Polityka na Wyspie Spichrzów

19 czerwca 2007 r. Prezydent Miasta ogłosił międzynarodowy konkurs, mający na celu wyłonienie inwestora, który wspólnie z miastem utworzyłby spółkę celową, mającą za zadanie zagospodarować północną część Wyspy Spichrzów: Prezydent stwierdził, iż jest przekonany, „że chętnych do wspólnej komercjalizacji tego niezwykle prestiżowego i atrakcyjnego terenu nie zabraknie”. Od przyszłego inwestora oczekiwano przede wszystkim propozycji zagospodarowania terenu, uwzględniającej potrzeby kulturalne, usługowe oraz mieszkaniowe, zgłoszone wobec rzeczonego obszaru przez miasto. Do konkursu dopuszczono ostatecznie dwie firmy, ale brak zdecydowania z ich strony, pomimo kilkukrotnego przesuwania daty złożenia koncepcji architektonicznych, spowodował, iż ostatecznie, 30 czerwca 2008 r. miasto postanowiło zakończyć wszelkie procedury związane z wyborem inwestora, bez rozstrzygnięcia.

Zastępca Prezydenta Gdańska uznał, iż wobec zakończenia konkursu bez rozstrzygnięcia, „prace przygotowawcze do inwestycji, miasto będzie prowadzić we własnym zakresie”. Zdecydowano, aby podjąć negocjacje z wybranymi biznesmenami, ustalając warunki całego przedsięwzięcia. Zainteresowanych było kilkanaście firm, w większości z międzynarodowym kapitałem.

W międzyczasie hiszpański inwestor, posiadający działkę na północnym cyplu Wyspy Spichrzów, ogłosił, iż ma poważne kłopoty finansowe. Pomimo iż zadeklarował, że miejsca inwestycji (planowanego hotelu) nie opuści, to jednak z artykułu opisującego całe zdarzenie przewijało się powątpiewanie dziennikarzy w takie deklaracje. W obliczu braku perspektyw na szybką inwestycję w północną część wyspy, miasto postanowiło w międzyczasie odzyskać pięć działek, należących do Pracowni Konserwacji Zabytków, w zamian za inny teren w centrum Gdańska, co też udało się zrealizować na początku 2009 roku.

Analizując próby politycznego zagospodarowania omawianego terenu przez władze miasta można odnieść wrażenie, iż po początkowej liberalizacji, stopniowo rezygnowano z jakichkolwiek modeli kształtowania przestrzeni, na rzecz czystej negocjacji biznesowej i dopiero ex post ustalania warunków dla nowej zabudowy. Zapisy w planach zagospodarowania przestrzennego były bowiem na tyle liberalne, iż w danym miejscu mógł powstać obiekt w znacznej mierze zależny od upodobań danego inwestora, byle tylko ten zgodził się na podpisanie umowy i jego budowę. Można zatem dostrzec, podobnie jak miało to miejsce w Kazimierzu Dolnym, przewartościowanie przez władze miasta, pozycji inwestora, kosztem pozostałych aktorów gry o przestrzeń historyczną.

Warto jeszcze dodać, iż w roku 2008 Rada Miasta uchwaliła część planów zagospodarowania przestrzennego dla środkowej i południowej części wyspy (rejon ul. Spichrzowej i ul. Żytniej oraz rejon ul. Toruńskiej i ul. Chmielnej), co umożliwiło rozpoczęcie kilku inwestycji deweloperskich na tym, mniej kontrowersyjnym, obszarze. W stosunku do północnej części wyspy, miasto ogłosiło kolejny konkurs na wyłonienie inwestora-partnera, który w sierpniu 2009 roku, wygrała firma Polnord, kontrolowana przez biznesmena Ryszarda Krauzego. Partnerstwo miało polegać na tym, iż miasto przekaże firmie Polnord wszystkie swoje działki (2,3 ha terenu) wzdłuż zachodniego brzegu wyspy, zaś firma uzbroi teren, wznosząc w tym miejscu drogi i domy. Na listopad przewidziano podpisanie umowy przedwstępnej oraz określenie warunków współpracy.

Rok 2010
Po podpisaniu umowy Polnordu z Miastem Gdańsk, opiewającej na pół miliarda złotych, ogłoszony został konkurs na koncepcję architektoniczną oraz wykonawstwo północnej części Wyspy Spichrzów. Na wieść o ogłoszeniu konkursu, ponownie uaktywnili się zwolennicy odtworzenia historycznej zabudowy tego miejsca. Wykorzystali oni niezadowolenie społeczne wytworzone przez decyzje polityczne, idące w kierunku przeciwnym do określonych w niniejszej publikacji, oczekiwań społeczności lokalnej. Zapewne dlatego prof. Januszajtis przygotował „Deklarację w sprawie kształtu Wyspy Spichrzów”, którą wraz z podpisami mieszkańców Gdańska, zamierzał przedstawić władzom odpowiedzialnym za sprawy kultury i dziedzictwa narodowego, w związku z – jak to określono – „niebezpieczeństwem ostatecznego przekreślenia możliwości przywrócenia Wyspie Spichrzów kształtów historycznych, a przez to zaprzepaszczenia szansy na dokończenie unikalnego w skali światowej projektu odbudowy miasta całkowicie niemalże zniszczonego przez wojnę”.

W deklaracji, obok zasygnalizowanych obaw o niechęć władz miasta do odtwarzania historycznego dziedzictwa oraz rozpisanie zamkniętego konkursu architektonicznego, podkreślono również, iż

…dla historycznej tożsamości naszego miasta szczególnie ważna jest postać północnej części Wyspy, po drugiej stronie Motławy, na przeciwko pieczołowicie odbudowanego Długiego Pobrzeża, niezrównanego »waterfrontu« Głównego Miasta, stanowiącego jednak tylko jedną pierzeję słynnej na cały świat ulicy wodnej. Dla zachowania piękna krajobrazu odwiecznego portu Pierwszej Rzeczypospolitej niezbędne jest przywrócenie dawnej postaci także drugiej, przeciwległej pierzei.

Warto jednak zaznaczyć, iż o ile większość społeczności lokalnej zapewne poparłaby tradycyjne modele zagospodarowania przestrzeni historycznej, to jednak kilkanaście procent mieszkańców (jak pamiętamy z analizowanych ankiet) byłoby takiemu rozwiązaniu przeciwnych. ich zdanie również zostało w tej dyskusji wyraźnie zaznaczone. Jako kontrę wobec deklaracji miłośników dawnego Gdańska, swoją własną petycję przygotowało bowiem stowarzyszenie Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej (FRAG).

Autorzy petycji, stając w obronie nowoczesnej architektury, napisali, iż „ważne jest aby (…) powstawały budowle poświadczające o naszej aktualnej epoce, budowle które będą mogły w przyszłości informować o »duchu czasów« okresu historycznego, w którym teraz żyjemy. Wyspa Spichrzów jest wyjątkowym miejscem na tego typu manifest architektoniczny, gdyż ze względu na kontekst dawnej zabudowy będzie można podkreślić, iż dokonania naszych czasów są częścią szerszego procesu rozwoju kulturowego. Wybudowanie tutaj jedynie kopii starej zabudowy nie stawia kroku naprzód w tym rozwoju, ma więc szkodliwą wartość dla naszej kultury zatrzymując jej postęp”.

Deo Gloria i pozostałe spichlerze
Deo Gloria i pozostałe spichlerze

Próbą pogodzenia obu stron był kolejny list otwarty, tym razem napisany przez obywatela miasta, pasjonata historii Gdańska, Aleksandra Masłowskiego. Zaproponował on, aby jedynie od strony Motławy zbudować kopie dawnych spichlerzy natomiast resztę terenu Wyspy Spichrzów przeznaczyć na nowoczesna architekturę. Podkreślił również, na co warto zwrócić uwagę, iż koncepcja taka byłaby kontynuacją wcześniejszych metod odbudowywania Gdańska, w których Główne Miasto, pomimo historycznej fasadowości, było jednak nowoczesnym, jak na czasy swojej budowy osiedlem. Zdaniem Masłowskiego tylko tak można pogodzić „historystów” oraz „modernistów” i zakończyć dyskusję, „która zaczyna przypominać spór ideologiczny, w którym osiągnięcie porozumienia staje się niemożliwe, bowiem żadna ze stron nie chce (i w istocie nie może) ustąpić. Towarzyszą temu liczne ambicje osób i instytucji przekonanych o własnym monopolu na wiedzę, zbawienność koncepcji oraz (…) na poczucie smaku i estetyki”.

Pod koniec kwietnia 2010 r. rozstrzygnięto konkurs na zagospodarowanie północnego cypla wyspy. Wygrała go pracownia MAT z Gdańska, zdobywając I nagrodę o równowartości 100 tys. zł. Jak jednak stwierdził prezes Polnordu: „W zwycięskiej pracy podobają mi się rozwiązania urbanistyczne, ale ta część, w której powstanie Muzeum Bursztynu, na pewno będzie wyglądać inaczej”. Ostatecznie Polnord zdecydował, iż zwycięska pracownia otrzyma zlecenie zaprojektowania jednego z elementów zabudowy wyspy, ale nie będzie to budynek przyszłego muzeum.

Decyzja polityczna o wyborze nowoczesnych modeli kształtowania przestrzeni historycznej oraz dodatkowa liberalizacja tych modeli i zarazem nieuchronne konsekwencje społeczne takiej decyzji (przewidziane w części teoretycznej niniejszej książki), spowodowały, iż konflikt wokół zagospodarowania Wyspy Spichrzów, zaczął „wylewać się” na forum ogólnopolskie.

O rozstrzygniętym konkursie architektonicznym oraz toczącym się sporze wokół kształtu zabudowy na wyspie poinformowała obszernie „Rzeczpospolita” w wydaniu 18 maja 2010 roku. Podkreślono w nim, iż zwycięski projekt, pomimo, iż nowoczesny, poprzez formułę spadzistych dachów oraz użytej czerwonej cegły w jakimś sensie koresponduje z historycznym kontekstem omawianej przestrzeni. Dla niektórych przedstawicieli gdańskich architektów, to jednak było zdecydowanie za mało. Jak stwierdził Stefan Ciecholewski, prezes Oddziału Wybrzeże Stowarzyszenia Architektów Polskich, poziom konkursu był niski, zaś „taka zglobalizowana architektura mogłaby stanąć w każdym innym europejskim mieście”.

Wyspach Spichrzów
Wyspach Spichrzów

Jego zdaniem „należałoby odtworzyć pierzeję Wenecji Gdańskiej, zachodni brzeg wyspy, znajdujący się naprzeciwko Długiego Pobrzeża. (…) Nie chodzi o to, by je rekonstruować (spichlerze – przyp. G.K.), ale o to by odtworzyć ich formy zewnętrzne, dostosowując je do nowej funkcji”.

Zupełnie inne zdanie, obok przytaczanego artykułu, zaprezentowała prof. Małgorzata Omilanowska, historyk sztuki z Uniwersytetu Gdańskiego, zamieszkała w Warszawie. Jej zdaniem autorzy projektów starali się zbyt banalnie nawiązać do dawnej zabudowy spichrzowej (co przecież było spełnieniem wymogów nałożonych przez konserwatora zabytków – przyp. G.K.), zaś zabrakło indywidualnego podejścia: „Nie mówimy o obszarze z zachowaną wartościową zabudową historyczną tylko o magazynowej części miasta, która spaliła się 65 lat temu”. Wymogi konserwatorskie wobec wspomnianego obszaru, prof. Omilanowska określiła jako „dyskusyjną kwestię”, spowodowaną „straszną i bolesną” nostalgią społeczeństwa za „zabytkowym rajem”. Istniejące od 1999 roku kopie historycznych kamienic na ul. Stągiewnej określiła natomiast jako „koszmar, styropianowy Disneyland, pseudorekonstrukcje imitujące XIX-wieczną zabudowę”. Jej zdaniem „jak ognia boimy się współczesnych architektów. Z góry zakłada się, że nie zrobią niczego dobrego. Jeżeli się ich wpuszcza w obszar miasta z krajobrazem ukształtowanym w poprzednich stuleciach, to od razu im się zakłada kajdanki na ręce”.

widok z Zielonego Mostu
widok z Zielonego Mostu

W tym momencie warto zwrócić uwagę na zacytowane wypowiedzi z artykułu w „Rzeczpospolitej”. Wydaje się bowiem, iż większe znaczenie, niż ogólne preferencje ideowe poszczególnych zawodów, ma w omawianym przypadku pochodzenie oraz emocjonalny związek z daną przestrzenią historyczną. Architekt opowiada się wszakże za kreacją i nową funkcją, ale w ścisłym odwzorowaniu dawnej bryły i klimatu miejsca. Z kolei historyk sztuki, najprawdopodobniej zwolennik rieglowskiej, materialistycznej teorii zabytku, nie dostrzegając innych wartości w resztkach zabytkowej substancji, postuluje bardzo odważną, nawet zupełnie oderwaną od kontekstu miejsca, kreację nowoczesną. Przedstawione postawy są wprawdzie zgodne z tezami zaprezentowanymi w rozdziale trzecim niniejszej publikacji, ale warto zwrócić uwagę, iż stosunek emocjonalny do danej przestrzeni, który ma przecież charakter subiektywny, może obiektywne postawy zawodowe łagodzić (w omawianym przypadku: architekt) lub radykalizować (w omawianym przypadku: historyk sztuki).

Niejako w odpowiedzi na zarzuty pod swoim adresem, Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków, dr Marian Kwapiński starał się uzasadnić konieczność zastosowania „modułu gdańskiej kamienicy” w realizacji nowych projektów na Wyspie Spichrzów. Nie zgodził się on z twierdzeniem, iż „architektura jest dziedziną twórczości, zaś wymogi ochrony dziedzictwa kulturowego – np. kamieniczkowy moduł zabudowy – zmuszają twórców do myślenia odtwórczego, co ogranicza szanse (…) na dobrą architekturę”. Jego zdaniem zwolennicy takich poglądów „są bardziej technologami (rzemieślnikami), niż faktycznymi artystami”, niezdolnymi do zaprojektowania czegoś ciekawego w sytuacji, gdy przestrzeń podlega jakimkolwiek ograniczeniom.

28 października 2010 r. Rada Miasta Gdańska uchwaliła nowy plan zagospodarowania przestrzennego dla północnej części Wyspy Spichrzów. Wcześniej Rada odrzuciła wszystkie uwagi, zgłoszone do planu przez zainteresowanych mieszkańców oraz organizacje pozarządowe. Odrzucono propozycje pracowni MAT (która wygrała aktualny wówczas konkurs), a także uwagi – zarówno zwolenników rekonstrukcji tradycyjnej zabudowy (prof. Januszajtisa, Stanisława Michela i Tomasza Miatkowskiego oraz Tomasza Korzeniowskiego z gdańskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zabytkami), jak również zwolenników zabudowy bardziej nowoczesnej (Michała Szymańskiego z Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej).

Odrzucenie wszystkich uwag do planu zapowiadano jeszcze przed głosowaniem, w prasie, uzasadniając, iż należy się spieszyć, bo nowy inwestor może się rozmyślić, jeśli plan nie zostanie uchwalony na czas. Zarzuty zwolenników tradycyjnej zabudowy oraz miłośników historii i zabytków Gdańska, o niezgodność planu ze studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, o potrzebę rekonstrukcji niektórych spichlerzy i kamienic, o dopuszczenie do zbyt wysokiej zabudowy i zbyt dowolnego kształtu dachów, wiceprezydent miasta zbył stwierdzeniem, iż „plan był uzgadniany z wojewódzkim konserwatorem zabytków, który – jak wszyscy doskonale wiedzą – z niezwykłą skrupulatnością czuwa nad ochroną dziedzictwa narodowego i nie dopuściłby do żadnych błędów”.

Opinię w sprawie zgłoszonych przez zwolenników tradycyjnej zabudowy uwag, przesłał magistratowi prof. Krzysztof Pawłowski, architekt-urbanista oraz konserwator zabytków, w której to opinii stwierdził, iż „zachowane przekazy historyczne nie dają wiarygodnych informacji na temat ukształtowania spichlerzy”. Jego zdaniem „Karta Wenecka, powszechnie uznana za wykładnię doktryny konserwatorskiej w skali międzynarodowej, nie dopuszcza działań opartych na domyśle”. Ponieważ niektórzy radni miejscy mieli wątpliwości w sprawie planu, zarządzono dyscyplinę klubową, którą prof. Januszajtis, skomentował ironicznym zapytaniem, jak ma się ona do hasła: „Gdańsk – miasto wolności”.

Ostatecznie plan zatwierdzono 19 głosami „za” przy 13 głosach „przeciw”.

Nacisk polityczny na uchwalenie planu, coraz silniej wprowadzającego całkowitą dowolność w wyborze modelu zagospodarowania przestrzeni historycznej pokazuje, że lokalni politycy liczyli się wyłącznie z postulatami realnych oraz potencjalnych inwestorów, operujących na tym obszarze. Potrzeba jak najszybszego zagospodarowania i skomercjalizowania terenu Wyspy Spichrzów spowodowała, iż podjęto decyzję odrzucającą możliwie skrajne i trudne w politycznej realizacji modele na rzecz rozwiązań bardziej przystępnych dla inwestorów. Odrzucono głos społeczności lokalnej, nie mającej, zdaniem lokalnych władz, istotnego wpływu na przebieg ewentualnych inwestycji.

Lata późniejsze
Tymczasem prace archeologiczne, prowadzone w północnym cyplu wyspy, mające za zadanie wyjaśnić, czy da się w tym miejscu wybudować dwupoziomową halę garażową, przewidzianą w zwycięskiej koncepcji, przesunęły termin (z marca na lipiec 2011 r.) podpisania umowy o powołaniu spółki pomiędzy miastem Gdańsk i firmą Polnord. W lipcu, z kolei, okazało się, iż potrzeba dodatkowych uzgodnień z wojewódzkim konserwatorem zabytków (tym razem w kwestii planu komunikacyjnego) i termin podpisania umowy ponownie przesunięto na listopad 2011 roku. Na początku listopada zaś, prezes Polnordu Bartosz Puzdrowski, zakomunikował, iż firma ostatecznie nie podpisze z miastem Gdańsk wspólnej umowy na zagospodarowanie północnego cypla Wyspy Spichrzów. Jako powód rezygnacji podał kryzys, który, jak stwierdził „spowodował, iż nie możemy przeprowadzić inwestycji na wcześniej uzgodnionych warunkach”. Miasto z kolei, wytykając liczne błędy firmie Polnord (m.in. dublowanie kosztów) postanowiło, iż będzie szukać nowego inwestora dla omawianego obszaru.

Warto jednak zaznaczyć, iż właścicielem terenów naprzeciwko Długiego Pobrzeża, położonych nieco na południe od miejskiego cypla, w bezpośredniej okolicy ul. Stągiewnej jest prywatny przedsiębiorca, Zbigniew Nowak, właściciel zakładów mięsnych. Działki zakupił od upadającego, hiszpańskiego inwestora. W przeciwieństwie do władz miasta, Nowak, krok po kroku uzyskiwał wszelkie pozwolenia (m.in. konserwatorskie), zlecił przeprowadzenie kosztownych badań archeologicznych, zgromadził odpowiednią dokumentację dla potencjalnych inwestorów oraz przygotował koncepcję zabudowy, która będzie bezpośrednim kontrapunktem najważniejszej części Długiego Pobrzeża. Projekt zabudowy, jaki Zbigniew Nowak prezentuje, poszukując potencjalnych inwestorów na różnego rodzaju międzynarodowych targach, jest bardzo awangardowy, nosi znamiona niemalże swobodnej kreacji nowoczesnej, ograniczonej jedynie kształtem bryły gdańskiego spichlerza, przy znacznym zastosowaniu szkła oraz stali, minimalnym zaś cegły.

Z kolei we wschodniej części ulicy Stągiewnej, właścicielem pustej działki, przylegającej do budynku nr 21/22, jest grupa Polski Holding Nieruchomości S.A., która planuje budowę w tym miejscu czterogwiazdkowego hotelu. Pierwsze wizualizacje hotelu zapowiadają zabudowę kompletnie przeciwną temu, co zaproponował inwestor Nowak naprzeciwko Długiego Pobrzeża. Przyszły hotel ma być bowiem utrzymany w duchu kreacji tradycyjnej, zgodnej z tym, co wybudowano w latach 90-tych po drugiej stronie ul. Stągiewnej.

Dwa powyższe przykłady dość dobrze pokazują, iż plan zagospodarowania przestrzennego wyspy został skonstruowany tak, iż w ramach przestrzeni historycznej mogą zaistnieć, obok siebie, kompletnie przeciwne sobie modele jej kształtowania. W przypadku omawianego obszaru, panuje swoista niewydolność władz miasta w pozyskiwaniu oraz utrzymywaniu inwestycyjnych partnerów. Związana z tymi problemami nadmierna ustępliwość władz lokalnych wobec inwestorów (wyrażona w liberalnych zapisach, uchwalonych w mpzp) może prowadzić do sytuacji, w których inwestorzy niemalże samodzielnie zaczynają kształtować przestrzeń historyczną, zgodnie z własnymi upodobaniami. Zatem lokalni politycy, wzbraniając się przed wyborem jakiegokolwiek modelu kształtowania przestrzeni historycznej, dopuszczają do sytuacji, która może powodować estetyczny chaos.

Jedynym organem opiniującym, w tym przypadku koncepcje architektoniczne inwestorów, jest konserwator zabytków – jednak ze względu na liberalne zapisy w mpzp, będące efektem decyzji politycznej – jego uwagi również mają ograniczony charakter. Zaprezentowany ciąg wydarzeń pokazuje typowy konflikt społeczno-polityczny o przestrzeń historyczną w Polsce: mocna polaryzacja ideowa, spora ilość zaangażowanych organizacji pozarządowych, decydowanie polityczne bez konsultacji społecznych, odrzucanie uwag obywateli, wreszcie niejednoznaczna decyzja polityczna, która sankcjonuje estetyczny oraz ideowy nieporządek.

Grzegorz Kęsik

profil na FB:  Rekonstrukcje i odbudowy

Tekst w oryginale opatrzony przypisami.

Podtytuły, wytłuszczenia i zdjęcia: Gdańsk Strefa Prestiżu. 

zdjęcia kartusza spichlerza Deo i spichlerza przy Brandgasse 19 z archiwum Narodowego Instytutu Dziedzictwa

6 myśli na temat “Polityka na Wyspie Spichrzów

  • Czas najwyższy pogonić tych patałachów z UM. 3mam kciuku aby Adamowicz już nie rządził naszym miastem. Wyspa spichrzów to pikuś przy tym co powstało na przeciwko Bramy Wyżynnej.

    Odpowiedz
    • Uważam, że jest dokładnie odwrotnie. To, co powstało w okolicach targu Siennego jest bezdyskusyjnie złe. Natomiast nie jest tak wyeksponowana część starego Gdańska jak Wyspa Spichrzów. Dlatego Wyspa Spichrzów to więcej niż grzech. I jeszcze na płocie budowy projektant dumnie chwali się: “Kozikowski Design”. Jak można się chwalić tak mierną architekturą???

      Odpowiedz
  • Jak to dobrze, że teraz odbudowują ten kawałek Gdańska. Brawo Adamowicz! (choć mogło się to stać szybciej. Minus za czas rozpoczęcia inwestycji, ale to raczej do “genialnej” pani dyrektor Iwony B. z UMG, która w mediach zapewne niedługo właśnie tak tytułowana będzie 😉 pozdro dla kumatych

    Odpowiedz
    • Brawo panie Adamowicz? .Przecież On ZNISZCZYŁ TO MIASTO PO NOWOCZESNOŚĆ LUDZIE MOGĄ JECHAĆ DO WARSZAWY .BA DO AMERYKI. DO GDAŃSKA PRZYJEŻDŻALI LUDZIE ŻEBY ZWIEDZAĆ .
      MAM NADZIEJĘ ŻE RZĄD RZECZYPOSPOLITEJ BĘDZIE KARAĆ A NIE NAGRADZAĆ( LUDZI) typu Adamowicz

      Odpowiedz
      • Co nie oznacza, że Gdańsk ma być starym miastem Gdyni. Należy się cieszyć, że nikną kolejne połacie chaszczy, pokrzyw i miejsc przyjaznych konsumentom wina za 3,5zł. Dotyczy tak Targu Siennego jak i wyspy spichrzów. To miasto ma żyć i cieszyć, straszyło ruinami dostatecznie długo!

        Odpowiedz
  • Brawo panie Adamowicz? .Przecież On ZNISZCZYŁ TO MIASTO PO NOWOCZESNOŚĆ LUDZIE MOGĄ JECHAĆ DO WARSZAWY .BA DO AMERYKI. DO GDAŃSKA PRZYJEŻDŻALI LUDZIE ŻEBY ZWIEDZAĆ .
    MAM NADZIEJĘ ŻE RZĄD RZECZYPOSPOLITEJ BĘDZIE KARAĆ A NIE NAGRADZAĆ( LUDZI) typu Adamowicz

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *