Wśród przyczyn wrześniowej klęski… część 1

Te krytyczne słowa odnoszą się bynajmniej nie tylko do ministerstwa polityki zagranicznej, ale również do polityków odpowiedzialnych za pozostałe resorty. Także za resorty gospodarcze, których zadaniem było należyte przygotowanie naszej gospodarki do udźwignięcia materialnego wysiłku wojny obronnej. Słowa gorzkiej krytyki nie mogą ominąć polityków odpowiedzialnych za resorty wewnętrzne, które dopuściły do legalnej działalności na terenie naszego kraju – wspomnianej już wyżej – prohitlerowskiej Jungdeutsche Partei. Na skutek niefrasobliwych i zupełnie nieodpowiedzialnych decyzji naszych organów państwowych na ziemiach II Rzeczypospolitej działała partia polityczna, będąca wprost agendą NSDAP, a więc sprawującej władzę w sąsiednim państwie partii, otwarcie dążącej do zniwelowania politycznych skutków traktatu wersalskiego, który w świetle międzynarodowych uregulowań prawnych był wszak fundamentem istnienia naszej państwowości!

Zatem nie sposób jest nie odnieść się do niewybaczalnie dyletancko prowadzonej polityki zagranicznej przez resort, który od dnia 2 listopada 1932 roku kierowany był przez pułkownika Józefa Becka. To tego właśnie polityka obciąża odpowiedzialność za parafowanie przez Polskę 26 stycznia 1934 roku mającej obowiązywać przez lat dziesięć deklaracji polsko-niemieckiej o niestosowaniu przemocy. Powszechnie, ta międzynarodowa umowa polsko-niemiecka zwana jest paktem o nieagresji z Niemcami.

Zauważyć należy, że ten pakt – przewidujący możliwość wypowiedzenia z zachowaniem sześciomiesięcznego okresu – zabezpieczał wówczas III Rzeszę przed wojną prewencyjną jako międzynarodową reakcją na łamanie kolejnych uregulowań traktatu wersalskiego stojącego na przeszkodzie remilitaryzacji Niemiec. Zważyć przy tym należy, że w tamtym czasie Rzeczpospolita była militarnie znacznie silniejsza od III Rzeszy. Zatem to nie nam był potrzebny ten pakt o nieagresji. Zatem zawarcie przez Polskę tej umowy międzynarodowej z Niemcami uznać należy za umożliwiający remilitaryzację Niemiec kardynalny błąd polskiej polityki zagranicznej.

Z lektury „Mein Kampf” jednoznacznie przecież wynikało, że Rzeczypospolitej, w uzupełnieniu jej sojuszów z Anglią i Francją, bezwzględnie potrzebny był także sojusz z Węgrami oraz Czechosłowacją, czyli z państwami środkowoeuropejskimi powstałymi – podobnie jak Polska – na gruncie porządku wersalskiego, ustanowionego po zakończeniu I wojny światowej. Zatem z tymi państwami, których istnienie było zagrożone czytelnym już niemieckim dążeniem do unicestwienia tegoż porządku wersalskiego. Wprawdzie minister Józef Beck bezpośrednio po objęciu władzy przez Hitlera podjął nieśmiałe próby nawiązania na ten temat rozmów z Czechosłowacją – ale na próbach się skończyło.

W tym miejscu trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie; czy w obliczu narastającego zagrożenia ze strony III Rzeszy, nasi politycy przeczytawszy powszechnie dostępne wówczas programowe dzieło Adolfa Hitlera, czyli „Mein Kampf” – potrafili zrozumieć rozmiar istniejącego zagrożenia dla bytu naszego Państwa? Czy potrafili wyciągnąć właściwe wnioski z historycznych skutków zawarcia polsko-litewskiej unii w Krewie w roku 1385? Czy nasi politycy podejmowali wówczas jakiekolwiek próby zawarcia jakże koniecznych sojuszy z Węgrami i Czechosłowacją? Skądże znowu! Naszym mocarstwowym megalomanom – Zaolzie wówczas po głowie chodziło! Dlatego właśnie – jesienią 1938 roku – pozbawieni zdolności perspektywicznego myślenia – polscy politycy sprawili, że nasz kraj stał się sygnatariuszem układu monachijskiego na skutek czego, biorąc udział w rozbiorze Czechosłowacji, Polska znalazła się de facto w gronie sojuszników Adolfa Hitlera! Podnieść należy, że jest wyobrażalne, iż sojusz czechosłowacko-polsko-węgierski musiałby posiadać nie byle jaką siłę oddziaływania. I to bynajmniej nie tylko na przywódców III Rzeszy, ale także na zachodnich aliantów, wymuszając na nich stanowcze reakcje stopujące ekspansywne zapędy Adolfa Hitlera. Konsekwencją tego stanu rzeczy byłaby więc niemożność przeprowadzenia likwidacji czechosłowackiej państwowości metodami politycznymi

Pierwsze dni stycznia 1939 r. Minister Józef Beck rozmawia z Adolfem Hitlerem

Co więcej; w pierwszych dniach stycznia 1939 roku, kiedy akurat zmarł główny oponent Józefa Piłsudskiego – Roman Dmowski, piłsudczyk Józef Beck prowadził rozmowy z Adolfem Hitlerem w jego alpejskiej siedzibie. Hitler złożył wówczas ministrowi Beckowi odrzuconą przez niego propozycję przystąpienia Polski do Paktu Antykominternowskiego, czyli Osi – na niemieckich warunkach, co oznaczać wszak by musiało wasalizację naszego kraju wobec III Rzeszy, odmowę udzielenia państwowej ochrony żydowskim obywatelom naszego Państwa poprzez wydanie ich na zagładę, a tym samym, uczynienie z Polaków wspólników hitlerowskiego ludobójstwa przy jednoczesnym uwikłaniu naszego kraju w zbrodniczą wojnę Hitlera przeciwko reszcie świata. Po swoim powrocie z Berchtesgaden w styczniu 1939 roku, minister Beck dał wyraz temu, iż zrozumiał wreszcie, że Niemcy stały się niebezpieczne. Jednak zrozumiał to zdecydowanie za późno! Aczkolwiek, według słów generała Juliusza Rómmla, minister Józef Beck – aż do końca sierpnia 1939 roku – nie wierzył w możliwość wybuchu wojny z Niemcami. Więc zapewne dlatego nie zadbał o to, aby Polska była lepiej przygotowana do obrony swoich granic…

W kontekście powyższego, wszelkie rozważania na temat, czy może lepiej było w roku 1939 zawrzeć pakt z Hitlerem; postrzegać należy w kategoriach-popełnionego (na całe szczęście tylko) myślą i mową – śmiertelnego grzechu przeciwko dziedzictwu polskiej tradycji, której wszak chlubnym składnikiem jest hasło „Za wolność naszą i waszą”. Jest zarazem skalaniem pamięci czynów kawalerów uhonorowanych Krzyżami Walecznych oraz Virtuti Militari. To było dla ministra Józefa Becka oczywiste. Dał temu wyraz w swoim pamiętnym, efektownym przemówieniu sejmowym z dnia 5 maja 1939 roku. Aczkolwiek efekty jego pracy przekonują, iż w ostatecznym rozrachunku, Józef Beck okazał się być kiepskim ministrem spraw zagranicznych, czego przyczyn należy upatrywać w obsadzeniu go na tym ministerialnym stanowisku pomimo braku stosownych ku temu predyspozycji i kwalifikacji. O tym, że pułkownik Józef Beck został wiceministrem spraw zagranicznych, a w końcu objął tekę ministra spraw zagranicznych – zadecydowała jego legionowa przeszłość oraz opowiedzenie się po stronie Józefa Piłsudskiego w maju 1926 roku, kiedy to piłsudczycy przeprowadzili przewrót – zwany Zamachem Majowym – i obalili konstytucyjne władze Rzeczypospolitej. Trzeba zatem wprost powiedzieć, że o ministerialnej, szkodliwej wielce dla naszego Państwa karierze Józefa Becka zadecydował piłsudczykowski nepotyzm. W następstwie tego, prowadzona przez Józefa Becka polityka zagraniczna, nie miała jasno nakreślonych kierunków. Przy tym odznaczała się niesamowitym brakiem konsekwencji. Obrazowo rzecz ujmując; ówczesna polska polityka zagraniczna przypominała coś w rodzaju startu samolotu próbującego się oderwać od ziemi we wszystkich naraz możliwych kierunkach.

Minister Józef Beck został we wrześniu 1939 roku internowany w Rumunii i tam też zmarł na gruźlicę – akurat w dniu lądowania aliantów na plażach Normandii. Również te okoliczności śmierci Józefa Becka nie były niczym innym, jak tylko następstwem prowadzonej przezeń polityki zagranicznej.

Jakby nie dość było popełnienia kardynalnych błędów popełnionych w dziedzinie polityki zagranicznej naszego Państwa, to od nie mniejszego kalibru nieprawidłowości, aż roiło się także w innych sferach publicznych, jakże istotnych dla bytu naszego Państwa. Przykładem – jakże drastycznym – niechaj będzie newralgiczna, zwłaszcza w przededniu wybuchu wojny – problematyka stricte militarnej obronności kraju.

Militarna słabość naszej armii wynikała wprost ze słabości gospodarczej II Rzeczypospolitej. Do tego stanu rzeczy walnie przyczyniały się wszelkie negatywy życia publicznego, posiadające swe źródło także w niewłaściwie prowadzonej, nepotycznej polityce kadrowej – zarówno w służbie cywilnej, jak też i w wojsku. Kluczem do awansu były bowiem najczęściej nie kompetencje i kwalifikacje, lecz polityczne sympatie oraz przynależność do stronnictwa sanacyjnego, pozostającego wszak poza zasięgiem wszelkiej krytyki. Był to jeden z długofalowo narastających skutków Zamachu Majowego, pomyślanego – o paradoksie – jako środek do uzdrowienia życia publicznego w kraju. W rzeczywistości jednak tamto działanie Józefa Piłsudskiego i jego oddanych stronników okazało się mieć dla Polski wielce destrukcyjny charakter.

Jak powszechnie wiadomo, od 1936 roku Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych był mianowany pierwszego dnia wojny przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Ignacego Mościckiego – Naczelnym Wodzem, marszałek Edward Śmigły-Rydz, malarz akwarel, nie legitymujący się wszak posiadaniem żadnego wojskowego wykształcenia!

Marszałek Edward Śmigły-Rydz
Marszałek Edward Śmigły-Rydz

Taki stan rzeczy nie kazał długo czekać na skutki fatalne dla obronności naszego kraju. Analiza materiałów źródłowych jakimi są spisane przez oficerów relacje z wrześniowej wojny obronnej – upoważnia do sformułowania poglądu, że jeśli chodzi o kadrę oficerską, to na poziomie rangi majorów i pułkowników – na wrześniowych bitewnych polach pozytywnie zweryfikowało się swoimi kompetencjami około 30% oficerów. Wrześniowe realia dowiodły, że wszędzie tam, gdzie było właściwe, kompetentne dowodzenie – polskie jednostki wykonywały swoje zadania. Na gruncie wysokich umiejętności wykonywania swoich obowiązków dowódczych szczególny mój podziw wzbudzili – przykładowo pułkownicy; Zygmunt Łakiński, Wincenty Wnuk, Ludwik Czyżewski, czy też major Adam Fedorko… Jest zauważalne, że im wyższe stopnie oficerskie – tym mniej było w naszym wojsku kompetencji. Dość powiedzieć, że korpus generalski II Rzeczypospolitej liczył sobie 97 generałów. Uposażenie generalskie uzależnione było od rangi oraz lat wysługi. Miesięcznie – wynosiło ono od 1600 do 2000 złotych. Dla porównania pozwolę sobie zauważyć, że prezes Sądu Apelacyjnego zarabiał wówczas 1100 złotych, zaś gaża premiera Rzeczypospolitej zamykała się kwotą 1800 złotych. Natomiast nie posiadający wojskowego wykształcenia marszałek Edward Śmigły-Rydz pobierał comiesięcznie kwotę 3000 złotych. Żeby posiadać wyobrażenie o wysokości tego uposażenia trzeba sobie uzmysłowić, że w tamtym czasie cena krowy kształtowała się na poziomie 40-50 złotych! Za co więc byli tak sowicie wynagradzani ci wszyscy polscy generałowie i marszałek bez merytorycznego przygotowania?

Powszechnie jest wiadome, że we wrześniu 1939 roku Naczelny Wódz, marszałek Edward Śmigły-Rydz – nie wydał żadnego sensownego rozkazu, zaś przedmiotem jego największej troski było wtedy ocalenie własnej kolekcji białej broni. Mniej znanymi faktami są „wojenne dokonania” generałów Kazimierza Fabrycego oraz Stefana Dąb-Biernackiego. Obydwaj opuścili dowodzone przez siebie zgrupowania. Ten drugi – uczynił to nawet dwukrotnie. Jednym słowem; zdezerterowali z pola bitwy. Wiadomo, co to powinno oznaczać.

A ile to generalskich nazwisk zapisało się w naszej pamięci wrześniowo pozytywnie? Wiceadmirał Józef Unrug, generał Wiktor Thommeé, generał Franciszek Kleeberg, generał Tadeusz Kutrzeba, generał Leopold Jan Cehak, generał Władysław Kalkus, generał Juliusz Rómmel… I jeszcze sześciu generałów poległych… Generał Bołtuć, generał Stanisław Grzmot-Skotnicki, generał Józef Kustroń, zamordowany przez żołnierzy sowieckich generał Józef Olszyna-Wilczyński, generał Franciszek Wład i generał Stanisław Rawicz-Dziewulski…

Efekt nalotu Luftwaffe na wycofującą się polską kolumnę wojskową
Efekt nalotu Luftwaffe na wycofującą się polską kolumnę wojskową

Jakkolwiek minister spraw zagranicznych Józef Beck do samego końca nie wierzył w możliwość wybuchu wojny z Niemcami, to jednak najwyraźniej świadomość zagrożenia niemiecką agresją istniała, gdyż począwszy od roku 1936 – połowa dochodu narodowego przeznaczana była na cele obronne. Jednakże charakter wydatków wojskowych uzasadnia w pełni pogląd, że wysiłek finansowy całego narodu był przysłowiową parą idącą w gwizdek. Działo się tak, gdyż o wydatkach wojskowych decydowali zazwyczaj ludzie niekompetentni, obsadzeni na kluczowych stanowiskach na zasadzie wynagradzania państwową synekurą członków sanacyjnego środowiska politycznego. Efektem takiego stanu rzeczy tworzonego przez hojnie wynagradzanych niekompetentnych było, że miast unowocześniać polskie wojsko inwestując w nowoczesne rodzaje broni, jak chociażby wojska pancerne, czy lotnictwo – bez wyobraźni topiono pieniądze w utrzymywanie niebywale kosztownej kawalerii, wojska defiladowego. Dość powiedzieć, że wystawienie jednej brygady kawalerii zamykało się kosztem rzędu 20 000 000 złotych, zaś roczne utrzymanie takiej brygady kosztowało 5 500 000 złotych. A mieliśmy tych brygad aż jedenaście! Jedenaście brygad niebywale skaleczliwego wojska jakim jest kawaleria w dobie powszechnego użytku broni maszynowej, broni pancernej, lotnictwa… Dla porównania; koszt zdolnego przenosić jedną bombę, świetnie uzbrojonego, górującego parametrami technicznymi nad ówczesnymi niemieckimi myśliwcami, dwusilnikowego samolotu pościgowego PZL-38 „Wilk” – kalkulowano na kwotę 200 000 złotych. Ileż takich świetnych samolotów mogłyby posiadać nasze siły zbrojne gdyby pieniądze zostały wydane na lotnictwo – miast na kawalerię? Jakie byłyby tego militarne konsekwencje we wrześniu 1939 roku? Te pytania pozostawiam otwartymi, zawieszonymi niejako nad polskimi losami… Prace nad samolotem trwały długo, od 1934 roku, bo… ciągle brakowało pieniędzy. Na kawalerię i generalskie pensje jakoś pieniędzy nie brakowało. Samolot w końcu zdołał zachwycić znawców lotnictwa na wystawie w Paryżu w 1938 roku i… rok potem, gdy niebywale był polskiemu wojsku potrzebny – ciągle jeszcze był prototypem… Zaś świetnie wyszkoleni i gotowi na najwyższe poświęcenie polscy piloci – nie mieli czym stawić czoła Luftwaffe, właściwie niepodzielnie wówczas panującej na naszym wrześniowym niebie. Jakim to szokiem dla polskich pilotów były wrześniowe starcia na polskim niebie oraz miażdżąca przewaga Luftwaffe w powietrzu – najlepiej opisuje w swoich książkach legendarny „Le Kuto”, czyli generał Witold Urbanowicz. Całkiem niezłym czołgiem była także polska konstrukcja 7TP oraz jego wersja wzmocniona 9TP. Te czołgi z powodzeniem były w stanie stawić czoła niemieckim czołgom, przykładowo PzKpfw II. Ówczesnego czasu czołgów ciężkich, PzKpfw IV – Niemcy mieli we wrześniu 1939 roku zaledwie 200 sztuk. Rozumiejący doskonale znaczenie broni pancernej dla obronności kraju – pułkownik Stanisław Maczek w swoich staraniach o rozbudowę wojsk pancernych natrafiał jednak na niezrozumienie i opór swej zwierzchności.

Polska kolumna po nalocie stukasów
Polska kolumna po nalocie stukasów

Należy wprost powiedzieć, że czynniki natury politycznej, demograficznej, gospodarczej i militarnej posiadają jednak charakter wtórny w stosunku do decydującego czynnika ludzkiego, gdyż są one na wszystkich szczeblach decydenckich – przez ten właśnie czynnik kreowane. Wszelkie te czynniki zsumowane ze sobą, dały skutek w postaci przerażająco szybkiej likwidacji polskiej państwowości – z takim przecież trudem odzyskanej po 123 latach zaborczego zniewolenia. Nikogo wszak przekonywać nie trzeba, że konsekwencją upadku polskiej państwowości była okupacyjna tragedia narodu. Największa w jego dziejach. Zdarzyła się dlatego, że Polacy nie potrafili wyciągnąć należytych wniosków ze swojej własnej historii. Nie potrafili zrozumieć słów Carla von Clausewitza, że pokój to jedynie stan zawieszenia broni pomiędzy dwoma wojnami. W tym przypadku było to zawieszenie broni szczególne, gdyż pomiędzy dwoma światowymi wojnami!
Krytyka niniejsza nie dotyczy zatem jedynie działań ministra Józefa Becka, lecz tych wszystkich polskich przedwrześniowych polityków, którzy kierowali wówczas naszym Państwem i – (według trafnego spostrzeżenia feldmarszałka Ericha von Mansteina) utracili kontakt z rzeczywistością. Tą polityczną. A także tą militarną…

Nie zamierzam bynajmniej ukrywać, że osobiście wolałbym jednak, aby świadomi swej roli, światli i odpowiedzialni polscy politycy służyli naszemu Państwu w taki sposób, aby polscy obywatele nigdy więcej nie musieli już bywać mięsem armatnim na żadnym polu bitwy. I żeby już nigdy więcej nie zachodziła potrzeba wykazywania się przez polskich żołnierzy czynami godnymi nadawania im Krzyży Orderu Wojennego Virtuti Militari, czy też chociażby tylko Krzyży Walecznych… Nie sposób bowiem odmówić słuszności znanemu powiedzeniu Bertolda Brechta, który zwykł był mawiać: „Szczęśliwym jest ten naród, który nie musi wydawać mężnych żołnierzy”.
Zadumawszy się zarówno nad naszymi pokojowymi, jak i wojennymi dziejami, jakoś tak nie mogę uwolnić się od refleksji, że złudnie kojąca pokojowa rzeczywistość kreowana przez kolejne generacje naszych – jakże fatalnych polityków – ciągle skazuje nas na smutną konieczność wydawania następnych pokoleń wspaniałych żołnierzy.
W końcu skończył się czas pokoju, czyli czas zawieszenia broni pomiędzy dwoma światowymi tym razem wojnami… Nastał – jakże brzemienny w skutki dla świata – tamten świt 1września 1939 roku…

Przeczytaj cześć drugą

Piotr Jan Nasiołkowski

Fotografie ilustrujące artykuł pochodzą z prywatnego archiwum autora. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Piotr Jan Nasiołkowski jest autorem książek o tematyce historycznej „NIEDOBRY i Bombowa reedukacja” które są do nabycia w internecie, na allegro. Książki ilustrowane są niepowtarzalnymi  zdjęciami.

 

5 thoughts on “Wśród przyczyn wrześniowej klęski… część 1

  • Przeczytałem z zainteresowaniem.
    Jednak mam pytanie. Pytanie dotyczące oceny gen. Julisza Rómmla.Niezbyt zgadzam się z pozytywną oceną działań. Bo jak ocenić „zniknięcie” Sztabu Armii Łódź wraz z dowódcą? Jak ocenić jego bezprawny rozkaz wydany po 17 września by traktować sowietów jako „siły sprzymierzone”?

    Odpowiedz
  • Tekst zwyczajnie jak na p. Piotra długaśny ale czyta się wyśmienicie. Mnóstwo faktów, nazwisk, nazw miejscowości co standardowo zniechęca niektórych do czytania tekstów historycznych. Ale całość poprowadzona ze swadą. Czekam na dalszy ciąg opowieści tego Niebywale Skromnego Człowieka. :)

    Odpowiedz
  • Tekst mimo że opisuje historie z przed lat uwidacznia to że problemy są cały czas aktualne. „Militarna słabość naszej armii wynikała wprost ze słabości gospodarczej II Rzeczypospolitej. Do tego stanu rzeczy walnie przyczyniały się wszelkie negatywy życia publicznego, posiadające swe źródło także w niewłaściwie prowadzonej, nepotycznej polityce kadrowej – zarówno w służbie cywilnej, jak też i w wojsku. Kluczem do awansu były bowiem najczęściej nie kompetencje i kwalifikacje, lecz polityczne sympatie oraz przynależność do stronnictwa sanacyjnego, pozostającego wszak poza zasięgiem wszelkiej krytyki. Był to jeden z długofalowo narastających skutków Zamachu Majowego, pomyślanego – o paradoksie – jako środek do uzdrowienia życia publicznego w kraju. W rzeczywistości jednak tamto działanie Józefa Piłsudskiego i jego oddanych stronników okazało się mieć dla Polski wielce destrukcyjny charakter” … same odniesienia do polityki AD2018. Tak na marginesie PZL-38 Wilk nie był samolotem udanym… była to ślepa uliczka, tak samo zdecydowanie negatywna ocena kwesti posiadania kawalerii nie był w realiach 1939 roku tak oczywista… np taka sprawa jak znalezinie wykwalifikowanego kierowcy ciężarówki w realiach II RP był znacznie trudniejsze niż wozaka… oczywiście przykład 10BK wyznaczał kierunek w jakim należało zmierzać

    Odpowiedz
  • Widać, że autor zgromadził solidną biblioteczkę historyczną – szkoda, że wydawanych za minionego systemu.
    To co pominął – bo niewygodne, a i wiedzy brak, można zilustrować tylko na przykładzie JEDNEJ książki:
    Antony Sutton. “Wall Street i dojście do władzy Hitlera.” (ang. “Wall Street and the rise of Hitler”)

    “Przygotowania do wojny w Europie przed i po 1933 roku w dużej mierze były możliwe dzięki wsparciu finansowemu płynącemu z Wall Street – co zaowocowało powstaniem niemieckich karteli – oraz technologicznemu ze strony przemysłu amerykańskiego (nazwy konkretnych firm pojawią się wielokrotnie na kartach tej książki), czego skutkiem stała się potęga Wehrmachtu. Jakkolwiek to wsparcie jest określane jako „incydentalne” lub wynikające z „krótkowzroczności” amerykańskich przedsiębiorców, dowody zgromadzone przez autora i przedstawione poniżej sugerują, że przynajmniej do pewnego stopnia było ono przemyślaną działalnością ze strony amerykańskich biznesmenów…”

    “…Amerykański przemysł i instytucje finansowe odegrały kluczową rolę w przygotowaniu Niemiec do wojny przed 1940 rokiem. Z pewnością odcisnęły one piętno na niemieckim potencjale wojskowym. Dla przykładu, w 1934 roku Niemcy wyprodukowały zaledwie 300 000 ton paliwa pochodzącego z przerobu ropy naftowej i niespełna 300 000 ton benzyny syntetycznej; resztę trzeba było importować. Tymczasem dziesięć lat później, pod koniec II wojny światowej, dzięki transferowi nowoczesnych technologii wytwarzania syntetycznej benzyny z węgla ze Standard Oil do IG Farben, Niemcy wyprodukowały około 6,5 miliona ton paliwa – z czego aż 85% (5,5 miliona ton) to było paliwo syntetyczne wytwarzane na podstawie opatentowanej przez Standard Oil technologii wodorowania węgla. Co więcej, kontrolę nad produkcją benzyny syntetycznej w Niemczech sprawował Braunkohle-Benzin AG, przedsiębiorstwo zależne od IG Farben, a sam kartel Farben otrzymał w 1926 roku substancjalne wsparcie finansowe ze strony kapitału amerykańskiego…”

    “… Traktat wersalski po I wojnie światowej nałożył na pokonane Niemcy obowiązek wypłacenia ogromnych reparacji wojennych. Te ciężary ekonomiczne – prawdziwa przyczyna frustracji niemieckiego społeczeństwa a w konsekwencji rosnącej popularności Hitlera – zostały wykorzystane przez międzynarodową finansjerę do swoich własnych celów. Plan Dawesa a następnie Plan Younga dotyczące redukcji długu i rozłożenia go na raty, przewidywały możliwość udzielania niemieckim kartelom kredytów na warunkach korzystnych dla amerykańskich banków. Obydwa plany zostały skonstruowane przez bankierów, którzy dla własnych korzyści manipulowali opracowującymi je komisjami. Choć formalnie w skład komisji wchodzili międzynarodowi eksperci, w rzeczywistości obydwa plany zostały zaaprobowane i wprowadzone w życie przez rząd amerykański…”

    …Kim byli owi międzynarodowi bankierzy, którzy wchodzili w skład komisji reparacyjnych?
    W komisji Dawesa Stany Zjednoczone reprezentowali polityk i finansista Charles Dawes oraz Owen Young, prezes General Electric Company. W 1924 roku międzynarodowej komisji ekspertów przewodniczył Dawes. W 1929 roku ta rola przypadła Owenowi Youngowi, który reprezentował holding finansowy JP Morgan, a któremu sekundowali zastępcy: T.W. Lamont, partner Morgana, oraz T.N. Perkins, bankier również powiązany z JP Morgan. Innymi słowy, delegacja amerykańska była, jak to zauważył C. Quigley (w książce “Tragedy and Hope”), delegacją imperium finansowego JP Morgan, wykorzystującą autorytet i powagę państwa do wcielenia w życie korzystnego dla banku planu finansowego.“

    “Równie interesującymi postaciami są eksperci po stronie niemieckiej. W 1924 roku był to Hjalmar Schacht, prezes Reichsbanku (Banku Rzeszy) oraz Carl Melchior, bankier. W 1928 jednym z delegatów został A. Voegler z koncernu stalowego Stahlwerke Vereinigte. Mówiąc wprost, dwa znaczące kraje na arenie międzynarodowej – Stany Zjednoczone i Niemcy – reprezentowane były z jednej strony przez bankierów JP Morgan, a z drugiej przez Schachta i Voeglera, którzy odegrali istotną rolę w dojściu Hitlera do władzy i w niemieckich zbrojeniach…”

    “Konkretny przykład międzynarodowej finansjery działającej potajemnie, by manipulować systemami polityczno-ekonomicznymi, można znaleźć, gdy się prześledzi powstawanie karteli w Niemczech. Trzy największe kredyty, jakich na Wall Street udzielono niemieckim przemysłowcom w latach 20., jeszcze na warunkach określonych w Planie Dawesa, przyniosły zysk trzem kartelom, które w późniejszym okresie aktywnie wspierały marsz Hitlera i nazistów do władzy. Amerykańscy finansiści zasiadali w radach nadzorczych dwóch z trzech wspomnianych karteli. James Martin opisuje to następującymi słowami: „Kredyty na odbudowę przemysłu stały się narzędziem wykorzystanym do przygotowania II wojny światowej, a nie budowanie pokoju po I wojnie światowej”.(James Stewart Martin, All Honorable Men, (Boston: Little Brown and Company, 1950), s. 70)”

    “Analizując wszystkie przyznane Niemcom pożyczki1 można zauważyć, że niemieckimi reparacjami zajmowało się kilka zaledwie instytucji finansowych. Trzy banki inwestycyjne – Dillon, Read & Co., Harris, Forbes & Co. oraz National City Company – udzieliły niemal trzy czwarte całkowitej wielkości pożyczek i zgarnęły większość zysków.”

    Gdyby nie amerykański kapitał nie mogły by Niemcy produkować karabinów, dział czy samolotów – a te ostatnie nie latały by, gdyby nie przekazane amerykańskie patenty, „niemieckim” firmom ( A kto miał ich akcje i zasiadał w zarządach). Tak nielubiany przez polskich polityków np. IG Farben był tak „niemiecką” firmą jak dzisiejszy E. Wedel (d. 22 Lipca ;) ). Ale do Amerykanów to Polak nie podskoczy.

    Odpowiedz
    • Początki były jednakże i dla Adolfa H. trudne, tak trudne, że pomoc przyszła aż z USA.
      Henry Ford: Pierwszy zagraniczny sponsor.
      “W dniu 20 grudnia 1922 r. New York Times doniósł, że Producent samochodów Henry Ford był zaangażowany w finansowanie Adolfa Hitlera i antysemickich ruchów w Monachium. Jednocześnie gazeta Berliner Tageblatt zaapelowała do amerykańskiego ambasadora w Berlinie w celu zbadania i wstrzymania interwencji Henry’ego Forda w niemieckie sprawy wewnętrzne. Doniesiono, że zagraniczni zwolennicy Hitlera przygotowali „przestronne siedziby” wraz z “obsługą wysoko płatnych poruczników i urzędników”. Portret Henryego Forda był widoczny na ścianie osobistego biura Hitlera.”

      “…Ten sam New York Times stwierdził, że w poprzednią niedzielę Hitler przeprowadził rewizję swojego Batalionu…1000 młodych mężczyzn w nowych uniformach, uzbrojonych w rewolwery i pałki policyjne, a jego współpracownicy jeździli w nowo zakupionych autach. Times wyraźnie rozgraniczył Niemieckich monarchistów od antysemickiej partii Hitlera. Odnotowano również że Henry Ford ignorował Hohenzollernów inwestując swoje pieniądze w ruch rewolucyjny Hitlera.“

      “Fundusze Forda zostały wykorzystane przez Hitlera do podsycania buntu w Bawarii. Bunt nie powiódł się, a Hitler został pojmany, a następnie stanął przed sądem. W lutym 1923 na rozprawie, wiceprezes Auer Bawarskiego sejmu zeznał:
      “Bawarski sejm od dawna posiadał informacje, że antysemicki ruch Hitlera był częściowo finansowany przez Amerykanina, którym jest Henry Ford. Interesy Pana Forda w bawarskim ruchu antysemickim zaczęły się rok temu, kiedy jeden z agentów Pana Forda, dążąc do sprzedaży ciągników, wszedł w kontakt z Diedrichem Eichartem, znanym Pan-Germaninem. Wkrótce po tym, Herr Eichart zapytał agenta Pana Forda o pomoc finansową. Gdy agent wrócił do Ameryki, od razu pieniądze pana Forda, zaczęli przychodzić do Monachium. Herr Hitler otwarcie przyjął wsparcie od pana Forda, chwaląc go jako wielkiego indywidualistę i wielkiego antysemitę…”

      Odpowiedz

Dodaj opinię lub komentarz.