Kosycarz TW „Halski” upamiętniony w Gdańsku
Czy władza liczy się z ludźmi? Czy władza słucha swoich mieszkańców? Czy władza ma wiedzę o tym, co dzieje się w mieście?
Pięć lat temu napisałam artykuł o Zbigniewie Kosycarzu, znanym gdańskim fotoreporterze. Pisałam go długo, bo trzy lata. Musiałam czekać na dokumenty w Instytucie Pamięci Narodowej w Gdańsku, część była ściągana z Warszawy, po drodze przydarzyła się pandemia Covid. Ale napisałam. Całość zebrałam w artykule o naganiaczu Halskim – bo Zbigniew Kosycarz był dla bezpieki naganiaczem. Jego współpraca z Urzędem Bezpieczeństwa polegała na opisywaniu swoich kontaktów, robieniu zdjęć i przekazywaniu ich UB. Był za swoją pracę wynagradzany. Zachowały się zestawienia i kwoty wypłat. Część materiału o nim została spalona, ale część jest dostępna. Pływał na „Batorym”. Kapitan Ćwikliński miał podejrzenia, że jest przez niego obserwowany, a jego korespondencja fotografowana.
Cały mój artykuł oparłam o dokumenty. Skonsultowałam je z historykami IPN, poprosiłam o opinię. Z całością można zapoznać się w tym miejscu:
Fotoreporter Zbigniew Kosycarz – naganiacz Halski
Żadne gdańskie medium nie podjęło tematu, wszyscy nabrali wody w usta. Jedynie Marek Formela z „Gazety Gdańskiej” wspomniał o Kosycarzu. Mój artykuł dzisiaj ma ponad tysiąc udostępnień z samej strony internetowej, nie licząc mediów społecznościowych. Udostępnił go również Sławomir Cenckiewicz. Dlaczego Kosycarz miał dostęp do najważniejszych wydarzeń w Gdańsku i czemu zawdzięcza swoją pozycję jako fotograf – nad tym możemy się tylko pozastanawiać. To, że syn Maciej ciągnął profesję po ojcu jest dla mnie oczywiste. Ojciec zostawił bogatą spuściznę. Nie oceniam publicznie, jakim fotografem był Maciej i czy należy mu się mural, choć swoje zdanie na ten temat mam.
No, właśnie, mural… 17 września zostanie odkryty obraz poświęcony ojcowi i synowi. Okazuje się, że jeden ze zwycięskich projektów Budżetu Obywatelskiego 2022 zakładał powstanie muralu na kamienicy przy Podwalu Staromiejskim 89. Ściśle rzecz ujmując, projekt znalazł się na którymś niższym miejscu, ale zwycięskie projekty zostawiły wolne 10 000 zł i można było „dopchnąć” budżet właśnie muralem. Czy zgłaszający lub akceptujący, lub finansujący, czy ktokolwiek z urzędu miejskiego poprosił IPN o opinię? Rodzina nic nie wiedziała? A jeżeli poprosił, to odpowiedź z IPNu mogła być tylko jedna, dlaczego zatem ten mural w takiej formie powstał? My – owszem – zapytaliśmy i dostaliśmy odpowiedź:

Ten artykuł już niczego nie zmieni. Władza w Gdańsku i tak jest „odklejona” od wszelkich form patriotyzmu. Takie jest moje zdanie. Nikogo tam „na górze” nie obchodzą zniszczone przez PRL życiorysy ani budowanie pozycji zawodowej kosztem innych. Mój tata musiał uciekać i ukrywać się w Szczecinie przed takim innym „Kosycarzem” budującym ustrój państwa ludowego. Nie chodzi jednak o rozpamiętywanie krzywd, ale o zwykłą uczciwość, o elementarną moralność, o trzymanie właściwych proporcji (choć przestrzegać prawa też by się przydało).
Zupełnie inną kwestią jest stanowisko Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków pozwalającego na rysunki na terenie pomnika historii. Ta pomalowana ściana to jak „pierzeja” historycznej ulicy Oborniki, która tam biegła i jest upamiętniona płytą w chodniku.
Dzisiaj mogę pogratulować pomysłodawcy, wykonawcy, rodzinie i wszystkim czynnikom decyzyjnym, że na datę odsłonięcia wybrano dzień 17 września. Lepszej nie było.
przeczytaj również:



Marek Formela z „Gazety Gdańskiej” wspomniał o Kosycarzu. Czy to ten sam Marek Formela, co startował w wyborach na prezydenta Gdńska z listy SLD (komuchy wg PiS). Teraz to świętoszek. Kosycarz został agentem II oddział Sztabu Generalnego. To był wywiad. Nie była to Służba Bezpieczeństwa.
Marek Formela wspomniał, bo korzystał z mojego artykułu. Jest tu podlinkowany. Nigdzie nie piszę o Służbie Bezpieczeństwa, a o Urzędzie Bezpieczeństwa. W aktach SG też jest notowany. SG był wywiadem wojskowym, UB cywilnym.