Strefa obywatelska

You are fired – radny Majewski na serdecznym stosie

Długo się zastanawiałem czy w ogóle cokolwiek o tej akcji pisać, a jeśli już, to co konkretnie. No bo sami wiecie – miejcie czelność przedstawić jakiś inny punkt widzenia i od razu jesteście wrzucani do jakiegoś worka, z którego wyjść wcale nie jest łatwo. Ale z drugiej strony…..mam to gdzieś.

Od dawna interesuje mnie kwestia tego, czemu u nas do polityki pchają się wybitne miernoty – czy to pod względem merytorycznym, czy intelektualnym, czy emocjonalnym.  I jak bym nie kombinował, zawsze sprowadza się to do kasy i jakichś podstawowych gwarancji bezpieczeństwa. Żeby obie rzeczy zaistniały, musi jednak istnieć konsensus po różnych stronach sporu politycznego, które powinny mieć z tyłu głowy to, że u władzy się bywa, a nie jest się zawsze. Tak, żeby każdy wiedział, że w razie czego to kopiemy się, ale nie na tyle boleśnie, żeby komuś zrobić realną krzywdę – bo po prostu może nam się przydarzyć dokładnie to samo za jakiś czas i nikt nie stanie w naszej obronie. To są takie standardy cywilizacyjne, które powodują to, że jeden drugiego może wyzwać od debili i sprzedawczyków, ale na gadaniu się realnie kończy, bo przecież każdy w miarę przytomny wie, że to jest z grubsza taka zabawa na emocjach. Czasem zabawa, która rodzi bardzo poważne konsekwencje dla innych, ale to tu jest drugorzędne.

Ostatecznie, polityka to gra, o czym wielu z nas na bank zdaje sobie sprawę.

Gorzej dzieje się, kiedy przechodzimy już w takie stany emocjonalne, które powodują szkody znacznie bardziej wymierne niż jedynie to, że komuś zrobiło się przykro – czy to ktoś dozna jakiegoś uszczerbku na zdrowiu, czy dojedzie się go finansowo, bo twarz nie ta – nie że faktycznie coś grubego zmalował, za co każdemu należy się stosowna kara.

Kwestie finansowe są tu kluczowe.

Wielu mówi, że do polityki powinni iść wyłącznie ci, którzy już się dorobili, ale jest to często błędne myślenie. Ci już dorobieni, często są już w pewnym zaawansowanym wieku i lata młodości mają za sobą. To powoduje, że nie są w stanie dobrze wniknąć w problemy młodzieży, co często kończy się różnymi rewoltami.
Młodzi w polityce muszą być, jeśli chcemy, żeby państwo jakkolwiek było na nich zorientowane. Do tego potrzebne są jednak sensowne środki do życia, które nie tylko zapewnią, że nie muszą się martwić czy im na rachunki starczy, ale i takie, które nie sprawią, że są otwarci na różne propozycje korupcyjne. Na całe szczęście, dobre zarobki nie muszą w obecnej dobie oznaczać większych kosztów dla państwa/samorządu, bo w wielu dziedzinach dość mocno opanowaliśmy już sztukę optymalizacji. Czasem wystarczy, że czegoś/kogoś jest mniej, ale jest to po prostu na tyle wydajniejsze, żeby okazało się, że przeznaczenia tych samych środków na jedną jednostkę może być bardziej opłacalne niż rozdzielenie tych samych środków na dwie. 100 zł na dwie osoby nie zawsze da ten sam efekt co 100 zł wręczone jednej osobie. Milion złotych miesięcznie na 460 średnio-kumatych posłów może dać zupełnie inne efekty niż milion na 100 kumatych ziomeczków.
Przy okazji – wiecie że Los Angeles ma 15 radnych?
A wiecie, ilu ma Gdańsk? 34.
No…..

No i tu wjeżdża dzisiejsza sprawa radnego Majewskiego, którego w zasadzie ni z gruszki, ni z pietruszki postanowiła się pozbyć Energa – rzekomo ze względu na likwidację obecnego stanowiska. Jeśli ktokolwiek z was jest na tym świecie dłużej niż ~30 lat, to doskonale wie, że „likwidacja stanowiska” jest jedną z popularniejszych opcji wypieprzenia kogoś z roboty kogo normalnie pozbyć się nie możemy. Wywalenie to nie mogłyby jednak zaistnieć bez zgody większości rady miasta. I co tam rada  zrobiła?

No przecież, że nie wzniosła się ponad wszystko. Dali okejkę Enerdze na spopielenie stanowiska radnego. Co zrobiliby radni naszego nieszczęsnego miasta, gdyby mieli minimum oleju w głowie? Pomyśleli, że czasem warto podrapać komuś plecy, żeby ten być może odwdzięczył się tym samym. Takie rzeczy są czasem znacznie bardziej drogocenne niż wór hajsów, czy uścisk dłoni prezesa. Powinni być tu chociaż w miarę przezorni wiedząc, że wywalany pracował w tym miejscu od wielu lat, awansował na wyższe stanowiska i nigdy nie było specjalnych zastrzeżeń do jego roboty. Jeśli istnieje cień podejrzenia, że przesłanki zakończenia współpracy są polityczne, zwyczajnie nie powinni się na to godzić – dla spokoju sumienia.

Ale nieeeeeeee, nie nasi radni.

Nie radni, którzy krzyczą o prezydentach alfonsach, nie radni, którzy zachowują się jak bogowie mogący dyktować dorosłym ludziom, jak mają się prowadzić. Nie radni, którzy notorycznie mają w rzyci głos mieszkańców. Wyrażając na to zgodę nie zrobili na złość radnemu Majewskiemu, który wali często we władzę tak, że aż wióry lecą. Zrobili krzywdę przede wszystkim sobie pokazując jak giętkie są ich kręgosłupy moralne i jak są wybitnie krótkowzrocznymi postaciami.
I nie – też jakoś znowu mnie to nie zdziwiło. Niczego specjalnie więcej od nich nie oczekiwałem.

I tak to się, moi drodzy, właśnie kula i między innymi dlatego jest tu, jak jest. Bo młodzi i sensowni zwyczajnie boją się iść do polityki wiedząc, że chcąc zrobić coś dobrego dla innych, mogą przy okazji zrobić bardzo dużą szkodę samym sobie. Szkodę, która zwyczajnie się im nie opłaci i która nie wynika z tego, że wyrządzili komuś jakąś faktyczną krzywdę.

Zapytacie teraz pewnie czy to samo pisałbym, jeśli sprawa dotyczyła takiego Bejma, czy innego Borawskiego wyzywającego każdego od trolli. I tak – pisałbym to samo, bo jedną rzeczą jest to, że uważam, że tacy ludzie nie powinni zajmować tak wysokich stanowisk, a inną to, że pozbawienie ich środków do życia jedynie dlatego, że są z jakiejś partii i pracują w państwowej/miejskiej spółce jest nieroztropne. No, chyba że z tej roboty nienależycie się wywiązują, co można bardzo łatwo udowodnić. Poza tym – jak to jest, że ludzie z lipnymi dyplomami mogą zajmować najwyższe stanowiska w Gdańsku, a tacy z normalnymi dyplomami, ale złą legitymacją partyjną już nie mogą?

Mógłbym jeszcze o tym długo, ale ostatecznie sprowadza się to do jednego – dlaczego w polskiej polityce jest tak mało sensownych ludzi? Właśnie dlatego. Bo ci, którzy już są przy tym korycie nie dają na to przyzwolenia. To nie jest jedynie kwestia radnego Majewskiego. To jest symptom znacznie poważniejszej choroby toczącej nas kraj.

A teraz zapraszam, żeby nazwać mnie pisowcem i podnóżkiem Kaczora z Żoliborza, mimo że nigdy na nich w sumie nie głosowałem.

I don’t care.

Sebix

od redakcji:  Czuła na ludzką krzywdę lewica w osobie radnej Jolanty Banach również postanowiła wywalić radnego  z tej roboty.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *