Luz czy wsteczny?

Ostatnie tygodnie to jakaś masakra…

Z pracy wyjść nie mogę, wysłałem koło 4000 maili w ciągu zaledwie 10 dni… a zaraz trzeba będzie tych ludków obdzwonić. No, ale cóż, taki los niewolnika!
Mam parę rozgrzebanych dużych projektów, i jeden z kategorii “mission impossible”, a jakoś na koncie kasy na jacht z tego tytułu nie przybywa.

Odpłynięcie z portu utrudnia też chińskie omijanie problemów… Czyli trudne pytanie należy przeczekać, aż zniknie zainteresowanie.  A trudnego projektu, nawet za zylion gilionów pierdyliardów dolarów to lepiej nie ruszać, bo po co komu problemy?

Wolą nic nie robić niż się zmęczyć, czy zestresować… ach te różnice kulturowe…
Pojawiają się nawet w toaletach i knajpach. Tak tutaj zużyty papier toaletowy się wyrzuca do kosza.

kibel

W knajpie Europejczyka można poznać po szkle w dłoni, a Chińczyka po ajfonie.

hobby

Tu ciekawym wątkiem też był kolega kolegi, pół Polak, pół Anglik… na trzeźwo po polsku ani be, ani me, ani kukuryku, za to po kilku browarach i rozumiał mowę spod znaku orła białego, i nawet dość płynie się wypowiadał. Cóż, do płynnej mowy polskiej potrzebne są odpowiednie płyny, wpisujące się w polską przecież tradycję… Wtedy odpowiednia zapadka pod czapką przeskakuje i mamy “swojaka”, który bardziej się okazał myśliwym niż Polakiem, bo odstawił browar i bezpowrotnie zniknął… bynajmniej nie po to by myśleć…

I w ogóle dziwna ta Europa bo zupę robi się z warzyw… Nie do pojęcia 😉

fasolówka

Z innej beczki.
W lokalnych mediach było moje zdjęcie z targów. Co wzbudziło zachwyt całej firmy… cóż sława! 🙂
Niestety, zdjęcie dostępne jest pod takim linkiem, ze nijak tego z telefonu na komputra przerysować się nie da.

Byłem też na weekendowej wycieczce, czytaj: 5 godzin w korkach w autokarze. Dojechaliśmy po zmroku i zamiast wbiec w kąpielówkach do wody, kazano mi usiąść przy śmierdzącym naftą grillu, bo jak jest ciemno, to nie ma ratowników, a plaża jest patrolowana przez ochroniarzy i jest zakaz kąpieli! W mordę no!!!

Kolejny dzień w  OCT (taaaki tam park rozrywki). Kolejka do absolutnie każdej atrakcji to min godzina czekania.  Przy czym na najfajniejsze karuzele nie miałem wstępu! Po raz pierwszy w życiu usłyszałem że mam nadwagę. Atrakcje przewidziane dla ludków o wadze max 70kg! 🙁 Więc mogłem sobie tylko popatrzeć… I postrzelać z łuku.
Czyli przepuściłem całych 20 rmb!

OCT

Hm… czy ja marudzę?

Potem jeszcze spacer po jakiejś buddyjskiej świątyni… Gdzie zrobiłem przepiękne zdjęcia, a które jak się okazało, nie zapisały się na karcie SD, bo ta jest uszkodzona więc szlag je trafił wszystkie. Za wyjątkiem 3.

Do tego tajfun…

Zapowiadali 15-sty, najwyższy poziom zagrożenia, miał być najsilniejszy od 50 lat tajfun, i w ogóle samochody miały latać nad głowami przeplatane kutrami rybackimi… Wiatr o prędkości ponad 130 km/h…i jeszcze miały być trzęsienia ziemi, które niby wczoraj były… (jakoś przegapiłem)

A tu takie pitu pitu…
Słychać było jakieś łamane drzewo, gdzieś coś pod blokiem się stłukło… i od czasu do czasu zawyje jakiś alarm. Firmy, sklepy, urzędy pozamykane, nie kursują autobusy i podobno zatrzymano metro.

Za to, nie słychać by od deszczu zawaliła się nowo wybudowana kolej jak w Gdańsku 🙂

Da się?

tajfun

Za to są ulewne deszcze, mokre buty i chyba zaczynam źle wyglądać bo laski z biura zaczynają mnie dokarmiać i podstawiać pod nos gorącą kawę i ciasteczka. I tu się pojawia pointa:

Szefowa  wyrwała z internetu “rarytasy”. Zupki chińskie z makaronem ze słodkich ziemniaków. Wszyscy zajarani… że pyszne, że palce lizać, delicje, och ach…

Tak, zwykła zupka chińska “ugotowana” przez panią domu, to wykwintne, pożywne danie, które nikogo nie dziwi, a ich pełen koszyk postawiony na kasie, nie powoduje spojrzeń przyklejających łatki do kobiety jako leniwej, chcącej otruć dzieci itd…

kolacja

Tak samo jak zupełnie normalnym jest to, że gospodynie domowe gotują pierogi na obiad w knajpce na parterze…

Dostałem jedną na wieczór wraz z ostrzeżeniem, że cholernie ostra. (zupę – gdyby ktoś zgubił wątek)

Dla Chińczyka ostre może oznaczać mniej więcej co dla innych równie leniwych mieszkańców południa – meksykanów.  Czyli pali na wejściu i na wyjściu.

Doszedłem do wniosku, że to dobra okazja, by wieczorkiem wyluzować i kupiłem piwko, żeby było czym przepłukać płonący ozór. Stojąc w sklepie z zaskoczeniem stwierdziłem, że dawno nie robiłem żadnych zakupów i chyba od czerwca nie kupowałem żadnych owoców! Więc kilka bananów powędrowało do koszyka.

kolacja

Czas wyluzować nieco.
Tylko jak to zrobić, gdy szefowa marszcząc czoło pokazuje paluchem na tabelki sprzedaży? Ano podpowiedź dał mi szef sprzedaży krajowej…

Po ostatniej wizycie u mnie, gdzie butem wino otwierał… wpadł na pomysł i dostałem od niego jakaś karafkę…, i kryształowe kielony… Szkoda, że nie wpadł na to by dorzucić korkociąg… 🙂 Zatem sygnałem nie jest wino… ale chyba odstawienie mózgu na półkę 🙂
…ostatnio przestaje dostrzegać logikę otaczającej mnie rzeczywistości. Brak witamin?

PS. Zupka zupełnie przeciętna, z ukierunkowaniem na “słaba”. normalne z wołowiną mi bardziej smakują.

fooky

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *