Święto Demokracji w Gdańsku

W sobotnie przedpołudnie na Długim Targu i Targu Węglowym Gdańsku odbyło się kilka manifestacji przedstawicieli środowisk narodowych, LGBT, KOD, Obywateli RP oraz Stowarzyszenia Wszystko dla Gdańska.

Odnotowałam ich przewodnie hasła, m.in. „Gdańsk przeciwko tęczowej agresji”, „Twój Gdańsk, Prezydencie”, „Gdańsk dla wszystkich – wspólnie przeciw wykluczeniom”, „Gdańsk – Tak dla równości”, „Gdańsk mówi stop faszyzmowi!” Trudno o lepszy przykład demokracji, choć środowiska lewicowe próbowały nie dopuścić do manifestacji ruchu narodowego i zorganizowały aż sześć kontrmanifestacji. Nie wszystkie były  legalne, jak pokazała interwencja policji.

Prezydent Gdańska pojawiła się pod Ratuszem Prawego Miasta, gdzie dominowało hasło „Gdańsk jest dla wszystkich”. Nie znalazła jednak czasu, by złożyć kwiaty pod pomnikiem króla Jana III Sobieskiego. Wszak 12 września to rocznica Wiktorii Wiedeńskiej.

Chciałabym umieć pisać takie relacje bez emocji, nie odnosząc się do przekazywanych treści. Jednak jest mi niezmiernie trudno, gdy słyszę, jak oskarżona europoseł poucza młodych ludzi w kwestiach wiary: Nie ma dla katolików ważniejszego przykazania, niż przykazanie miłości. Chciałabym dziś wezwać tych młodych ludzi, którzy niestety błądzą, żeby nie usprawiedliwiali się tym, że bronią tradycji czy wiary.

Czy jest to odpowiednia osoba, która powinna wchodzić w buty księdza czy katechety?

Manifestację pod Dworem Artusa organizowali: Ruch Narodowy Pomorskie i Młodzież Wszechpolska Okręg Pomorski. Wznoszono okrzyki odnoszące się do wartości chrześcijańskich,  przeciw  „tęczowej agresji” („Pomorze nigdy tęczowe”) i cenzurze środowisk prawicowych („Wolność słowa dla patriotów”), a także  wzywające prezydent do działania („Dulkiewicz zajmij się miastem”). Manifestanci byli dosyć mocno zagłuszani przez sąsiedni „Gdańsk mówi stop faszyzmowi”. W kontrmanifestacji dojrzałam hasła o miłości bliźniego i zniszczeniu patriarchatu.

Z megafonów kontrmanifestacji płynęły słowa o XI przykazaniu i czarne wizje przyszłości, gdy – jeśli się nic nie zmieni – ludzie będą popełniać samobójstwa, będą mordowani, zamykani w więzieniach lub będą musieli wyjeżdżać za granicę. Ilustracją tych słów miała być piosenka „Tomorrow belongs to me” z filmu „Kabaret” o rodzącym się narodowym socjalizmie w Niemczech. Niestety, zaprezentowano ją całą i wszyscy obecni tam zasłuchali się nie znając słów (melodia jest przyjemna dla ucha) i to zasłuchanie mogło być zupełnie opacznie zrozumiane. Nie jest też prawdą, że po tej pieśni Niemcy poszli maszerować, jak twierdził organizator, ale to szczegół.

Nie obeszło się bez incydentów, choć niewielkich. Jedna z uczestniczek LGBT usiłowała prowokować narodowców i wchodziła między  nich z transparentem. A za ich plecami odbywał się przemarsz pochwy jako monstrancji tam i z powrotem, tam i z powrotem. Gdy w końcu ktoś nie wytrzymał i chciał waginę uszkodzić, doszło do lekkiej szarpaniny i interwencji policji. Okazało się również, że przemarsz był nielegalny, więc policja spisała uczestników.

https://twitter.com/dnawrocki_/status/1304728638265401344

Zapraszam do obejrzenia krótkiej relacji filmowej i kilkunastu zdjęć na końcu.

Anna Pisarska-Umańska

Dodaj opinię lub komentarz.