Ciekawostki

Cabin boy i ciekawostki o szyprach

Szyprem w Gdańsku w XVI w. mógł zostać tylko obywatel Gdańska, czyli ten, który posiadał prawa miejskie. Ewentualnie posiadający prawa innego miasta Hanzy, ale z majątkiem w Gdańsku i osiadły nad Motławą. W 1616 r. trochę ten przepis w Wilkierzu złagodzono i wymagano „zdolności” otrzymania prawa miejskiego.

Ograniczało to oczywiście możliwość zdobycia pracy w mieście i cech szyprów mocno bronił dostępu do swej branży. Czasami udawało się zdobyć porękę gdańskiego obywatela-armatora i prowadzić statek na czas dopełnienia niezbędnych formalności.
Członkostwo w cechu było podzielone na pełne, dające wszystkie uprawnienia (pełni bracia), i półczłonkostwo (półbracia), które dawało możliwość jedynie zastępstwa szypra.

Do Dworu Artusa mieli wstęp jedynie szyprowie, którzy jednocześnie byli armatorami-pracodawcami, czyli ci najbogatsi. Szyprowie najemni nie mieli tam wstępu. Oni spotykali się w domu cechowym przy Św. Ducha. Tam również dobrze się bawiono, a od 1585 r. miały prawo wstępu kobiety.

Ordynacja odzieżowa zaliczała szyprów do trzeciej kategorii (na pięć). Była to średnia grupa mieszczan – szyprowie, maklerzy, właściciele warsztatów rzemieślniczych, drobni kupcy. Mogli nosić skórzane pasy nabijane srebrem, czapki sobolowe. Jednak jedwab nie był już dla nich.

Statek z zupełnie innej epoki, czyli XIX-wieczny kliper herbaciany „Cutty Sark”, który stoi u nabrzeża w Londynie. Kliper „Lwów” był polskim pierwszym statkiem, który przeciął równik, co stało się 13 sierpnia 1923 r. Był to zresztą jedyny kliper, jaki mieliśmy, i był dowodzony przez kpt. Ziółkowskiego.

W drugiej połowie XVIII w. księga cechu szyprów odnotowała 123 wstępujących do cechu. Wśród nich 65 (prawie 50%) pochodziło z samego Gdańska. 25 (ok. 20%) z okolic miasta, 11 (blisko 10%) z Pomorza Zachodniego, 2 z Lubeki, po 1 z Hamburga i Bremy, kilku z Holandii i Norwegii, 2 z Bydgoszczy, 1 z Mirachowa. Szyprowie starannie dobierali załogę, w końcu wszyscy odpowiadali za przewożony towar.

W celach wojennych werbowano wszystkich, jak leci. W 1458 r. rada Gdańska, ogłaszając nabór na statki (wojna 13-letnia), nie przyjmowała jedynie złodziei kościelnych, morderców i banitów. Widocznie inni przestępcy chętnie się zgłaszali.

Na statkach obsesyjnie dbano o czystość. Brak higieny był jednym z najcięższych przewinień w angielskiej Królewskiej Marynarce Wojennej. Jesteśmy przekonani,  że na statkach był bajzel, brud i szczury, może na pirackich tak, ale nie na handlowych i wojennych. Obawiano się chorób, zwłaszcza tyfusu. Z obowiązku szorowania pokładu zwolnieni byli marynarze pracujący na żaglach. Tępiono tych, którzy załatwiali się poza wychodkami. Mimo tych zabiegów pod pokładem często panował fetor z powodu niemycia ciał, słabego wietrzenia i pokątnego opróżniania pęcherza. Dlatego marynarze tak chętnie palili fajki.

Czystością na statku zajmował się tzw. cabin-boy. W okrętowej hierarchii to był najniższy stopień, niższy od majtka.  Taki polski chłopiec okrętowy. Chłopcy sprzątali, roznosili posiłki, przekazywali wiadomości, pomagali kucharzowi, czasami stali na wachcie. Robili to wszystko, co było zbyt brudne dla załogi. Mieli po 13-16 lat, ale ośmiolatki też się zdarzały. A gdy brakowało ludzi, porywano ich wprost z ulicy albo ze statków handlowych (to dotyczy jednostek wojennych).

Nie był to zawód jakoś specjalnie wynagradzany. Kariera Jamesa Cooka – od chłopca okrętowego do kapitana i odkrywcy – była wyjątkowa. Podobnie sir Francis Drake’a, czy  wiceadmirała Nelsona. W czasach nam bliższych  najsławniejszym cabin boyem jest Matthew Henson, który twierdził, że razem z Robertem Pearym zdobył biegun północny w 1909 (miał już wtedy 43 lata, więc takim chłopcem nie był). Co do zdobycia bieguna są pewne wątpliwości, ale niewątpliwie nie ma innego chłopca okrętowego, który 18 lat spędził na arktycznych wyprawach.

Anna Pisarska

Dodaj opinię lub komentarz.