Kultura i sztuka

Książki mają swoje losy. Mają je też wydawcy i biblioteki.

Czy ktoś jeszcze pamięta, że w czasach tzw. transformacji, w środowisku bibliotekarzy i księgarzy zastanawiano się nad przyszłością książki? Wielu światłych przedstawicieli zawodów związanych z książką wyrażało obawy, czy książka w tradycyjnej postaci przetrwa, czy zostanie wyparta przez nowe nośniki. W bibliotekach publicznych stopnia wojewódzkiego funkcjonowały już wypożyczalnie książki mówionej przeznaczone początkowo dla osób niewidomych i słabo widzących, potem także dla seniorów i dzieci dyslektycznych. Zastąpienie papierowej książki audiobookami wydawało się niektórym nieuchronne.

Biblioteka uniwersytecka w Vaxjo

O tych obawach sprzed lat przypomniałam sobie, gdy 18 kwietnia w Niezależnej pl. przeczytałam informację pt. ”Powrót do książek. Szwecja ogranicza cyfryzację szkół”. Okazuje się, że rząd szwedzki rozważa ograniczyć rolę narzędzi cyfryzacji w szkołach i ponownie postawić na tradycyjne metody nauczania: książkę, papier, długopis. Miałoby to poprawić spadający poziom czytelnictwa i sprzyjać większej koncentracji uczniów, lepszemu przyswajaniu wiedzy. „Od ekranu do książki” to nowe hasło promowane przez władze, które zamierzają przeznaczyć znaczne środki na zakup podręczników, a nauczanie opierać w większym stopniu na materiałach drukowanych. Oczywiście podnoszą się też głosy, że ograniczenie edukacji cyfrowej wpłynie negatywnie na przygotowanie młodych ludzi do rynku pracy. Trzeba więc znaleźć równowagę między nowoczesnością a tradycją…

Ta informacja zainteresowała mnie szczególnie, chociaż dotyczy szkolnictwa. Ja (emerytowana bibliotekarka) pamiętam czasy, gdy to biblioteki w Szwecji jawiły się nam jako twory wręcz wzorcowe.

Biblioteka uniwersytecka w Vaxjo

W 2000 roku z grupą bibliotekarzy (a właściwie bibliotekarek, bo akurat tak się złożyło, że to panie reprezentowały trójmiejskie biblioteki naukowe i wojewódzką bibliotekę publiczną) uczestniczyłam w wyprawie do Szwecji. Interesowała nas organizacja bibliotek u naszych sąsiadów, dostęp do najnowszych technologii. I tak w pierwszej bibliotece którą odwiedziłyśmy (Stadsbibliotek w Karlshamn) podziwiałyśmy wiele stanowisk komputerowych z dostępem do internetu. Mieszane uczucia wzbudziły komputery przeznaczone dla najmłodszych dzieci, które nie posiadły jeszcze umiejętności czytania. Trzy spośród sześciu filii tej miejskiej biblioteki dysponowały już skomputeryzowanym systemem wypożyczania książek. Miłym akcentem dla polskich gości okazał się gobelin przedstawiający Kraków oraz figurka Lajkonika. Te przedmioty zakupiono w czasie tzw. „polskiego tygodnia” w Blekinge. Ta pierwsza spośród bibliotek, jakie odwiedziłyśmy, słynęła także z organizowania wystaw malarstwa prezentowanych przez osoby prywatne lub władze gminne.

Miejska biblioteka w Ljungby

W miasteczku Ljungby nasze zainteresowanie wzbudziła „bajarka”, podobno jedyna taka osoba w Szwecji (!) jak zapewniali nasi gospodarze, zatrudniona na pół etatu jako opowiadacz bajek. Drugie pół etatu poświęcała na współpracę ze szkołami przy organizowaniu różnych form zabaw mających oswoić dzieci z biblioteką. Podziwiałyśmy małego czytelnika, który w sali przeznaczonej dla dzieci korzystając z wygodnej kanapy stanowiącej wyposażenie tej części biblioteki, był tak zatopiony w lekturze, że nie zwracał uwagi na zaciekawionych obserwatorów.

Biblioteka uniwersytecka w Vaxjo (do 1999 roku uczelnia była szkołą wyższą) kładzie, jak nas zapewniano, duży nacisk na umiejętność wykorzystania technik komputerowych i internetu. W 1998 roku około dwóch tysięcy studentów (z tego połowa to nowi studenci) przeszło szkolenie komputerowe. Od 1993 roku biblioteka ma skomputeryzowany katalog. W Vaxjo odwiedziłyśmy także centralę „książki mówionej” i pisanej alfabetem Braille`a.

Najnowocześniejszą formą „książki mówionej” mającą wielką przyszłość, choć kosztowną, okazał tekst nagrany na płycie CD. Dzieje się tak za sprawą systemu DAISY. Byłyśmy świadkami skopiowania na płytę tekstu całej książki z centrali w Sztokholmie, co zajęło kilka minut! Wyprawa do Szwecji utwierdziła trójmiejskich bibliotekarzy w przekonaniu, że idziemy w dobrym kierunku, ale aby się rozwijać musimy mieć zapewnione odpowiednie środki finansowe.

Odwiedziny w bibliotece miejskiej w Karlshamm

Minęły lata, a książki w tradycyjnej papierowej postaci przetrwały wbrew obawom i proroctwom.

Łacińska sentencja powiada się, że książki mają swoje losy (habent sua fata libelli…). Mają je też wydawcy.

Gdy „wybuchła Solidarność”, a potem nastąpił stan wojenny, także w świecie książek nastąpiły zmiany. W październiku 1980 roku Wydawnictwo Morskie opublikowało 12. numer almanachu gdańskich środowisk twórczych „Punkt” poświęcony wydarzeniom sierpniowym, będący próbą rekonstrukcji przebiegu strajku okupacyjnego zakończonego porozumieniem zawartym przez komisję rządową z międzyzakładowym komitetem strajkowym. Po roku Wydawnictwo Morskie wydało w stutysięcznym nakładzie książkę „Wałęsa”, złożoną z reportaży, wywiadów, wspomnień, wyboru listów, artykułów publicystycznych. Za tę książkę wydawca zapłacił wysoką cenę. Zespół złożony z przedstawicieli Komitetu Wojewódzkiego PZPR, Marynarki Wojennej, wojewódzkich władz MO, MkiS oraz Gdańskiego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk przeprowadził weryfikację pracowników wydawnictwa. Zwolniono dyrektora Edwarda Mazurkiewicza, kierowniczkę redakcji literatury pięknej Wandę Przybysławską oraz redaktorki Ewę Górską i Teresę Ciesielską.

A w 1992 roku ogłoszono upadłość wydawnictwa.

Czesława Scheffs

zdjęcia z domowego archiwum autorki

Dodaj opinię lub komentarz.