Wśród przyczyn wrześniowej klęski… część 1

Także w miejscowości Słupia, dwa działony szóstej baterii 30. Poleskiego Pułku Artylerii Lekkiej znalazły się nieoczekiwanie pod ogniem karabinów maszynowych, strzelających z okien zabudowań mijanych właśnie przez kolumnę marszową. Symptomatyczne jest, że podczas walk ulicznych w Żyrardowie siły polskie największe straty poniosły na skutek podstępnego ognia, jaki do naszych żołnierzy otwierali z okien tamtejsi Niemcy.

Niezależnie od działań dywersyjnych, we wrześniu 1939 roku dochodziło także do licznych przypadków dezercji żołnierzy wywodzących się spośród mniejszości niemieckiej – już od pokoleń mieszkającej w Polsce.

W tym miejscu, na marginesie wspomnieć trzeba, że we wrześniu 1939 roku polski mundur nosił bratanek, pochodzącego z Chełmna generała Heinza Guderiana, którego formację zajęły polskie Pomorze, zaś sam generał był współorganizatorem i uczestnikiem sowiecko-niemieckiej defilady w Brześciu nad Bugiem. Wspomniany bratanek niemieckiego generała, jako polski żołnierz dostał się do niemieckiej niewoli, skąd został oczywiście niezwłocznie zwolniony po to jedynie, by natychmiast przywdziać mundur Wehrmachtu.

Będąc świadomym roli odegranej we wrześniu 1939 roku przez dywersantów, rekrutujących się spośród zamieszkałej w Polsce mniejszości niemieckiej, pułkownik Zygmunt Łakiński, dowódca dywizyjnej artylerii 30. Poleskiej Dywizji Piechoty – w swojej relacji z wojny wrześniowej – sformułował pogląd, że nie jest dopuszczalne, aby w powojennej Polsce mieszkał choć jeden Niemiec. Na marginesie warto dodać, że obydwie babki polskiego pułkownika, późniejszego generała Zygmunta Łakińskiego… były Niemkami!

Dochowanie wymogu rzetelności wymaga odnotowania, iż oczywistą konsekwencją wielonarodowościowej i różnowyznaniowej struktury ludności II Rzeczypospolitej było, że podczas Wojny Obronnej 1939 roku, w szeregach Wojska Polskiego służyło wielu polskich obywateli – Niemców, Ukraińców oraz Żydów… Wielu z nich poległo. Niejeden odniósł rany.

Uwadze każdego, kto spaceruje alejkami wojennego cmentarza w Jeżowie, wszak jednego spośród wielu wojennych cmentarzy, nie może ujść, że spoczywający tu żołnierze 30. Poleskiej Dywizji Piechoty nosili nazwiska brzmiące czasami zupełnie niepolsko. Wszyscy oni jednak byli polskimi żołnierzami poległymi w bitwie, jaką przyszło im 9 września 1939 roku toczyć na polach pod Przyłękiem i Jeżowem. Na jednym z nagrobków odczytałem niemieckojęzycznie brzmiące nazwisko: Nachtigal. W mowie ówczesnych najeźdźców słowo „Nachtigall” oznacza tyle, co słowik. Ale żołnierz ten – z całą pewnością – nie należał do zamieszkałej w Polsce niemieckiej mniejszości narodowej. Dla poległego pod Jeżowem Szmula Nachtigala, pochodzącego z podlubelskiej mieściny Piaski oczywiste było, że w tej wojnie broni on swojego własnego kraju. Bronił go także przed tym, żeby jego mojżeszowych współwyznawców mieszkających w Polsce nie spotkało to wszystko, co – już od kilku lat – było ich udziałem w sąsiednich Niemczech. Więc myślę sobie, że ten poległy pod Jeżowem polski żołnierz, Szmul Nachtigal, lepiej niż ktokolwiek inny znał powody nakazujące mu stanąć na drodze niemieckich wojsk prących w kierunku Warszawy. Wiedział doskonale, że taka właśnie jest jego powinność wobec obydwu jego ojczyzn – pojęcia stanowiącego integralny składnik żydowskiej mentalności znaczonej syndromem Hava Nagila. Właśnie poczucie tej powinności kazało mu zapłacić tę najwyższą cenę, jaką niewątpliwie jest cena własnego życia. O ile wiem, Szmul Nachtigal nie był bynajmniej jedynym Żydem wśród żołnierzy walczących w szeregach 30. Poleskiej Dywizji Piechoty. W tej samej bitwie poległ pod Jeżowem także szeregowy Dawid Wittenberg. Ponadto ze wspomnień porucznika Leona Witkowskiego dowiadujemy się, że jednym spośród wielu rannych w tej bitwie naszych żołnierzy – był także Jakub Gajdenkorn – kanonier czwartej baterii II dywizjonu 30. Poleskiego Pułku Artylerii Lekkiej.

Lista korpusu oficerskiego 30. Poleskiego Pułku Artylerii Lekkiej wymienia nazwisko lekarza pułkowego – podporucznika Mojżesza Brynberga. Zostało odnotowane, że ten oficer rezerwy odłączył się od pułku 5 września. Prawdopodobnie został on odcięty od reszty swojej macierzystej jednostki i najwyraźniej nie miał już możliwości ponownego do niej dołączenia. W każdym bądź razie; podporucznik doktor Mojżesz Brynberg jemu tylko znanymi drogami i sposobami zdołał przedostać się do Warszawy. Zostało odnotowane, że od dnia 10 września brał udział w obronie stolicy, służąc swoimi umiejętnościami chorym i rannym – w szpitalu zlokalizowanym na warszawskiej Pradze. W końcu wojenne losy rzuciły pułkowego lekarza 30. Poleskiego Pułku Artylerii Lekkiej do ZSRR, gdzie też niezwłocznie wstąpił do polskich sił zbrojnych organizowanych przez generała Władysława Andersa. Mianowano go tam Naczelnym Lekarzem 7. pułku artylerii lekkiej, sformowanego przez Dowództwo Ośrodka Organizacyjnego Armii w ZSRR. Niestety dalsze wojenne i być może także powojenne losy doktora Mojżesza Brynberga nie są mi znane.

Myślę też sobie, że ci powyżej wymienieni przeze mnie, walczący, ranni i polegli w polskich mundurach Żydzi, bynajmniej nie wyczerpują całej listy wyznawców religii mojżeszowej, broniących Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku. Nie można również pominąć faktu, że wśród spotkanych przeze mnie na nagrobkach i w materiałach archiwalnych nazwisk naszych żołnierzy- nie brakuje także i takich o brzmieniu wyraźnie białoruskim, ukraińskim jak również niemieckim. Pozwolę sobie w tym miejscu wymienić przykładowo nazwiska podporucznika Wiaczesława Czernota, podporucznika Witolda Trippenbacha, podporucznika Waldemara Dreiera, porucznika Tadeusza Marcina Lostera, majora Stanisława Reicherta, majora Józefa Herzoga, czy też odznaczonych Krzyżami Walecznych – podporucznika Jerzego Steinböcka, dowódcy 3. kompanii 82. Syberyjskiego Pułku Strzelców im. Tadeusza Kościuszki, oraz rotmistrza Tadeusza Schollenbergera, dowódcy dywizyjnej kawalerii, późniejszego konspiratora.

Przysięga wojskowa składana we Włodzimierzu Wołyńskim przez artylerzystów pochodzenia żydowskiego
Przysięga wojskowa składana we Włodzimierzu Wołyńskim przez artylerzystów pochodzenia żydowskiego

Nie należy wszak dopatrywać się w tym niczego dziwnego — jak wcześniej zostało to już wyraziście zaznaczone; II Rzeczypospolita była przecież państwem wielonarodowym i zarazem różnowyznaniowym. Więc siłą rzeczy różną też być musiała narodowościowa i wyznaniowa przynależność jej obrońców. Wszyscy oni jednak nosili na czapkach polskie orzełki. Wszyscy oni byli wszak żołnierzami tej samej II Rzeczypospolitej. I właśnie z tej to przyczyny na polach pod Jeżowem polegli i na tamtejszym wojennym cmentarzu obok siebie zgodnie spoczywają żołnierze 84. Pułku Strzelców Poleskich: otyły nieco strzelec Kazimierz Włodarczyk, szeregowy Berek Radyszcz, starszy szeregowy Lew Furman, starszy szeregowy Bazyli Wołk, kapral Stanisław Romanowski, szeregowy Bazyli Tarasiuk, strzelec Mieczysław Orzechowski, szeregowy Mikołaj Bobrejko, a także szeregowy Moszek Icek Rosenberg.

To samo odnosi się wszak również do żołnierzy 83. Poleskiego Pułku Piechoty, podkomendnych pułkownika Adama Nadachowskiego poległego w bitwie pod Jeżowem. Na tym samym polu bitwy polegli także następujący żołnierze tej formacji: strzelec Aleksy Bałabuszko, szeregowy Józef Poniatowski, strzelec Jan Schirle, szeregowy Lejba Brejdbrom oraz strzelec Stanisław Jasiorowski.

Jest oczywiste, że skład narodowościowo-wyznaniowy szeregów 30.Poleskiej Dywizji Piechoty nie był niczym wyjątkowym. Także w innych formacjach Wojska Polskiego nie brakowało przedstawicieli zamieszkujących w Polsce mniejszości narodowych. Dość powiedzieć, że zostało odnotowane, iż jednym spośród rannych polskich żołnierzy przyjętych do szpitala w Janowie Lubelskim 30 września był pochodzący z Warszawy Izaak Bieler – syn Arona, zaś wśród żołnierzy hospitalizowanych w pierwszych dniach października w Szczebrzeszynie znajduje się nazwisko mieszkańca Konina, Ajzyka Weinguta – syna Abrama.

Obsługiwany przez polskich jeńców punkt zborny koni
Obsługiwany przez polskich jeńców punkt zborny koni

Zarazem jednak nie można pominąć milczeniem zgoła innych wrześniowych postaw polskich Żydów implikowanych niewątpliwie ich ideowo negatywnym stosunkiem do naszej państwowości. Dość powiedzieć, że gdy poniedziałkowego poranka 25 września, dotarły do Grabowca pierwsze oddziały Armii Czerwonej – miejscowi Żydzi powitali Sowietów chlebem i solą informując ich zarazem o jednostce naszej kawalerii kwaterującej w Grabowcu – Osadzie. Miejscowość natychmiast znalazła się pod ogniem czerwonoarmistów, co sprowokowało szarżę polskich kawalerzystów na pozycje bolszewickie. Niedogodność pofałdowanego i bagnistego terenu sprawiła, że ten atak naszej konnicy załamał się w ogniu sowieckich karabinów maszynowych. Wielu ułanów poległo. Natomiast wziętych do niewoli i rannych, którzy pozostali na polu bitwy – Sowieci wymordowali bagnetami. Ofiarą sowieckiego barbarzyństwa padł wtedy również personel oraz ranni pacjenci, ewakuowanego z Chełma szpitala polowego nr 2.

Obsługiwany przez polskich jeńców punkt zborny zdobytych przez Niemców koni kawaleryjskich
Obsługiwany przez polskich jeńców punkt zborny zdobytych przez Niemców koni kawaleryjskich

Nie można zapomnieć o tych Żydach, którzy we wrześniu 1939 roku naciągnąwszy na rękawy czerwone opaski rozbrajali polskich żołnierzy, a więc w zdradziecki sposób wystąpili przeciwko siłom zbrojnym Państwa Polskiego znajdującego się w stanie wojny z III Rzeszą – państwem istniejącym na gruncie ideologii, której integralną częścią był wszak antysemityzm o niespotykanym dotychczas stopniu skrajności! Zatem wszyscy ci – z czerwonymi opaskami na rękawach – Żydzi będący polskimi obywatelami dopuszczając się zdrady Państwa Polskiego – ni mniej ni więcej – tylko, działali na rzecz państw -agresorów, zatem także III Rzeszy, gdzie już od lat obowiązywały antysemickie Ustawy Norymberskie! Jawili się zatem być sojusznikami tych, którzy 9 listopada 1938 roku urządzili w swoim kraju odgórnie inspirowany, bezprzykładnie haniebny pogrom Żydów. Do historii przeszedł on pod nazwą Nocy Kryształowej.

Jakże gorzką historycznie ironią jest, że w położonej około 25 kilometrów na zachód od Hrubieszowa miejscowości Uchanie, komunistyczna bojówka złożona z tamtejszych Żydów podstępnie rozbroiła i uwięziła w piwnicach kilkudziesięciu polskich żołnierzy. Powziąwszy wiadomość o tym fakcie; pułkownik Leon Koc zarządził przeszukanie piwnic. Uwolnionych żołnierzy nakazał wcielić w szeregi ugrupowania „Kowel”, zaś ustalonych komunistycznych dywersantów potraktowano w sposób zgodny z wojennym prawem, czyli niezwłocznie rozstrzelano.
Na kanwie opisanych wydarzeń nasuwa mi się w tym miejscu pewna dygresja.
Otóż, z jednej strony, trzeba powiedzieć, że we wrześniu 1939 roku, siły sowieckiego agresora znalazły wsparcie ze strony wrogo do Państwa Polskiego nastawionych – nie tylko nacjonalistycznych Ukraińców i Białorusinów – ale także działających na terenach zajętych przez Armię Czerwoną, komunistycznych bojówek, których trzon stanowili Żydzi zamieszkujący we wschodnich rejonach Rzeczypospolitej.

Zatem mając na uwadze powyższe; w pełni zasadnym jest pogląd, iż jednej z przyczyn wrześniowej klęski upatrywać należy także w wielonarodowej strukturze mieszkańców naszego kraju, spośród których wielu – z różnych przyczyn – nie identyfikowało się z polską państwowością, a wręcz posiadało do naszej państwowości stosunek wrogi, co w jakimś trudnym do określenia, ale oczywistym stopniu – przełożyć się musiało na osłabienie zdolności obronnej naszego Państwa zaatakowanego we wrześniu 1939 roku przez dwóch agresorów z zachodu i wschodu.

Snując rozważania o zaszłościach wojennych września 1939 roku, nie mogę nie zauważyć niebywałej trafności starego pruskiego porzekadła: „Obowiązek posłuszeństwa sięga stopnia generała – od tej bowiem rangi zaczyna się już odpowiedzialność”. Myślę zatem, że wszelka dyskusja o Wojnie Obronnej 1939 roku winna być z naszej strony także rozważaniem o kompetencjach i poczuciu odpowiedzialności naszych polityków oraz wojskowych. Powinna to być również dyskusja o lojalności wobec własnego Państwa, którego się jest obywatelem, lojalności wynikającej bynajmniej nie tylko z wierności złożonej przysiędze wojskowej. Przy czym w żadnym wypadku nie powinno tracić się z pola widzenia postaw wszystkich tych, którzy niezależnie od wyznawanej religii oraz brzmienia swych nazwisk nosili tamtej jesieni mundury Wojska Polskiego. Postaw znaczonych posłuszeństwem, odwagą i bezgranicznym poświęceniem. Nie można również pominąć milczeniem faktu, że podczas walk wrześniowych na polach bitew śmierć poniosła największa liczba generałów i wyższych oficerów armii polskiej. Tego rodzaju dotkliwych strat nie odnotowała nigdy żadna spośród wszystkich armii biorących udział w zmaganiach wojennych. Także w tych późniejszych, niebywale przecież zaciętych zmaganiach

Militarnym efektem wkroczenia 17 września 1939 roku na wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej Armii Czerwonej było oczywiste osłabienie zdolności obronnej naszego Państwa. Dość powiedzieć, że Sowieci opanowali newralgiczne punkty infrastruktury Państwa znajdującego się w stanie wojny z III Rzeszą, to jeszcze wzięli do niewoli ok. 250 000 żołnierzy, w tym 18 000 oficerów. We wrześniu 1939 roku podczas walk z Armią Czerwoną poległo ok. 3000 polskich żołnierzy, zaś ok. 10 000 odniosło rany. Zajęcie wschodniej części kraju i wyeliminowanie tak znacznej części polskich sił zbrojnych było akordem decydującym o polskiej wrześniowej klęsce. Armia polska nie dysponowała bowiem – od tego momentu – pokaźną częścią sił zbrojnych, a także częścią terytorium, którego specyfika była w stanie sparaliżować mobilność zmechanizowanych sił niemieckich. W kontekście przyznanego przez generalicję niemiecką faktu materiałowego wyczerpania sił Wehrmachtu w samej końcówce września 1939 roku – gdyby nie sowiecka agresja – różnie dla Niemców mogłaby się ta wrześniowa wojna z Polską skończyć, pomimo ich militarnej przewagi. Zwłaszcza, że nieoczekiwanie, już 10 października znienacka spadł w Polsce śnieg, którego warstwa sięgnęła aż 30 cm grubości, a sami Niemcy przecież przyznali, że pokonanie we wrześniu 1939 roku jednej źle wyekwipowanej polskiej dywizji wymagało od nich trzykrotnie większego wysiłku bojowego, niż rozbicie dywizji francuskiej w trakcie późniejszych walk, które toczone były przez Wehrmacht na froncie zachodnim podczas kampanii wiosennej w roku 1940. Zatem nie do podważenia jest pogląd, iż czynnikiem militarnie decydującym o naszej wrześniowej klęsce była sowiecka agresja będąca wszak realizacją międzynarodowego zobowiązania powstałego na gruncie polityki zagranicznej, ówcześnie prowadzonej przez totalitarnych przywódców ZSRR i III Rzeszy.

Przeczytaj: Wspólna defilada najeźdźców

Dla porządku rzeczy należy jeszcze wspomnieć o trzecim agresorze. Była nim Słowacja rządzona przez proniemiecki rząd doktora teologii i zarazem rzymsko-katolickiego księdza Józefa Tiso. W najeździe na Polskę wzięły udział także wojska słowackie w sile czterech dywizji liczące w sumie – ok. 50 000 żołnierzy. Słowacy wzięli do niewoli ok. 1350 polskich żołnierzy i zajęli Zakopane, które przekazali Niemcom w połowie października 1939 roku. Po wojnie ksiądz Józef Tiso, premier marionetkowego rządu słowackiego został osądzony i skazany na karę śmierci jako zbrodniarz wojenny! Wyrok ten wykonano przez powieszenie tego zbrodniarza wojennego w sutannie – 18 kwietnia 1947 roku. Taki to był całkiem nieoczekiwany finał uprawiania polityki przez rzymsko-katolickiego duchownego!

Niemieccy żołnierze zaskoczeni pierwszymi opadami śniegu w Polsce

Jeśli chodzi o przyczyny wrześniowej klęski mające swe źródło w sposobie prowadzenia polskiej polityki wewnętrznej, nie sposób jest nie zauważyć, że z jednej strony władze polskie zezwoliły na działanie na terytorium naszego Państwa – Jungdeutsche Partei, będącej wszak agendą działającej i sprawującej władzę w Niemczech partii NSDAP, która w swoim programie politycznym miała zapisaną dążność do rewizji Traktatu Wersalskiego, a więc otwarcie dążyła do likwidacji państwa polskiego. Z drugiej zaś strony władze tego samego Polskiego Państwa z niesamowitą wprost energią, w bezwzględny sposób, zwalczały rodzimą opozycję antysanacyjną. W tym miejscu wspomnieć należy niezbyt chwalebne epizody historii II Rzeczypospolitej. Niewątpliwie, należy do nich zarówno tzw. Proces Brzeski, jak i zorganizowanie w Berezie Kartuskiej obozu dla tych wszystkich, którzy byli dla ówczesnej władzy politycznie niewygodni. Niewygodni dlatego, że należałoby się liczyć z ich opozycyjnym głosem krytykującym niewłaściwość podejmowanych decyzji. Zabrakło więc uciszonego przez sanacyjne władze opozycyjnego głosu krytycznego, który mógłby pozwolić na uniknięcie popełnienia przez decydentów błędów, jakże brzemiennych w skutki dla całego narodu.

Myślę, że tego rodzaju działanie organów naszego ówczesnego Państwa w pełni zasadnie nazwać należy prawnopaństwową autodestrukcją.
To także jedna – spośród licznych – przyczyn naszej klęski wrześniowej. Jedna, ale przecież nie jedyna.

Nie można przecież w inny sposób ocenić wieloletniej niefrasobliwości polskich polityków, nie podejmujących aż do wczesnej wiosny 1939 roku żadnych kroków przygotowujących nasze Państwo do obrony granic przed oczywiście przewidywalnymi agresywnymi zapędami zachodniego sąsiada? Przecież to w Niemczech, opierając się na rewizjonistycznych hasłach wprost godzących w nasz niepodległy państwowy byt, społeczne poparcie i władzę zdobyła w roku 1933 nazistowska partia polityczna konsekwentnie budująca i rozbudowująca siłę militarną III Rzeszy. Dodajmy – tę siłę, która następnie zdobywała doświadczenie bojowe podczas toczącej się od roku 1936 wojny domowej w Hiszpanii.

5 thoughts on “Wśród przyczyn wrześniowej klęski… część 1

  • Przeczytałem z zainteresowaniem.
    Jednak mam pytanie. Pytanie dotyczące oceny gen. Julisza Rómmla.Niezbyt zgadzam się z pozytywną oceną działań. Bo jak ocenić „zniknięcie” Sztabu Armii Łódź wraz z dowódcą? Jak ocenić jego bezprawny rozkaz wydany po 17 września by traktować sowietów jako „siły sprzymierzone”?

    Odpowiedz
  • Tekst zwyczajnie jak na p. Piotra długaśny ale czyta się wyśmienicie. Mnóstwo faktów, nazwisk, nazw miejscowości co standardowo zniechęca niektórych do czytania tekstów historycznych. Ale całość poprowadzona ze swadą. Czekam na dalszy ciąg opowieści tego Niebywale Skromnego Człowieka. :)

    Odpowiedz
  • Tekst mimo że opisuje historie z przed lat uwidacznia to że problemy są cały czas aktualne. „Militarna słabość naszej armii wynikała wprost ze słabości gospodarczej II Rzeczypospolitej. Do tego stanu rzeczy walnie przyczyniały się wszelkie negatywy życia publicznego, posiadające swe źródło także w niewłaściwie prowadzonej, nepotycznej polityce kadrowej – zarówno w służbie cywilnej, jak też i w wojsku. Kluczem do awansu były bowiem najczęściej nie kompetencje i kwalifikacje, lecz polityczne sympatie oraz przynależność do stronnictwa sanacyjnego, pozostającego wszak poza zasięgiem wszelkiej krytyki. Był to jeden z długofalowo narastających skutków Zamachu Majowego, pomyślanego – o paradoksie – jako środek do uzdrowienia życia publicznego w kraju. W rzeczywistości jednak tamto działanie Józefa Piłsudskiego i jego oddanych stronników okazało się mieć dla Polski wielce destrukcyjny charakter” … same odniesienia do polityki AD2018. Tak na marginesie PZL-38 Wilk nie był samolotem udanym… była to ślepa uliczka, tak samo zdecydowanie negatywna ocena kwesti posiadania kawalerii nie był w realiach 1939 roku tak oczywista… np taka sprawa jak znalezinie wykwalifikowanego kierowcy ciężarówki w realiach II RP był znacznie trudniejsze niż wozaka… oczywiście przykład 10BK wyznaczał kierunek w jakim należało zmierzać

    Odpowiedz
  • Widać, że autor zgromadził solidną biblioteczkę historyczną – szkoda, że wydawanych za minionego systemu.
    To co pominął – bo niewygodne, a i wiedzy brak, można zilustrować tylko na przykładzie JEDNEJ książki:
    Antony Sutton. “Wall Street i dojście do władzy Hitlera.” (ang. “Wall Street and the rise of Hitler”)

    “Przygotowania do wojny w Europie przed i po 1933 roku w dużej mierze były możliwe dzięki wsparciu finansowemu płynącemu z Wall Street – co zaowocowało powstaniem niemieckich karteli – oraz technologicznemu ze strony przemysłu amerykańskiego (nazwy konkretnych firm pojawią się wielokrotnie na kartach tej książki), czego skutkiem stała się potęga Wehrmachtu. Jakkolwiek to wsparcie jest określane jako „incydentalne” lub wynikające z „krótkowzroczności” amerykańskich przedsiębiorców, dowody zgromadzone przez autora i przedstawione poniżej sugerują, że przynajmniej do pewnego stopnia było ono przemyślaną działalnością ze strony amerykańskich biznesmenów…”

    “…Amerykański przemysł i instytucje finansowe odegrały kluczową rolę w przygotowaniu Niemiec do wojny przed 1940 rokiem. Z pewnością odcisnęły one piętno na niemieckim potencjale wojskowym. Dla przykładu, w 1934 roku Niemcy wyprodukowały zaledwie 300 000 ton paliwa pochodzącego z przerobu ropy naftowej i niespełna 300 000 ton benzyny syntetycznej; resztę trzeba było importować. Tymczasem dziesięć lat później, pod koniec II wojny światowej, dzięki transferowi nowoczesnych technologii wytwarzania syntetycznej benzyny z węgla ze Standard Oil do IG Farben, Niemcy wyprodukowały około 6,5 miliona ton paliwa – z czego aż 85% (5,5 miliona ton) to było paliwo syntetyczne wytwarzane na podstawie opatentowanej przez Standard Oil technologii wodorowania węgla. Co więcej, kontrolę nad produkcją benzyny syntetycznej w Niemczech sprawował Braunkohle-Benzin AG, przedsiębiorstwo zależne od IG Farben, a sam kartel Farben otrzymał w 1926 roku substancjalne wsparcie finansowe ze strony kapitału amerykańskiego…”

    “… Traktat wersalski po I wojnie światowej nałożył na pokonane Niemcy obowiązek wypłacenia ogromnych reparacji wojennych. Te ciężary ekonomiczne – prawdziwa przyczyna frustracji niemieckiego społeczeństwa a w konsekwencji rosnącej popularności Hitlera – zostały wykorzystane przez międzynarodową finansjerę do swoich własnych celów. Plan Dawesa a następnie Plan Younga dotyczące redukcji długu i rozłożenia go na raty, przewidywały możliwość udzielania niemieckim kartelom kredytów na warunkach korzystnych dla amerykańskich banków. Obydwa plany zostały skonstruowane przez bankierów, którzy dla własnych korzyści manipulowali opracowującymi je komisjami. Choć formalnie w skład komisji wchodzili międzynarodowi eksperci, w rzeczywistości obydwa plany zostały zaaprobowane i wprowadzone w życie przez rząd amerykański…”

    …Kim byli owi międzynarodowi bankierzy, którzy wchodzili w skład komisji reparacyjnych?
    W komisji Dawesa Stany Zjednoczone reprezentowali polityk i finansista Charles Dawes oraz Owen Young, prezes General Electric Company. W 1924 roku międzynarodowej komisji ekspertów przewodniczył Dawes. W 1929 roku ta rola przypadła Owenowi Youngowi, który reprezentował holding finansowy JP Morgan, a któremu sekundowali zastępcy: T.W. Lamont, partner Morgana, oraz T.N. Perkins, bankier również powiązany z JP Morgan. Innymi słowy, delegacja amerykańska była, jak to zauważył C. Quigley (w książce “Tragedy and Hope”), delegacją imperium finansowego JP Morgan, wykorzystującą autorytet i powagę państwa do wcielenia w życie korzystnego dla banku planu finansowego.“

    “Równie interesującymi postaciami są eksperci po stronie niemieckiej. W 1924 roku był to Hjalmar Schacht, prezes Reichsbanku (Banku Rzeszy) oraz Carl Melchior, bankier. W 1928 jednym z delegatów został A. Voegler z koncernu stalowego Stahlwerke Vereinigte. Mówiąc wprost, dwa znaczące kraje na arenie międzynarodowej – Stany Zjednoczone i Niemcy – reprezentowane były z jednej strony przez bankierów JP Morgan, a z drugiej przez Schachta i Voeglera, którzy odegrali istotną rolę w dojściu Hitlera do władzy i w niemieckich zbrojeniach…”

    “Konkretny przykład międzynarodowej finansjery działającej potajemnie, by manipulować systemami polityczno-ekonomicznymi, można znaleźć, gdy się prześledzi powstawanie karteli w Niemczech. Trzy największe kredyty, jakich na Wall Street udzielono niemieckim przemysłowcom w latach 20., jeszcze na warunkach określonych w Planie Dawesa, przyniosły zysk trzem kartelom, które w późniejszym okresie aktywnie wspierały marsz Hitlera i nazistów do władzy. Amerykańscy finansiści zasiadali w radach nadzorczych dwóch z trzech wspomnianych karteli. James Martin opisuje to następującymi słowami: „Kredyty na odbudowę przemysłu stały się narzędziem wykorzystanym do przygotowania II wojny światowej, a nie budowanie pokoju po I wojnie światowej”.(James Stewart Martin, All Honorable Men, (Boston: Little Brown and Company, 1950), s. 70)”

    “Analizując wszystkie przyznane Niemcom pożyczki1 można zauważyć, że niemieckimi reparacjami zajmowało się kilka zaledwie instytucji finansowych. Trzy banki inwestycyjne – Dillon, Read & Co., Harris, Forbes & Co. oraz National City Company – udzieliły niemal trzy czwarte całkowitej wielkości pożyczek i zgarnęły większość zysków.”

    Gdyby nie amerykański kapitał nie mogły by Niemcy produkować karabinów, dział czy samolotów – a te ostatnie nie latały by, gdyby nie przekazane amerykańskie patenty, „niemieckim” firmom ( A kto miał ich akcje i zasiadał w zarządach). Tak nielubiany przez polskich polityków np. IG Farben był tak „niemiecką” firmą jak dzisiejszy E. Wedel (d. 22 Lipca ;) ). Ale do Amerykanów to Polak nie podskoczy.

    Odpowiedz
    • Początki były jednakże i dla Adolfa H. trudne, tak trudne, że pomoc przyszła aż z USA.
      Henry Ford: Pierwszy zagraniczny sponsor.
      “W dniu 20 grudnia 1922 r. New York Times doniósł, że Producent samochodów Henry Ford był zaangażowany w finansowanie Adolfa Hitlera i antysemickich ruchów w Monachium. Jednocześnie gazeta Berliner Tageblatt zaapelowała do amerykańskiego ambasadora w Berlinie w celu zbadania i wstrzymania interwencji Henry’ego Forda w niemieckie sprawy wewnętrzne. Doniesiono, że zagraniczni zwolennicy Hitlera przygotowali „przestronne siedziby” wraz z “obsługą wysoko płatnych poruczników i urzędników”. Portret Henryego Forda był widoczny na ścianie osobistego biura Hitlera.”

      “…Ten sam New York Times stwierdził, że w poprzednią niedzielę Hitler przeprowadził rewizję swojego Batalionu…1000 młodych mężczyzn w nowych uniformach, uzbrojonych w rewolwery i pałki policyjne, a jego współpracownicy jeździli w nowo zakupionych autach. Times wyraźnie rozgraniczył Niemieckich monarchistów od antysemickiej partii Hitlera. Odnotowano również że Henry Ford ignorował Hohenzollernów inwestując swoje pieniądze w ruch rewolucyjny Hitlera.“

      “Fundusze Forda zostały wykorzystane przez Hitlera do podsycania buntu w Bawarii. Bunt nie powiódł się, a Hitler został pojmany, a następnie stanął przed sądem. W lutym 1923 na rozprawie, wiceprezes Auer Bawarskiego sejmu zeznał:
      “Bawarski sejm od dawna posiadał informacje, że antysemicki ruch Hitlera był częściowo finansowany przez Amerykanina, którym jest Henry Ford. Interesy Pana Forda w bawarskim ruchu antysemickim zaczęły się rok temu, kiedy jeden z agentów Pana Forda, dążąc do sprzedaży ciągników, wszedł w kontakt z Diedrichem Eichartem, znanym Pan-Germaninem. Wkrótce po tym, Herr Eichart zapytał agenta Pana Forda o pomoc finansową. Gdy agent wrócił do Ameryki, od razu pieniądze pana Forda, zaczęli przychodzić do Monachium. Herr Hitler otwarcie przyjął wsparcie od pana Forda, chwaląc go jako wielkiego indywidualistę i wielkiego antysemitę…”

      Odpowiedz

Dodaj opinię lub komentarz.