Strefa obywatelska

Czy referendum w Gdańsku ma sens, gdy nie ma kim zastąpić władzy?

Wystarczyło proste pytanie zadane na naszym profilu Facebook: “Czy warto robić referendum w sprawie odwołania prezydent Gdańska?”, aby pod postem wylała się fala komentarzy, która pokazuje dość smutny obraz nastrojów w mieście. Z jednej strony widać ogromną wściekłość na dziurawe drogi, lód na chodnikach i arogancję urzędników. Z drugiej panuje rezygnacja i przekonanie, że Gdańsk jest politycznie zabetonowany.

Referendum w Gdańsku: Pomiędzy wielką złością a brakiem wyboru. Kliknij zdjęcie.

Dlaczego mieszkańcy się wściekli?
Głównym paliwem do dyskusji o odwołaniu władz stała się… zima. A konkretnie to, jak miasto sobie z nią nie poradziło. Komentujący bezlitośnie punktują oblodzone chodniki (ktoś wprost pisze o “lodowisku” i zagrożeniu dla starszych ludzi). Mieszkańcy czują się pozostawieni sami sobie, podczas gdy urzędnicy są postrzegani jako oderwani od rzeczywistości, rozdający nagrody, pozujący do zdjęcia i świetnie się bawiący.

Przeczytaj:

Pretensji jest jeszcze więcej. W komentarzach powtarza się zarzut o “betonozę” i rządzenie pod dyktando deweloperów. Ludzie piszą, że miasto staje się miejscem tylko dla turystów, a mieszkańcy są obywatelami drugiej kategorii. Konsultacje społeczne są fasadą – albo ich nie ma, albo mieszkańcy są tylko informowani o tym, co nastąpi, bez realnej możliwości wpływu na cokolwiek. Ich zdanie jest ignorowane. Do tego dochodzą korki, zamykanie mostów i paraliż komunikacyjny. Wiele osób ma poczucie, że władza jest arogancka, a radni służą tylko “do ozdoby i pobierania profitów”.

Dlaczego referendum może nie wypalić?
Mimo tej złości, spora część dyskutujących wylewa kubeł zimnej wody na pomysł referendum. Dlaczego? Bo nie widzą alternatywy.

Najczęściej pojawiające się pytanie to: Kto zamiast? Ludzie boją się, że odwołanie prezydent to tylko strata czasu i pieniędzy, bo na horyzoncie brak charyzmatycznego lidera. Opozycja jest oceniana jako słaba, wręcz homeopatyczna. Co więcej, pada argument o “syndromie sztokholmskim” wyborców. Panuje przekonanie, że w Gdańsku układ polityczny jest tak silny, że rządząca partia wygrałaby wybory, nawet gdyby wystawiła, jak sugeruje jeden z internautów “worek ziemniaków”, byle tylko nie wygrał nikt z PiS-u.

Przeczytaj:

Bezsilność rodzi też specyficzny humor. Zamiast realnych kandydatów ludzie w żartach proponują na prezydenta postacie z memów, panią z bejzbolem czy pana z minigunem. To dowód na to, że politykę traktują już z przymrużeniem oka, bo w realną zmianę nie wierzą.

Dyskusja ta pokazuje, że gdańszczanie znaleźli się w politycznym potrzasku. Z jednej strony mają serdecznie dość obecnego zarządzania, ślizgania się po chodnikach i stania w korkach. Z drugiej, są przekonani, że ich głos nic nie zmieni, bo karty są już rozdane, a konkurencji brak.

Sytuacja w Gdańsku przypomina trochę narzekanie pasażerów w autobusie, który jedzie w złym kierunku. Wszyscy krzyczą na kierowcę, że źle prowadzi, ale nikt nie chce go zmienić, bo boją się, że nikt inny nie ma prawa jazdy. Więc autobus jedzie dalej, a pasażerom zostaje tylko trzymanie się poręczy i zaciskanie zębów.
Czy cud nad urną może się zdarzyć?

Komentarze pod postem analizował Andrzej Ługin

Często zadawane pytania (FAQ)

1. Czy w Gdańsku odbędzie się referendum w sprawie odwołania prezydent?
Obecnie trwa dyskusja społeczna wywołana frustracją mieszkańców. Formalna procedura wymaga zebrania odpowiedniej liczby podpisów, jednak główną barierą jest brak silnego kandydata opozycji.

2. Jakie są główne zarzuty mieszkańców wobec władz Gdańska?
Mieszkańcy punktują przede wszystkim złe utrzymanie dróg zimą, postępującą „betonozę”, faworyzowanie deweloperów oraz brak realnych konsultacji społecznych.

3. Dlaczego przeciwnicy referendum uważają je za bezcelowe?
Głównym argumentem jest brak alternatywy. Wiele osób obawia się, że odwołanie obecnej prezydent nie przyniesie zmiany, dopóki na scenie politycznej nie pojawi się nowy, charyzmatyczny lider.

Dodaj opinię lub komentarz.