Historia

„Nasi chłopcy” – moja refleksja na temat wystawy w Muzeum Gdańska

Po wysłuchaniu wywiadów przeprowadzonych przez redaktorów portalu Gdańsk Strefa Prestiżu postanowiłam i ja zabrać głos w dyskusji na temat kontrowersyjnej wystawy otwartej niedawno w Muzeum Gdańska.

Ze wspomnianym portalem internetowym jestem związana od kilku lat; piszę artykuły głównie o tematyce historycznej. Staram się przybliżać sylwetki naszych rodaków – będących np. patronami ulic polskich miast – osób godnych naśladowania, patriotów, których nazwiska współczesnym Polakom często nic nie mówią. Są to zwykle postacie zapomniane. Opisywałam m.in. losy polskich patriotów z Gdańska i Pomorza, szykanowanych za swą działalność społeczno – polityczną przez Niemców, z których wielu zapłaciło za to najwyższą cenę. Dlatego postanowiłam odnieść się do zagadnienia przymusowej służby Polaków – mieszkańców Gdańska i Pomorza w Wehrmachcie w czasie II wojny światowej.

Mój pradziadek Jan Kowalski zamordowany w Lesie Szpęgawskim.

Jak słusznie stwierdził dr hab. Karol Polejowski, temat ten został przez autorów wspomnianej wystawy wyrwany z kontekstu. Dla lepszego zrozumienia tego problemu należało przedstawić szerzej sytuację Polaków – mieszkańców Gdańska i Pomorza po zajęciu tych terenów przez III Rzeszę.

Warto przypomnieć, że parę miesięcy wcześniej Niemcy opracowali szczegółowy plan działań wojsk niemieckich (specjalnych grup operacyjnych SD i Einsatzgruppen) w pierwszych miesiącach wojny na terenach okupowanych.  Operacja ta nosiła Kryptonim „Tannenberg” i miała stanowić odwet za poniesioną przez nich sromotną klęskę pod Grunwaldem w lipcu 1410 r.

Jak podaje ks. Henryk Ormiński – powołując się na Alojzego Męclewskiego („Neugarten 27”) – celem powyższej operacji miało być „bezwzględne aresztowanie i zlikwidowanie tych Polaków, którzy z racji swego wykształcenia, zawodu i pozycji społecznej oraz ze względu na dotychczasową antyniemiecką działalność mogli wywierać wpływ na ludność polską”. W tym celu przed uderzeniem na Polskę sporządzili listy proskrypcyjne osób poszukiwanych tzw. „Fahndungsbuch”. Znalazły się na nich nazwiska tych Polaków, którzy tuż po wybuchu wojny mieli zostać poddani natychmiastowej eksterminacji.

przeczytaj:

Alojzy Męclewski podaje, iż wydany we wrześniu 1939 r. „Sonderfahndungsbuch Polen” zawierał nazwiska ponad 11 tysięcy takich osób. Wśród nich był mój pradziadek Jan Kowalski, właściciel majątku Bielsk w powiecie tczewskim, ostatni przed II wojną światową prezes Koła Rolniczego w pobliskim Piasecznie. Człowiek światły, patriota, znany doskonale Niemcom ze swej bezkompromisowej postawy. W chwili wybuchu wojny miał ponad 40 lat, czyli był jeszcze w wieku poborowym. Nie został jednak wcielony do Wehrmachtu, lecz aresztowany w pierwszych dniach niemieckiej agresji, przetrzymywany w Starogardzie Gdańskim, następnie rozstrzelany w Lesie Szpęgawskim.

Tablica upamiętniająca Polaków przetrzymywanych w pierwszych dniach września 1939 r. w budynku Victoriaschule w Gdańsku

Podobny los spotkał większość przedstawicieli pomorskiej inteligencji: nauczycieli, urzędników i księży katolickich, których we wrześniu 1939 r. aresztowano, w więzieniach poddawano torturom, a następnie mordowano.

W Gdańsku aresztowania polskich patriotów rozpoczęły się już w przededniu wojny. Wśród aresztowanych byli tacy działacze, jak Antoni Lendzion, Franciszek Belling, Alf Liczmański, Stefan Mirau, ks. Franciszek Rogaczewski, ks. Bronisław Komorowski. Przetrzymywani byli najpierw w obozie przejściowym dla jeńców cywilnych w gmachu szkoły dla dziewcząt „Victoriaschule”. Stamtąd w pierwszych dniach września przewieziono ich do obozu w Nowym Porcie lub bezpośrednio do KL Stutthof. Najaktywniejsi działacze (którzy najbardziej narazili się Niemcom) zostali straceni w dwóch masowych egzekucjach na początku 1940 r. Niektórych więźniów przewieziono z czasem do innych obozów koncentracyjnych np. KL Mauthausen Gusen, KL Sachsenhausen, KL Dachau. Tam umierali z powodu niedożywienia, ciężkiej pracy, albo chorób zakaźnych. Nielicznym udało się dotrwać do końca wojny. Część z nich zmarła z wycieńczenia w pierwszych miesiącach po zakończeniu wojny.

Warto wybrać się na Cmentarz Ofiar Hitleryzmu przy ul. Chrobrego w Gdańsku, na którym w czasie II wojny światowej odbywały się masowe egzekucje i gdzie w masowych mogiłach grzebano Polaków (jak również przedstawicieli innych narodowości np. Żydów) – rozstrzelanych, poległych, pomordowanych głównie z KL Stutthof oraz jego podobozach na Przeróbce i w Kokoszkach, a także zamordowanych w gdańskim więzieniu przy ul. Kurkowej oraz w Victoriaschule. Szacunkowo pochowano tu wtedy ponad 20 tys. osób, w tym od 2 do 3 tysięcy więźniów.

Cmentarz Ofiar Hitleryzmu przy ul. Chrobrego w Gdańsku.

Niektórzy z nich po wojnie zostali na tym cmentarzu upamiętnieni symbolicznymi imiennymi grobami – pomnikami. Osobny pomnik upamiętnia trzydziestu ośmiu obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, których szczątki poddane ekshumacji (przeniesione z terenu dawnej strzelnicy na Zaspie) spoczęły tu na początku lat 90. XX w.

Kim więc byli tytułowi „Nasi chłopcy” wcielani przymusowo do Wehrmachtu? W armii III Rzeszy nie służyli zapewne działacze przedwojennych polskich organizacji, takich jak np. harcerstwo, czy chociażby Gmina Polska – czołowa organizacja zrzeszająca przyznających się do polskości mieszkańców II WMG. Prawdziwych patriotów, którzy nie wyparli się swoich korzeni, którzy nie bali się głośno wyrażać swoich poglądów, Niemcy szybko „wyeliminowali” ze społeczeństwa.

Pozostałych mieszkańców okupowanych przez siebie terenów zmuszali do podpisania tzw. Niemieckiej Listy Narodowościowej (Volkslisty). Jej podpisanie było jednoznaczne ze służbą w Wehrmachcie. Za odmowę groziły poważne represje łącznie z konfiskatą mienia, a nawet karą śmierci. A jednak część naszych rodaków nie dała się złamać i była do końca wierna swym ideałom,  swej Ojczyźnie.

Brama dawnego obozu Stutthof

Maria Sadurska

W artykule wykorzystałam fragmenty książki ks. Henryka Ormińskiego pt. „Sługa Boży Ksiądz Konstantyn Dominik” oraz informacje podane w „Encyklopedii Gdańskiej”.

Dodaj opinię lub komentarz.