Mieszkańcy Gdańska nie mogą spać spokojnie

W poniedziałek wieczorem w Gdańsku wystąpiły intensywne deszcze burzowe. W ok. 3 godziny spadło przeciętnie 40 litrów wody na każdy metr kwadratowy miasta.

Z prasy dowiadujemy się, że podtopiło i zalało klasycznie już Słowackiego, Nowe Ogrody, Węzeł Kliniczna, skrzyżowanie Galerii Bałtyckiej. Rano obserwowaliśmy na tych ulicach masę przywleczonych kamieni średnicy (nawet 4-5 cm), co może świadczyć, z jaką siłą rzeki wody płynęły nocą ulicami miasta.

Czy mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem ekstremalnym zdarzającym się raz na kilka lat? Czy może ze zdarzeniami powtarzającym się częściej, nawet 3-4 razy w roku w Gdańsku? Niestety, to drugie.

Porównując ten opad z innymi opadami nawalnymi z ostatnich kilku lat można uznać, że była to przeciętnej wielkości burza nad Gdańskiem.

Opady nawalne stają się dla nas powoli rzeczywistością, do której musimy przywyknąć i z którą musimy sobie zacząć radzić. Tak, jak kiedyś można było mówić, że burza w czasie której spadło kilkadziesiąt litrów wody na metr kwadratowy, jest czymś wyjątkowym, to dzisiaj nie, skoro podobne opady już w tym roku mieliśmy w połowie maja, latem zeszłego roku, czy w pamiętnym 2016 roku i tak cyklicznie cofając się aż do pamiętnej powodzi z 2001 roku.

Można sobie również zadać pytanie, czy 40 litrów wody na metr kwadratowy spadające w ciągu kilku godzin to dużo? To zależy. Dla niezabudowanej zlewni nizinnej to nie są duże ilości wody, natura bez problemu sobie radzi z takimi i wyższymi opadami. W naturze mamy bowiem do czynienia z wieloma procesami jak ewaporacja, transpiracja, infiltracja czy intercepcja. To wszystko powoduje przytrzymanie wody w miejscu opadu, z czego tylko niewielka ilość odpłynie do rzek, a przecież w naturze tak wiele jest też przestrzeni bezodpływowych…

Jeśli natomiast mamy do czynienia ze zlewnią zurbanizowaną, to niestety przeważnie to, co spada na beton, nabiera rozpędu i spływa do sąsiada niżej, aż spłynie do morza.

Zwiększająca się częstość deszczy nawalnych to znak zmian klimatu. Niewielu jest już przeciwników tego twierdzenia.

W Gdańsku jednak jest coś jeszcze co sprawia, że mieszkańcy nie mogą spać spokojnie.

Jest to splot dwóch faktów – błędna polityka przestrzenna prowadzona w ciągu minionych 20 lat, która doprowadziła do zabudowy górnego tarasu miasta – wody spływają do niewydolnej kanalizacji deszczowej, a częściowo tam, gdzie chcą, bo kanalizacji deszczowej nie projektuje się na deszcze nawalne!!!!

Jeśli do tego dołożymy beton na osiedlach (nawet pod trawnikami!), wycinkę drzew i krzewów, zasypanie resztek terenów bezodpływowych, to mamy murowany przepis na coroczne podtopienia, a raz na 10 lat na powódź miejską.

przeczytaj:

I nic dziwnego, że co chwila zalewa i będzie zalewać dolny taras, no chyba, że nastąpi radykalna zmiana, o której poniżej.

Włodarze Miasta posiadając oczywiście ww. wiedzę dot. powodów tak dobrego nawodnienia terenów dolnego tarasu wykonali wspaniałą robotę w postaci kampanii informacyjnej zapewniając mieszkańców, że wina  leży tylko i wyłącznie po stronie zmian klimatu. Słyszeliśmy to niejednokrotnie w czasie kampanii wyborczej.

I tak mimo upływu 3 lat od panelu obywatelskiego, na którym po raz pierwszy pozwoliliśmy sobie na zdanie odmienne od magistratu, nie przeprowadzono zmian planistycznych wzmacniających retencję w Gdańsku.

Mimo posiadania w Gdańsku znakomitego gremium fachowców w dziedzinie retencji niewiele zrobiono, oprócz kilku ogrodów deszczowych, za które i tak serdecznie dziękujemy. Niestety, kilka ogrodów deszczowych nie sprawi, że zatrzymamy wodę z nawałnicy…

Trudno natomiast nazwać poprawą retencji budowę sztucznego zbiornika retencyjnego Strzelniczka II w miejscu o wielokrotnie większym potencjale retencji naturalnej i zniszczenie przy tym wspaniałej przyrody tego miejsca, o czym donosiliśmy na jesień zeszłego roku…

przeczytaj:

Trudno też nazwać retencją przekopanie i spuszczenie wody z torfowiska wiosną tego roku poniżej osiedla 4 Pory Roku…

Trudno nazwać czymś pozytywnym prace nad miejskim planem adaptacji do zmian klimatu w Gdańsku, który zamiast być merytoryczną batalią o inwestycje dostosowujące nasze miasto np. w zakresie kanalizacji burzowej do zmian klimatu, stał się batalią o pieniądze na wymarzone projekty wydziałów miasta – czy więc zakup nowych autobusów pomoże miastu w walce ze zmianami klimatu? A może budowa asfaltowej ścieżki w Dolinie Radości, o tak wspaniałej naturalnej retencji, pomoże miastu w walce ze zmianami klimatu? Czy może betonowanie koryt potoków miejskich przyniesienie miastu korzyść ze zmian klimatu? A może pogadanki na temat klimatu pomogą miastu z napływem wód z górnego tarasu?

przeczytaj:

Dużo jest smutnych faktów, a tak naprawdę jeden wniosek.

Brak zarządzania miastem, na poziomie ponad-wydziałowym w perspektywie wielolecia. Stąd problemy z wydawałoby się oczywistą sprawą jak przeciwdziałanie powodzi i podtopienia.

Na dzisiaj już wiemy, że retencja techniczna taka, jak budowanie zbiorników retencyjnych, zaprowadziła miasto w kozi róg – otóż okazało się, że zbiorniki są cały czas za małe wobec rosnącej ilości wody spływającej do nich i trzeba innych dużo większych działań, aby sprawę załatwić. Ponadto to, co spływa do tych zbiorników, to szlam i zanieczyszczenia, które niszczą naszą Zatokę Gdańską.

W związku z powyższym w zasadzie jedynym rozwiązaniem i kierunkiem działań jest retencja naturalna i zainwestowanie miasta w zieleń izolacyjną, osłonową, retencyjną – w strefy infiltracji wód.

W Gdańsku należy posłuchać natury, brać z niej przykład, a nie próbować z nią walczyć przy pomocy jakże marnych w skutkach działań technicznych.

Dlatego też należy należy zwielokrotnić nakłady na zieleń miejską i ją przebudować. Miastu i jego mieszkańcom należy się stworzenie planu działań przywracających naturalną retencję w postaci:

  • budowy ogrodów deszczowych i skwerów na masową skalę (co najmniej 30/rok)
  • budowy oczyszczalni hydroponicznych dla wód opadowych (w tym przed ujściem do morza),
  • odbudowa klinów w planowaniu przestrzennym w dnach dolin rzek z odbudową naturalnej retencji,
  • zmiana wizji planowania przestrzennego z kierunku stworzenia zielonych pierścieni wokół miasta oraz wokół obszaru metropolitalnego (szczególna ochrona dla lasów TPK, Lasów wokół Jeziora Otomin, wykupienie obszarów Św. Wojciecha wzdłuż trasy nr 7 i stworzenie naturalnego lasu południowego).
  • zmiany planistyczne zapewniające retencję wód opadowych na nowo budowanych osiedlach (tam, gdzie spadł deszcz, tam ma być retencja – mikroretencja – zielone dachy, stawy osiedlowe, boiska w obniżeniach na deszczówkę
  • tworzenie wytycznych projektowania dróg zapewniających retencję drogową dla wód z deszczy nawalnych!!!!!!!!! w postaci – retencji trawników (wymiany gruntu na 30 cm – mieszanka piaszczysto-torfowo-gliniasta), retencji torowisk (torowiska o rzędnych poniżej drogi, z podłożem przepuszczalnym i zadarnionym, budowa obniżeń w krawężnikach, pierwszeństwo w budowie rowów chłonnych, zakaz zrzutu wód bezpośrednio do cieków (nawet z małych zlewni o niskim SDR w ramach adaptacji do zmian klimatu).

Te ww. działania powinny znaleźć się w miejskim planie adaptacji do zmian klimatu. Czemu ich nie ma? Czemu nie zaproszono osób mających wiedzę nt. Gdańska przy tworzeniu takiego dokumentu? Dokumentu, za którym idą pieniądze na inwestycje?

przeczytaj:

Ponadto Miasto winno rozpocząć bezpardonową walkę z inwestorami niszczącymi naturalną retencję – Plichta zasypuje łąkę nad stawem przy obwodnicy, na Owczarni zniknął cały staw, jak i wiele innych w minionych latach na górnym tarasie, w Kokoszkach kilka hektarów łąki jest zasypywanych – myślicie, że któryś z urzędników kiwnął palcem?

Co ciekawe, zarówno dla mieszkańców, jak i ludzi z branży ochrony środowiska, przyczyny problemów z wodą deszczową w naszym mieście są raczej oczywiste i chyba nikt nie ma problemu ze wskazaniem winnych. Skoro tak, to na co czekają zarządzający naszym miastem?

Michał Przybylski 

Pomorskie Towarzystwo Hydrologiczno-Przyrodnicze

3 myśli na temat “Mieszkańcy Gdańska nie mogą spać spokojnie

  • W pełni się zgadzam, do tego.odkrywanie z betonu i kostki ogromnych przestrzeni przy szkołach, które tartanizuje się i betonuje w zastraszającym tempie, najczęściej wycinając przy tym wszystkie drzewa (liście śmiecą). Przy każdej szkole i przedszkolu powinien być ogród i naturalna murawa – to ogromne tereny naturalnej retencji.

    Odpowiedz
  • Woda niosła kamienie 5cm, na Ptasiej naniosło kamieni o średnicy 30cm. Co w przypadku tej ulicy dziwne nie jest, bo standardowo woda wybijająca z kanalizacji burzowej zrzuca włazy typu ciężkiego i płyną z nurtem wody na krzyżówki Ptasia-Małomiejska. Wydaje mi się, że budowa kolejnych mini osiedli w dolinie tej ulicy znacznie “poprawi” tę sytuację. Lekarstwem może być zmuszenie deweloperów do przebudowy infrastruktury w okolicy. Chcą budować, proszę bardzo, warunek zabudowa nie pogorszy i tak tragicznie niedowymiarowanej infrastruktury.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *