętrzną.

Brak jest dokładnych danych, ale wiadomo, że WUBP zatrzymał w województwie gdańskim w latach 1948-54 ponad 5 000 osób. Powszechnie stosowano przemoc w czasie śledztwa. Metody ulegały wyrafinowaniu i ewoluowały w kierunku niezostawiania śladów. Nie trzeba już było bić do nieprzytomności, wystarczyło świecić żarówką w oczy przez kilka dni bez przerwy.  Niekończące się przesłuchania (jednorazowo 40 godzin) pozwalały czasem na 7-godzinny sen.

Oto niektóre z metod:

  • “baletnica” – bicie linijką lub cienkim prętem po piętach i palcach stóp
  • “dywan” – bicie, kopanie i gniecenie więźnia zawiniętego w dywan
  • “kajdanki amerykańskie” – uciski powodujące silny napływ krwi do dłoni, co powodowało pękanie skóry i tryskanie krwi spod paznokci
  • “kobyłka Andersa” – siedzenie odbytem na odwróconej nodze taboretu
  • “siodełko Andersa” – siedzenie w bezruchu na krawędzi taboretu, z wyciągniętymi rękami i wyprostowanymi nogami
  • “rękawica” – wkładanie prętów między palce i ściskanie dłoni
  • “stójka” – stanie nago przed otwartym oknem przez kilkanaście godzin przez wiele nocy
  • “śruba skroni” – ściskanie rękoma i przedmiotami skroni przesłuchanego

Pokażę miejsca, z którymi związana była gdańska władza. To nie będzie lekka lektura.

ulica Orzeszkowej 2 – Miejski Urząd Bezpieczeństwa Publicznego

Tu ulokowała się grupa oddelegowana przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego do stworzenia MUBP. Na czele stał por. Józef Kowalski, szybko zastąpiony przez partyzanta Armii Ludowej – Mieczysława Dunin-Pawłowskiego. Urząd również szybko zlikwidowano, bo w grudniu ’45, ale cała willa została zajęta przez wydziały administracyjne WUBP. W roku 1945 MUBP zajmował się głównie ludnością niemiecką, nie tylko ich umieszczając w więzieniach, ale także znęcając się podczas wysiedleń.

Artykuł jest na trzech podstronach; przejście na kolejną podstronę poniżej.

9 myśli na temat “Gdańsk w 1949 – z dedykacją dla Aleksandry Dulkiewicz

  • W którejś z książek czytałem, że NKWDwska katownia mieściła się też w budynku Srebrnego Młyna.

    Odpowiedz
    • Proszę spróbować sobie przypomnieć tytuł książki.

      Odpowiedz
  • Artykuł ciekawy, ale łączenie p. Dulkiewicz z katowniami komunistycznym jest raczej nietaktem. Nie posądzam autora artykułu o brak zrozumienia przy czytaniu, ale o celową manipulację wypowiedzi pani Dulkiewicz. Cytowany kawałek jest wciągnięty z kontekstu. Jest napisane “bo nasze miasto było DLA NIEGO przyjaznym na wszystkie nacje, poglądy i kolor skóry”. W tamtym czasie nasze miasto rzeczywiście było przyjazne dla Georgisa Dafererasa,
    dlatego p. Dulkiewicz miała rację, komunista idealnie się wpisywał w tamten ustrój. Napisała prawdę.

    Odpowiedz
    • Szanowny Panie, chyba Pan nagina. Nic nie wyciągałam z kontekstu, bo na screenie jest cała wypowiedź. A gdyby jeszcze szerzej ją osadzić – w kontekście ostatnich wystąpień i rożnych wypowiedzi pani Dulkiewicz – to jeszcze bardziej uwidacznia się nieznajomość historii. Proszę mi powiedzieć, jak w tej Pana karkołomnej konstrukcji mają odnaleźć prawdę młodzi ludzie albo ludzie nieinteresujący się historią na co dzień? Oni rozumieją wprost: w roku 1949 Gdańsk był przyjazny dla innych poglądów, dlatego Dafereras przyjechał. Inaczej nie da się tego zrozumieć. Proszę nie kombinować.

      Odpowiedz
    • Jest jeszcze inny aspekt tej sprawy. Tu nie ma co posądzać mnie o knucie. Próbowałam sprostować błędny przekaz wypowiedzi i oparłam to na faktach. Prezydent powinna wyciągnąć z tego wnioski i po prostu więcej tak nie mówić. Może to przeczytała.
      Jeśli nie – tym gorzej dla niej, bo kolejne wpadki będą już inaczej oceniane. Można iść w pychę i dalej wprowadzać w błąd. Można wyciągnąć wnioski i próbować to naprawić. Paweł Adamowicz też nie wiedział, jak wygląda flaga Gdańska. Niech nowa prezydent nie idzie tą drogą.

      Odpowiedz
    • Logika zarówno wpisu pani Prezydent jak i Pańskiego wywodu pozostawiają wiele do życzenia. Jak miasto może być otwarte dla pana jubilata – na wszystkie nacje, kolory skóry etc. Także gramatycznie jest to błędne i stylistycznie, of course. Pomieszanie liczby pojedynczej z liczbą mnogą. Historycznie jest to skandal – i bardzo słusznie autorka artykułu przywołała fakty z tamtego czasu. Zderzenie ich z ideologiczna wypowiedzią pani Prezydent wyraziście to unaocznia. Wypowiedź pani Prezydent jest nie do obrony.

      Odpowiedz
    • Zapamiętać trzeba raz na zawsze, że ilość komunistów w Polsce i za granicą była bardzo duża, a do ch ścigania i osądzania za konkretne czyny są powołane uprawnione organy i sądy. To, że ktoś przyjechał do Polski w 1949 roku, to nie jest powód do tego, aby z uwagi na poprawność polityczną nie podać mu ręki. Gdańsk jest dla wszystkich i każdy ma czuć się w Gdańsku bezpiecznie. Dzisiaj, tj w roku 2019, Pani Prezydent Dulkiewicz nie podał ręki urzędujący Premier RP! Warto ocenić ludzi po ich gestach, które czasami mówią więcej niż słowa.

      Odpowiedz
  • niestety jest pan na strefie pis-owców i piotrowiczów

    Odpowiedz
    • Co za gładzią intelektualna pan błysnął. Może źdźbło merytoryki, panie wyzwiskowicz. A od “w dupe” to pan kompletnie adres pomerdał. Jakie to, niestety i smutne i spójne. Napluć, nabluzgać obrazić zamiast zająć się faktami i rzeczowo rozmawiać. Przykre, że ma pan rzeczywistość tak przyciętą wizjerem, że tylko pan dostrzega nazwy organizacji politycznych. Współczuję obrazu życia, poziomu świadomości etc. Wpis pani Prezydent był kompromitujący i skandaliczny. Jeśli pan tego nie widzi – jest to tylko następna ilustracja stanu pańskiego ducha.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *