Krótka historia pewnego obrazu

A mianowicie Sądu Ostatecznego Memlinga. Nie pamiętam ostatecznych ustaleń, ale zdaje się, że jest to jednak dzieło zespołowe. Powstało przed 1473 rokiem, bo w tym to roku padło łupem Pawła Beneke. Był drugi rok wojny angielsko-hanzeatyckiej. Obraz znajdował się na pokładzie galeonu Św. Mateusz i zmierzał z Bruggii do Italii pod neutralną banderą burgundzką. Ogólna opinia jest taka, że Paweł Beneke był kaprem. Owszem, był, ale nie miał listu kaperskiego ani od króla, ani od Rady Miasta na obrabowanie Św. Mateusza. Jego atak był więc aktem pirackim.

Sąd Ostateczny

Prawdopodobnie Beneke wiedział, co znajduje się na pokładzie i dlatego zdecydował się na atak. I wcale nie chodziło o jakiś obraz. Na pokładzie było 35 000 funtów flamandzkich czyli 300 000 grzywien (ołtarz w kościele NMP kosztował 13 500 grzywien). Był ałun, sukna, skóry, jedwabne obicia, tkaniny przetykane złotem i inne kosztowności.

Sąd Ostateczny

Zwycięstwo wydawało się gdańszczanom niemożliwe, ale Beneke zachęcił ich płomienną mową. Po zdobyciu udał się na swojej karaweli Peter von Danczik do Hamburga, ale Hamburg obawiając się zatargu z właścicielami łupu zakazał kupować. Faktycznie odezwał się papież Sykstus IV (ałun był jego), król angielski Edward IV i książę Burgundii Karol Śmiały (wg innej wersji galeon zmierzał do Anglii). Spór był, ale z różnych względów się rozmył i podział łupów, który się dokonał w Lubece, faktycznie został przypieczętowany.

Ludzie wychodzą z grobów, a Archanioł Michał ma pawie oka na skrzydłach.

Z 300 000 grzywien połowę dostała załoga. Trzech właścicieli statku (gdańscy patrycjusze) otrzymało po 14%, a Beneke 8%, tj, ok. 20 000 grzywien. Dokonano też podziału towarów, ale z obrazem nie bardzo wiadomo było co robić, więc postanowiono sprezentować go kościołowi. Już z tego podziału widać, że nie było tam miejsca ani na króla, ani na Radę Miejską i papieskie żądanie zwrotu skierowane do Rady nie mogło być spełnione.

Sąd Ostateczny

Obraz był przedmiotem pożądania wielu monarchów. Pożądał go car Piotr I Wielki, pożądał cesarz Rudolf II Habsburg. Pożądał również Napoleon. Ten w przeciwieństwie do innych nikogo o zdanie nie pytał, tylko w osobie barona Vivanta Denona, który jeździł za wodzem i w jego imieniu wywoził dzieła sztuki, po prostu zabrał obraz do Luwru. Po Kongresie Wiedeńskim Sąd wrócił do Gdańska, ale okrężną drogą przez Berlin i tam błagano cesarza Fryderyka Wilhelma III, by obrazu nie oddawał. Pod koniec II wojny Sąd został ukryty w Turyngii, ale Armia Sowiecka go znalazła i zrobiła jedną rzecz dobrą dla Gdańska: zabrała obraz do Ermitażu. Dzięki temu w 1956 roku wrócił do nas i został umieszczony już nie w kościele, a w muzeum. Kilka lat temu z kolei Muzeum Narodowe w Warszawie wypożyczyło obraz na wystawę i też nie chciało oddać.

Diabły mają motyle skrzydła.

Sam Beneke ginie w mrokach historii. Wiadomo, że mieszkał na rogu Węglarskiej i św. Ducha. Prawdopodobnie dokończył życia w szpitalu św. Jakuba i tam został pochowany.
I nigdy nie pisał się Paul, ale Pavel.

wejście do nieba

Anna Pisarska-Umańska

Artykuł powstał na podstawie wykładu Aleksandra Masłowskiego.

3 myśli na temat “Krótka historia pewnego obrazu

  • Oglądam raz w miesiącu ……..
    Obraz godnie stoi zatrzymując myśli nad ostatecznym rozstrzygnięciem. Jest wśród 100 ”najważniejszych” obrazów malarstwa światowego, ale oświetlenie i przez to sposób ekspozycji oraz możliwości odbioru – ŻENADE
    R

    Odpowiedz
    • Oglądam go raz w roku 🙂
      Nie dość jeden ze 100 najważniejszych obrazów świata (też mem tę książkę) to jeszcze jeden z SZEŚCIU światowych arcydzieł jakie są w Polsce (według większości znawców jeden z PIĘCIU).
      Cieszmy się zatem z żenujących warunków ekspozycji i oświetlenia – mamy go na wyciągniecie ręki 🙂

      Odpowiedz
  • Coś jakby drgnęło w sposobie oświetlenia SĄDU .
    Przy okazji aranżacji “Grzechu……….” , może nieświadomie??, ale jest ciut lepiej.
    Jeszcze cztery proste zabiegi , jedna decyzja, cena na wykonanie w takim przypadku nie gra roli i będzie dobrze
    R

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *