“Żołnierze zapomniani” – o “ludowym” Wojsku Polskim

„Żołnierze zapomniani”. „Nie zdążyli do Andersa”. „Wracali najkrótszą drogą”. ”Ludowe” Wojsko Polskie.

Lato 1940 roku było przełomowym momentem w historii świata. Hitlerowskie Niemcy w jednej kampanii odniosły druzgocące zwycięstwo. Potęga Wehrmachtu, karmionego sowieckim zbożem, napędzanego sowieckim paliwem i opancerzonego sowiecką stalą, była nie do zatrzymania. Moskwa słała oficjalne gratulacje Berlinowi, a sowiecka prasa wręcz pękała od bombastycznych peanów na cześć niemieckich żołnierzy i podkreślania wieczystej przyjaźni niemiecko-sowieckiej. Jednak radość ta była sztuczna. Związek Radziecki liczył bowiem na uwikłanie się Niemców w krwawą wojnę pozycyjną, podobną do tej sprzed ćwierćwiecza, a nie na pokonanie Francji w ciągu jednego kwartału.

Taki bieg wydarzeń doprowadził do czasowego ochłodzenia się stosunków niemiecko-sowieckich. W związku z tym władze Kremla postawiły na ”kartę polską”, licząc na jej użycie w przewidywanym konflikcie z Niemcami. Wydano rozporządzenia, dotyczące łagodzenia terroru na okupowanych ziemiach polskich (m.in. aż do maja 1941 roku wstrzymano deportacje w głąb ZSRR) oraz nawiązano kontakty ze środowiskami polskimi, zorganizowano też kursy dywersyjne dla uczestników wojny w Hiszpanii, jak Bolesław Mołojec, czy Marceli Nowotko.

Warto tutaj napisać w kilku słowach o Lwowie, który był stolicą kolaboracji z Sowietami. Lwowskie środowisko literacko-artystyczne było wyjątkowo poddańcze Sowietom od jesieni 1939 roku. Szczególny wyraz temu dawała polskojęzyczna propagandówka ”Czerwony sztandar”, przy której wydawane pod niemiecką okupacją gadzinówki były ostoją patriotyzmu. Na łamach tej gazety publikowała lwowska śmietanka artystyczna: Stanisław Jerzy Lec, Julian Przyboś, Tadeusz Boy-Żeleński, Janina Broniewska i inni. Treść pękała od czołobitnych względem sowieckich okupantów artykułów i felietonów, zohydzając Polskę i rząd emigracyjny.

Środowisko to w lutym 1941 roku założyło czasopismo ”Nowe Widnokręgi”, w którym publikowali także przyszli budowniczy ”Polski ludowej”, jak Julia Brystygier, Mieczysław Jastrun i Jerzy Putrament. Redaktorem naczelnym gazety została Wanda Wasilewska – fanatyczna komunistka, bez pamięci zakochana w Stalinie. Nałogowa palaczka, o klockowatej urodzie, nienawidząca Polski w innym wydaniu, niż jako sowiecka republika. Była tak radykalna i skrajnie komunistyczna, że usunięto ją z szeregów PPS. Jedynie przez wzgląd na pamięć o jej ojcu, bliskim współpracowniku Piłsudskiego, nie została aresztowana. Po wybuchu wojny wyjechała do Kowla, a stamtąd do Lwowa. Była zwolenniczką deportacji Polaków na Syberię i do Kazachstanu. W marcu 1940 roku została deputowaną do Rady Najwyższej ZSRR, a potem oficerem politycznym w Armii Czerwonej. Wielokrotnie występowała z poddańczymi mowami: ”Jeszcze sześć miesięcy temu była ta Armia Czerwona dla mnie legendą i snem. Jeszcze sześć miesięcy temu była czymś dalekim, nieosiągalnym. A teraz stoję między nimi. Mówię do nich. Słucham ich słów – słów o Związku Radzieckim, słów o międzynarodowym braterstwie narodów Związku Radzieckiego. I trudno mi mówić. I głupio, że łzy zalewają oczy, że głos więźnie w gardle.”
Podczas sowieckiej okupacji Kresów, ZWZ podobno wydał na nią wyrok śmierci. Przeżyła dlatego, że jej pierwszy mąż, Marian Bogatko, zasłonił ją własnym ciałem. Czy był to wyrok na kolaborantkę, czy zamach NKWD – tego nikt nie wie.

Zaplecze polityczne wobec działań sowieckich istniało, ale Moskwa potrzebowała także zaplecza militarnego. Sam Stalin osobiście zażądał przygotowania gruntu pod stworzenie polskojęzycznej dywizji w ramach Armii Czerwonej, na czele której miał stanąć przedwojenny polski generał. Temu służyła praca majora Wasilija Zarubina z GUGB, który przesłuchiwał jeńców w Kozielsku.

Zarubin, mimo usilnych prób, poniósł klęskę. Z blisko 22 000 oficerów Sowieci pozostawili przy życiu zaledwie 395. Spośród nich 47 osób wycofano z egzekucji na polecenie wydziału 5. (wywiad) GUGB, a 91 na osobiste polecenie Wsiewołoda Mierkułowa, zastępcy Berii. Byli to ci, którzy mieli przekonania komunistyczne, byli konfidentami, albo mogli być pożytecznym źródłem informacji. Przewieziono ich do obozu w Griazowcu. Po aneksji państw bałtyckich Sowieci przejęli w sumie 3600 internowanych tam Polaków. 1200 z nich skierowano do obozu griazowieckiego. Wśród nich byli internowani tam generałowie: Marian Żegota-Januszajtis, Mieczysław Boruta-Spiechowicz oraz Wacław Przeździecki. Wszyscy trzej byli przesłuchiwani przez NKWD. Sowieci badali, który z nich zostałby dowódcą polskojęzycznej dywizji. Generał Januszajtis podjął grę z Sowietami, ale zaznaczał, że potrzebne będzie konkretne zarysowanie współpracy polsko-sowieckiej i określenie granic. Mimo, że był najbardziej ugodowy, Sowieci nie kontynuowali rozmów z nim. Przeździecki i Spiechowicz zapytani, czy będą chcieli walczyć u boku Armii Czerwonej odparli, że zrobią to tylko na rozkaz rządu generała Sikorskiego. Fiaskiem zakończyła się także próba zwerbowania przetrzymywanego na Łubiance generała Władysława Andersa.

Ponieważ Sowietom nie udało się zwerbować do swoich planów generałów, zaczęli poszukiwania na niższym szczeblu. Tam zwrócili uwagę na płk Eustachego Gorczyńskiego, ppłk Leona Tyszyńskiego, ppłk Leona Bukojemskiego i ppłk Zygmunta Berlinga. W listopadzie 1940 roku na Łubiance spotkali się z nimi osobiście Beria i Mierkułow. Wszyscy entuzjastycznie zareagowali na utworzenie polskojęzycznej dywizji w ramach Armii Czerwonej. To właśnie tam miał miejsce słynny zgrzyt, gdy Berling wspomniał o oficerach z Kozielska, Ostaszkowa i Starobielska, którzy mogliby zostać kadrą nie tylko dywizji, ale całej armii, na co Mierkułow, zmieszany, szybko odrzekł: ”Nie, nie, my z nimi zrobiliśmy wielką pomyłkę”…

W tym momencie warto się zatrzymać na moment przy Zygmuncie Berlingu. Berling zapisał piękną kartę patriotyczną przed 1939 rokiem. Służył w Legionach Polskich od 1914 roku, walczył przez całą I WŚ, toczył walki o Lwów przeciwko Ukraińcom w 1919 roku oraz w 1920 roku przeciw bolszewikom. Za bohaterską postawę otrzymał Virtuti Militari. Ukończył Wydział Prawa UJ. Podczas zamachu majowego opowiedział się po stronie Piłsudskiego. Świetną karierę przerwał dopiero rozwód z żoną, podczas którego próbował wyłudzić jej majątek. Oficerski sąd honorowy uznał to postępowanie za niegodne honoru oficera WP, ponadto inspekcje przeprowadzone w jego 4. pułku piechoty wykazały liczne zaniedbania. Na własną prośbę odszedł z wojska, a 1939 rok spędził bez przydziału. W obozie w Starobielsku został agentem NKWD i donosił na swoich kolegów. Psia lojalność względem Sowietów ocaliła mu życie.

Wspomniani oficerowie trafili do słynnej Willi Szczęścia w Małachowce pod Moskwą. Wszyscy przyjęli sowieckie obywatelstwo i zrzekli się polskiego. Deklarowali oni gotowość do walki po stronie Sowietów i wieczystą przyjaźń ze Związkiem Radzieckim. Berling i Bukojemski prosili nawet o możliwość służby w Armii Czerwonej, choćby jako szeregowcy.

Ławrientij Beria pisał o oficerach: ”Przyszła Polska w ich zamysłach jawi się jako ściśle związana w tej czy innej formie ze Związkiem Sowieckim. […] Grupa ta winna otrzymać możliwość porozumienia się w sposób konspiracyjny z osobami podobnie myślącymi z obozów dla jeńców wojennych Polaków i wybrać skład kadrowy przyszłej dywizji.”

Widać zatem od kogo wyszedł pomysł ”polskiej” dywizji.

Takiego zachowania nie da się nazwać inaczej, niż zdradą i kolaboracją. Kolaboracją z państwem, które rok wcześniej napadło na Polskę wspólnie z Niemcami i dopuściło się rozlicznych zbrodni na Polakach. Kolaboracją na długie miesiące przed jakimkolwiek kontaktem legalnego polskiego rządu w Londynie z ZSRR.

Po ataku Niemiec na ZSRR, w czerwcu 1941 roku, Berling i 12 jego współpracowników, jako ”oficerowie byłej armii polskiej” podpisali poddańczy manifest do rządu ZSRR: “Jako członkowie jednego z narodów uciśnionych przez faszystowskiego agresora, jedyną drogę do wyzwolenia narodu polskiego widzimy we współpracy ze Związkiem Socjalistycznych Republik Rad, w ramach którego ojczyzna nasza będzie się mogła w sposób pełnowartościowy rozwijać. Niech żyje genialny wódz ludu pracującego i narodów uciśnionych, tow. Stalin!”

Latem 1941 roku ZSRR nie był już zainteresowany tworzeniem własnej jednostki polskojęzycznej, ponieważ rozpaczliwie potrzebował pomocy Wielkiej Brytanii i Kanady, ich przemysłu, okrętów, operacji wojskowych. A pomoc od Wielkiej Brytanii uzależniona była od porozumienia się z rządem polskim w Londynie. Sprawę Berlinga odłożono ad acta, szczególnie, że porozumienie Sikorski-Majski ustalało tworzenie jednostek polskich na terenie ZSRR pod dowództwem generała Andersa. Sam Berling wstąpił do Armii Polskiej i został szefem sztabu 5. Dywizji Piechoty, a potem szefem bazy zaopatrzeniowej w Krasnowodsku. Podczas ewakuacji armii gen. Andersa do Iranu nie posłuchał rozkazu i pozostał w ZSRR. Został skazany zaocznie na śmierć za dezercję. Wraz z nim w ZSRR pozostała garstka polskich oficerów, głównie komunistów, w tym Leon Bukojemski, skazany na 15 lat więzienia za kolaborację z Sowietami podczas pobytu w obozie. ZSRR opuścili za to Tyszyński i Gorczyński, którzy służyli potem na Zachodzie.

Ewakuacja armii gen. Andersa do Iranu pogorszyła znacznie stosunki polsko-sowieckie. Sowieci zresztą od samego początku utrudniali Polakom pracę, a to blokując zwalnianie polskich jeńców i więźniów z łagrów (oficjalnie zresztą twierdzili, że Polaków w ZSRR przebywa tylko… 20 tys.), a to ograniczając dostawy leków, żywności i uzbrojenia dla polskich oddziałów, a to wreszcie żądając wysyłania niedozbrojonych polskich jednostek pojedynczo na front. Wielu żołnierzy było niedożywionych, chorych i wycieńczonych pobytem w łagrach. Inni błąkali się po ZSRR. ”Po piętnastu dniach dotarliśmy do polskiej placówki, ale już było za późno, nie zostaliśmy przyjęci. Wróciliśmy z ciężkim sercem i zaraz po powrocie zostaliśmy postawieni pod sąd za… samowolne opuszczenie pracy”, wspominał Józef Franczak.

Na początkach 1943 roku ZSRR wzmocnił swoją pozycję i udało się – przynajmniej na razie – zażegnać groźbę klęski. Tym samym Stalin nie potrzebował już dobrych stosunków z polskim rządem, zwłaszcza, że Stany Zjednoczone były gotowe na każde ustępstwo. W styczniu 1943 r. władze sowieckie ogłosiły, że ponownie będą traktować mieszkańców terenów wcielonych do ZSRR w 1939 r. jako swych obywateli. Osoby, które odmawiały przyjęcia sowieckiego paszportu i obywatelstwa były automatycznie narażone na represje. W tym samym okresie Sowieci rozpoczęli tworzenie nowego polskojęzycznego ośrodka politycznego, który wypełniałby ich polecenia.

1 marca 1943 roku utworzono tzw. Związek Patriotów Polskich, będący mieszaniną dość przypadkowych osób (trafił tam m.in. Andrzej Witos, brat Wincentego, tylko ze względu na nazwisko). Na czele tego organu, udającego rząd, stanęła Wasilewska. Nazwę organizacji wymyślił osobiście Stalin (co ciekawe, Wasilewskiej nazwa się nie spodobała, a słowo ”patriota” uznała za… skompromitowane). ZPP wspierały też organy zagraniczne. W USA, z inspiracji agentów NKGB: Bolesława Geberta, ks. Stanisława Orlemańskiego i Oskara Langego założono ”Ligę Kościuszkowską”, będącą tubą propagandową komunistów w USA. Spotkali się oni ze Stalinem w 1944 r. i optowali za ”rządem” ZPP oraz zaciekle zwalczali polski rząd emigracyjny. Mówi się, że Orlemański nakłonił Roosevelta do poparcia żądań Stalina w Jałcie.

Już w styczniu 1943 roku Wasilewska zaproponowała utworzenie polskojęzycznej jednostki u boku Armii Czerwonej z pozostałych w ZSRR jeńców. Po odkryciu zbrodni w Katyniu przez Niemców Wasilewska ponowiła swój apel, dodając prośbę o oddelegowanie do jednostek polskojęzycznych oficerów sowieckich.

19 kwietnia 1943 roku Berlinga zbudził telefon. Dzwonił Mierkułow, który poinformował go, że zostanie dowódcą polskojęzycznych oddziałów w ZSRR. Stalin osobiście awansował go na stopień generała brygady. Tydzień później ZSRR zerwał stosunki z polskim rządem emigracyjnym, wykorzystując jako pretekst polską prośbę do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża o zbadanie zbrodni katyńskiej. Wtedy to ZSRR ”uznał” Związek Patriotów Polskich. Należy tu podkreślić, że ZPP był niczym innym, niż sowieckim komitetem, podobnym do ”rządu” Otto Kuusinena z 1939 roku. Nie miał on żadnego poparcia na świecie aż do końca II wojny światowej i żaden poważny rząd – poza sowieckim z oczywistych względów – go nie uznawał. Tym samym nie reprezentował on ani Polski, ani Polaków, tylko grupkę polskojęzycznych kolaborantów, a jedynym legalnym polskim rządem był ten w Londynie.

Pułkownik Ignacy Matuszewski pisał:

„Dywizje «Kościuszki» i «Dąbrowskiego» nie są tworzone dla walki przeciw Niemcom, są tworzone dla walki przeciw Polsce.

Dywizje «polskie» w Sowietach tworzone są po to, aby dowieść światu, że istnieje wojsko «polskie», które nie podlega prawnemu wodzowi, nie walczy o sprawę swego państwa, lecz gotowe jest słuchać obcego dowództwa i czynić, co ono rozkaże.

Ta podłość jest aktem wrogim w stosunku do Polski. Ale jest zarazem policzkiem lekceważenia w stosunku do opinii Anglii i Ameryki. Przedstawia im bowiem gwałt jako entuzjazm, przymus jako zapał, brankę jako bunt. Władze sowieckie tworzą «polskie» oddziały gwałtem i przymusem.

Dywizje «polskie» w Sowietach mają dowieść, że Polska nie ma własnego wojska, wojska, które podlega jej prawom. Przez to mają dowieść, że Polska nie ma rządu. Dywizje «polskie» są potrzebne Stalinowi do walki z Konstytucją Polską”.

14 maja 1943 roku w Sielcach nad Oką utworzono 1. Dywizję Piechoty imienia Tadeusza Kościuszki. Zadbano bardzo dobrze o aspekt propagandowy: przybywających do obozu witała brama ze słynnym napisem: ”Witaj żołnierzu – wczorajszy tułaczu” oraz polska flaga. Komenda i salut dwoma palcami – były polskie. Mundury wzorowano na przedwojennych, na czele z rogatywkami. Był nawet polski kapelan, ks. mjr Wilhelm Kubsz. W obozie śpiewano ”Rotę” i odgrywano hejnał mariacki, wisiały flagi wszystkich sojuszników. Świętowano – poza sowieckimi – także polskie święta, jak 15 sierpnia, czy 11 listopada. Przysięgę złożono w rocznicę bitwy pod Grunwaldem. Nawet miejscowość miała brzmieć swojsko.

”Co prawda swojskie symbole radowały, ale przeważało uczucie obawy I podejrzliwości co do charakteru tworzącego się wojska – w świetle zerwanych stosunków z rządem polskim w Londynie i wyjściem armii Andersa do Iranu. A poza tym świadomość, że to wojsko będzie organizowane z inicjatywy polskich komunistów, jak również poczucie krzywdy za aresztowanie ojca i wywózkę – nie nastrajały mnie optymistycznie. Szedłem, ponieważ nie było innego wyjścia”, wspominał Roman Marchwicki.

Ale pewne rzeczy budziły nieufność. Każdy oficer od dowódcy kompanii w górę otrzymał swojego cienia w postaci politruka. Regulaminową formą tytułowania był już ”obywatel”. W treści przysięgi była wymuszona fraza o sojuszniczej wierności wobec ZSRR. Na czapkach rozpościerał się niby-piastowski orzeł projektu Janiny Broniewskiej, przezywany przez żołnierzy pogardliwie kurą, albo kogutem. Wielu oficerów było tylko przebranymi w polskie mundury Sowietami. Ze wszystkich wyższych stopniem oficerów 1. Dywizji tylko Berling i Bukojemski byli Polakami. Zastępca Berlinga, Bolesław Kieniewicz, dowódca artylerii, Wojciech Bewziuk i dowódca saperów, Bronisław Lubański, byli Sowietami, którzy od lat 20. służyli w Armii Czerwonej. Na 684 oficerów dywizji tylko 1/3 była Polakami, reszta to Rosjanie. Wielu nie znało w ogóle języka polskiego. Ogółem do lipca 1944 roku w Wojsku Polskim służyło 7 tys. Sowietów, głównie na stanowiskach dowódczych, potem ich liczba wzrosła wraz z formowaniem 2. Armii WP. Sowieci stanowili 40 % kadry dowódczej, w tym 70 % wyższych oficerów.

Rząd w Londynie komentował w lipcu 1943 roku:

”Dywizja ta [1. Dywizja] nie należy do Wojska Polskiego i jest Dywizją Armii Czerwonej pod rozkazami władz sowieckich. Dowódca jej, oficerowie i żołnierze są oficerami i żołnierzami sowieckimi, a nie polskimi, posiadają oni obywatelstwo sowieckie, a nie polskie.”

Mitem jest, jakoby Berling ”uratował setki tysięcy Polaków” z łagrów, którzy ”nie zdążyli do Andersa”. Do końca grudnia 1943 roku, tj. tuż przed wkroczeniem Armii Czerwonej na tereny przedwojennej Polski, w ”ludowym” Wojsku Polskim służyło w sumie 32 tysiące żołnierzy. Tylko trzy z dziesięciu dywizji WP sformowano w ZSRR. Z łagrów uwalniano tylko tych, którzy chcieli i mogli służyć w Wojsku Polskim, pozostali nadal musieli pracować. Mówiąc prościej – zwalniano tylko mięso armatnie. Zwolnienia z łagrów nastąpiły w większości wypadków po wojnie, w latach 1946-1949, kiedy do Polski ”repatriowano” z głębi ZSRR 280 tysięcy Polaków.

Większość żołnierzy ”ludowego” WP stanowili poborowi z Kresów Wschodnich, wcielani przymusowo od wiosny 1944 roku. Wśród nich sporą liczbę stanowili wcieleni żołnierze Wileńskiej i Nowogródzkiej AK. Do lipca 1944 roku LWP zwiększyło swoją liczebność prawie czterokrotnie, osiągając 113 000 ludzi, a w grudniu 1944 roku liczyło już 180 000 ludzi, a w maju 1945 – 338 000. Zaciąg ochotniczy co prawda istniał, ale kluczową rolę odgrywało w tym wszystkim ogłoszenie poboru na ziemiach polskich w lipcu 1944 roku (do kwietnia 1945 roku wcielono na podstawie dekretu mobilizacyjnego 196 000 ludzi). Za odmowę wstąpienia groziła deportacja do ZSRR, co spotkało wielu żołnierzy AK. Surowo działały także sądy. Sam sąd 2. Armii WP w Kąkolewnicy zamordował od 1500 do 1800 żołnierzy WP na uroczysku Baran. Za rozmaite przewinienia kierowano żołnierzy do kompanii karnych, tworzonych na wzór sowiecki, albo do obozów koncentracyjnych. ”Był marzec 1944 roku. Rożyszcze na Wołyniu k/Łucka, miasteczko, w którym w okresie międzywojennym mieszkałem z Rodzicami […]. Po […] zajęciu Wołynia przez Armię Czerwoną […] władze sowieckie ogłosiły obowiązkowy pobór mężczyzn w wieku od 18 do 50 lat”, wspominał Roman Sielecki.

Co ciekawe, od lipca 1944 do stycznia 1945 roku więcej Polaków uchylało się od służby w WP, niż w sumie zginęło w szeregach tej formacji. ”W okresie od 9 do 25 stycznia [1945] nastąpił pobór uchylających się, przeprowadzony przy wydatnej pomocy organów administracji i Milicji Obywatelskiej. Doprowadził on dodatkowo do zmobilizowania 1184 oficerów, 5364 podoficerów i 20 938 szeregowców, tj. łącznie 27 486 osób”. W LWP zginęło, od 1943 do 1945 roku, w sumie 27 tys. ludzi. Dezercje w ludowym WP były olbrzymie – w samym 1945 roku zdezerterowało 14 tys. ludzi. Najsłynniejszą dezercją była ucieczka 636 żołnierzy 31. pułku piechoty, ale i w innych jednostkach się zdarzały masowe dezercje: z 8. Dywizji uciekło 150, z 9. DP – 380, z jednostek zapasowych w Biłgoraju – 500.

”Armia Berlinga poza częścią tych, którzy nie posiadają żadnych kwalifikacji, otrzymali stopnie oficerskie i zrobili karierę, jest nastawiona antysowiecko i żołnierze, stykając się ze społeczeństwem, nie kryją swych poglądów”, raportował do Londynu Stefan Korboński.

Przemilczany kawałek z historii walk nad Odrą w 1945 r. Jest marzec i dezerter z LWP, przebrany w znalezioną kurtkę niemieckiego żołnierza, wyjaśnia, że za jego dezercję rozstrzelają  kolegów.

Sam Zygmunt Berling, mający niewątpliwie ambicje stania się wodzem nowej polskiej armii, był jedynie figurantem. Gdy przestał być potrzebny – odsunięto go na tor boczny. Nowe Wojsko Polskie pełniło funkcję głównie propagandową. Bitwy, które toczyli, nie były decydujące. W wielu wypadkach były niepotrzebne. Taką bitwą była choćby niedawno opisywana rzeź pod Budziszynem. Inna rzecz, że strasznie wykrwawiona Armia Czerwona potrzebowała dramatycznie mięsa armatniego i stąd duża liczebność polskich oddziałów. Ale WP spełniało inny cel. Miało ono dać legitymację Stalinowi do przejęcia władzy w Polsce i stanowić argument polityczny w relacjach z Zachodem. Być dowodem na to, że Polacy masowo walczą po stronie Sowietów.

30 stycznia 1944 roku podczas wizyty pod Smoleńskiem, Berling przemówił do żołnierzy: ”Stoimy nad grobem jedenastu tysięcy pomordowanych naszych braci, oficerów i żołnierzy Wojsk Polskich. Niemcy rozstrzeliwali ich jak dzikie zwierzęta, rozstrzeliwali ich ze związanymi rękami.”

Mówił to ten sam Berling, który siedział z tymi oficerami w obozie…

Ludowe Wojsko Polskie i Związek Patriotów Polskich aktywnie włączyły się w zatajanie prawdy o sowieckich zbrodniach, w tym Katynia, albo w szerzenie dezinformacji. Tak samo czyniono w czasie powstania warszawskiego, oraz w kontekście walk przeciwko podziemiu niepodległościowemu.

Wojsko Polskie pełniło dokładnie tę samą funkcję, co cudzoziemskie jednostki, walczące po stronie III Rzeszy. Tak samo, jak białoruskie, czy ukraińskie oddziały zostało utworzone w celach propagandowych. Tak samo, jak u nich, musiał istnieć pobór, bo zaciąg ochotniczy dawał zbyt małe efekty. Tak samo, jak one, zostało wykorzystane przez totalitarny reżim do kontroli podbitego kraju.

I tak samo, jak one, skierowano je do haniebnej walki z własnym narodem.

Walka ”ludowego” WP z polskimi partyzantami, zwalczanie opozycji demokratycznej, liczne pacyfikacje wsi, udział w propagandzie komunistów oraz fałszowaniu referendum 1946 roku – jest najmroczniejszą i najbardziej haniebną kartą ”żołnierzy zapomnianych”. Najmroczniejszą – i najsmutniejszą, bowiem, jak już opisywałem, wielu z nich nie chciało toczyć tej walki i walczyli wbrew sobie.

”Gwałtowna roz­bu­dowa Wojska Polskiego, która nastą­piła od połowy 1944 r. pod hasłami walki z Niemcami, była także formą kon­troli nad patrio­tycz­nie nastawionymi męż­czy­znami w wieku pobo­ro­wym, po to, aby nie zasi­lali oni zbroj­nego pod­zie­mia nie­pod­le­gło­ścio­wego. Trudno zatem postrze­gać „ludowe” Wojsko Polskie jako nic innego jak tylko filar wła­dzy komu­ni­stycz­nej w nie­su­we­ren­nej Polsce.” – Kamil Anduła

Serce mi krwawi, czytając wspomnienia takie, jak sierżanta Piotra Glemby:

”Po tamtej stronie Berlina, razem z armią angielską, idzie armia Andersa. Gdy spotka się z polskim wojskiem, większość naszych szeregowych i oficerów przejdzie do andersowców. Władza sowiecka wystarczająco dręczyła nas na Syberii”.

To wszystko nakazuje traktować żołnierzy ”ludowego” WP jako żołnierzy tragicznych. Kolejne ofiary totalitarnego bolszewizmu. Setki, tysiące dramatów ludzkich. Ludzi pozbawionych swoich ojczyzn, rodzin, domów. Ginących hurtowo w bezsensownych bitwach, gdzie dawali przykłady swojej wielkiej odwagi. Maleńkie trybiki wprzęgnięte w okrutną totalitarną machinę zbrodniczego reżimu.

Należy oddzielić masy żołnierskie, zasługujące na szacunek, od kolaborantów i zdrajców, stanowiących kadry WP.

Jako komentarz, pozwolę sobie przytoczyć relację Andrzeja Reya, żołnierza WP, wcześniej w AK: ”Na północ od Berlina natknąłem się na grupę polskich oficerów. W porządnie ściśniętych pasami mundurach, w wyczyszczonych butach szli na wschód po opuszczeniu oflagu, z którego uciekli strażnicy. Reakcja tych ludzi, do których podszedłem z prostego odruchu serca, zmroziła mnie i uderzyła w moją godność. Potraktowali mnie jak zdrajcę. Bóg z nimi, poszli swoją drogą”.

W Polsce tropi się bardzo zaciekle kolaborantów niemieckich, prawdziwych lub nie. Szuka się ich nawet pod kamieniami. Tymczasem kolaboranci sowieccy mają się bardzo dobrze. Gdy następnym razem będziemy słuchać o ”kolaborantach” z Brygady Świętokrzyskiej, przypomnijmy sobie słowa Berlinga:

„Prawdopodobnie, gdyby te całe gromady nie były tak beznadziejnie bezmyślne – nie byłoby Katynia. Duża, bardzo duża część winy za tę bezmyślność spada na starszych oficerów, którzy niestety w ogromnej większości znajdowali tylko słowa ostrej i bezwzględnej krytyki, w istocie swej nierozumnej, zdumiewająco tępej i nierozsądnej”.*

II wojna światowa w kolorze

Autor prowadzi stronę na FB -> II wojna światowa w  kolorze

Bibliografia:

  • Anders Władysław, ”Bez ostatniego rozdziału”
  • Anduła Kamil, ”3. Armia Wojska Polskiego”
  • Cenckiewicz Sławomir, ”Polscy agenci Moskwy w USA”
  • Cenckiewicz Sławomir, ”Katyńska geneza LWP”
  • Czapigo Dominik, ”Berlingowcy. Żołnierze tragiczni”
  • Hryciuk Grzegorz, ”Polacy we Lwowie 1939-1941”
  • Jaczyński Stanisław, ”Losy oficerów polskich ocalałych z zagłady na Wschodzie po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej”
  • Jaczyński Stanisław, ”Willa szczęścia’ w Małachówce. Próby pozyskania przez NKWD oficerów polskich do współpracy politycznej i wojskowej”
  • Kania Leszek, ”Sądy wojenne w Ludowym Wojsku Polskim”
  • Kospath-Pawłowski Edward, ”Chwała i zdrada. Wojsko Polskie na Wschodzie 1943-1945”
  • Łopianowski Narcyz, ”Rozmowy z NKWD 1940–1941”
  • Mackiewicz Józef, ”Sprawa mordu katyńskiego”
  • Mrozik Agnieszka, ”Komuniści (nie) mają ojczyzny…”
  • Pałka Jerzy, ”Ludowe Wojsko Polskie w walce ze zbrojnym polskim podziemiem niepodległościowym”
  • Sword Keith, ”The Soviet Takeover of the Polish Eastern Provinces, 1939–41”
  • Wnuk Rafał, ”Działania propagandowe niepodległościowego podziemia, kierowane do żołnierzy WP”
  • Wrzosek Mieczysław, ”Wysiłek mobilizacyjny narodu polskiego w latach 1944-1945”

Od redakcji:  Wszystkie fotografie pochodzą z publikacji Sławomira Cenckiewicza “Geneza Ludowego Wojska Polskiego 1943-1945”, 2017 r.

*Słowa Zygmunta Berlinga kończące artykuł odnoszą się do pomordowanych oficerów w Katyniu i mają uzasadniać konieczność dokonania mordu katyńskiego. Zrozumienie dla sowieckiej zbrodni obowiązywało w całym okresie istnienia LWP.

Z tej samej publikacji Sławomira Cenckiewicza:

Nie znamy dokładnej liczby zamordowanych przez LWP uczestników podziemia niepodległościowego, ale wydaje się, że łącznie z wykonanymi wyrokami śmierci zasądzonymi przez sądy wojskowe, jest to liczba przekraczająca 10 tysięcy ofiar. Przez cały okres swojego istnienia (1943-1989) LWP było częścią komunistycznego aparatu represji:

  • Początkowo było “Polską Dywizją Armii Czerwonej” z sowiecką kadrą oficerską.
  • Bezpośredni nadzór sowiecki zanikał po 1956 r., ale aż do 1991 r. (koniec Układu Warszawskiego) LWP było podporządkowane Moskwie.
  • Narzucony był sowiecki system nadzoru partyjnego, doktryna wojenna i system szkolenia.
  • Na zewnątrz LWP miało bronić interesów Imperium Sowieckiego, wewnątrz było instrumentem ochrony ustroju socjalistycznego.
  • Już po wyborach 4 czerwca 1989 r. Sztab Generalny WP planował 131 uderzeń atomowych na Zachód (istniał obowiązek przygotowania planów wojny napastniczej w ramach Układu Warszawskiego).
  • Wierność Związkowi Sowieckiemu była podstawą licznych interwencji przeciwko własnemu narodowi: pacyfikacja podziemia niepodległościowego, walka z emigracją, udział w stalinowskich represjach i mordach sądowych, fałszowanie historii, sowietyzacja kultury, prześladowanie Kościoła katolickiego, Czerwiec’56, Marzec’68, Grudzień’70, Grudzień’81, represje sądowe lat 80-tych.
  • Poprzez obowiązkową służbę wojskową i wciąganie społeczeństwa w wywiad i kontrwywiad wojskowy LWP asymilowało znaczącą część kolejnych pokoleń Polaków.
  • Całości obrazu dopełnia najazd na Czechosłowację w 1968 r., wsparcie udzielane ruchom komunistycznym na całym świecie oraz międzynarodowej sieci arabskiego terroryzmu.

Anna Pisarska-Umańska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *