Trójmiejska pajęczyna redaktora Kaczorowskiego

Pająk trzyma jedną z przednich nóg na nici sygnalizacyjnej. Kiedy owad wpada w sieć, pająk odczuwa  drgania nici. Biegnąc orientuje się zmysłem wibracyjnym. Jego oczy nie dają wyraźnego obrazu przedmiotów. Odróżniają jedynie przedmioty jasne od ciemnych. Po dotarciu do ofiary paraliżuje ją wstrzykując jad. W ten sposób dokonuje wstępnego trawienia poza własnym organizmem. Jeśli jest głodny – wysysa zdobycz od razu, a suchy szkielet pozostawia w sieci. Potem wraca do swojej kryjówki. Czeka, gotowy do następnego ataku.

Jest to wstęp do książki Barbary Stanisławczyk i Dariusza Wilczaka “Pajęczyna”, będącej reporterskim zapisem sposobu działania Służby Bezpieczeństwa. Pająk tworzy system nici. Nie musi być i nie jest w stanie być we wszystkich węzłach, ale nad wszystkim ma kontrolę dzięki sprawnemu systemowi powiązań i przekazywania informacji.

Do tej książki pobiegły jako pierwsze moje myśli, gdy przeczytałam rano w “Sieciach” artykuł Artura Ceyrowskiego i Piotra Filipczyka “Tajemnicza baza danych”. Takie było moje pierwsze skojarzenie. Ten sam styl. Artykuł ujawnia tajną bazę danych redaktora Kaczorowskiego z portalu Trojmiasto.pl. Może ataku nie było (a może był?), po co jednak zbierać informacje, kto z kim pił i ile wypił? Czego dowiadujemy się z artykułu? Otóż naczelny Trojmiasta.pl postanowił założyć bazę tajnych danych i zobligował swoich dziennikarzy do dostarczania mu informacji o czołowych lokalnych politykach, biznesmenach, ludziach mediów i świata kultury – słowem osobach publicznych.

Z artykułu dowiadujemy się, że deweloperzy (przynajmniej niektórzy) mogą liczyć na przychylne traktowanie przez redaktorów Trojmiasta.pl, a Wiesław Bielawski to “Walizeczka”. Nie wiemy, czy faktycznie jest “duże zapotrzebowanie na małe biurowce”, czy to tylko kreowanie rzeczywistości przez bogatego zamawiającego reklamę, ale najwyraźniej tajna baza ułatwia zorientowanie się, kogo warto bronić, a kogo niekoniecznie.

Uświadamiani przez różnych dziennikarzy, jakim to dnem jesteśmy, bo sprzeciwiamy się gdańskiej władzy i na niczym się nie znamy, zaczęłam cieszyć się, że nigdy nie było nam dane wdepnąć w ten świat spisków.

Pamiętam wywiad Ady Sowińskiej i mój z Jarosławem Pieczonką ps. Miami, podwójnym przykrywkowcem, od którego pan Kaczorowski mógłby się uczyć, jak nie wpaść ze swoimi informacjami; pamiętam, jak Jarek mówił: Informacja jest wartością samą w sobie. Nigdy nie wiesz, kiedy się przyda. Dzisiaj nieistotna, za 10 lat pasuje jak ulał.

Nie wiem, kiedy redaktor Kaczorowski te informacje wykorzysta i ile już wykorzystał, nie wiem, czy ma do tego prawo. Może po prostu tworzy trójmiejskiego Pudelka. Ale może ktoś wykradnie tę bazę i użyje do szantażu? Dlatego w imieniu Fundacji dla Gdańska i Pomorza oraz w zatroskaniu o naszych dziennikarzy, dzisiaj wysłałam do niego maila.

Natomiast dla wszystkich …..hmmm… “kolegów” dziennikarzy z Trojmiasta.pl mam jeszcze jeden cytat z “Pajęczyny”:

Myśmy byli funkcjonariuszami przez dwadzieścia cztery godziny na dobę. Cywilne życie towarzyskie sprowadzało się do minimum. Trzeba było uważać, żeby czegoś nie wypaplać przy wódce. Nie rozmawiało się o konkretach. Nawet z kolegami. O nikim nie mogłem powiedzieć, że jest moim przyjacielem. Nie chciałem mieć przyjaciół. Taki przyjaciel mógł się okazać niebezpieczniejszy niż wróg.

Nie idźcie tą drogą. Nie idźcie.

Anna Pisarska-Umańska

Jedna myśl na temat “Trójmiejska pajęczyna redaktora Kaczorowskiego

  • To charakterystyczne że portal nie zamieścił wyjaśnień u siebie – zrobił to na łamach Gazety Wyborczej. Straszne to,

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *