Wywoływacze gdańscy

Lohrmann i Deisch stworzyli razem  najpiękniejsze wizerunki Gdańska XVIII-wiecznego. Nie te wizerunki jednak chcę pokazać, a inne dzieło tych dwóch artystów, tj. czterdzieści postaci uwiecznionych na sztychach. 

Friedrich Anton August Lohrmann był niemieckim malarzem i rysownikiem. Do Gdańska trafił w 1759 r. na stanowisko urzędnika u rezydenta pruskiego I.A. von Junka. Do roku 1773,  a więc do momentu blokady Gdańska przez Prusy  po I rozbiorze, żył tu i tworzył. Później zamieszkał w Warszawie, był w służbie króla od 1779, rysował i malował ludzi (np. Kościuszkę i Cagliostra), Łazienki, zjawiska atmosferyczne, francuskie i pruskie mundury, niewielkie portrety olejne i miniatury. Był dobrym kopistą i dokumentalistą.

Mattheus Deisch natomiast był rytownikiem, pochodził z Augsburga i w roku 1749 zamieszkał na stałe w Gdańsku. Tworzył w technice akwaforty widoki miasta, portrety (m.in. Petera Uphagena i Gottfrieda Lengnicha), ekslibrisy, małe formy użytkowe typu druki okolicznościowe i bilety wizytowe. Udzielał również lekcji rysunku, ilustrował książki dla dzieci i pracował w komorze podatkowej. Wydał dwa herbarze Gdańska.

Deisch Matthaeus ok. 1760 wg Jacoba Wessla

Portret Mattheusa Deischa ok. 1760 r. – Mattheus Deisch wg Jacoba Wessla, mezzotinta, Biblioteka Gdańska PAN, portretu Lohrmanna nie znalazłam.

Los zetknął obu panów w 1761 r. Może i wcześniej, ale w tym roku rozpoczęli pracę nad 50 wedutami Gdańska (50 Prospekte von Danzig) na zlecenie Rady Miasta (jedna rycina na miesiąc). Lohrmann rysował, Deisch sztychował. W latach 1762–1765 stworzyli serię 40 rycin Wywoływacze gdańscy (Dantziger Herrumruf). Przedstawiały one ulicznych handlarzy – “wywoływaczy” – krążących po ulicach i pukających do domów. Do każdej ryciny dołączony był zapis słowny i nutowy intonacji ich nawoływań.

Deisch nie umieścił na sztychach nazwiska Lohrmanna jako rysownika, dlatego doszło do kłótni. Może ta sprawa zakończyła współpracę, może były inne powody, jednak faktycznie ryciny czasem są przedstawiane jako dzieła wyłącznie Deischa, bez wspominania niemieckiego rysownika. Są one ciekawym odbiciem gdańskiej ulicy i zawodów, a nade wszystko są bezcenne, bo ukazują ubiory i rekwizyty XVIII-wiecznych mieszkańców. Myślę, że byłoby jeszcze ciekawiej, gdyby tak zawołać jak te handlarki i wyobrazić sobie gwarną, tętniącą życiem gdańską ulicę.

Najpierw ryby i owoce morza (zdjęcia można powiększyć u góry po kliknięciu)

mleko, owoce i warzywa

trociny i piasek

sprzęt domowy i patynki

usługi

cała masa handlarzy, którym nie przypisałam zawodu, a chętnie bym to zrobiła

na koniec handlarz kaszą, handlarz fiołkami i sprzedający ryciny

no i domokrążca z tajemniczą, magiczną latarnią

gdańscy wywoływacze - kataryniarz

Anna Pisarska-Umańska

2 myśli na temat “Wywoływacze gdańscy

  • Przepiękne zdjęcie lub rycina malowana mistrza ostrzenia noży i nożyczek a czasami brzytew pokazuje jak ludziska sobie radzili w życiu i też parę złotych zarobili..pamiętam po wojnie drugiej światowej jak miałem 7 lat tacy panowie z tym kołowrotkiem jeździli po ulicach krzycząc noże nożyczki ostrzę ,,no i ludziska panie gospodynie wychodziły z domostw aby coś dla siebie zyskać ostrząc swoje kuchenne instrumenty.

    Odpowiedz
  • Przepiękne zdjęcie lub rycina malowana mistrza ostrzenia noży i nożyczek a czasami brzytew pokazuje jak ludziska sobie radzili w życiu i też parę złotych zarobili..pamiętam po wojnie drugiej światowej jak miałem 7 lat tacy panowie z tym kołowrotkiem jeździli po ulicach krzycząc noże nożyczki ostrzę ,,no i ludziska panie gospodynie wychodziły z domostw aby coś dla siebie zyskać ostrząc swoje kuchenne instrumenty.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *