Podróże kształcą, czyli rzecz o pewnym gdańskim moście

W Gdańsku jest wiele interesujących mostów. Chciałbym zająć się jednym z nich ze względu na aktualny wizerunek, wzbudzający znaczne zainteresowanie i różne opinie.

Mowa o historycznym moście drogowym nad Kanałem Raduni, nieopodal Ratusza Starego Miasta, łączącym ulicę Korzenną z ulicą Kowalską. Wzniesiony w latach 1338–1356 szybko został zabudowany kamieniczkami, w których otwarto tzw. ławy chlebowe oferujące kupującym pieczywo. Niedługo potem tak istotna funkcja aprowizacyjna miejsca  zaczęła określać całą budowlę – pojawiła się popularna nazwa Most Chlebowy.

Most Chlebowy, widok w kierunku kościoła św. Katarzyny.

W  miarę rozwoju dzielnicy i miasta most stał się coraz użyteczniejszym łącznikiem komunikacyjnym. Przechodził różnego rodzaju przeobrażenia, zmieniał konstrukcję i powierzchowność. Zniknęły kamieniczki i wraz z nimi ławy chlebowe. Pozostała ugruntowana historycznie nazwa mostu, stając się częścią kulturowego dziedzictwa Gdańska. W początkach XX stulecia poszerzono go i przeprowadzono linię tramwajową. Po wojnie, dopiero w latach 2002–2003 doczekał się ambitnej i satysfakcjonującej, konserwatorskiej aranżacji. Przywrócono mu wygląd quasi retro: zabrukowano jezdnię, zamocowano wysmakowane, kute balustrady i stylowe latarnie. Most przekształcił się w nowy, znaczący, estetyczny element całego otoczenia tej części Kanału Raduni, wzbogacając tym samym jeden z najwspanialszych, reprezentatywnych i najczęściej utrwalanych w licznych dziełach plastycznych, na fotografiach i filmach widoków Gdańska (obok starego portu nad Motławą i Drogi Królewskiej).

Widok z mostu Chlebowego na ulicę Korzenną.

Jest fragmentem  rozpoznawalnej i znanej perspektywy – od ulicy Garncarskiej, poprzez most Chlebowy, Wielki Młyn, na zamykający miejski pejzaż kościół pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Jest też niewątpliwie najciekawszym, najładniejszym i najatrakcyjniejszym zdobnikiem komunikacyjnym architektury Starego Miasta.

Czy aby na pewno?

Tak było do czasu. Obecnie, zarówno udane osiągnięcie kosztownego wysiłku konserwatorów, jak i finezyjny jego wygląd można jedynie oglądać na zdezaktualizowanej ikonografii. Ażurowe, wymyślne wzory balustrad szczelnie pokryły całe warstwy ściśle – jak puzzle – przylegających do siebie i nakładających się jedne na drugie (z braku miejsca) zardzewiałych kłódek różnych typów i wielkości z wyrytymi  inicjałami i napisami… Pojawiła się bowiem najnowsza funkcja mostu Chlebowego – „most miłości”, „udostępniony” zakochanym parom na materialny wyraz wzajemnego uczucia, z czego skwapliwie skorzystało wiele setek par i pewnie korzystać będzie do nieprzewidywanej przyszłości. Stopniowo też nazwa „most miłości” zastępuje historyczne określenie, zacierając pamięć o dawnej funkcji mostu i pozbawiając Gdańsk nazwy, stanowiącej oryginalny fragment jego przeszłości i oryginalnej właściwości. Takie wierne naśladownictwo (tzn. przyjmowanie bez refleksji) europejskiego przecież „dizajnu”.

Most Chlebowy 31.07.2011 r., akcja wieszania kłódek rozpoczęta przez portal trojmiasto.pl

Uszlachetniony, milczący i bezbronny zabytek przegrał z nowymi upodobaniami i nową estetyką żywych, którzy blokując swoimi gestami dostęp do żelaznych balustrad, automatycznie uniemożliwili ich bezwzględnie konieczną, cykliczną konserwację. Machinalnie skazano wrażliwe elementy mostu na postępującą korozję, stałą destrukcję i niemałe koszty renowacji w nieokreślonej przyszłości.

Tymczasem…

Wakacyjne trasy minionego lata wiodły mnie m.in. szlakiem podgórskich, historycznych uzdrowisk od Krynicy Zdrój do Bardejovskich Kúpeli na Słowacji. Niezbyt od siebie odległe, słynące ze skuteczności, przyciągały do swoich źródeł nie tylko ze względu na właściwości lecznicze, ale i na wykreowaną modę. Warto przypomnieć, iż sława Bardejovskich Kúpeli w Europie, przede wszystkim na królewskich dworach i wśród arystokracji, rozpoczęła się od cudownego uzdrowienia naszego rodaka Tomasza Lisieckiego z Lisic. Od tej pory kurort zapełniał się pragnącymi przywrócenia lub wzmocnienia zdrowia z całego prawie kontynentu. Korzystali z niego m.in. austriacka arcyksiężniczka Maria Ludwika – przyszła żona cesarza Napoleona I, car Aleksander I, Sisi, czyli żona cesarza Austrii, Franciszka Józefa I. Z biegiem czasu renoma obu nieomal sąsiadujących ze sobą uzdrowisk inspirowała kuracjuszy do wzajemnych odwiedzin i wypróbowania skuteczności miejscowych źródeł.

Cerkiew św. Włodzimierza Wielkiego w Krynicy Zdroju.

Z Bardejovskich Kúpeli to już tylko skok do pobliskiego Bardejova (Bardiova), stolicy  słowackiej górskiej krainy – Górnego Szarysza. Po 20 latach zdecydowałem się na powtórne odwiedziny tego miejsca. Niezwykle urokliwe, historyczne miasto bogatych rzemieślników i kupców, usytuowane na wzniesieniu, prezentuje jedne z  najwspanialszych zabytków gotyku i renesansu w środkowej Europie. Przede wszystkim słynie z centralnie położonego, przepięknego (według niektórych opinii najładniejszego w Europie), rozległego rynku, otoczonego różnobarwnymi i różnokształtnymi kamieniczkami o gotyckiej proweniencji, gotycko-renesansowego ratusza i zamykającego północną fasadę placu, potężnego kościoła pw. św. Idziego Biskupa – zabytku słowackiej kultury narodowej z początku XV wieku.

Rynek w Bardejowie, kat, renesansowy ratusz i kościół św. Idziego z gotyckimi ołtarzami.

Obok wielu architektonicznych reliktów, klimat i nadzwyczajne oblicze miasta tworzą świetnie zachowane i z pietyzmem restaurowane pozostałości miejskich, imponujących fortyfikacji – potężne baszty i fragmenty murów.

Zaiste, całość tworzy niezwykle atrakcyjny i kuszący obraz, zachęcający do dłuższego pobytu, uważnego zwiedzania i rozsmakowania lokalnymi przysmakami, popijanymi różnymi wersjami rewelacyjnego, lokalnego piwa, warzonego według tradycyjnych, mnisich przepisów – „SMÄDNÝ  MNÍCH” (Spragniony Mnich), będącego smakową wizytówką całego Szarysza. Gorąco polecam!!!

Rynek w Bardejowie, ratusz z XVI w. (obecnie Muzeum Szaryskie) i późnobarokowa figura św. Floriana.

Kulturowa wartość miasta przekonała i międzynarodową komisję UNESCO, skoro w 2000 roku wpisano je na listę światowego dziedzictwa. Gdańsk dwukrotnie starał się o zaszczyt znalezienia się na tej niezwykle prestiżowej liście i o ile mi wiadomo, zabiega razem z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego po raz trzeci.

Wydłużony pobyt w tym czarownym miejscu pozwala na szczegółowsze zapoznanie się z przykładami znalezienia przez włodarzy miasta kompromisów pomiędzy chronioną surowymi przepisami UNESCO zabytkową substancją i przestrzenią a dzisiejszymi potrzebami i zamiłowaniami mieszkańców, również i młodszych pokoleń. Widoczny jest efekt tego niełatwego i niekończącego się dyskursu i dialogu. Np. robi wrażenie wystylizowany i subtelny, niewielki kompleks rekreacyjny u podnóża murów, składający się z ciekawego założenia rozległej fontanny i elementów małej gastronomii.

Rynek w Bardejowie, renesansowy ratusz i kościół św. Idziego.

I obok… Bingo!

No, właśnie. Wykonana z metaloplastyki duża forma przestrzenna stylizowanego serca z pozamykanymi na niej kłódkami zakochanych par. Jestem zaskoczony oryginalnością, odrębnością, pomysłowością, a najbardziej prostotą takiego rozwiązania. A więc nie musi być tak, jak w innych miastach Europy… I takie wyjście z ewentualnego sporu, likwiduje sprzeczne opinie wokół projektu, niemającego nic wspólnego z zabytkiem, zakłóceniem dziedzictwa, przepisami, a zwłaszcza z problemami i kosztami konserwatorskimi.

Serce do zawieszania kłódek.

Że Bardejov żyje również teraźniejszością i młodsze pokolenia mogą manifestować własne upodobania i muzyczne mody, upamiętniając swoich muzycznych idoli, świadczy sympatyczna, przylegająca do pierzei murów uliczka Johna Lennona. Na ścianie umocowano metalowe tabliczki przypominające zmarłych, sławnych liderów muzyki pop: m.in. Janis Joplin, Jimiego Hendrixa, Jima Morrisona.

Uliczka Johna Lennona w Bardejowie.

Już po wakacjach, po powrocie do Gdańska, okoliczności skierowały mnie na most Chlebowy, od niedawna zwany również „mostem miłości”. Według zwolenników jego nowej funkcji – bliski europejskiego feelingu i stylu. A ja, stąpając w szpalerze kłębów zardzewiałych kłódek, w oczach mam obraz subtelnego serca ze słowackiego Bardejova.

Adam Koperkiewicz

Od redakcji: Odwrót od wieszania kłódek nastąpił po częściowym zawaleniu się Pont des Arts w Paryżu. Miasta zaczęły usuwać zbędne kilogramy zagrażające zabytkowym konstrukcjom i wprowadzać kary pieniężne za powtórne zawieszenie i pozostawienie złomu. Powtarzamy zatem za Wenecją: Gdańsk nie potrzebuje twoich śmieci!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *