Robert Reinick z biedermeierowskim przesłaniem

Wielce uzdolniony artysta Robert Reinick (1805, Gdańsk-1852, Drezno) pochodził z gdańskiej rodziny kupieckiej.

Robert Reinick

Uczęszczał do słynnego Gimnazjum Miejskiego, ekskluzywnej szkoły średniej z wysokiej klasy kadrą pedagogiczną. Zdobył tam dość rzetelne wykształcenie literackie. Gdańsk okazał się jednak za mały na aspiracje młodego artysty. W wieku 20 lat wyjechał na studia malarskie do Berlina. W Akademii Sztuk Pięknych trafił do pracowni nazareńczyka profesora Fredricha Wilhelma von Schadow. W twórczości Reinicka dużą rolę odegrały wspomnienia miejsca urodzin – hanzeatyckiego Gdańska, nastrojowego miasta kierującego jego sztukę w stronę malarstwa historycznego.

Z Berlina, wraz ze zmianą przez jego profesora uczelni, Reinick powędrował do Düsseldorfu, gdzie poznał takich artystów jak: Theodor Lessing, Wilchelm Schimer, Alfred Renthel czy Eduard Bendmann. To okres 1831-1839 i jego bardzo dobry czas malarski. Powstało wówczas parę znakomitych obrazów, między innymi „Jacob i Rachel przy studni” czy prezentowany pejzaż „Zbieracze drewna”, jednak dziś olejne obrazy Reinicka należą do rzadkości i są poszukiwane. Obraz „Zbieracze drewna” został wylicytowany na aukcji w Dreźnie przez gdańskiego kolekcjonera Andrzeja Walasa i trafił do jego kolekcji malarstwa. Praca nawiązuje duchem do poezji E.T.A. Hoffmanna czy Adelberta van Chamisso. W treści sceny obok sztafażu pojawiają się romantyczne motywy, skały, grobowce.

Robert Reinick „Zbieracze drewna” 1843, zbiory Andrzeja Walasa

Wśród dość sielskiej atmosfery, krajobraz jako gatunek stał się nośnikiem treści. Precyzyjne malowanie zwiastuje pojawiający się klimat biedermeieru, doskonale znamionując zmiany w malarstwie niemieckim początku XIX wieku. W 1926 roku Wilhelm von Schadow przeniósł się do düsseldorfskiej akademii, gdzie utworzył klasę pejzażu. Po kilku latach akademia stała się synonimem solidnego malarstwa pejzażowego. Obraz Roberta Reinicka może być tego najlepszym dowodem.

Artysta przez większość życia poszukiwał swojego miejsca na świecie, podróżował między Gdańskiem, Berlinem, Neapolem, Rzymem w końcu osiedlił się w Dreźnie. Wcześniej jednak zakończył okres malarstwa historycznego i na kilka lat poświęcił się malarstwu włoskich rozświetlonych, pełnych słońca i ciepła pejzaży. Znane są obrazy z okolic Olevano, położonego niedaleko Rzymu.

Pogarszający się wzrok artysty w 1842 roku zmusił go do powrotu w rodzinne strony. Na jakiś czas zamieszkał w Sopocie u swojej przyrodniej siostry Marianne, aby podreperować nadszarpnięte samopoczucie i opanować problemy ze wzrokiem. Podczas wypoczynku w atmosferze sopockiego kurortu poznał swoją o 19 lat młodszą, przyszłą żonę Marię Behrenth, córkę Marianne, swoją siostrzenicę. Po ślubie w 1844 roku małżeństwo zamieszkało w Dreźnie, tam jednak problemy ze wzrokiem nasiliły się i zmusiły artystę do znacznej zmiany swoich zainteresowań.

Robert Reinick „Skały koło Olevano” 1840, zbiory Muzeum Narodowego w Gdańsku, zdjęcie oryginału

Zajął się literaturą, tworzył poezję, sztuki teatralne, pisał libretta operowe, bajki i pieśni, do których muzykę tworzyli między innymi: Robert Schumann, Johannes Brahms i Hugo Wolf. Głównie jednak Reinick poświęcił się literaturze młodzieżowej, redagował „Niemieckie Kalendarze Młodzieżowe”. Jego wiersze czy ballady prawie zawsze pozostały związane ze sztuką i artystami np. „Śpiewnik dla niemieckich artystów” czy „Pieśni malarza z rysunkami jego przyjaciół”. Został jednym z najbardziej znanych poetów swojego pokolenia. Wiele jego opowiadań, bajek czy pieśni odkrywanych jest do dzisiaj. Nierzadko szereg z nich pozostaje jeszcze słabo znanych, nieodkrytych i na razie bezimiennych.

Robert Reinick „Głowa dziewczynki” 1850, zbiory Muzeum Narodowego w Gdańsku, zdjęcie oryginału

Robert Reinick zmarł śmiercią samobójczą 7 lutego 1852 roku i został pochowany na drezdeńskim Cmentarzu Trójcy Świętej. Wielu współczesnych krytyków sztuki porównuje go do znakomitego niemieckiego malarza doby romantyzmu Ludwika Richtera. Należy jednak do tych gdańskich artystów, których jeszcze słabo rozpoznajemy.

Stanisław Seyfried, portal wybrzeże24.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *