Hitlerowiec wszedł w dom…

Dokładnie przed 80 laty, 14 września 1939 roku, Siostra Franciszka Berek, w szpitalu na placu Kaszubskim, zapisuje, czego doświadcza:

“O godz. 8 wchodzi hitlerowiec w dom… Pozdrawia, przegląda korytarze, zagląda do otwartych drzwi. Przybliżam się do niego i proponuję przedstawić mu naczelnego lekarza majora Cetkowskiego. Zamienili ze sobą kilka słów i odchodząc zapowiedział, iż przyjdzie za 10 minut jakiś pułkownik objąć szpital. Przyszedł za małą godzinę. W międzyczasie przyszli prości szeregowcy. Dwóch z nich hardo się postawiło. Pytali przede wszystkim o broń i grozili z wyciągniętym browningiem, że u kogo znajdą broń, do tego strzelać będą. Mówimy, że broni nie ma, gdyż codziennie zabierano przywiezioną przez rannych.

przeczytaj: 

Przy furcie w bramie leżą pokrwawione ubrania żołnierskie. Zabierają się do przeszukania ubrań. Znajdują broń i szorstko powtarzają groźbę. Tłumaczymy, że nie mogliśmy wiedzieć czy wszystkie ubrania zostały przeszukane. Wreszcie przychodzi lekarz – Haupptman z kilkoma innymi. Doktor Cetkowski przyjmuje ich i chcą obejrzeć rannych. Kiedy wspominamy, że leży czterech hitlerowców, od razu idą do nich i po chwili decydują, że przewożą ich natychmiast do Gdańska. Podobno hitlerowcy powiedzieli im, że się z nimi dobrze obchodzono u nas. Obejrzeli potem wszystkie piętra i zażądali, aby dwa piętra górne natychmiast opróżnić z chorych i dać im do dyspozycji.

Zaczyna się bieganina z przeniesieniem chorych z 3 i 4 piętra. Na gwałt przenoszą się Siostry z 5 piętra. W starym domu umieszczamy naszych chorych rannych cywilnych. Większą część chorych żołnierzy ewakuujemy do Szkoły Morskiej, gdzie znajduję się już przeszło 600 rannych Polaków. W Domu Kolejarza urządzono szpital dla cywilnych, głównie kobiet i dzieci. Tam też posyłamy wszystkie nasze kobiety a oddział położniczy obkładamy żołnierzami. Siostry z personelem zabierają się do uporządkowania 3 i 4 piętra. Każde łóżko świeżo powleczone.
Tymczasem wieczorem przychodzi około 70 zdrowych Niemców i kładą się do czystych łóżek. Poprzednio o godz. 20.00 zażądali kolacji dla siebie. Trzeba było na gwałt coś robić. Tłumaczymy się, że nie mamy mięsa (nie chcemy wydawać ostatnich szynek i wędlin) i dajemy im jajka, chleb z masłem i herbatę. Na holach i korytarzach pełno żołnierzy, pełnią wartę i obserwują nas bacznie.

Szpital św. Wincentego

Szpital św. Wincentego w czasie wojny

Słyszymy, że nasze wojska cofnęły się na Oksywie i zamierzają się bronić. Co chwila słychać też straszną kanonadę i pożary. Siostry wprowadzają się do swoich dormitarzy z powrotem. Przez cały dwa tygodnie kładły się gdzie mogły po kątach, a często na ziemi. Z miasta przychodzą do nas skąpe wiadomości. Zabrano podobno 100 zakładników, w tym kilku księży, przeważnie poważni panowie. Ulokowani są w jakiejś kawiarni. Następnie tysiące mężczyzn internowano. Stoją o głodzie i chłodzie w ogrodzie Żeglugi Polskiej. Nasz Ksiądz Kapelan przerażony do ostateczności rozchorował się i położył do łóżka siostry Anastazji. Zastępuje go jakiś ksiądz – uciekinier, również stale wystraszony. Prosi, aby w czasie Mszy Św. nie otwierać drzwi na ulicę. Przy furcie postawiono straż. Żołnierz jeden mówi po polsku i przyjmuje interesantów. Prosiłam siostrę Nowak, aby siedziała też przy furcie. Całe masy kobiet, głównie krewnych naszych żołnierzy Polaków przychodzi pytać o swoich. Nikogo nie wolno wpuszczać a kto musi wyjść do miasta, musi mieć przepustkę.

Siostry wincentynki 

Wreszcie kładziemy się na spoczynek, po części już w swoich łóżkach. Około 23.00 zbudziły nas mocne kroki licznych butów. Pukają mocno do naszego dormitarza. Pytają o broń. Tłumaczymy, że tu Siostry śpią. Odchodzą zaraz i pukają do kilku jeszcze drzwi. Tłumaczą się, że otrzymali rozkaz przeglądania wszystkich mieszkań. Myśleli, że to mieszkania prywatne. Uciszyło się i zasypiamy, mimo, że strzelanina coraz głośniejsza. O godz. 3.00 wpadły przerażone dwie Siostry do nas, bały się pozostać w dormitarzu same. Pozostały z nami do rana, drzemiąc po trochu. Kiedy rano odsłoniliśmy okna, widzimy w podwórzu Skwiercza i na ulicy, pełno żołnierzy niemieckich i różne wozy. Podobno Gestapo ma swą siedzibę”..

Ulica Starowiejska

Żołnierze niemieccy na ul. Starowiejskiej, podwórze hotelu rodziny Skwiercz

Marcin Scheibe

Autor prowadzi profil na fb Gdynia. Dawny Plac Kaszubski – Portowa

Autorzy zdjęć nieznani.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *