Najkrwawsza polska bitwa II wojny światowej

13 października obchodziliśmy  77. rocznicę zakończenia bitwy pod Połzuchami i Trygubową, znaną szerzej jako bitwa pod Lenino. Bitwy tragicznej, ale symptomatycznej dla Wojska Polskiego na Wschodzie. Raz po raz szafowano tam krwią polskich żołnierzy. Bitwy o której napisano całe Studebakery kłamstw.

O tzw. ”polskiej” dywizji już pisałem i krótko jedynie wspomnę, że pomysł jej stworzenia pochodził od samego Stalina który jesienią 1940 roku szukał możliwości utworzenia takiej formacji kolaboracyjnej w ramach Armii Czerwonej. Powstała w 1943 roku 1. Dywizja Piechoty im. T. Kościuszki była wprost kontynuacją sowieckich planów po zerwaniu stosunków z legalnym polskim rządem. Z braku polskich oficerów – wymordowanych przez Sowietów w Katyniu, albo ewakuowanych wraz z armią Andersa – 2/3 z 684 oficerów w dywizji to byli Rosjanie. By ukryć te niedogodności i ułagodzić żołnierzy, Sowieci i ich polskojęzyczni kolaboranci zadbali o liczne aspekty propagandowe: polskie flagi i komendę, mundury wzorowane na przedwojennych na czele z rogatywkami, przysięgę w rocznicę bitwy pod Grunwaldem, czy wreszcie – kapelana.

przeczytaj: „Żołnierze zapomniani” – o „ludowym” Wojsku Polskim

”Polską” dywizję, po forsownym marszu w deszczu i błocie przez 250 km pieszo, dołączono do sowieckiej 33. Armii gen. Gordowa w rejonie Orszy. Dywizja miała atakować w centrum, po bokach mając dwie sowieckie jednostki: 42. i 290. Dywizje Strzeleckie. Pierwsza miała atakować Sukino, druga Lenino. Obie jednostki były dużo słabsze od polskiej (1. DP liczyła blisko 13 tys. ludzi, sowieckie – po 4 tys.). Kulało rozpoznanie – nie zbadano koryta biegnącej przed pozycjami błotnistej rzeczki Mierei, a dowodzący dywizją gen. Berling nie znał planów operacji i jej celu. Co gorsza, niemieckie pozycje były oparte o dwa ufortyfikowane wzgórza i trzy wsie, które można było zamienić w punkty oporu. Nie wiedziano też, że przeciwnikami Polaków ma być wzmocniona niemiecka 337. DP, licząca 18 tys. ludzi. Polacy atakować mieli w trzech rzutach dwoma pułkami, wcześniej miał nastąpić 100-minutowy ostrzał artyleryjski.

Żołnierze 1 Dywizji Piechoty im. T. Kosciuszki/ CAW

Tuż przed bitwą do niemieckich linii zdezerterowało 80 polskich żołnierzy (ich liczba miała wzrosnąć do kilkuset w trakcie bitwy – niemiecka 337. Dywizja miała meldować o aż 620 jeńcach i dezerterach). Powiadomili Niemców o planach ataku, czasie rozpoczęcia, kierunkach natarcia. Niemcy dobrze wiedzieli, że przed nimi stoi polska dywizja, przez megafony po polsku zachęcali do rozprawienia się z politrukami, zapraszali na swoją stronę, odegrali też polski hymn. Polscy dezerterzy zaś bardzo chętnie pozowali do zdjęć i udzielali wywiadów. W 1944 wydano również broszurę z listami polskich dezerterów i jeńców. W listach tych opisywali straszne warunki nie tylko w łagrach i kopalniach, ale też w samej dywizji. Historia polskich dezerterów był jednym z najbardziej skrywanych epizodów ”ludowego” Wojska Polskiego aż do końca PRL.

”Teraz ja zawsze dziękuję Bogu i proszę Boga o zwycięstwo dla nich, niech Bóg opiekuje się nimi, bo oni mnie życie uratowali”, pisał polski żołnierz. Oczywiście, nie miał na myśli Sowietów i Berlinga…
Sowieci rozkazali podjąć rozpoznanie bojem 1. batalionem przed operacją, co wywołało protesty polskich oficerów. Rozkaz wydano dwie godziny przed atakiem. Dowodzący batalionem major Bronisław Lachowicz powiedział wtedy: ”No, to połowy mojego batalionu już nie ma”.

1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki w drodze na front/Wikimedia Commons

Bitwa zaczęła się 12 października 1943 r. o 5:55 atakiem batalionu majora Lachowicza, a o 10:30 – pozostałych sił. Sowieci z niewiadomych przyczyn skrócili ostrzał do 40 minut, po czym kazali Polakom nacierać. Obie sowieckie dywizje zaległy daleko za polską, odsłaniając jej skrzydła. W efekcie polska dywizja została wystawiona na niemiecki atak z trzech stron. Sprawę pogorszył fakt, że Sowieci nieoczekiwanie skrócili ostrzał artyleryjski, pod który wpadły polskie oddziały. Polacy, ostrzeliwani z każdej strony, w tym z tyłu przez Sowietów – wpadli w panikę i zaczęli uciekać. W błotnistej Mierei ugrzęzły czołgi 1. pułku. Niemcy zaś sprawnie wycofali się z pierwszych linii obrony na przygotowane pozycje. Co gorsza, zaczęli kontratakować, a do akcji włączyła się Luftwaffe, demolując polskie natarcia. Niemcy szaleli w powietrzu bezkarnie – Sowieci nie zapewnili osłony lotniczej dla polskiej dywizji. Luftwaffe zresztą bardzo precyzyjnie zbombardowała sztab 33. Armii, bo położenie tego sztabu wskazali dezerterzy z 1. Dywizji.

”Do mnie podszedł duży Niemiec, chwycił od przodu za hełm i począł ciągnąć do tyłu. Pasek od hełmu zaczął mnie dusić, więc rękami chwyciłem za hełm… w czasie tej szamotaniny spod hełmu wysunęła się furażerka z orłem. Gdy Niemiec to zobaczył, zapytał:
– Rus?
Odpowiedziałem:
– Polak.
Wtedy przestał mnie dusić, dał papierosa i po polsku powiedział:
– Idź sta metrów do tyłu.”

Natarcie Polaków w czasie bitwy pod Lenino. 12 października 1943 r. /PAP

Poległ major Lachowicz, przepadła połowa batalionu. Cały 1. pułk w kilka godzin stracił 3/4 stanu. Podpułkownik Derks podobno osiwiał w jedną noc, chociaż miał 36 lat. Po zakończeniu bitwy próbowano zrzucić na niego odpowiedzialność za katastrofę, ale wbrew Berlingowi wybronili go oficerowie jego własnego pułku. Ciężkie walki trwały i następnego dnia, a wsie Połzuchy i Trygubowa przechodziły z rąk do rąk. Po pierwszym ataku Niemcy wyprowadzili kontratak, a nawet czasowo okrążyli część polskiej dywizji. Szwankowała łączność, brakowało map, Sowieci nadawali otwartym tekstem, a Niemcy tylko na to czekali i przewidywali kolejne ruchy atakujących. ”Polscy” oficerowie wydzierali się na żołnierzy po rosyjsku i dopiero na polu bitwy studiowali mapy. Połowa broni została porzucona, bo dramatycznie brakowało amunicji. Żołnierze zabierali ją rannym i zabitym, bo nie mieli czym walczyć ani czym strzelać. Czołgi, przerzucone wieczorem, bardziej szkodziły niż pomagały.

”Ludzie ginęli, bo ktoś zapomniał dostarczyć amunicji, bo ktoś nie wiedział, że na drodze ataku znajduje się bagno, w którym trudno było się poruszać ludziom, a cóż dopiero czołgom, bo ktoś zaniedbał wezwanie na pomoc sowieckiego lotnictwa i żołnierze byli ostrzeliwani przez bezkarne niemieckie samoloty jak we wrześniu 1939 r. Ginęli, bo ktoś nie sprawdził sprawności radiostacji i pozbawił walczące oddziały elementarnej łączności. Ginęli, bo jacyś dowódcy idioci podrywali ich do ataku bez broni i amunicji.” [Dariusz Baliszewski]

Natarcie 1. Dywizji Piechoty 12-13 października 1943 r./ Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie

Bitwa nie przyniosła absolutnie nic. Natarcie zostało zatrzymane, Polacy nie zdołali przełamać linii obronnych XXXIX. Panzerkorps, Niemcy wyprowadzali zaciekłe kontrataki. Berling pokłócił się z Gordowem i poharataną w boju o jakieś dwie nic nie warte wiochy, pagórek i błotnistą rzeczkę polską dywizję wycofano z frontu. Polacy stracili 527 poległych, 776 zaginęło (spora część z nich dostała się do niewoli, albo zdezerterowała), rannych było 1772. Było to 25 % stanu wyjściowego dywizji. Z 2800 żołnierzy 1. pułku po bitwie doliczono się raptem 500… Niemieckie straty pozostały nieznane, ale w propagandzie PRL mocno je zawyżono do 1800 ludzi (z pewnością były dużo niższe). Bardziej prawdopodobne, że Niemcy w bitwie stracili może z 300 ludzi…

Dla mnie jej symbolami jest znamienny los dwóch oficerów o tych samych nazwiskach. Obaj byli przedwojennymi oficerami i weteranami walk we wrześniu 1939 r. Kapitan Władysław Wysocki, wykazał się wielką odwagą podczas obrony szkoły w Trygubowej, został śmiertelnie ranny. Pośmiertnie otrzymał Virtuti Militari oraz – jako jeden z trzech Polaków – tytuł Bohatera ZSRR. Pozostałymi byli szer. Aniela Krzywoń i major Juliusz Hübner.

Porucznik Adolf Wysocki, podczas walk dostał się do niewoli niemieckiej. W niewoli poszedł na współpracę z Niemcami i opowiadał w radio o sowieckim ”raju”. Był pracownikiem słynnej kolaboracyjnej radiostacji ”Wanda”. Nadawał audycje m.in. pod Monte Cassino. W 1945 roku został zatrzymany przez żołnierzy 2. Korpusu. Co ciekawe, w LWP uznano go za poległego i otrzymał on ”pośmiertnie” Virtuti Militari. Tymczasem zamieszkał po wojnie w Argentynie i domagał się wydania mu tego odznaczenia od władz PRL. ”Trup z naszej strony nadal gęsto padał. I wtedy błysnęła mi myśl: uciekać z tego piekła, przejść na stronę niemiecką, uratować życie. Rozumiałem, że przejdę do drugiego naszego śmiertelnego wroga. Lecz to nie Niemcy mnie aresztowali, to nie oni torturowali w śledztwie i nie u Niemców przeżyłem piekło Kołymy’‚, wspominał.

Tak różne losy charakteryzują dobrze sytuację tych, którzy ”najkrótszą drogą do Polski wracali”, wyrywając się z nieludzkiej ziemi. Ofiar bezmyślnego, zbrodniczego szafowania życiem przez własnych dowódców, sowieckich kolaborantów, na polach bitew od Lenino po Budziszyn. Ludzi, którzy byli tylko mięsem armatnim sowieckiego dyktatora i jego polskojęzycznych wasali, których udział w walkach na froncie zazwyczaj kończył ogromnymi stratami i niewielkimi sukcesami…

Natarcie 1. Dywizji Piechoty 12-13 października 1943 r./ Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie

Warto wymienić też innych ”bohaterów spod Lenino”.

Wacław Krzyżanowski – prokurator. Zasłynął zażądaniem dla niepełnoletniej Danuty Siedzikówny ”Inki” kary śmierci (wyrok wykonano), takiej samej kary dla niepełnosprawnego Heinza Baumanna (upolował sarnę ze znalezionego karabinu, wyrok wykonano), oraz takiej samej kary dla 16-letniego Benedykta Wyszeckiego, który zbierał do zabawy karabiny bez zamków (wyrok zamieniono na 7 lat więzienia).

Konrad Świetlik – politruk. Słuchacz kursu NKWD w Gorkim w 1941 roku. Od 1945 roku szef Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego WP, od 1946 roku dowódca KBW, odpowiedzialny za zwalczanie podziemia niepodległościowego. Od 1948 roku wiceminister bezpieczeństwa publicznego.

Eliasz Koton – ubek. Absolwent kursu NKWD w Kujbyszewie. Zastępca szefa WUBP kolejno: w Białymstoku, Krakowie, Szczecinie, Wrocławiu, Gdańsku. Brał udział w zwalczaniu oddziałów WiN i NZW w Białymstoku (m. in w walce z oddziałami kapitana Romualda Rajsa). Ciężko ranny w wyniku wybuchu miny.

Maksymilian Schnepf – ochotnik do Armii Czerwonej z 1940 roku. Uczestnik walk z podziemiem niepodległościowym. W lipcu 1945 roku dowódca dwóch kompanii z 1. Praskiego pułku piechoty, które uczestniczyły w tzw. obławie augustowskiej (zamordowano wówczas co najmniej 600 Polaków).

Kazimierz Graff – prokurator. Zasłynął żądaniem kary śmierci dla kapitana Stanisława Sojczyńskiego ”Warszyca” i co najmniej 12 innych żołnierzy AK. Nakazywał stosowanie tortur w celu wymuszania zeznań. Prześladował byłych żołnierzy AK i PSZ. Kierownik Prokuratury Warszawskiego Okręgu Wojskowego.

Tadeusz Krawczuk – ubek. Funkcjonariusz WUBP w Białymstoku. Na własną prośbę przeniesiony do ”walki z bandytyzmem” w Wysokiem Mazowieckiem. Dowódca grupy operacyjnej UB, która zamordowała majora Władysława Żwańskiego ”Błękita” z NZW. Za ten czyn otrzymał hojną nagrodę: awans o dwa stopnie, 20 tys. złotych, Krzyż Walecznych i przeniesienie do Legionowa. Zginął w wypadku kolejowym, gdy po pijaku wskakiwał do pociągu.

I tak dalej, i tak dalej…

Por. Roman Zambrowski przemawia do saperów przed bitwą, 1. Dywizja Piechoty, Lenino/ Muzeum Wojska Polskiego

Rząd w Londynie komentował w lipcu 1943 roku:

Dywizja ta [1. Dywizja] nie należy do Wojska Polskiego i jest Dywizją Armii Czerwonej pod rozkazami władz sowieckich. Dowódca jej, oficerowie i żołnierze są oficerami i żołnierzami sowieckimi, a nie polskimi, posiadają oni obywatelstwo sowieckie, a nie polskie.

Smutną refleksją jest tylko to, że Polacy musieli walczyć obok armii, która dwukrotnie najechała Polskę (z czego raz z Niemcami), ograbiła ją z połowy ziem, rabowała i paliła całe wsie i miasta, mordowała jej obywateli, a na koniec uczyniła swoim wasalem. Ludowe Wojsko Polskie było niczym więcej, jak sowiecką wersją łotewskich i estońskich jednostek SS. Ci sami ”kościuszkowcy” w 1945 i 1946 roku strzelali do własnych rodaków z podziemia niepodległościowego, brali udział w mordach na polskich cywilach i pacyfikowali polskie wsie.

Bitwie ”pod Lenino” nadano bardzo duży rozgłos propagandowy. Stalinowi bardzo zależało na tym, by ”jego Polacy” wzięli udział w walce przed planowaną konferencją w Teheranie w listopadzie 1943 roku. Fakt poniesienia ciężkich strat został umiejętnie wykorzystany propagandowo. Sowiecki dyktator zaprezentował wówczas przywódcom USA i Wlk. Brytanii swój ”rząd” w postaci marionetek z tzw. Związku Patriotów Polskich jako alternatywę dla legalnego rządu polskiego w Londynie, w dodatku dysponującą własną siłą bojową, zdolną do walki na froncie. Przez cały okres PRL ”bitwę” tę (którą należałoby nazywać raczej rzezią) fetowano jako święto ”ludowego” Wojska Polskiego i wielkie zwycięstwo.

Jeszcze jeden to przykład zbrodni na narodzie polskim, gdy został on tylko mięsem armatnim sowieckiego dyktatora…

II wojna w kolorze – strona na FB

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *