Strefa obywatelska

Dwa światy w Gdańsku. Zwykły kibic płaci krocie, a radni jedzą za darmo.

Gdańscy radni opozycji ujawnili luksusy w stadionowych lożach VIP na Polsat Plus Arenie. Zwykli kibice płacą za wszystko. W tym samym czasie miejska elita bawi się na koszt podatnika. Spółki miejskie wynajmują loże za publiczne pieniądze. Urzędnicy unikają jednak odpowiedzi na pytania o koszty.

Radni gdańscy, prezydent Gdańska i posłowie. Bywalcy loży VIP fot. profil publiczny Facebook któregoś z radnych

Dwa różne światy na stadionie w Gdańsku

Wyobraźmy sobie typowy dzień meczowy. Przeciętny kibic, chcąc obejrzeć Lechię Gdańsk, musi przygotować się na niemałe wydatki. Herbata czy woda 10 zł. Zapiekanka 24 zł. Pizza 45 zł. Nawet słabiutkie piwo to już 20 zł. To sportowe święto dla normalnego człowieka, który za każdą chwilę radości czy smutku płaci z własnej, zarobionej gotówki.

Luksusy w strefie VIP bez limitów

Wystarczy jednak wejść piętro wyżej, do strefy VIP, by przenieść się do zupełnie innej rzeczywistości. To prawie świat prosto z serialu o milionerach, gdzie portfel staje się jedynie zbędnym rekwizytem. Dla miejskiej elity przygotowano szwedzki stół z nielimitowanymi przekąskami, bo nikt tego nie kontroluje, choć jest sugestia w menu, że niby 300 gramów na osobę. Dania główne serwowane są przez profesjonalną obsługę. W menu znajdziemy: brioszkę z szarpaną wołowiną, łososia w sosie koperkowym czy polędwiczkę wieprzową w sosie musztardowym. Do tego, oczywiście, wino białe lub czerwone wina oraz piwa z baru. Wszystko za darmo, a raczej na koszt kogoś innego.

Gdzie podziały się sportowe emocje?

Pojawia się też zasadnicze pytanie: czy w tym luksusowym zaciszu ktokolwiek jeszcze pamięta o piłce nożnej? W loży VIP próżno szukać klubowych barw (niektórzy mają, ale jest ich zdecydowanie mniej niż na innych sektorach, o dopingowym nie wspominając nawet. Wielu gości nie wstaje nawet podczas hymnu. W loży VIP jedzenie i napitki wygrywają z emocjami meczowymi. Stadion, zamiast być świątynią sportu, zamienia się w elegancką knajpę, gdzie zamiast sportowych emocji dominuje kibicowanie własnym żołądkom i wątrobom. Smutne to, ale prawdziwe, sport schodzi na dalszy plan ustępując miejsca konsumpcji.

Przekąski w loży VIP fot. Andrzej Skiba

Kto za to płaci? My, czyli podatnicy

Najbardziej kontrowersyjne jest to, kto tak naprawdę finansuje tę „knajpę”. Wśród najemców lóż znajdziemy miejskie podmioty, takie jak Gdańskie Autobusy i Tramwaje, czy zakład zajmujący się odpadami, a także Gdańskie Wodociągi, czy lożę sejmiku województwa. To nasze wspólne pieniądze, pieniądze mieszkańców Gdańska, finansują darmowe uczty dla radnych i ich znajomych. Dzieje się to w czasie, gdy mieszkańcy muszą mierzyć się z wizją podwyżek opłat za bilety komunikacji miejskiej lub wywóz śmieci.

Loże miejskich spółek. fot. Andrzej Skiba

Milczenie gdańskiej władzy

Radni opozycji próbowali zbadać tę sprawę. Andrzej Skiba i Barbara Imianowska  chcieli dowiedzieć się, ile kosztują te luksusy. Spotkali się jednak z murem milczenia. Władze miasta i radni, zamiast odpowiedzieć na proste pytania o wydatki publiczne, po prostu milczą. Taka postawa budzi sprzeciw i rodzi pytania o przejrzystość działań samorządu.

Czas na „ogarnięcie się”

Jeśli politycy chcą oglądać mecz przy winie i polędwiczce, powinni robić to jako sektor prywatny, za swoje własne pieniądze. Czas, aby gdańscy radni wzięli sobie do serca krótką, ale ważną radę: „ogarnijcie się” (to słowa z sesji Rady Miasta Gdańska z kwietnia, gdzie Prezydent Dulkiewicz kierowała to do radnych przy dyskusji o przedszkolu „Stokrotka”).

Przeczytaj:

Mieszkańcy mają prawo wiedzieć, jak wydawane są ich środki, a stadion powinien być miejscem dla prawdziwych kibiców, a nie darmową jadłodajnią dla wybranych. Bo przecież nic tak nie smakuje, jak darmowa polędwiczka, zwłaszcza gdy płaci za nią ktoś inny, prawda?

Pamiętacie radną Platformy Obywatelskiej Sylwię Cisoń? To ta, która zwyzywała taksówkarza. Kazała mu „wracać do siebie”. Padły też słowa powszechnie uznawane za niecenzuralne. Bo źle stanął przed stadionem. A ona przecież nie mogła się spóźnić do loży VIP na mecz… No, właśnie – na mecz, czy może bardziej na wyżerkę?

Aż ciśnie się na usta: co wolno wojewodzie, to nie tobie…. Smacznego, droga władzo.

Andrzej Ługin

Dodaj opinię lub komentarz.