Historia

Hołd pruski – pozór sukcesu

Z okazji 500. rocznicy hołdu pruskiego.

Na „Hołdzie pruskim” Matejko dwukrotnie umieścił swoją twarz – człowiek w dolnym lewym rogu ją posiada (jako Bartolommeo Berrecci, twórca renesansowego Wawelu) oraz Stańczyk. Natomiast Bona z berłem posiada twarz żony Matejki, Teodory. W 1878 r. malarz otrzymał berło od miasta Krakowa na znak panowania w sztuce. Na imprezę jednak nie zaproszono jego żony. I Teodora była wściekła. Dlatego Matejko dał jej berło i umieścił na obrazie jako królową.

Jan Matejko „Hołd pruski” 1879-1882

Stańczyk jest ni to kpiący, ni to zatroskany, zapatrzony w przyszłość. Dzieło powstało w wieku XIX i z perspektywy lat można było ocenić, czy ten hołd był właściwy, a trochę jednak nie był. Na samej uroczystości Bona, jak Teodora, była wściekła, bo źle oceniała ten polityczny ruch. Jej zdaniem i wielu innych nie należało przyjmować hołdu, tylko włączyć Prusy do Polski. Zlikwidować państwo krzyżackie raz na zawsze.

W 1618 roku, za panowania Zygmunta III Wazy, nastąpiło połączenie Prus z Brandenburgią unią personalną. Teraz można się sprzeczać, który Zygmunt zrobił błąd polityczny, który mógł wycisnąć więcej, miał więcej możliwości, których nie wykorzystał. Przychylam się do Bony i ocen XIX-wiecznych, że to Zygmunt Stary zawalił sprawę. Położenie Krzyżaków w 1525 r. było tak słabe, że trzeba było rozprawić się z nimi definitywnie, a nie bratać w imię przyjaźni, równości i tolerancji. Obecnie odbieramy hołd pruski  podobnie jak w XVIII wieku. Hołd pruski, hołd pruski!  Super, Niemiec się pokłonił! Serio? Raczej przechytrzył. Księstwo Pruskie było lennem Polski do 1657. W 1701 stało się Królestwem Prus, gdy nastąpiła koronacja elektora brandenburskiego i księcia Prus Fryderyka I na „króla w Prusach”.
A dalej znacie.

Stańczyk, fragment obrazu Jana Matejki

Jak wyglądał hołd pruski?
Tłumy gromadziły się 10 kwietnia 1525 już od rana. Tron królewski ustawiono na drewnianym podium, obitym czerwonym suknem, na środku rynku krakowskiego. Król Zygmunt usiadł na nim w szatach koronacyjnych, co wielu miało mu za złe. Król mógł się w nie ubrać tylko raz w życiu: w czasie koronacji. Z pewnością ten strój miał podkreślić znaczenie hołdu. Wokół niego zgromadzili się dostojnicy, np. wojewoda Hieronim Łaski, bratanek prymasa, 4-letni królewicz, poseł węgierski Jan Statilius. Królowa Bona obserwowała uroczystość z okien kamienicy przy rynku.

Ceremonię otworzyły przemowy posłów Albrechta, którzy na klęczkach prosili, aby król przyjął siostrzeńca w swoje łaski i nadał mu księstwo w Prusach w dziedziczne lenno. Na te przemowy odpowiedział podkanclerzy Piotr Tomicki, krótko komunikując, że monarcha się przychyla. Po tym wjechał na koniu sam Albrecht Hohenzollern – zakonnik, który stał się księciem. Ubrany był w wypolerowaną zbroję rycerską, na ramionach płaszcz z białego, mieniącego się brokatu z szerokim gronostajowym kołnierzem. Zeskoczył z konia i na kolanach przed królem dziękował za lenno.

Obraz Marcello Bacciarelliego „Hołd pruski”, 1796

Wtedy Zygmunt symbolicznie wręczył mu proporzec: na białym tle czarny orzeł (dawny herb Zakonu), ale ozdobiony królewską koroną na szyi i literą „S” (Sigismundus) na piersi. Przy wręczaniu za jeden z końców proporca chwycił margrabia Jerzy Hohenzollern-Ansbach (również siostrzeniec), manifestując w ten sposób, że jest współlennikiem i ewentualnym spadkobiercą Albrechta. Ten herb miał być herbem Księstwa Pruskiego. Następnie Albrecht złożył przysięgę, że będzie dobrym wasalem i będzie zabiegał o dobro Polski. Król trzykrotnie uderzył go mieczem (pasowanie na wasala). Albrechtowi towarzyszyło kilku Krzyżaków i w tym momencie zdarli oni krzyże z płaszczy na znak likwidacji pruskiej gałęzi Zakonu. Wszyscy udali się na nabożeństwo dziękczynne do katedry na Wawelu i tak katoliccy Krzyżacy stali się luteranami. Potem oczywiście uczta. Wszyscy otrzymali podarunki od króla, a dwa dni później monarcha przyznał swemu lennikowi roczną pensję w wysokości 4000 złotych reńskich, co było sumą niemałą.

przeczytaj:

Oczywiście, cała ceremonia była poprzedzona podpisaniem odpowiedniego traktatu, co nastąpiło dwa dni wcześniej.

Już rok później zaczęły być wysuwane roszczenia terytorialne do Prus Książęcych od pozostałych gałęzi krzyżackich. Albrecht się denerwował, więc przyjechał do Gdańska, gdy król w 1526 rozprawiał się w mieście ze zbuntowanymi mieszczanami. Przyjechał, żeby sobie z królem pogadać i zdobyć jego przychylność. Ponoć biegał wokół niego i wręcz adorował. Istnieje zapis, jak w czasie mszy w Mariackim wparował do kościoła i przepychał się do króla, by stanąć między dworzanami. Godzinami też wyczekiwał pod królewską sypialnią. Próbował również zdobyć przychylność panów polskich i to w Gdańsku przypieczętował przyjaźń z Krzysztofem Szydłowieckim.

Miniatura Stanisława Samostrzelnika, Krzysztof Szydłowiecki herbu Odrowąż, kanclerz wielki koronny. Konstruktor polityki zagranicznej Zygmunta I Starego, niestety przyjaciel Albrechta Hohenzollerna, a więc tym samym wróg królowej Bony.

Przyjechał z podarkami i ogłaszał, że sekularyzacja i hołd uczyniły go Polakiem. Piotr Tomicki w listach chwalił go, że „z wilka stał się jagnięciem”. Stronnictwo Bony nazywało go „żmiją w naszym zanadrzu”. Dzięki tej nieufności Albrecht nie otrzymał prawa obradowania w senacie i w elekcjach. A przypominam, że 9-letni Zygmunt August dzięki matce został wybrany na króla w 1529 r. i został nim oficjalnie rok później. Albrecht kręcił się wokół niego i chciał zostać jego opiekunem w wypadku śmierci króla, co skutecznie torpedowała Bona. Z drugiej strony robił wszystko, by polski władca nie ingerował w sprawy pruskie. Chciał wyeliminować jego zwierzchnictwo sądowe, wbrew postanowieniom hołdu pruskiego. Nie dopuszczał np. do apelacji do króla, nie uznawał królewskich listów żelaznych. Wydaje się więc, że Bona miała rację. Zresztą kolejne lata potwierdziły jej obawy.

Owszem, w 1525  niektórzy w Polsce uważali, że hołd pruski przypieczętuje  prestiż kraju na arenie międzynarodowej. Za granicą oskarżano polskiego władcę o słabość i złe doradztwo. Po potopie szwedzkim, gdy elektor brandenburski stanął po stronie Szwedów, wróciła myśl wcielenia tych ziem. Oświecenie gloryfikowało hołd i wojnę 13-letnią, szukało momentów chwały, aż przyszły rozbiory. Wiek XIX już nie był tak łaskawy w ocenie tych wydarzeń.
Tak więc nie wiem, czy jest co świętować.

Albrecht Hohenzollern, Lucas Cranach starszy, 1528

Co więc mówiono w kręgach politycznych o tym hołdzie?
Po pierwsze spodziewano się bardziej energicznych kroków ze strony polskiej, wcielenie ziem zakonnych przyjęto by ze zrozumieniem.

  • Dantyszek w liście do Zygmunta Starego:
    „Nie powinno się pominąć żadnej sposobności, ażeby wejść w posiadanie tego kraju, skąd tyle nieszczęść od dawnych czasów spadło na Polskę. (…) Okazywanie łaskawości i miłosierdzia, zwłaszcza wrogom, często przynosiło niepowetowane szkody”.
  • Chrystian II, król Danii:
    „Jeśliby teraz król polski chciał podjąć wojnę z wielkim mistrzem, to nie będzie miał żadnych trudności, gdyż opuszczony on jest przez wszystkich przyjaciół i nikt mu nie wierzy, tak że los Prus jest przesądzony”.
  • Kanclerz Karola V:
    „Jeśli wasz król to uczynił, to pewną jest rzeczą, że przez to i powagę wszelką i dobre mniemanie u wszystkich utracił”.
  • Antonio del Burgio, poseł papieski:
    „Król jest dobrym człowiekiem, lecz w wielu sprawach pozwala kierować sobą, a część rady królewskiej, w której rękach spoczywają podobne sprawy, jest dość przekupna”.

Nie było przychylności dla sekularyzacji u papieża – z powodu przyjęcia luteranizmu. Zachwycony hołdem był Kochanowski, ale Kochanowski miał przyjazne więzi z dworem królewieckim.

Wiek XIX „przejechał się” po hołdzie. Owszem, były głosy, że Zygmunt I Stary nie mógł przewidzieć skutków i nie on jest odpowiedzialny za dalsze losy Rzeczpospolitej, ale ci, którzy pozwolili na połączenie Brandenburgii z Prusami. Sprzyjał tej opinii Joachim Lelewel. To te głosy „romantyczne”.

Michał Bobrzyński, litografia Stanisława Witkiewicza 1888

Ale prawdziwy atak przypuścił młody historyk krakowski Michał Bobrzyński. Wydał (kilkakrotnie wznawiane) „Dzieje Polski w zarysie”, w których przewartościował wszystkie te romantyczne koncepcje. Bobrzyński jest współtwórcą krakowskiej szkoły historycznej, stawiającej w środku sukcesu państwa silną władzę centralną. Czasy ostatnich Jagiellonów Bobrzyński uważał za okres degrengolady państwa polskiego. „W niczym jednakże zgubny system Zygmunta tak nie zaszkodził Polsce, jak w sprawie pruskiej”. Oskarżał go o ślepotę polityczną i wygodnictwo. „Polska tylko gotowy owoc zerwać z drzewa potrzebowała”. Traktat krakowski z 1525 był wyrazem niemocy, groźnej w skutkach, bo skutkującej rozbiorami.

Ta opinia zaciążyła nad oceną hołdu aż do odzyskania niepodległości. Później było nieco łagodniej, ale nadal w czarnych barwach. Hołd pruski był przedstawiany jako mniejsze zło, choć polityków z XVI wieku nadal uważano za krótkowzrocznych. Przeciwstawiał się temu Oskar Halecki w latach 20-tych, jakby powracając do poglądów z początku XIX w. (tych usprawiedliwiających Zygmunta). Później wobec zaogniających się stosunków polsko-niemieckich wracały do łask poglądy Bobrzyńskiego, a hołd pruski przedstawiano jako „pozór sukcesu”.

Pozostaje pytanie, czy dawne pokolenia są odpowiedzialne za wszystkie późniejsze wydarzenia? Czy może jednak po tej odpowiedzialności i umiejętności przewidywania poznaje się męża stanu?

Anna Pisarska

źródła:

  • Maria Bogucka „Hołd pruski” Wyd. Interpress 1982
  • Michał Bobrzyński „Dzieje Polski w zarysie” Warszawa 1879, Biblioteka Cyfrowa Uniwersytetu Wrocławskiego
  • Maria Bogucka „Dzieje Polski do roku 1795” Wyd. Wiedza Powszechna 1964
  • Marian Biskup „Geneza i znaczenie hołdu pruskiego 1525 roku”, Komunikaty Mazursko-Warmińskie 1975

Dodaj opinię lub komentarz.