Strefa obywatelska

Rower w Bałtyku, dron w Królewcu

Jest takie pojęcie fachowe, GPS spoofing. Brzmi niewinnie, ale w praktyce oznacza jedno: ktoś celowo oszukuje sygnał GPS, podsuwając urządzeniom fałszywe dane o ich położeniu. To nie teoria spiskowa To codzienność na Pomorzu.

I wtedy, zupełnie niespodziewanie, na scenę wjeżdża… system rowerowy MEVO.

Rosja od dłuższego czasu bardzo intensywnie bawi się w takie „sztuczki”. W normalnym ruchu samochodowym skutki są raczej kosmetyczne. Nawigacja nagle twierdzi, że jedziemy polem, rzeką albo przez środek lasu. Człowiek wzruszy ramionami, skręci na oko i dojedzie. Problem zaczyna się wtedy, gdy w grę wchodzą urządzenia, które muszą ufać GPS-owi. Na przykład drony.

Dron ma GPS włączony na stałe. To jego kompas, mapa i punkt odniesienia w jednym. Gdy uruchamia się spoofing, dron nagle „dowiaduję się”, że wcale nie startował z łąki pod miastem, tylko, dajmy na to z Bałtyku albo z obwodu kaliningradzkiego (piszemy „kaliningradzkiego” celowo; „Królewiec” zachowajmy na moment, gdy historia znów zacznie iść w dobrą stronę).
Efekt? Dron traci orientację, zrywa łączność z aparaturą, próbuje wracać do miejsca startu, które… nie istnieje. Albo istnieje, tylko kilkadziesiąt kilometrów dalej. Zdarza się, że leci w zupełnie obcym kierunku. Zdarza się też, że po prostu spada. W takich sytuacjach operator najczęściej nie ma nad tym żadnej kontroli.

Najciekawsze jest jednak to, że nie ma skutecznych aplikacji, które by temu zapobiegały. Co więcej, nie ma też porządnych narzędzi, które wprost powiedziałyby: „uwaga, właśnie jesteś ofiarą GPS spoofingu”. Użytkownik drona zostaje z problemem sam.

Rowery MEVO w Bałtyku i Rosji

I wtedy, zupełnie niespodziewanie, na scenę wjeżdża… system rowerowy MEVO.

Nie chodzi o same rowery, tylko o ich stronę internetową i aplikację. Gdy Rosja zaczyna zakłócać GPS, MEVO pokazuje to dokładnie. Rowery nagle „parkują” na środku morza, teleportują się na Litwę albo tłumnie meldują w obwodzie kaliningradzkim. Trudno o bardziej czytelną wizualizację problemu.
Dla droniarzy w naszym rejonie to dziś jedno z najprostszych i najbardziej wiarygodnych „narzędzi ostrzegawczych”. Jeśli rowery pływają po Bałtyku, lepiej zostawić drona w plecaku.

W świecie, w którym wojna elektroniczna dzieje się tuż obok nas, czasem właśnie miejski rower mówi prawdę. Skoro jednoślad potrafi zgubić się na morzu, to lepiej nie udawać, że z naszym GPS-em wszystko jest w porządku. Bezpiecznych lotów.

Andrzej Ługin

Dodaj opinię lub komentarz.